#DK9n4

Miałam 21 lat i byłam na weselu u kuzyna. Wyszłam sobie na papierosa przed salę i stał tam mój wujek - ojciec pana młodego. Zaznaczę, że wujek był alkoholikiem i kiedy go spotkałam przed salą był już mocno pod wpływem alkoholu. No ale wiadomo, rodziny się nie wybiera, to i zagaiłam gadkę o mało ważnych pierdołach, żeby nie było głupio stać w ciszy.

W pewnym momencie wujas złapał mnie mocno za rękę, przyciągnął do siebie i moją rękę skierował do swojego rozporka i zapytał, czy nie zrobię mu loda. Byłam w ogromnym szoku i wykrzyczałam, że co on w ogóle wyprawia? A on mi na to "To czemu jesteś dla mnie taka miła? Przydasz się do czegoś". Uciekłam, emocje wzięły górę, rozpłakałam się. Podeszłam do matki i jej o tym opowiedziałam, a ona tylko zapytała po co z nim rozmawiałam i żebym nie robiła afery przy rodzinie, bo wstyd. Szok i niedowierzanie. Na matkę byłam obrażona dobre kilka miesięcy za jej reakcję i zlekceważenie sytuacji.
Wujasa nie widziałam od wesela, a jakieś 2 lata później zapił się na śmierć. Nie byłam na pogrzebie, nie było mi nawet przykro.

#zWPWQ

Czy myśleliście kiedyś jak to jest mieć za dziewczynę prostytutkę?

Gdy zaczęliśmy się spotykać nie wiedziałem o tym co robi, podobno była nimfomanką. Związek całkiem się nam układał aż zerwała ze mną po 4 latach. Stwierdziła, że musi to przemyśleć może z innym partnerem spróbować, a potem do mnie wróci. Jak się domyślacie nie wróciła, a ja się z tego cieszę.

Ale do sedna.

Jakiś czas po zerwaniu przeglądałem różne strony erotyczne i trafiłem na zdjęcia już swojej byłej dziewczyny, była na nich naga ze spermą na twarzy, ona oczywiście ani słowa (mieliśmy wtedy jeszcze kontakt). "Nie wydaje ci się, tylko podobna jakaś".

Następnie natrafiłem na jeden filmik, i tak się ruszyło. Znalazłem kilka i napisałem do niej z fejk konta, że chcę kupić jej filmy. Udało się, dostałem dwa. Jeden nakręciła u siebie w domu, a drugi wysłała mi jakiś starszy - zauważyłem, że pokój, w którym film był kręcony to mój pokój.... Tak, jak była u mnie nagrała film erotyczny. Z tego samego konta napisałem do jej byłego przyjaciela udając, że przypadkowo na niego trafiłem. Ciężko, ale uwierzył i tu się zaczęło. Wypytałem go o wszystko co możliwe. Okazało się, że miał trochę jej filmów i zdjęć, do tego robiła mu za darmo sex pokazy i kasowała za nie po 50 zł. Przespała się z wieloma facetami, nawet ojca upiła i robiła mu loda (tak pokazał mi zdjęcie). Regularnie ruchała się z chłopakiem swojej najlepszej przyjaciółki, z którym ja okazyjnie piłem wódkę. Na sam koniec powiedział mi, że poza zabawami wszelkiego typu, była na kilku wieczorach kawalerskich jako główna atrakcja. 
Wiem, że jest już po ślubie, nie wiem czy wie o tym jej mąż, ale ja byłem załamany...

#l8l1P

Tu autorka wyznania https://anonimowe.pl/e75bD
Może mnie pamiętacie, albo i nie. W każdym razie to ja jestem tą niepełnosprawną dziewczyną o kulach, która zauroczyła się chłopakiem swojej asystentki.

Tak, poszłam na ich ślub, było to jesienią zeszłego roku. Co prawda byłam tylko na ślubie bo obiad był po uroczystości był przeznaczony dla rodziny i bliskich przyjaciół. Bardzo wtedy płakałam na ślubie. Doszło do mnie że Igor nigdy mój nie będzie, nawet jeśli mnie lubi. Drugim powodem płaczu było to, że najwyraźniej nie uważali mnie za przyjaciółkę skoro nie zaprosili mnie na obiad po ślubie. Druga podopieczna Weroniki dostała zaproszenie na ten obiad, a ja nie. Czułam się wręcz podwójnie porzucona.

