#lBxs4

Podczas mojej czwartej (i mam nadzieję, że ostatniej) hospitalizacji w szpitalu psychiatrycznym, poznałam pewną dziewczynę. Przechodziła przez epizod depresyjny, spowodowany niezbyt dobrym traktowaniem jej przez rodziców oraz toksyczny związek z chłopakiem, który ją gnoił. Pomimo, że była bardzo smutna, a ja jeszcze w ogniu choroby, nawiązałyśmy relację, którą teraz mogę śmiało nazwać prawdziwą przyjaźnią.

Okazała się ona wrażliwą i empatyczną dziewczyną o zbyt dobrym sercu. Jej niska samoocena potrafiła sprawić, że nie przychodziła do mnie danego dnia, gdyż uznawała, że liczy się mniej, niż inne współpacjentki. Choć najpierw sympatyzowała z moją chęcią i szukaniem okazji do okaleczania się, finalnie to ona sprawiła, że wyrzuciłam zdobyte z trudem ostre kawałki szkła i obie wspierałyśmy siebie nawzajem w drodze do powrotu do zdrowia.

Moja przyjaciółka została wypisana przede mną. Udało jej się ukończyć studia artystyczne, a obrazy, które namalowała jako część pracy magisterskiej są tak piękne, że zapierają dech w piersiach. Pękałam z dumy! Mimo wahań nastrojów i trudniejszych momentów nie odstawiła lekarstw, zakończyła raniący ją toksyczny związek, przestała też sięgać po żyletkę. Ba, poszła nawet o krok dalej: by połączyć swój talent z pracą, postanowiła, że spróbuje swoich sił jako tatuażystka. To jej wielkie marzenie. Zdobyła pieniądze na kurs, który ukończyła z sukcesem. Zakupiła potrzebny sprzęt; była już tak blisko osiągnięcia swojego celu. Potrzebny był jej już tylko ktoś doświadczony, kto ją w tym podszkoli.

Niestety - czego się dowiedziałam - tatuażyści nie witają uczniów z otwartymi ramionami, to raczej zamknięta grupa. Całą sobą nadal wspierałam (i wspieram) swoją przyjaciółkę, lecz był to dla niej trudniejszy czas. Niedawno jej rodzina powiedziała jej wprost, że nie jest mile widziana w domu rodzinnym, niepotrzebnie wydała pieniądze, jest głupia, nie uda jej się i nic nie osiągnie. Uwierzyła w to. A, że nadal nie udało jej się znaleźć mentora, mocno wpłynęło to na jej psychikę. Tak mocno, że po raz pierwszy od wielu miesięcy sięgnęła po coś ostrego. Mieszkamy daleko od siebie i wesprzeć ją mogę tylko słowem, jednak boli mnie, że jest tak traktowana przez najbliższych i jeśli zaprowadzi ją to znowu w bramy szpitala - po tym wszystkim, co osiągnęła dzięki własnej ciężkiej pracy i determinacji - chyba pęknie mi serce.

Nie mieści mi się w głowie, jak można tak traktować córkę, szczególnie, jeśli ma skłonności do depresji. Nie jest dla mnie nowością, że świat jest niesprawiedliwy, ale czasem jeden życzliwy obcy człowiek jest o wiele bardziej potrzebny, niż liczna nieżyczliwa rodzina i tutaj modlę się do wszystkich bogów, by się taki pojawił, zanim będzie za późno.
ejty Odpowiedz

Tak też jest że niektórzy nigdy nie spotkają takiej osoby. Życzę Wam jak najlepiej.

Odpowiedzi (1)
FemaleCenobite Odpowiedz

Moja mama jest tatuażystką. Zapytać się jej, czy ona albo ktoś z kręgu jej znajomych nie przyjąłby ucznia?

Zobacz więcej komentarzy (5)

#iJ0xV

Właśnie się dowiedziałam, że mój ojciec, który zostawił nas po moim urodzeniu, jest emerytowanym księdzem.
StaryTapczan Odpowiedz

W mojej miejscowości jest pewna emerytka, ma córkę. Emerytka za młodu miała romans z księdzem, a owocem tego romansu jest ta córka właśnie. Każdy wie, z kim emerytka niegdyś zaszła w ciąże. Tego księdza przeniesiono gdzieś od razu, jak ciąża wyszła na jaw. Ciekawe, czy pani emerytka miała (lub ma) jakiś kontakt z kochankiem, czy ich znajomość urwała się od razu po przeniesieniu księdza i już nigdy się nie spotkali.

