#KktrB

Zabiłam kiedyś jeża. Ale od początku.


Mieszkałam kiedyś z chłopakiem na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie z jednej stratny były łąki i różne krzaki. I właśnie w zimie z tej łąki, na drogę osiedlową przypałętał się mały jeżyk. Nie był to już mój pierwszy tak uratowany. Wzięłam więc malucha do domu, naszykowałam mu specjalny domek, nakarmiłam i tak sobie żył, czekając na pojawienie się roztopów i wyższej temperatury.


Miałam też ją w sypialni łóżko, które "wędrowało". Był to tapczan, który po nocy odsuwał się od ściany na odległość jakąś 5-7cm. Później rano jak ścieliłam łóżko, dosuwałam tapczan do ściany.

Ale przejdźmy dalej do historii.


Pewnego dnia zauważyłam, że ręcznik, który wisiał na grzejniku (w celu wysuszenia) leży na podłodze, zwinięty w kłębek. Pomyślałam że ów jeżyk się w nim zakopał i smacznie sobie śpi. Nie myślałam, żeby faktycznie to sprawdzać, bo już nie raz tak było. Tak więc zajęłam się łóżkiem i oczywiście przysunęłam je do ściany. Nie poczułam nic dziwnego, żadnego oporu ani nic.


Dopiero chyba na drugi dzień, jak nie słyszeliśmy charakterystycznego tuptania, zaczęliśmy zwierzaka szukać.
I tak po dłuższych poszukiwaniach znalazł go chłopak. Jeżyk niestety był ściśnięty między łóżkiem a ścianą. Nie było szansy na odratowanie. Chłopak tak się tym przejął, nie zważając na moje tłumaczenia i wszystko wyrzucał sobie. Wziął więc zwierzaka i zakopał go gdzieś za domem. A mi do tej pory pojawiają się wyrzuty sumienia, że nie spojrzałam za łóżko.
Wybacz jeżyku.

#n5MeV

Lubię spać na podłodze. Wolę ją niż łóżko z kołdrą. Nie wiem czemu ale łatwiej mi na niej zasnąć i jest mi wygodnie.

Anonimowe jest to, że nad tym nie panuję.

Kiedy siedzę na podłodze i robię cokolwiek, to i tak w końcu obudzę się mając twarz na panelach. Czasem śpię 5 minut, a czasem nawet 2 godziny. Ostatnio tata mnie tak znalazł w pokoju i udawałam, że to była tylko chwila, a tak naprawdę leżałam tam prawie półtorej godziny...

#wkP2z

Jako młody chłopak byłem ministrantem i podczas mszy świętej zawsze bałem się, że wierni widzą moje myśli w dymku nad moją głową (swoją drogą, gra w simsy z pewnością odcisnęła swoje piętno na tym).
A co takiego mogliby zobaczyć? Otóż często wówczas fantazjowałem o tym, jak przystojny ksiądz z naszej parafii robi ze mną "miłe rzeczy". Skąd mogłem wiedzieć o czymś takim? Z telewizji, oglądałem mnóstwo telenowel, więc sceny miłosne (owe miłe rzeczy) nie były dla mnie niczym obcym, a przynajmniej takie nieszczegółowe.

Mimo tego, że o aktach miłosnych dowiedziałem się więcej na przełomie paru lat, nie chciałbym, żeby ktokolwiek w kościele oglądał moje śmiałe myśli. A co do księdza, to po prostu zmienił parafię; do niczego nigdy nie doszło między mną a żadnym duchownym.
Dzisiaj chce mi się z tego śmiać, a z drugiej strony zastanawia mnie fakt, że już w tak młodym wieku przejawiałem chęć do tej samej płci.

#cu6cV

Pewnego pięknego dnia mój kochany dziadzio odwiedził mnie i mojego męża. Jako że mieszka na wsi oddalonej od naszego miasta o jakieś 40 km został na noc, bo wcześnie rano miał udać się do naszego szpitala do jakiegoś specjalisty. I tak siedzimy sobie wieczorkiem, oglądamy wiadomości i było coś o gejach. I tu się zaczęła tyrada mojego dziadzia, że to pojęcie ludzkie przechodzi, że chłop z chłopem i parę innych jeszcze niewyszukanych obraźliwych tekstów. No nic... pogadał, pogadał, koniec tematu. Idziemy do łóżek.

