#ItF1c

Mój szef to najlepszy człowiek, jakiego znam.

Pracuję przy biurku i mam widok – jak prawie każdy – na ulicę, gdzie pracowała biedna, starsza pani, sprzedawała bilety samochodowe. Codziennie pracowała, nawet  zimą, gdy były wysokie mrozy. Widziałem na przerwie, że któregoś mroźnego dnia szef chodzi tak i patrzy na tę starszą panią. W końcu poszedł po nią. Przyszedł z nią do biura i powiedział, że da jej tyle samo, ile zarabia tam, a jej obowiązkiem będzie robienie nam kawy... Tak, tylko kawy!

Pani, a raczej Tereska, jest najlepszą osobą do pogadania jaką znam odkąd pracuję w naszym biurze, a i kawę robi dobrą :)

#Hd1zz

Jestem z kobietą, która myśli, że pieniądze rosną na drzewie, a kiedy ich potrzebujemy, to idę i zrywam.

Moja luba pracuje w biurze, ja natomiast w handlu. Ona ma minimalną, ja w zależności od miesiąca pomiędzy 5-6 tys.(przed pandemią zawsze było nie mniej niż 9). Kiedy moje zarobki zaczęły się zmniejszać, inflacja zwiększać, koszt kredytu wzrastać, a auto psuć, zaczęły się między nami małżeńskie nieporozumienia. Wisienką na torcie był fakt poinformowania jej, że swoją wypłatę też musi wkładać do domowego budżetu. Jaki to był wtedy płacz, lament i pretensje, że ona ma tyle swoich wydatków... Wcześniej miała swoją wypłatę tylko dla siebie. Koniec końców po którymś zarzucie z jej strony, że źle zarządzam domowym budżetem, postanowiliśmy, że będę jej oddawał swoją wypłatę i ma zrobić tak, żeby nam starczało.

10 lutego zablokowałem na swoim koncie możliwość brania debetu, wyciągnąłem sobie 500 zł na drobne wydatki i oddałem jej swoją kartę płatniczą. Dostała takiego wiatru w żagle, że już 28 lutego terminal odrzucił kartę z powodu braku środków na koncie. Myślałem, że okaże skruchę, a ona okazała roszczenia i pretensje. Mówiła, że musimy wrócić do sklepu, bo nie kupiła tego czego potrzeba. Stwierdziłem, że nie mamy pieniędzy, bo wydała, ona na to, żebym sobie nie stroił żartów, że to trzeba kupić. Mam odłożone trochę pieniędzy, ale nie przyznałem się, że mam. Zapytałem się z czego będziemy teraz żyć, ona żebym nie zadawał głupich pytań, wziął pożyczkę albo wymyślił coś innego, mam coś zrobić i koniec. Nie uległem, wyśmiałem ją i wyciągnąłem z portfela niecałe 200 zł i do 10 lutego jedliśmy za to najtańsze produkty spożywcze. Wzięła nawet L4, bo nie zamierzała chodzić do pracy 6 km piechotą w jedną stronę, bo nie miała za co zatankować samochodu.

Nasze relacje nigdy nie były tak złe, a za cały stan rzeczy i za to, że ona musi cierpieć, winny jestem ja. Zacząłem się zastanawiać, kogo ja sobie za żonę wziąłem. Ona nie potrafi nie mieć pieniędzy i uważa, że powinienem skądś je wziąć. Nie wiem, chyba wyczarować. Dużo dało mi to do myślenia i muszę zweryfikować, czy chcę iść przez życie z taką kobietą.

#wbBjC

Dziwne uczucie. Budzisz się, wokół ciebie rodzina, lekarz i jakaś nieznajoma dziewczyna. Szybko dochodzisz do wniosków - to szpital. Miałeś wypadek? Nie, niemożliwe, przecież wczoraj uczyłeś się na sesje, poszedłeś wcześniej spać. Jak to się stało? Rano potrącił cię samochód? Nic nie pamiętasz.