Całymi tygodniami nie chciałam wychodzić z domu. W końcu udało się Weronice wyciągnąć mnie do biblioteki. Po ślubie jakby ktoś ją odczarował. Znowu była dla mnie miła, żartowałyśmy się, przytulałyśmy. Z czasem dołączył do nas Igor. Postanowiłam, że będę czerpać jak najwięcej z ich towarzystwa, ale już zero przytulania do Igora czy innych rzeczy, które mogłyby niepokoić Weronikę. Na moje fantazje miłosne pozwalałam sobie tylko w mojej głowie.

Po jakimś czasie Igor zaczął sam przychodzić w wolnym czasie. Długo dyskutowaliśmy o naszych pasjach, żartowaliśmy się, śmialiśmy się. Często chodziliśmy na spacer, na gofry albo nad wodę. Werka jest teraz w ósmym miesiącu ciąży z bliźniakami. Ona bardzo się cieszy, ale Igor chodzi blady i smutny, wziął za nią jej asystenturę oraz nadal widujemy się prywatnie, lecz czysto przyjacielsko
Tydzień temu gdy jedliśmy gofry powiedział takie zdanie:
„Wiesz, żałuję, że wziąłem ten ślub. Wiem, że mnie kochasz i ja chyba ciebie trochę też”.
Dosłownie gula stanęła mi w gardle. Jeszcze rok czy dwa lata temu skakałabym pod sufit z radości, ba nawet teraz bym skakała gdyby nie fakt, że będą mieli dzieci! Co jak co, ale nie mogę zabrać dzieciom ojca.
„Trochę za późno, no nie?” - odpowiedziałam, a mój głos był mocno płaczliwy. Bez słowa odwiózł mnie do domu i do tej pory się nie pojawia na asystenturę. Zresztą na początku września projekt się kończy, więc i tak pewnie ich nie zobaczę.
Kiedy zwierzyłam się z tego mojej nowej internetowej przyjaciółce to wyzwała mnie od suk bez serca.
Czuję, że postąpiłam moralnie słusznie, więc dlaczego czuję się tak źle i samotnie?

#7aESG

Chcę podzielić się z Wami pewną historią z mojego życia.

Miałam kiedyś brata młodszego o 5 lat. Z charakteru byliśmy do siebie bardzo podobni - często się kłóciliśmy, biliśmy - jak to brat z siostrą. Mój brat bardzo jednak był zżyty z moją młodszą o rok siostrą. We dwójkę ciągle robili psikusy mi i strasznie dokuczali. Z racji tego, że miałam już w tamtym czasie lekką nadwagę, utarczki słowne mnie dobijały. Moi rodzicie nigdy się tym jednak nie przejmowali. Co najbardziej mnie boli w tym wszystkim to jest to, że Młody był bogiem, a ja czystym złem. Młodemu zawsze się wszystko należało - najlepsze ciuchy, najlepsze zabawki. Moja siostra - z racji tego, że była szczupła, też miała wszystko najlepsze. Mi jedynie pozostawało usłyszeć od matki "I tak jesteś gruba i nie zmieścisz się w żadne nowe ciuchy". Ile razy płakałam w sklepie albo w domu, bo mama nie chciała mi kupić wymarzonej bluzki, czy nowych spodni. Czasami marzyłam o tym, żeby po prostu umrzeć. Tak! Ja 8-letnia marzyłam o śmierci.

Nie było mi łatwo - nie dość, że koledzy w szkole się ze mnie śmiali, to jeszcze w domu byłam traktowana jak niepotrzebne coś. Nie mogłam prosić o nic nowego. Zupełnie nic. Bo zawsze tylko słyszałam, że ja tego nie potrzebuje. Dlatego nauczyłam się już w tamtym czasie, że jeśli już potrzebuję nowych spodni, ale to potrzebuję tak że te co mam to się zużyły, to wtedy szłam i mówiłam. Tak samo było z obuwiem (dzisiaj w mojej szafie można znaleźć tylko to co potrzebuję - a nie to co chciałabym sobie kupić).
Prawdziwa tragedia przydarzyła się jednak w momencie, gdy mój brat miał 9 lat. Świeżo po komunii. We wrześniu wraz ze swoim kolegą utonęli w starej cegielni. Mamy wtedy nie było w domu - była w pracy. Dziadek od dwóch lat nie żył. Żniwa w pełni, więc ojciec był w pracy i go też nie było. Byłam ja i moja młodsza siostra. Telefon o tym, że stało się coś Młodemu odebrała siostra. Babcia, która w trakcie tego wszystkiego była na plotkach wróciła i powiedziała, że we wsi coś się stało. My szybki telefon do rodziców (posiadałyśmy już pierwsze komórki). I od tego czasu długie czekanie na jakiekolwiek info. O 20.32 (pamiętam dokładnie tę godzinę) przyjechał mój kuzyn - nie żyją. Oboje się utopili. Mimo to nadzieja była we mnie do końca. Nie mogłam w to uwierzyć.
Pogrzeb. Cała szkoła. Wszyscy we łzach. Nawet oficjele z gminy przybyły (nasze nazwisko jest bardzo poważane w okolicy, mimo że nie jesteśmy jakoś super bogaci).