Odpowiedzi (2)
ZielonaPigwa Odpowiedz

Oooo Panieee.. ile ja znam takich przypadków, księży, ktorzy na jednym dziecku nie skonczyli. W każdej parafii jest 1 ksiądz z dzieckiem. Teraz to nawet zbytnio z kochankami się nie ukrywają.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#OCc6o

Z cyklu "kolejna lekcja, aby mieć dystans do internetowych znajomości".

Akcja działa się gdy byłam w 6 klasie podstawówki, a Facebook dopiero zaczynał świetność swojej działalności.

Byłam sobie mała ja - pulchna dziewczynka, z pewnością siebie, którą można by wycierać podłogi - totalne zero. Chłopcy w szkole pastwili się nade mną, ale nie o tym. Jako, że miałam już wtedy Facebooka korzystałam z niego dosyć często, także w celu znalezienia znajomych, gdyż w szkole nie miałam ich zbyt wielu. Przeszukiwałam różne grupy i stronki, aż któregoś dnia do znajomych zaprosiła mnie miło wyglądająca dziewczyna, rok starsza ode mnie. Szybko zauważyłam, że mieszkała w tym mieście co ja (nie jest to metropolia, około 40 tys. osób) i miała w znajomych moją koleżankę z klasy. Ogólnie profil nie za duży, kilkunastu/kilkudziesięciu znajomych, w danych zapisane uczęszczanie do najlepszego gimnazjum naszego powiatu, i oczywiście samo miasto. Od razu przyjęłam zaproszenie, dostatecznie przekonał mnie fakt, iż miała w znajomych moją dobrą koleżankę.

Niemal od razu napisała. Wbrew moim przewidywaniom rozmowa się kleiła, miałyśmy wiele wspólnych tematów. Już po kilku dniach bardzo się do niej przywiązałam, zaczynałam tęsknić gdy nie pisałyśmy zaledwie kilka godzin.

Po około tygodniu napisała mi, że tak naprawdę to ona nie chce się ze mną przyjaźnić, a napisała do mnie, bo jest lesbijką i się jej podobam. No nie powiem, zatkało mnie, przede wszystkim z faktu, że nigdy ładna nie byłam (i nie jestem), więc komu mogłabym się spodobać. Zdziwił mnie także fakt jej orientacji, (LGBT dopiero teraz stało się powszechnie znane, a wtedy było to dla mnie coś kosmicznego) już nawet nie wspominając, że jako 12-latka nie miałam zielonego pojęcia o swojej seksualności.

Zaproponowała mi spotkanie, ale odmówiłam. Dość szybko urwałam kontakt, nie chcąc jej ranić.

Kilka tygodni później zauważyłam, że moja znajoma z równoległej klasy chodziła jakaś smutna. Nie musiałam długo nalegać aby opowiedziała mi, że napisała do niej dziewczyna, z którą bardzo szybko się zaprzyjaźniła. Zaproponowała jej spotkanie i wspólne wyjście na miasto, ale gdy przyszła, zamiast koleżanki czekała na nią grupka chłopaków, dość znanych w okolicy "dowcipnisiów". Zaczęli się z niej śmiać, bo "była na tyle naiwna i uwierzyła, że ktoś chciał by się z nią kolegować".
Porównałyśmy profile, pisałyśmy z tą samą osobą.
Poszłam jeszcze z zapytaniem do owej koleżanki, która miała ją w znajomych. Okazało się, że przyjęła zaproszenia na ślepo i nawet nie wiedziała kto to.

Po tym straciłam zapał do nawiązywania znajomości. Do dziś nie daje mi spokoju myśl, że to upokorzenie mogło spotkać mnie.
Yavanna Odpowiedz

Bardzo to przykre, ale zawsze znajdzie się taki "śmieszek"

littleshiro Odpowiedz

Jak jeden głupi „żart” potrafi wpłynąć na psychikę... niestety tacy żartownisie rzadko myślą o konsekwencjach. A szkoda.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#Pa2LH

Drodzy Anonimowi!
Czuję, że przegrałam swoje życie.