Dowiedziałeś się od rodziców, że to jednak był wypadek, leżysz w szpitalu od paru dni. Dziwne, dziura w pamięci, co się stało? Nagle dziewczyna coś do ciebie mówi, że masz odpoczywać, ona wszystko ogarnie. Co ona może ogarnąć? Kim jesteś? To twoja narzeczona. Co? Chwila, jak to "twoja narzeczona", przecież wczoraj uczyłeś się do sesji, nie miałeś dziewczyny od czasu liceum, a co dopiero narzeczoną. Nie rozumiesz, głowa boli jak cholera. Lekarz coś tłumaczy o tym, że prawdopodobnie zanikła ci pamięć. Co się dzieje? Cholera, odpływasz.
Budzisz się po raz kolejny, tym razem czujesz się lepiej, przypominasz sobie poprzednią sytuację. Obok ciebie siedzi siostra, cholera, czemu ona... ona jest starsza. Ciągłe pytanie, co się dzieje? Przecież jeszcze wczoraj miała 5 lat, nie pamiętasz nic.

Spróbujcie postawić się na moim miejscu, wczuć się, jakbyś się zachował/ła. Nie mogłem sobie przypomnieć, próbowałem, naprawdę. To dziwne uczucie, jakbyście coś zgubili, ale nie wiecie co. Jakaś dziewczyna mówi, że cię kocha i będzie wspierać. Nie, nie znam cię, zostaw mnie. Wychodzisz ze szpitala, dziewczyna mówi, że mieszkacie w centrum. Chwila, co? Zostawiasz wszystko pod pretekstem odpoczynku, wracasz do rodziców. Szybkie rozpakowanie, i nagle on, ten mały pendrive. Przecież to ten pendrive, ten mały skurczybyk, kupiłeś go niedawno, potrzebny był ci do pracy. No jasne, przecież ja pracuję i przecież Magda! Pakujesz się jeszcze raz, kur$#, szef cię zabije, zresztą Magda pewnie też.

Tak, dokładnie. Pendrive zwrócił mi pamięć w jakieś 10 sekund, chyba aż napiszę list do Kingstona.

#CHWgi

Raz w życiu, rok temu, byłam złodziejką. Spóźniała się wypłata męża, ja w domu z dzieckiem, bez urlopu macierzyńskiego, bo pracodawca mnie wydymał. Miałam ostatnie 30 zł i przy kasowaniu produktów zorientowałam się, że na wyświetlaczu jest już 28,30 zł, a ja pod wózkiem dziecięcym mam jeszcze dwa produkty. Nie wyjęłam ich, nikt mnie nie sprawdzał.
Trzy dni później wróciłam tam z opakowaniami i powiedziałam, że zapomniałam wyjąć kilka dni temu. Skasowali, zapłaciłam i... niby OK, prawda? Nie. Pracownicy sklepu zachwycali się, jaka jestem uczciwa, bo wróciłam, żeby zapłacić. Nie byłam w stanie podnieść na nich oczu.
Nie mówiłam o tym nawet mężowi. I do dziś mi wstyd.

#gfLKO

Nigdy nie byłam zbyt urodziwa. W szkole jak to w szkole, dzieci, zwłaszcza chłopcy nie pozwalali mi zapomnieć o odstających uszach, rudych włosach, krzywym nosie. Coraz to nowsze ksywki, wyzwiska, popychania, śmiech, gdy przechodziłam obok to była norma. O znalezieniu chłopaka mogłam zapomnieć. Teraz jestem już dorosła i mimo wszelkich starań upiększenia się – makijaż, fajne ubrania – marnie mi to wychodzi. Pięknością nadal nie jestem ani nawet nie zaliczam się do grupy kobiet przeciętnych. Trudno się mówi, przyzwyczaiłam się, jestem pogodnym, uśmiechniętym człowiekiem, cały czas liczącym na to, że w końcu miłość mnie znajdzie.