Dramat i tragedia. Lecz mój koszmar zaczął się później. Szukano winnych. Matka obwiniała mnie o śmierć brata. Powiedziała, że to ja powinnam zdechnąć. Że jestem niechciana. Moja rodzicielka o wszystko obwiniła mnie. A prawdą jest to, że ona wyraziła na ich wyjście zgodę.
Od tego wszystkiego minęło 12 lat, a ja żyję w poczuciu, że zabiłam brata. Moja matka mi ciągle o tym przypomina.

#7KRv3

Trochę o wychowawcach, którzy nie powinni być pedagogami.

Zawsze byłam bardzo cichym dzieckiem. Byłam bardzo przywiązana do domu, gdzie miałam nie tylko kochających rodziców, ale również dziadków. Wychowana na Kubusiu Puchatku i czytanych na okrągło książeczkach, trafiłam do przedszkola.

W przedszkolu mój cichy charakter przemienił się w wewnętrzne zamknięcie i lęk przed obcymi. Moja nieśmiałość była piętnowana przez wychowawczynię, nazwijmy ją pani A. Pani A krzyczała na mnie, jeśli nie potrafiłam czegoś zrobić. Pani A zawsze stawiała mnie jako wzór kogoś gorszego. W przedszkolu umiałam już czytać - pani A w to nie uwierzyła, zawsze uważała mnie za tępe dziecko. Pamiętam taką sytuację, że po spacerze z grupą w szatni zablokował mi się zamek w bluzie, nie mogłam jej zdjąć. Poprosiłam panią A o pomoc. Przez chwilę mocowała się z zamkiem, gadając przy tym na moich rodziców, że takie ciuchy dają dziecku (xD), a potem zostawiła mnie, samą, w tejże szatni, nakazując, bym poradziła sobie sama. Wzięła resztę grupy i wróciła do sali, na górę. Ja, pozostawiona sama sobie, bliska płaczu, z ulgą przyjęłam nadejście pani sekretarki, która akurat weszła do przedszkola. Z miłym uśmiechem pomogła mi uporać się z problematycznym zamkiem, w który weszła jakaś nitka.

Gdy wróciłam, pani A zapytała mnie, kto mi pomógł, a gdy powiedziałam, że pani sekretarka, zaczęła się na mnie wydzierać przy wszystkich dzieciach, że pani sekretarce nie można przeszkadzać w pracy. Nie słyszała moich zapewnień, że pani przyszła z dworu i nie wchodziłam do sekretariatu.
Morał? Nie podejmujcie pracy, która was irytuje. Możecie dzieciom zrobić dużą krzywdę, krzywdę psychiczną, która często jest dużo gorsza od fizycznej.

#NN62U

Pierwszy raz się udzielam w internetach. Po tym jak rzucił mnie mój eks, w sumie z dnia na dzień, po 7 latach związku, z początku byłam załamana. Potem nastąpiły kolejne fazy żałoby, czyli smutek, żal, niedowierzanie, wk*rw, alkoholizm itp. I nastąpiła też moja faza najgorsza, czyli hoe phase.

Zarejestrowałam się na różnych portalach, dedykowanych tylko do jednego celu. Spotkałam się z kilkunastoma facetami. Gorsze jest to, że większej ilości panów wysyłałam swoje n*desy, ale zazwyczaj bez twarzy. Może w 2 przypadkach z twarzą. Czasem ogarnia mnie strach, że te n*desy jednak gdzieś wypłyną.

#nVpoi

Stałem w kolejce po chleb i nagle dwie osoby przede mną zauważyłem pewną dziewczynę. Podobny wiek, piękna, elegancka, dla mnie ideał. Pomyślałem, jak zagadać, ale jestem takim nieudacznikiem życiowym, że opcja bezpośredniego powiedzenia czegokolwiek odpadała. Myślałem więc, jak wspaniale by było, gdyby zapomniała zabrać chleb, który kupiła, a ja wtedy złapałbym go, podbiegł do niej, oddał i był kochany za ten niezwykle romantyczny czyn.
Chwilę potem dziewczyna odeszła od lady, a chleb… został.

Udało mi się tylko wybełkotać ekspedientce, że dziewczyna zostawiła chleb.
Jestem większym nieudacznikiem życiowym niż sam myślałem :(
Dodaj anonimowe wyznanie