Otóż od urodzenia jestem nieuleczalnie chora. Żaden lekarz nie dał mi do przeżycia więcej niż 3 miesiące. Całe swoje życie miałam spędzić na łóżku inwalidzkim, przypięta do respiratora. Miałam żyć jak przysłowiowa "roślinka" (stan wegetatywny).

Tak się jednak nie stało. Moja mama i ja walczyłyśmy przez wiele lat o to, abym poruszała jakimkolwiek mięśniem swojego ciała. Lekarze nie wiedząc co robić, jak pomóc, doradzali wręcz eutanazję. Od wielu lat jestem w miarę sprawna. Problem polega na tym, iż nie doświadczyłam (i nie doświadczę) w swojej egzystencji ani jednej sekundy bez bólu. Tak nawiasem mówiąc to bez cierpienia nie mam szans na życie. Z biegiem lat dochodzą kolejne ciężkie choroby. Aktualnie mierzę się z nowotworem. Czuję, że nie mam już po co walczyć. Wiem, że moja mama przez te tyle lat wiele wycierpiała. Ciągłe rehabilitacje (w dzień co 2 godz., w nocy co 4 godz.) doprowadziły ją do głębokiej depresji i załamania psychicznego. Mam wrażenie, że jestem jej winna walkę do końca. Niestety, ja na to nie mam już siły. Zmaganie się z życiem w każdej sekundzie mnie dobiło. Moje narodziny zniszczyły moją rodzinę (matkę, ojca, rodzeństwo). Odkąd pamiętam moim największym marzeniem jest śmierć. Ona pomogłaby wszystkim - ja bym nie cierpiała, a rodzina nie miałaby tyle problemów).

Nie zamierzam walczyć o życie - za dużo to kosztuje.

Ps. Lekarze do dnia dzisiejszego nie potrafią wyjaśnić dlaczego żyję (z medycznego punktu widzenia powinnam 6 razy już umrzeć).
Dziękuję, że mnie wysłuchaliście.
ToJaWariat Odpowiedz

Obyś znalazła coś co uśmierzy twój ból

Owsiankozerca Odpowiedz

Jesli jestes pelnoletnia, albo blisko tej pelnoletniosci to moze warto porozmawiac z lekarzem bez udzialu matki, ze juz nie dajesz rady i nie chcesz walczyc. Tylko niech nie mowi tego matce (ochrona danych pacjenta dziala nawet w bliskim stopniu pokrewienstwa). Razem mozecie ustalic plan dzialania. Gorzej jak masz 12-13 lat.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#jUZuy

Mam ponad 30 lat i uwielbiam klocki LEGO. Wszyscy mówią, że jestem niepoważna i w moim wieku nie wypada. Mój brat ma prawie 30 lat i każdy z rodziny kupuje mu na różne okazje klocki LEGO. No i gdzie jest sprawiedliwość?
rocanon Odpowiedz

Mój kuzyn ma 40+ lat, mieszka na wyspach, ale jak czasem przyjedzie do Polski, to zamyka się w swoim pokoju i bawi klockami.

Derecho Odpowiedz

Mam 26 lat, moj facet 30. Na codzien kazde z nas pracuje w "powaznych, szanowanych" zawodach. Nasza kolekcja Lego liczy kilkanascie pudelek, obecnie zbieramy na cholernie drogiego, ogromnego Sokola Millenium. W ten weekend ulozylismy Central Perk z Friends, ktore to zajelo zaszczytne miejsce na komodzie obok telewizora. Niektorzy maluja, inni uprawiaja yoge, a jeszcze inni relaksuja sie przy ukladaniu Lego. Nie odmawiaj sobie przyjemnosci, tym bardziej tak fajnej :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#3YVRN

Kiedy miałam jakieś 16 lat, spotkałam się z pewnym chłopakiem. Tego dnia umówiliśmy się u niego na mecz. Wiadomo, mecz to i chipsy, pizza i inne tego typu przekąski. Kiedy wieczorem odprowadzał mnie do domu, zaczęłam czuć się tragicznie. Mój żołądek był bliski eksplozji, oblał mnie zimny pot, a kolana chwiały się przy każdym kroku. Nie wiedziałam co się dzieje. Napisałam wiadomość do brata, żeby po mnie przyjechał, bo nie byłam w stanie dojść do domu. On niestety przyjechał z moim tatą, który w samochodzie zapytał co piłam. Ja powiedziałam, że tylko pepsi, ale nikt mi nie uwierzył. Dopiero w domu zrozumiałam co się stało.