Dwa tygodnie temu zmieniłam pracę na pracę biurową. Mały zespół – sześć osób, trzy babki i trzech chłopaków w jednym biurze. Myślałam, że trafiłam na fajnych, miłych ludzi. Każdy mi tu pomagał, gdy czegoś nie ogarniam, z dziewczynami byłam na „integracyjnej kawie”, chłopaki też OK... Do czasu. Niedawno był Dzień Kobiet. Koleżanki opowiadały mi, jak co roku dostają od kolegów po kwiatku i po bombonierce. Ucieszyłam się, bo mając 25 lat nigdy nie miałam chłopaka, nigdy nie dostałam żadnego kwiatka, prezentu, nic.

W Dzień Kobiet podekscytowana przyszłam do pracy. Zawsze zazdrościłam, czy w walentynki czy w Dzień Kobiet innym dziewczynom, gdy szły z kwiatami, dziś to ja będę dumnie szła z kwiatkiem do domu (jakkolwiek dziwnie to brzmi, że ktoś może cieszyć się z takich rzeczy). Moja radość długo nie trwała.Szłam w stronę kuchni, by zostawić w lodówce obiad, słyszałam, że w środku są chłopaki z naszego biura. Szeptali coś po cichu. Odruchowo stanęłam za drzwiami, chciałam podsłuchać i to był błąd, bo usłyszałam: „A brzydkiej kto da kwiatka?”. „Ja jej nie dam”, „Ja też nie”, „Nasza ruda piękność pewnie dziś tyle kwiatów dostanie, że do domu nie doniesie, tylu ma amantów, tylu na nią leci”... I inne przepychanki, który ma się ze mną umówić itp. Zamarłam, nie oczekiwałam przecież nie wiadomo czego, tylko szacunku. Zwyklej kumpelskiej relacji, a tu znowu powtórka ze szkoły? Znowu poniżanie? Dlatego że jestem brzydsza? Na nic starania, bycie miłym, życzliwym, bo jak widać bardziej od środka liczy się okładka.

Tego samego dnia zwolniłam się z pracy, chłopaki nie zdążyli przyjść z tymi kwiatkami. W sumie zrobiłam im przysługę, bo nie musieli się kłócić o to, który będzie tym przegranym i będzie musiał dawać „brzydkiej” kwiatka.

Jeśli jakimś cudem któryś z Was to czyta... To nie ma za co, nie musicie mi dziękować za wybawienie z tak trudnego, wymagającego poświęcenia zadania. Dla Was to tylko kwiatek dla „brzydkiej rudej”, dla mnie to kwiatek, którego nigdy nie dostałam i nadzieja na to, że coś w końcu może się zmienić, ludzie zobaczą we mnie człowieka, że uwierzę w to, że jestem coś warta.

#TwRYJ

Dawno temu, gdy "Wilka i Zająca" oglądałam jeszcze na kasetach, wydarzyło się coś, co rozwiązałoby problem niektórych kobiet.

Miałam jakieś 5-6 lat. Zamknęłam się w pokoju pod pretekstem zabawy.
Mama zmartwiona po dłuższej chwili ciszy weszła do środka. I co zastała?
Swoją wystraszoną pociechę z mokrą koszulką i kieliszkiem w ręku...
[Mama] - Co ty robisz?!
[Ja] - Podlewam cycki, żeby mi urosły.

Potwierdzam, urosły.