Wstałam rano, robię kawę, a do kuchni wchodzi dziadek w koszulce z napisem I LOVE SWEDISH BOY. Zaczęłam krztusić się ze śmiechu, gdy w końcu odzyskałam oddech i wytłumaczyłam dziadkowi co głosi jego koszulka, w której wybierał się do lekarza, zagotował się i ruszając w stronę łazienki mruczał coś o zabiciu babci.

Kocham tego starego nietolerancyjnego wariata :D

#Nrm69

Czekałem sobie na autobus i dokarmiałem swoje zwierzątko nowotworowe. Wtem zobaczyłem ją. Drobne dziewczę, złotowłose, z zacnym tyłkiem, przeglądające coś w telefonie. No czego chcieć więcej, powiedzcie mi ,szanowni panowie? W mym pustym łbie zostało postanowione, że podejdę do niej i spróbuję ją poderwać, bo w kokonie przegrywa nie wolno wiecznie żyć. Tak więc rozpoczynam swe mierne zaloty i podchodzę. Zauważyłem, że czyta coś na Anonimowych i... No właśnie... I wypaliłem niechcący legendarny tekst: "kalafijor...".

Ta jedyna, wymarzona, złotowłosa, Roszpunka odwróciła się i uśmiechnąwszy się, zainicjowała rozmowę z najbardziej rasowym debilem, jakiego świat widział (czytaj mną). Z burakiem onieśmielenia na twarzy zapytałem, czy umówi się ze mną na herbatkę. Ze swym uśmiechem aniołka odpowiedziała, że tak i następnie wymieniliśmy się numerami. Cały w skowronkach wróciłem do domu.
Tydzień potem spotkaliśmy się. I tak drugi, trzeci, czwarty raz... Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Czuliśmy się ze sobą nadzwyczaj dobrze, a wzajemne spotykanie się uszczęśliwiało nas. Żeby oszczędzić wam nudnie opisywanego love story...

Tak. Dziś mijają trzy miesiące, odkąd jesteśmy małżeństwem. I nasz potomek jest w drodze. Jeżeli Anonimowe będą żyły za ileś lat, to chyba zaszczepię w mym synu/ mojej córce uwielbienie do tej strony. Bo w gruncie rzeczy to ona i herbatka sprawiły, że nie jestem przegrywem i mam kochającą żonę, a za jakieś 7 miesięcy będę miał własne dziecię. :)

#VwC5m

Wychodzę ci ja do nocnego po piwo, bo nie zdążyłem do karalucha przed zamknięciem, a tu na trawniku pod blokiem trup.

Se myślę kurde, niebezpiecznie. Się rozglądam - nikogo. No to mając szkolenie CPR za sobą podchodzę i zgodnie z instrukcją zapytuję "halo, glebę kontemplujemy?". Truposz się poruszył, więc oprzytomniałem nieco i zacząłem zauważać szczegóły, co mi wcześniej umknęły - płaszcz rozpięty, choć zimno, torba w krzakach, wzrok mętny, głos bełkotliwy.

Pytam więc, co mu się przytrafiło, czy pogotowie wzywać? On na to, że od kumpla wraca, ale się z siłami przeliczył i się nie dotoczył, a mieszka niedaleko. Nawet adres pamiętał i rzeczywiście, dwie przecznice dalej.

Ale że trzeba przejść dość ruchliwą ulicę, to mówię mu, że go podwiozę. No serio, bałem się, że pod jakiś samochód wpadnie, skubany, bo nogi to mu lambadę odstawiały.

Zaholowałem go do samochodu i podwiozłem pod klatkę.