Przed spotkaniem nie srałam jakiś tydzień. Ciężkostrawne jedzenie spowodowało rewolucję w moich jelitach. Tamtej nocy w toalecie byłam chyba 5 razy. Po ostatnim poczułam największą ulgę w swoim życiu. Od tamtej pory, kiedy wiem, że moje wypróżnienie się opóźnia, sięgam po wszelkiego rodzaju ziołowe herbatki, żeby nie dopuścić do wydarzenia z tamtego wieczoru.

Chłopakowi powiedziałam, że gorzej się poczułam (wcześniej zdarzało mi się mdleć, więc uwierzył). Tata chyba do tej pory uważa, że się upiłam.
janzkolna29 Odpowiedz

A tobie się po prostu zachciało porządnie srać.

Aswq Odpowiedz

Jak już napisałaś że zjadłaś chipsy i pizze plus chwiejące kolana , wiadomo było że sraka gigant :D

Zobacz więcej komentarzy (5)

#8E2L4

W końcu po kilku latach mogę to anonimowo z siebie wyrzucić.

Miałam kiedyś narzeczonego. Pierwsza i już po kilku latach mogę stwierdzić - największa miłość. Potem przyszedł ten dzień. Jego wypadek. Kilkumiesięczna śpiączka. Moje siedzenie w szpitalu od rana do nocy, po kilku miesiącach robiłam praktycznie to samo co pielęgniarki, no jedynie nie pobierałam krwi. Rokowania były kiepskie. Długa rehabilitacja, a i tak pewnie wózek do końca życia i niedowład. Nieważne. Kochałam mocno. Tak mocno, że bliscy mi ludzie zaczynali sugerować, że mogę sobie zmarnować życie.

Do dziś wszyscy myślą, że to ja jego zostawiłam. Nikt nie wie, że to on postanowił mnie zostawić pod wpływem zazdrosnej o mnie matki. Pod wpływem osoby, od której był i jest do dziś uzależniony. Tak bardzo mi go żal, mimo, że minęło tyle lat. Nigdy nie zapomnę jego ostatniego sms-a, że kocha, ale nie możemy być razem i mam spadać, bo matka to jedyna osoba, która się nim zaopiekuje. Zrozumiałam. Po wypadku był inna osobą. Miał zmiany w mózgu. Inny człowiek. Cierpiałam okrutnie kilka lat, musiałam wyjechać z kraju i zacząć żyć. Niestety dalej jestem tą, która zostawiła kalekę, jednak nikt nie wie, że do dziś wpłacam pieniądze przez fundacje na jego leczenie i rehabilitacje, moje pierwsze zarobione pieniądze za granicą prawie w całości przekazałam jemu.
Arcykaplanka Odpowiedz

A może było tak, że matka była tylko pretekstem, bo nie chciał Cię obarczać ciężarem opieki nad niepełnosprawnym? Może ciężko było mu znieść myśl, że będziesz "marnować życie", jak mówili znajomi i się męczyć, ale z litości go nie zostawisz. Dlatego "wyręczył Cię" i z miłości podjął słuszną, w jego ocenie, decyzję. To pierwsze, co przyszło mi do głowy. Tak czy siak, współczuję.

Odpowiedzi (3)
Qzin Odpowiedz

Raczej chłopak podjął decyzję za Ciebie co do tego co będzie dla Ciebie lepsze. Pewnie płakał wielokrotnie po tym, ale wiedział że będziesz jeszcze w życiu szczęśliwa. Bo tak było łatwiej.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#ppvct

Sytuacja sprzed tygodnia. Opad szczeny i wku*wienie maksymalne. Będzie wyznanie damsko-męskie z przestrogą. Serio, dobrnijcie do końca.

Klasyk - match na Tinderze, parę spotkań, w końcu dochodzi do seksu.
Kurde, ja chyba nigdy nie nauczę się ufać mojej intuicji, która od pierwszego spotkania biła na alarm, próbując włączyć w moim mózgu przycisk "freak na horyzoncie, zwijamy żagle".
W każdym razie - gość do mnie przyszedł w wiadomym celu. Od razu został uświadomiony, że bez prezerwatywy ma się nawet do mnie nie zbliżać. No ok. Pierwsze podejście nieudane, bo chłopakowi w gumce opadał sprzęt. Mówię mu:
- Słuchaj, nie ma sprawy, nic na siłę, nie przejmuj się. Bez gumki nie ma mowy o seksie, ale nie na samym seksie świat stoi :)
No generalnie starałam się, żeby gość nie czuł się zawstydzony, gorszy, etc.
O ja głupia...

