#jh7gY

Mieszkam z matką. Jej narzeczonym jest polityk. Co nie zrobię, to ma problem i wyzywa, a ostatnio przechodziłby do rękoczynów, gdyby nie ona. Kiedy zamykałem swoje drzwi, zaczął w nie kopać krzycząc, że jestem agresywny.

A inni ludzie mają go za bohatera.
„Panie Mariuszu, pan taki dobry”.


Taki.
Kurwa.
Chuj.

#yo2ix

Z zawodu jestem wizażystką. Kiedy nadchodzi sezon letni, mam najwięcej zleceń. W zeszły weekend miałam makijaż próbny, ale grzecznie odmówiłam pani młodej, ponieważ żądała brwi wielkich i grubych jak bumerangi. Wiem, wiem, zaraz będzie, że klient nasz pan, ale wyobraźcie sobie, że ona mnie oznacza na swoich zdjęciach. Zawodowa śmierć instant. 
Jeszcze zanim zdążyłam dojechać do domu, na mojej stronie dała mi jedną gwiazdkę i skomentowała, cytuję: „Wielka pani, myśli że wie najlepiej. Odmówiła próbnej sesji, więc wnioskuje, że ch*ja potrafi”. 
Nagle pod jej postem pojawiła się odpowiedź jakiejś kobiety: „Nikt nie potrafi ch*ja tak jak ty, kochana. Mój małżonek zapomniał wykasować monitoring. Do zobaczenia na ślubie”.

To się nazywa karma instant!

#DsRGJ

Czekałam kiedyś na koleżankę. Miała być o 10. Przed 10 mnie przycisnęło i poszłam do na dwójeczkę (a drzwi do toalety mamy zaraz przy drzwiach do mieszkania). Siedzę i nagle słyszę pukanie do drzwi. Dziwię się, bo ona nigdy nie puka, tylko wchodzi, więc krzyczę: „Sram, wchodź!”, ale cisza... Pomyślałam, że nie usłyszała, więc drę się na całe gardło: „SRAM, WCHOOOODŹ!”. Ale ona dalej nie wchodzi. Kończę więc jak najszybciej i wychodzę na korytarz, a na wycieraczce leży paczka i słyszę pośpieszne kroki zbiegającego po schodach Grześka, naszego kuriera (a trochę się znaliśmy, jak to z kurierem). Potem przez jakiś czas głupio mi było spojrzeć mu w oczy, na szczęście zmienił region na wioskę obok.

#mCcj6

Jestem w związku od czterech lat. Niedawno się zaręczyliśmy, ale ja czuję, że coś jest nie tak. Nie jestem szczęśliwa z moim wybrankiem. Potrafi być cudowny, ale jak nie ma go w domu, czuję się rozluźniona. Jak jest lub wiem, że ma przyjść, jestem często tak zestresowana, że biorę coś na uspokojenie. Lubię, kiedy go nie ma. Narzeczony często mnie o wszystko ochrzania, krzyczy na mnie, mówi, że nic nie jestem w stanie zrobić jak należy, w domu nie pomaga raczej. Czasem go uproszę, żeby np. umył patelnię.
Każdy mój pomysł zbywa jako bezsensowny, nawet go nie wysłuchawszy, bo on już po pierwszych paru słowach wie, że jego plan jest lepszy. Często niszczy w gniewie przedmioty w domu. Często zakazuje mi założyć, co mi się podoba, bo ma dekolt, często też odwodzi mnie od rozwoju, mówiąc, że to dla mojego dobra, bo będzie mi przykro, jak poniosę porażkę. Chciałabym odejść, ale boję się, że to wszystko moja wina.