Gość nie mógł uwierzyć. Pewnie nazajutrz myślał, że mu się przyśniło, ale kiedy zapytał, jak się ma odwdzięczyć, kazałem mu zająć się jakimś zmęczonym nieznajomym, jakby też znalazł jakiegoś kiedyś w krzakach :-)

#PvvyC

Jestem facetem przed czterdziestką. I jestem brzydki. Wstyd to powiedzieć, ale nigdy nie miałem kobiety, nawet nigdy nie trzymałem żadnej za rękę.
Kiedyś jak miałem znajomych, to jakoś było trochę raźniej, ale wszystko się zmieniło, każdy się poszedł w swoją stronę i teraz jestem sam jak palec.
Czy jestem żałosny?
Czy jest tu ktoś, kto ma podobnie?

#5VySD

Bardzo ją lubię i zawsze mi się podobała, ale od słowa do słowa umówiliśmy się na seks bez zobowiązań. Ona w ogóle nie szukała związku, ale tej bliskości to każdy czasem potrzebuje. No więc spędziliśmy ze sobą całą noc, a nie dawaliśmy sobie zasnąć do rana, tak było dobrze.
Po kilku dniach zadzwoniła do mnie z awanturą, że wszyscy faceci są tacy sami, a ja jestem bydlakiem i potraktowałem ją jak dziwkę.
Jakieś pytania?

#eTAwP

Ok. pół roku temu dodałam wyznanie, jak to mój mąż zakochał się w innej (#ZkSwH #nO5ag).

Przez kolejne miesiące próbowaliśmy naprawić nasze stosunki. Oboje się staraliśmy, poświęcaliśmy wiele trudu, aby było jak wcześniej. Nie chcieliśmy zadowalać się półśrodkami, że ja mu wybaczę, on przestanie myśleć o niej i kiedyś się pewnie uda zapomnieć. To były tygodnie i miesiące starań, ale żeby zakończyć ten rozdział definitywnie i zrozumieć co teraz czujemy, postanowiliśmy przepracować wszystko jeszcze z terapeutą. Przez dwa miesiące chodziliśmy do naprawdę super faceta.
To miał być koniec, mieliśmy ruszyć z naszym życiem dalej, zostawiając przeszłość i te wszystkie wzajemne żale. Tak też zrobiłam. Natomiast mój mąż stał się nie do zniesienia. Za każdy razem gdy wypił drinka czy dwa zaczynał mnie przepraszać i płakać, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Rozumiałam pierwszy raz, drugi, ale w końcu zaczęło mnie to wkurzać. Zaczęła mnie wkurzać ta mina zbitego psa, jego kolacje co drugi dzień "na przeprosiny" i te głupkowate teksty, że będzie mi to wynagradzać do końca życia. Z faceta pewnego siebie, przyjaciela, z którym mogłam porozmawiać o wszystkim, stał się jakąś cholerną beksą, którą można było obrazić byle czym!

Tak, to był cios dla naszego małżeństwa, ale to chyba ja miałam większe prawo na takie zachowanie i na pewno już nie chciałam, żeby co chwilę mi o tym przypominał.
Tak jak mówiłam, zawsze byliśmy ze sobą szczerzy, dlatego też wywaliłam wszystko na stół, żeby nie robił z siebie pipy, tylko wziął się w garść i zachowywał normalnie. Wpadł w szał... a raczej w szloch. Zaczął ryczeć jak dziecko, że nie jest mnie godny... Miałam dość. Tak bardzo jak kochałam go wcześniej, tak przez to zachowanie doprowadził do tego, że cała ta miłość gdzieś zniknęła. Nie mogłam na niego patrzeć. Chyba przestałam go kochać.

Miesiąc temu zakończyłam związek z tym mężczyzną. Mówię tak, bo to nie jest już mój ukochany. Nie poznaję go. Nie potrafię powiedzieć dlaczego tak bardzo się zmienił przez tę sytuację. Dałam mu czas, żeby się się ogarnął, ale z każdym tygodniem było jeszcze gorzej. Zasugerowałam wizytę u psychiatry (sama kiedyś brałam leki na depresję), ale nie chciał nawet o tym słyszeć. Odeszłam, czuję, że mogę normalnie oddychać. Bardzo tęsknię za moim mężem i nie rozumiem co tak drastycznie zmieniło jego cały charakter, ale ja już nie potrafię być z tym człowiekiem...
Dodaj anonimowe wyznanie