Po chwili rozmowy facet mówi, że on jest już teraz gotów. No ok. Po skończonej "akcji" spojrzałam na sprzęt faceta, a ten... nie miał gumki! Noż kur... Typ zrobił mnie totalnie w konia i (sorry za określenie) wyruchał mnie bez gumki!!! Kompletnie bez mojej wiedzy! Nawet nie spostrzegłam kiedy ja zdjął i wyrzucił na podłogę.
Jak się domyślacie zapewne, facet został wywalony za drzwi, dostał ode mnie zakaz jakiegokolwiek kontaktu, a ja następnego dnia już byłam u ginekologa po tabletkę "dzień po". Teraz "tylko" zostały mi badania, bo przecież gość mógł być na coś chory.

Słuchajcie - jestem przerażona, że ktoś mógł wpaść na taki pomysł. Tak naruszyć wszelkie zasady bezpiecznego seksu, szacunku do partnera i narazić mnie na przykre konsekwencje. Siebie przecież też mógł wpakować w jakiś syf, gdybym to ja była na coś chora...
Ufajcie swojej intuicji. Jeśli coś w środku mówi Wam, ze trzeba się ewakuować, to róbcie w tył zwrot i nie żałujcie niedoszłej miłości. Bo potem będziecie żałować, że do "miłości" doszło... 😞
JanekSnieg Odpowiedz

Obrzydliwe zachowanie z jego strony.

Qzin Odpowiedz

To jest "stealthing" i jest równie bardzo gwałtem jak mówienie facetowi przez kobietę, że bierze tabletki gdy nie bierze niczego. Bo zgadzacie się na seks na innych warunkach, a kto PODSTEPEM doprowadza do obcowania płciowego... Itd.

Zobacz więcej komentarzy (27)

#jzIS6

Ludzie zaczęli mi mówić, że widać, że schudłem. Ja oczywiście odpowiadam: tak, tak, postanowiłem trochę inaczej jeść, trochę wziąć się za siebie. Prawda jest taka, że od kiedy 3 miesiące temu urodziło nam się dziecko, robię wszystko, żeby starczyło nam na życie. To nie jest tak, że nie mam pracy ja czy żona. Po prostu rozbijają nas finansowo kredyty, które musieliśmy wziąć na remont mieszkania, a teraz na samochód, bo poprzedni się rozsypał.

Najważniejsze jest dziecko i żona, więc skrupulatnie przeliczam każdą złotówek jaką mam na siebie wydać. Przyznam, że wolę pogłodzić się parę godzin, niż wydać 4 zł na kanapkę, bo wiem, że za te 4 zł mogę kupić waciki dla dziecka. Odmawiam kumplom np. wyjścia do kina, bo wiem, że jeśli to nawet będzie seans w tani wtorek, to za te 14 zł mam paczkę podkładów do przewijania. Praktycznie przestałem pić alkohol, bo głupie piwo to kolejny zbędny wydatek. Kiedy żona mi mówi, że trzeba zaraz dziecku coś kupić, ja już w głowie przeliczam, czy w tym miesiącu wypada rachunek za prąd czy w następnym (rachunek przychodzi co drugi miesiąc). Jedzenie jakie muszę zabrać do pracy jest zaplanowane na każdy tydzień. Są to głównie kanapki, które sam zrobię, kefiry, serki, o ile to możliwe kupione w promocji. Jem też owoce, ale nie dla zdrowia, po protu jabłka są tanie. Żona o tym nie wie i się nie dowie, bo ochrzaniłaby mnie od góry do dołu, że przesadzam.

Przeliczyłem, że za 2 lata spłacę kredyt i być może wtedy odetchnę. Do tego czasu zamierzam być złotówą, ale przynajmniej schudnę i wejdę z powrotem w ubrania, które były za małe gdy przytyłem, więc nie będę musiał wydawać dużo na nowe ubrania.
jankostanko33 Odpowiedz

Mam trójkę dzieci i uważam, że podkłady do przewijania to strata pieniędzy. Przy pierwszym dziecku kupowaliśmy mnóstwo pierdół, typu właśnie podkłady do przewijania, które koniec końców okazywały się zbędne, a wręcz zawadzały. Zamiast kanapki za 4 zł kup sobie precla za 1,5zł. Też zaoszczędzisz, a przynajmniej nie będziesz głodował.