Widzę, jak wyglądają związki w moim otoczeniu. Boję się, że to ja wszystko wyolbrzymiam. Kobiety w rodzinie, koleżanki zapewniają mnie, że facet wspaniały, radzą mi, żebym przestała wydziwiać i generować napięcia. Mój narzeczony mnie nie bije, nie pije, kupuje czasem prezenty, chociaż tę patelnię umyje raz na dwa tygodnie, pracuje i dzieli się swoją pensją, lubi dzieci. One mają gorzej. Ich mężczyźni w ogóle nic nie pomogą, często piją, część w ogóle nie pracuje, jednemu zdarza się uderzyć żonę. W domu nic albo prawie nic nie zrobią, dzieci ich nie interesują, zdradzają i nawet się z tym nie kryją. 

Boję się, że tak po prostu wygląda związek, a ja jestem królewną, która za dużo wymaga, skoro tylko ja w tym całym układzie czuję, że nie jest, jak należy. Trudno jest wierzyć w swoje odczucia, gdy wszyscy wokół zapewniają, że nią mają one podstaw. I nie chodzi o to, że boję się być sama. Po prostu martwię się, że problem jest we mnie i nie będę z nikim szczęśliwa, bo wymyślam problemy.

#k8owY

Nigdy nie chcę zapraszać nikogo do siebie i żyję jak odludek lub odwiedzam znajomych u nich, chociaż tego też unikam, ponieważ z przyzwoitości powinnam ich czasami zaprosić do siebie. Ludzie często pytają, dlaczego nie mogą po prostu przyjść do mnie, ale chcę uniknąć niewygodnych pytań i wymyślam różne wymówki. A prawda jest taka, że w domu nie mam ciepłej wody... Najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na kupno i wymianę bojlera na elektryczny albo zainstalowanie podgrzewacza.

#xdBuL

Jechałam dzisiaj rano autobusem na uczelnię, czytałam notatki na kolokwium. Siedziałam na miejscu pod oknem. Usiadł obok mnie jakiś chłopak.
- Hej. Czego się uczysz?
- Projektowania konserwatorskiego.
- Aha. A dasz mi swój numer?
Spoglądam na chłopaka z zaskoczeniem. Trzeba mu dać brawa za odwagę, tylko trochę źle trafił.
- Nie, raczej nie - odpowiadam. Miałam nadzieję, że to załatwi sprawę, ale niestety...
- Dlaczego? Moglibyśmy skoczyć na jakąś kawę.
- Wybacz, ale nie jestem zainteresowana - staram się jakoś dyplomatycznie wybrnąć.
- No daj spokój. - Chłopak się nie poddawał.
- Sorry, jestem lesbijką - mówię w końcu. Jeśli już jakiś chłopak mnie podrywa zawsze na początku staram się po prostu odmówić, a dopiero potem sięgam po ten argument, żeby może uniknąć jakichś ataków.
- Ee tam, nie wyglądasz. Za ładna jesteś.

Nie miałam ochoty dziękować za tak wyszukany komplement, przemilczałam sprawę. Miałam nadzieję, że ignorowanie go zniechęci, no ale nie doceniłam mojego rozmówcy.
- No co ty, na pewno nie jesteś lesbą, pewnie po prostu ci się nie podobam, no ale przecież możemy pójść...
No jakiś desperat, myślę sobie. Podziękowałam w myślach opatrzności, bo kolejny przystanek był mój. Wstaję z miejsca i mówię - Przepraszam.
- Studiujesz tu? Ja też! - rzecze uradowany i wysiada za mną.

Klnę w myślach i przyspieszam kroku. Wyciągam telefon i na fb piszę do mojej dziewczyny, która miała czekać na mnie po drodze na uczelnię "Kot, zrób jakiś pokaz uczuć czy coś, okej?". Dostaję odpowiedź pytającą, bo na ulicach nigdy sobie uczuć nie okazujemy, nawet się za rękę nie trzymamy, wyjaśniłam sprawę. Przygotowuję się psychicznie na jakieś entuzjastyczne powitanie (nie jestem przyzwyczajona, żeby robić takie rzeczy na ulicy ;)). No i tak, partnerka rzuca wesoło i dosyć głośno, żeby mój absztyfikant usłyszał "cześć, kochanie!" i rzuca mi się na szyję plus krótki buziak. Potem odchodzimy w kierunku uczelni, a ja odwracam się dyskretnie, widząc, że chłopak nadal idzie za mną. No dobra, skoro też tu studiuje, no to nie ma wyjścia, pewnie na korytarzu się rozejdziemy.

Wchodzimy do budynku, siadamy na korytarzu wśród kilku osób z naszego roku. Nagle podchodzi do mnie ów chłopaczyna i zaczyna w te słowa, że my na pewno tylko się przyjaźnimy, że to na pewno tak na pokaz było, że żeby go spławić. No ludzie, nawet jakbym faktycznie zamierzała po prostu go spławić, no to mógłby się odczepić, ale nie! Koleżanki z roku patrzą na niego i jedna parska śmiechem.
- Koleś... dłuższej stażem pary homo to ja nie znam - rzecze jedna z nich.
- Aha - odpowiada chłopak i odchodzi.
Potem jeszcze raz go spotkałam przed uczelnią - jak mnie zobaczył z dziewczyną i koleżanką z roku, to rzucił coś z pogardą. Cóż, nagle przestałam się podobać ;)

#tBSgk

Jestem młodym lekarzem i chciałbym anonimowo poinformować, że jestem nim tylko w trakcie dyżuru. Na imprezach, weselach i przyjęciach towarzyskich pragnąłbym nie odpowiadać na pytania związane z kolonoskopią. Na pogrzebach i stypach również. 
Dziękuję każdemu, kto poświęcił temu postowi chwilę uwagi. Życzę wiele zdrowia!

#0OL5Z

Rodzina mojego partnera to milionerzy. Dwie potężne firmy, wiele posiadłości w kilku krajach europejskich, nowe samochody, co miesiąc wakacje w ciepłych krajach. Żyją moim wymarzonym życiem.

Od samego początku mnie nie lubili, dlatego nie zdziwiłam się gdy mój narzeczony dostał od nich warunek - zostanie dziedzicem fortuny jeśli mnie zostawi. Bez zastanowienia wybrał to, co było dla niego lepsze. Namówił matkę, aby z góry zapłaciła mu za studia w innym mieście oraz kupiła małą kawalerkę w której mógł by mieszkać. Celowo zepsuł swój samochód, aby dostać od nich nowy.

Na urodziny poprosił o pieniądze, aby mógł opłacić fikcyjny kurs który zwiększył by jego kwalifikacje w zawodzie a gdy teściowie wyjechali do Hiszpanii, spakował całe swoje życie w dwie walizki i przyjechał do mnie. Dwa dni później byliśmy już w jego małym mieszkanku zaczynając wszystko od nowa.

Nie jest mu wstyd, że w perfidny sposób wyciągnął od rodziców tyle, ile mógł. Za to wstyd powinni czuć moi teściowie, że zamiast cieszyć się szczęściem swojego syna, woleli nim manipulować.

Obecnie narzeczony kończy studia, dorabia jako kelner w knajpie. Ja natomiast pracuję w zawodzie i staram się oszczędzać pieniądze na założenie biznesu.

Mamy nadzieję, że w przyszłości osiągniemy więcej niż jego rodzice i będziemy lepszymi od nich ludźmi.

#O2Cx4

Jak byłam młodsza to zawsze ciągneło mnie do "ekstremalnych rzeczy".

Miałam 11 lat i ekstremalny był zjazd na rowerze z fużą prędkością z górki, więc z pola wracałam do domu z siniakami, co strasznie denerwowało moją mamę i zawsze mi mówiła, że nikt nie zechce dziewczyny wyglądającej jak chłop.

Postanowiłam więc nie robić już nic co może skutkować kolejnymi obrażeniami. Dziś jednak postanowiłam wrócić na deskorolkę i okazało się daje mi to daje mi znów wiele radości. Moja mama o niczym nie wie, a ja znów jestem szczęśliwa.
Dodaj anonimowe wyznanie