#E8fxg

Od kilku dni mieszka ze mną Ukrainka z synem. Uciekli nocą pod ostrzałem z okolic Kijowa. Mam duże mieszkanie, mieszkam sama, więc zdecydowałam oddać jeden pokój uchodźcom.
K. z synem przyjechała z dwiema reklamówkami. Nie mieli nawet plecaka, walizki. W tej reklamówce miała zestaw nożyczek i brzytwę, ponieważ jest fryzjerką. Przyjechali w nocy i od razu mi powiedziała czym się zajmuje i spytała, czy ktoś nie chce skorzystać, bo ona nie chce nic za darmo, chce zarobić na swoje jedzenie. Powiedziała, że będzie mi sprzątać, ale odmówiłam, bo nie oferowałam jej domu, żeby wykorzystywać jej sytuację. Oddałam jej do dyspozycji moją kuchnie, żeby mogła gotować dla siebie i syna po swojemu, bo każdy ma swoje smaki i nasza polska kuchnia nie musi smakować Ukraińcom. Ja nie jem mięsa, oni tak, ale mimo to K. codziennie się zamartwia i zachodzi w głowę, żeby mi coś dobrego bez mięsa przygotować. Jak wracam z pracy, to czeka na mnie albo sałatka, albo zupa (wszystko pyszne, jest świetną kucharką!). Staram się podsyłać znajomych i ludzi z okolicy do podcięcia i wymodelowania włosów (dużo osób przychodzi, chociaż wcale nie potrzebuje, ale chcą tak okazać wsparcie) i ona za każdą osobę mi dziękuje oraz bardzo wypytuje, czy byli zadowoleni i czy nie zrobiła czegoś źle.
Są bardzo oszczędni, szybki prysznic, mimo że namawiałam ich na kąpiele, w każdym pokoju bardzo pilnują, żeby było zgaszone światło, przykręcają grzejniki. Nie marnują jedzenia, dbają o rzeczy, które dostali od Polaków.
Chłopiec ma 9 lat i mimo że ja nie znoszę dzieci i mam alergię na bombelki, tego małego polubiłam. Jest grzeczny, sympatyczny, słucha mamy.
Ja jestem typem samotnika, uwielbiam mieszkać sama, ale nawet przez sekundę nie żałowałam, że zaoferowałam im schronienie i że są tutaj ze mną. Nie są uciążliwi, nie denerwują mnie. A nawet jeśli muszę znieść jakiś mały dyskomfort, to jest to niczym w porównaniu do ostrzałów rosyjskich i bombardowań :(
Po obydwojgu widać, że przeszli ogromną traumę, ale to już zupełnie inna historia.

Dlaczego o tym piszę? Bo chcę przekazać, że warto pomagać, nie bójcie się przyjmować uchodźców. Są oczywiście różne przypadki, słyszy się w internecie o osobach roszczeniowych, cwaniakach. Ale to margines. Dlatego chcę rozpropagować pozytywny obraz uchodźców. Proszę, nie przekazujcie negatywnych opowieści o uchodźcach, słyszanych gdzieś tam od kogoś tam. Często biorą one początek u rosyjskich trolli. Promujcie te pozytywne, budujące historie.

#RZDJs

Historia, którą się podzielę miała miejsce dawno, dawno temu. Dokładniej mówiąc, tak ze 40 lat wstecz. Ja, kilkunastoletni wówczas gołowąs, spędzałem wakacje w pewnej urokliwej miejscowości nad jeziorem. Do naszej paczki przypałętał się Krzyś, liczący sobie dwanaście lat chłopiec w grubaśnych okularach. Dzieciak był "geekiem" w swoich czasach. Małolatem zaczytanym w historiach o duchach i demonach. Trochę nas swoją pasją zaraził, a kiedy powiedział, że bardzo chciałby wykonać obrzęd przywołania utopca z jeziora, tośmy wszyscy aż zapiszczeli z wrażenia. No, bo kto nie wywoływał duchów za młodu? Toż to czysta frajda!

Krzyś przygotował się należycie. Przytargał na plażę jakieś świeczki, kocyk chyłkiem ukradziony mamie, szklankę z kranówą, nad którą zmówił paciorek (bam! wyszła mu woda święcona!) i parę innych gadżetów. Widząc zaangażowanie Krzysia, postanowiłem zrobić mu małego psikusa. Kiedy on poleciał do domu po jeszcze jakiś rekwizyt, ja wyciągnąłem ze swojego harcerskiego plecaka żyłkę. Wziąłem jakąś butelkę, przywiązałem ją do wspomnianej żyłki i przerzuciłem przez wiszącą nad wodą gałąź drzewa znajdującego się parę metrów od miejsca naszego obrzędu. Wystarczyło ukradkiem pociągać za żyłkę, aby butelka z pluskiem uderzała w wodę. Brzmiało to trochę jakby ktoś łaził po bardzo mokrym bagnie.

Zaraz po kolacji przybiegliśmy nad jezioro. Krzyś owinął się jakimś prześcieradłem i począł odczyniać swoje czary-mary. W kulminacyjnym momencie zacząłem szarpać za żyłkę. Plask, plask, plask... Krzyś zastygł. Plask, plask, plask... Wystarczyło uruchomić reakcję łańcuchową. "Utopiec!" - wrzasnąłem, a Krzyś potykając się o własne nogi zaczął w panice biegać w kółko, drąc się wniebogłosy. Nie śmialiśmy się, bo nie chcieliśmy zepsuć sobie tego widoku.

Głupia zabawa zaowocowała tym, że nasz mały kolega nie mógł spać przez tydzień. Wkręcił też sobie, że nie tylko upiora słyszał, ale i go widział. Cóż, dziecięca wyobraźnia. Nie powiedziałem mu o tym, że to wszystko moja sprawka.

Spotkałem go jeszcze parę razy w życiu. Ostatni raz w liceum. Przypomniał mi tę historię i ciągle zaklinał się, że widział utopca. Milczałem jak grób.

Minęło parę ładnych dekad. Mój syn jest na pierwszym roku studiów kulturoznawczych. Niedawno wrócił do domu i opowiedział mi o swoim wykładowcy, specjaliście od mitologii słowiańskiej. Zaczynając swój wykład, opowiedział studentom historię o tym, co go skłoniło do rozpoczęcia naukowej kariery w tej dziedzinie. Utopiec zobaczony za młodu, podczas wakacji... Sprawdziłem, kim jest wykładowca mojego syna. Tak, to był Krzyś! Mój mały wybryk chyba bardzo wpłynął na jego życie.

Pozdrawiam cię, drogi kolego! Mam nadzieję, że nie masz mi za złe! :D

#NZ0ma

W związku z wojną na Ukrainie do mojej klasy chodzi trzech chłopców właśnie z tego kraju. Dwóch z nich dostosowało się idealnie do mojej klasy: żartują na temat śmiesznych rzeczy, po prostu pasują do siebie charakterem. Ale brat jednego z nich z nich jest bardzo wrażliwy i wiem, że trudno mu było przyjść do nowej szkoły. W dodatku jest „kujonem”, a w mojej klasie kujony są po prostu omijane. Na każdej przerwie chodzi sam, bo jego brat spędza czas z moimi kolegami.
A teraz historia właściwa.
Z okazji Dnia Mężczyzny dziewczyny z mojej klasy kupiły chłopakom wafelki i lizaki. Każdy bardzo chętnie brał i zjadał, jedynie tylko ten chłopak nie wziął (on jest bardzo skromny i nigdy jeszcze o nic nie poprosił). Następnie był mały konkurs, w którym były do wygrania cztery nagrody. Gdy padło pierwsze pytanie, z moją przyjaciółką doskonale znałyśmy odpowiedź, ale nie mogłyśmy powiedzieć. Wykorzystałyśmy okazję i temu chłopakowi podpowiedziałyśmy. On wygrał nagrodę, podziękował nam, a ja przez cały dzień się uśmiecham i cieszę się, że mu pomogłam. <3
Dodaj anonimowe wyznanie