Odpowiedzi (8)
Rroszla Odpowiedz

Na fb istnieją grupy wymianowe. Ludzie bardzo często oddają tam pieluchy czy rożne kosmetyki dla dzieci - a bo wyrosło, albo cos dziecko podrażnia.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#x9C3O

Nieco ponad rok temu wreszcie przeprowadziliśmy się z mężem z małego mieszkania do domu jednorodzinnego. Okolica spokojna w miarę, ludzie w większości spoko. Z wyjątkiem rodziny mieszkającej obok.
Generalnie to nie ulegam stereotypom, ale to typowa prawilna patologia. I co dzień powtarzają, jacy to z nich wzorowi wierni.

W domu mieszkają: seniorka rodu, wredne wulgarne babsko, jej synowa z siódemką dzieci, której mąż od niedawna siedzi w areszcie za bójki i rozboje (w okolicy nie ma pracy godnej jego osoby), a że to nie pierwszy raz, to traktują to jako recydywę.
Żal mi jego żony, widać, że jest zahukana, unika ludzi. Młodszych dzieci też żal, zwłaszcza że najmłodsze jest wyraźnie niepełnosprawne (trzylatek ma problemy z chodzeniem, prawie nie mówi, dalej korzysta z pampersów).
Starsze to rozpuszczone bachory. Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale ich wrzaski i słownictwo mnie przerażają. Rzucanie śmieci ludziom za płot, wyzwiska, rzucanie kamieniami w zwierzęta to standard. Kiedy rozmawiałam z ich rodziną, matka obiecała powiedzieć im, że tak nie wolno, babka wrzasnęła, że u nich się po bożemu żyje, dzieci się kocha i jest ich dużo i generalnie mamy się odpier... Rodzina ma kuratora. W czasie wizyt (oczywiście zapowiedzianych) wszystko jest cacy. Kiedy z mężem i kilkoma innymi osobami chcieliśmy z kuratorką pogadać, zbyła nas. W opiece uważają, że skoro jest kurator, to wszystko gra. Najgorszy jest najstarszy z dzieciaków, ma 15 lat. Awanturuje się, pyskuje, będzie miał sprawę w sądzie, ale oczywiście to zła policja czepia się o porysowanie samochodów nauczycieli. Raz pozwolił sobie na bardzo niewybredny komentarz na mój temat, w obecności mojego męża. Tomek (mąż) założył młodemu dźwignię na rękę, sprowadził go do parteru i ochrzanił. O dziwo głupie teksty ustały, chłopak nawet mówi dzień dobry.

W lipcu w końcu sfinalizowaliśmy adopcję, mamy pięcioletniego synka. O ile większość dzieci szybko przyjęła Kubę do towarzystwa i fajnie się razem bawią, to od dzieciaków sąsiadów słyszy, że jest kundlem, podrzutkiem, przybłędą i szybko go oddamy. Kilka razy płakał z tego powodu. Kiedy próbowałam z nimi rozmawiać na ten temat, pokazali mi środkowy palec. Matka obiecała, że im wytłumaczy, a babka kazała mi spadać. Wiem, że to od niej wnuki nauczyły się tych tekstów.

Powoli mamy dość bo jest coraz gorzej. Po aferze z wyzwaniem naszego synka po powrocie z pracy znaleźliśmy wielką stertę odchodów na podjeździe. Dostali tylko mandat. Samochody zawsze trzymamy w garażu, jak wszyscy sąsiedzi. Opieka społeczna nie widzi problemu, policja twierdzi, że za dużo nie może.
Esamip Odpowiedz

Chyba jedyne wyjście to kamery przy domu. Nagrywaj wszystko co możesz dla bezpieczeństwa własnej rodziny. Kolegów syna zapraszaj do Was, niech bawią się pod Waszym okiem. Wiem, że nie uchronisz go przed wszystkim co mu mówią i robią, dlatego tłumacz mu, że jest adoptowany, ale to nie znaczy, że gorszy.

Odpowiedzi (2)
BerloSzczescia Odpowiedz

Nóż otwiera się w kieszeni na takie sprawy... I wytłumaczcie mi skąd Ci ludzie się biorą.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie