#q2Mci

Piszę opowiadania, a ostatnio wydałem drugą książkę. Da się z tego wyżyć i opłacić kredyt a do tego uwielbiam pisać. Problem w tym, że aby zatrzymać żonę i dzieci, musiałem przestać pić alkohol. Przestałem. Od 4 miesięcy nie piję, od 3 miesięcy nie napisałem ani słowa. Pustka w głowie. Albo będę się odurzał w tajemnicy przed żoną i pisał, albo muszę znaleźć sobie inną pracę, której będę nienawidzić.

#0JskB

Jakiś czas temu pracowałem jako audytor. Jeździłem po sklepach z jednej większej sieci supermarketów i kontrolowałem dostawy. Po jednej z takich dostaw poszedłem do sklepu na zakupy. Kupiłem potrzebne rzeczy na śniadanie, jak bułka, kabanos, sok, i stanąłem w kolejce do kasy.

Przede mną widzę starszą panią typu moher – berecik, płaszczyk i walizeczka na kółkach. No to myślę, że sobie postoję.
Nagle krzyk i przerażenie kasjerki przykuły moją uwagę. Wywiązała się rozmowa między babcią a kasjerką. Kasjerka, widząc ciurkiem lecącą krew z głowy babci, pyta „Czy nic pani nie jest?”.  Babcia na to, że nie wie o co chodzi, że się czuje świetnie. Zdumiona kasjerka kontynuując powiedziała, że przecież leci jej z głowy krew. Babcia na to ściągnęła beret... i mym oczom ukazała się na jej głowie paczka wątróbki od rzeźnika, z której leciała krew.
Babcia chciała podjebać wątróbkę.

#pXu0w

Jestem lekarzem weterynarii, pracuję głównie z bydłem mlecznym i co ważne, jestem młodą kobietą.
Jakiś czas temu w pewnym gospodarstwie inseminowałam krowę. W trakcie „zabiegu” młody rolnik zaprasza mnie na wesele jako osobę towarzyszącą.
Tak że ja tu grzebię w krowie, a on do mnie: „Może pójdzie pani ze mną na wesele?”.

#EKMlh

Popołudniowa podróż komunikacją miejską. Nagle słyszę głos mężczyzny, który stojąc na środku autobusu komunikuje, iż ma jeden nieskasowany bilet, który mu się w najbliższym czasie nie przyda, a nie chce go nosić w portfelu nie wiadomo ile i jest gotowy właśnie komuś go oddać. Nie trzeba było długo czekać, bo już po kilku sekundach obok mężczyzny było dwóch chętnych na ów cenny skrawek papieru.

Niby taki mały gest, a ile było szczęścia na twarzach potencjalnych obdarowanych...
Do momentu, gdy tajemniczy dobrodziej uśmiechnął się zawadiacko i powiedział „No to, panowie, poproszę o przygotowanie biletów do kontroli”...

#vKEgP

WOŚP, a co za tym idzie - miliony postów na FB o tym jak Owsiak okrada biedne, chore dzieci. Pod postami komentarze liczące często ponad 100 opinii różnych osób i dyskusje o tym, czy warto dać choćby złotówkę, a jeśli warto - to czy nie lepiej na Caritas.

Za każdym razem jak widzę takie posty, przeglądam je. I za każdym razem mam ochotę coś napisać, ale powstrzymuję się, bo nie chcę podpisywać się pod tym swoim nazwiskiem - zbyt łatwo byłoby wywnioskować o kim mówię. Dlatego właśnie opisuję historię tutaj.

Będąc w podstawówce i gimnazjum, uczestniczyłam w szkolnym kole Caritas. Idea piękna - nie żałuję, że się tam znalazłam. Co tydzień sprzedawałam świeczki w kościele na rzecz Caritasu, uczestniczyłam w zbiórkach karmy dla zwierząt dla schronisk, suchej żywności dla domów dziecka czy samotnych matek... Robiłam mnóstwo rzeczy w wolnym czasie, z których do tej pory jestem dumna. Ludzie byli uprzejmi, uśmiechali się do mnie i moich znajomych z koła, chwalili za dobre intencje.

W liceum zapisałam się na WOŚP. W życiu nie słyszałam tylu obelg na swój temat co przez te 3 dni, kiedy zbierałam pieniądze do puszki. Te same panie, które chwaliły mnie za bezinteresowność, gdy sprzedawałam im świeczki w Caritasie wyzwały mnie od złodziejek. Padały oczywiście również bardziej wulgarne określenia. Mnóstwo osób z góry założyła, że skoro jestem młoda i z WOŚP, to pewnie pieniądze podbieram z puszki, a przecież nie było ku temu powodu. Mało tego - proboszcz, gdy był u nas na kolędzie, zasugerował moim rodzicom, że ukradłam pieniądze z puszki. Więcej kolędy nie przyjęliśmy, a ja przestałam się gdziekolwiek udzielać. Trochę z braku czasu, więcej z braku chęci.

Będę szczera. Wiem, że pani, która zabierała od nas pieniądze zebrane na świeczkach do Caritasu, część wkładała sobie do kieszeni - pochwaliła się tym mi i moim znajomym w kościele, nakłaniając do zabrania paru świeczek do domu, "bo i tak nikt nie zauważy". Wiem, że dziewczyny, które liczyły w liceum ile zebraliśmy pieniędzy jako szkoła, zawsze wyliczały ich mniej niż w rzeczywistości było.
Ale wiem też, że moja kuzynka żyje dzięki sprzętowi z serduszkiem. Wiem również, że Caritas przekazuje zebrane artykuły do domów matek, bo zdarzyło mi się rozmawiać z jedną z takich mam. Więc jak słyszę, że "nie dam, bo złodzieje", to mi się nóż w kieszeni otwiera... OKEJ, ludzie kradną i nic na to nie poradzisz, ale chociaż część pieniędzy dotrze do potrzebujących - bo nie każdy kradnie.

#X4Qpk

Chodzę do 8 klasy. Już od momentu gdy wypadły mi mleczaki zauważyłam, że moje stałe zęby nie rosną tak jak powinny i są bardzo krzywe. Nikt nie pilnował mnie, aby pójść z tym do ortodonty albo żebym chociaż myła swoje zęby, jednym słowem byłam za mała, aby sama się z tym pilnować i wiedzieć, ponieważ nikt mnie nie nauczył, że powinno się myć codziennie zęby.
To był trudny czas, w którym moja mama związała się z bardzo toksycznym chłopakiem, terroryzował mnie i mojego brata, nękał psychicznie, byliśmy zaniedbani i o niczym nie mogłam porozmawiać z mamą, bo wszystko mówiła swojemu chłopakowi. Krzyczał z byle powodu, a najbardziej to był złośliwy dla mnie, co bym nie zrobiła, to mnie prześladował. Dlatego moje uzębienie zostało zaniedbane.

Przez to, że w młodszym wieku zaniedbałam swoje zęby, teraz mam niezłe ubytki. Owszem, był czas, w którym chodziłam do dentysty, lecz nie trwało to długo ze względu na trudną sytuację finansową.

Mam już dość, nienawidzę swojego uśmiechu tak bardzo, chciałabym mieć aparat na zęby. Wstydzę się mówić lub śmiać, zawsze zakrywam twarz, bo nienawidzę gdy ktoś patrzy na moje zęby, czuję wtedy dyskomfort. Bardzo zazdroszczę moim koleżankom, które stać na aparat... niestety nawet na dentystę nas już nie stać, przez co mam duże problemy, bo naprawdę bolą mnie moje zęby gdy jem i muszę uważać. Mam już przez to myśli samobójcze.

#QmmOV

Gdy chodziłem jeszcze do gimnazjum, miałem nauczycielkę od geografii, na którą wołaliśmy Żyleta. I nie chodzi tu o to, że była wymagająca, bo to ostatnia rzecz, jaką można by o niej powiedzieć. Sęk w tym, że raz przyszła lekcję, „ukradkiem” (bo wszyscy to widzieli, rzecz jasna) podwinęła nogawki spodni i zaczęła golić nogi :D

PS Byliśmy dość zniesmaczeni samym faktem, że załatwia takie sprawy wśród uczniów, ale mimo wszystko trzeba jej przyznać, że nogi to miała całkiem ładne ;)

#05DF7

Na pasterce spotkałam się z męską wersją mohera. Zacznę od tego, że miałam złamaną nogę i niezbyt przyjemna była wizja stania przez całą mszę. Z tego powodu przyszłam z koleżanką pół godziny przed czasem, żeby zająć miejsce siedzące, usiadłyśmy w ostatniej ławce. Z czasem ludzi zaczęło przybywać i około 23.50 przyszedł on – mężczyzna w wieku około 55 lat. Podszedł do nas i oznajmił, iż to jest jego miejsce i mamy, grzecznie mówiąc, iść gdzie indziej. Trochę mnie to zdziwiło, facet nie wyglądał na chorego ani nic. Praktycznie nie było już miejsc siedzących, więc nie miałam zamiaru się przesiadać. Wtedy on zaczął nas popychać, żebyśmy ustąpiły. Ze stoickim spokojem powiedziałam, że „swoje miejsce to on będzie miał na cmentarzu, a to jest kościół i każdy może siedzieć gdzie chce”. Jego twarz przybrała bordowych odcieni, a on nie komentując mojego zachowania poszedł szybkim krokiem do zakrystii.
Wrócił. Z księdzem.
Powiedział księdzu, że to ja przyszłam i wygoniłam go z ławki i jeszcze straszyłam cmentarzem. Na moje szczęście był to ksiądz, który uczy mnie religii i ma naprawdę niezwykle podejście do młodzieży. Powiedziałam jak było naprawdę i ksiądz wskazał panu miejsce z przodu i powiedział, że „dziewczynę boli noga i wypadałoby być dżentelmenem i ustąpić”. Uśmiechnął się i poszedł. A pan wielce obrażony wyszedł z kościoła i więcej go nie widziałam.
I w sumie nie wiem, czy nie lepiej byłoby po prostu ustąpić.
Dodaj anonimowe wyznanie