#cfpJZ

Właśnie wyszłam ze szpitala.

Dzień wcześniej, z racji tego, że pogoda zaczęła sprzyjać, wytargałam rower z piwnicy (koronawirusowe sadełko trzeba zrzucić) i tyłek na siedzenie, więc jazda.
Długo nie pojeździłam.
Aby dostać się do ścieżki rowerowej, musiałam dosyć spory kawałek przejechać jezdnią. Pozdrawiam idiotę, który wpadł na pomysł, aby wyciągnąć rękę z auta i mnie klepnąć w tyłek. Mam nadzieję, że miałeś ubaw z mojego wypadku, bo miałeś też pecha. Kierowca za tobą miał kamerkę, a ja mam wybity ząb i pękniętą szczękę. Do zobaczenia w sądzie.

#6J7DM

Krótko, zwięźle i na temat.

Mam firmę, murujemy grille. Nie powiem, opłacalny biznes, ale czasami zdarzają się przypadki, gdy coś zawalimy, będzie stał trochę krzywo lub coś. Mieliśmy parę takich przypadków, braliśmy wtedy mniej niż mówiliśmy i było OK.

Ostatnio byliśmy murować u jakiegoś bogatszego gościa, typowy cham i prostak. Krytykował wszystko co robiliśmy. Na końcu powiedział, że nam nie zapłaci, bo coś spieprzyliśmy (akurat ten grill wyszedł nam zajebiście). No to co? Padło hasło "chłopaki, zabieramy się". Rozebraliśmy grilla i wyjechaliśmy.

Miny gościa nie zapomnę do końca życia :)

#LEfRO

Moja babcia wraz z rodzeństwem w latach 40. i 50. wychowywała się w leśniczówce. Dzieciaki same chodziły po lesie, wiedziały jak trafić do domu, które grzyby są jadalne. Ich ojciec, leśniczy, uczył dzieci miłości do przyrody.

Pewnego dnia moja babcia z młodszą siostrą podczas zwyczajnej włóczęgi po lesie trafiły na ukryte obozowisko. Uznały, że to świetne miejsce do zabawy. W pewnym momencie jakiś instynkt, a może wieloletnie obcowanie z lasem i jego dźwiękami, sprawiły, że babcia niespodziewanie złapała siostrę za rękę i zaczęła uciekać przez trudne do sforsowania przez dorosłego szlaki. Obejrzała się tylko raz, gonił ich ogromny mężczyzna. Mówiła mi, że nie słyszała nic poza łomotem własnego serca i że wiedziała, iż muszą zmylić i zgubić goniącego.
Udało się im uciec, a ostatecznie dotrzeć do domu. Tego wieczora przy kolacji rodzice oznajmili, iż nie będą na razie puszczać mojej babci i rodzeństwa do lasu. W miasteczku rozwieszono bowiem ogłoszenia o poszukiwaniu brutalnego mordercy i gwałciciela.

Babcia ani jej siostra nigdy nie opowiedziały rodzicom o tym, co je spotkało. Nie pamiętają nazwiska poszukiwanego, a w pewnym momencie pozwolenie na ich wycieczki po lesie zostało wznowione. Babcia i ciocia do dziś bledną na samo wspomnienie ich upiornej przygody.

#ggTSF

Kilkanaście lat temu potężna burza zerwała nam dachówki. Tata, jak to tata, uznał, że nie po to nas płodził, żeby tracić pieniądze na robotników. Reperuje, reperuje, całe potomstwo siedzi na dachu, udając, że wie co ma robić, aż tu na ziemię poleciała niby to paczuszka nowiutkich dachówek.
- Dobra, dzieciaki, trudno, jak je*ło, to niech już leży.
- Tata, ale to był Michał...

Żyję i mam się dobrze, tata trochę mniej, bo do dziś doskonale pamięta jaki opieprz dostał od mamy.

#G4OkC

Ja i mój mąż mamy 10-letniego, niepełnosprawnego syna. Paweł jest sparaliżowany, nie chodzi, z trudem potrafi utrzymać w dłoni telefon czy łyżkę, dodatkowo ma napady padaczkowe. W związku z tym wymaga całodobowej opieki oraz rehabilitacji.

Gdy Paweł się urodził i usłyszeliśmy diagnozę, oczywistym było, że jedno nas będzie musiało zrezygnować z pracy. Początkowo to głównie ja zajmowałam się synem, a mąż pracował na nasze utrzymanie. Jednak zaczęły mi się dawać we znaki problemy z kręgosłupem - wypadnięcie dysku, zakaz dźwigania ciężarów.... No ale jak nie dźwigać ciężarów, skoro się ma chore dziecko? Paweł rósł jak na drożdżach, jego wózek również swoje ważył, miałam problemy, żeby ubrać syna lub zabrać go na spacer. Mąż widząc, że fizycznie nie daję sobie rady, zaproponował, żebyśmy zamienili się rolami.

I tak oto stałam się żywicielem rodziny, natomiast mąż został w domu, żeby opiekować się Pawłem. Początki były ciężkie. Ja po 3-letniej przerwie miałam problem wrócić do pracy, mąż nie był przyzwyczajony do swojej nowej roli, jednak ostatecznie oboje zaaklimatyzowaliśmy się w nowej sytuacji. I w sumie byłoby idealnie, gdyby....

...no właśnie, gdyby nie komentarze ludzi. Mąż usłyszał nie raz, nie dwa, że jest babą, że marnuje sobie życie z Pawłem i powinien nas zostawić (serio!), że siedzi pod pantoflem żony. Za to ja niedawno usłyszałam od koleżanek z pracy "No, Beata, ty to masz pecha, nie dość, że masz chore dziecko, to i męża nieroba". Bo skoro bezrobotny, to pewnie siedzi cały dzień na kanapie i ogląda telewizję, prawda?

Mój mąż kocha Pawła. Codziennie myje go i ubiera, zabiera na spacery, pomaga w lekcjach (syn nie jest upośledzony umysłowo), wozi na rehabilitację. Pomagam mu jak mogę, ale to głównie on ciężko pracuje opiekując się naszym synem. Nie jest przez to mniej męski, nie jest nieudacznikiem, nie jest pantoflarzem, jest po prostu kochającym, odpowiedzialnym rodzicem. Chciałabym żyć w świecie, gdzie mężczyzna zajmujący się dzieckiem nie jest traktowany jak coś nienormalnego, ale chyba nie doczekaliśmy jeszcze takich czasów...

#tNqdb

Jestem bardzo niecierpliwą osobą. Mam tego świadomość i mocno nad sobą pracuję. Kiedyś nie byłam w stanie stać w kolejce, wolałam obejść choćby pół miasta, byleby nie czekać tak długo. Teraz mam zawsze ze sobą aplikację do czytania książek, czasem szydełko i jakoś nad tym panuję. Są jednak sytuacje, które wyprowadzają mnie z równowagi.

Moja babcia kiedy zaprasza mnie na obiad, nigdy nie poda go wcześniej niż godzinę, najczęściej półtorej od mojego przyjścia (na godzinę, którą ona wybiera). Siedzi w kuchni, jest to malutka przestrzeń, więc jedyne miejsce dla mnie jest w pokoju. Siedzę, nudzę się, kiszki mi marsza grają. Wielokrotnie pytałam, czy może jej pomóc, ale nigdy nie chce. Pytałam więc, czy mogę przyjść później, to się wielce dziwiła. A mnie to naprawdę męczy i czuję, że tracę czas. Co innego gotować razem, rozmawiać w trakcie gotowania czy spędzić czas po obiedzie. A tak siedzę, czekam i potem strasznie mi niefajnie zmyć się prosto po posiłku, choć jestem mentalnie strasznie zmaltretowana. I tak schodzi pół dnia, z czego spora część spędzona u niej samotnie na kanapie.

Mój nowy chłopak też strasznie mnie męczy pod względem gotowania. Jeśli jestem głodna, to jestem głodna teraz. Nie za dwie godziny. Parę razy już pytał, czy mi coś ugotować, a na moje pytanie "za ile by to było" mówił, że max pół godziny. Najgorzej było w walentynki, gdzie o 13.00 zapowiedział, że jemy o 13.30, a za pięć szesnasta on dopiero wstawiał jedzenie do piekarnika. Poryczałam się wtedy i powiedziałam, że ja dziękuję, żeby nie proponował mi więcej niczego, bo kończę zmęczona, głodna i upokorzona. Mówiłam mu o tym wiele razy, że ja sobie sama coś wolę zrobić, niż siedzieć i czekać.

Może to głupie, ale jeśli ja zapraszam gości czy gotuję dla kogoś, nie każę zaproszonemu czekać na posiłek kilka godzin. Rozumiem, że czasem pewne elementy zabierają więcej czasu, ale mam wrażenie, że tu bardziej chodzi o jakiś życiowy nieogar.

#3lWLH

Od kilku lat udaję orgazm. Nie osiągam go nigdy, zawsze muszę udawać. Nigdy podczas stosunku z żoną. Bo jestem mężczyzną.
Mam wytrysk, erekcję w miarę okej, ale nie potrafię się podniecić. Podczas współżycia też nie mam prawie żadnych doznań.
W końcu postanowiłem coś z tym zrobić. W tajemnicy przed żoną udałem się do seksuologa. Podjęliśmy terapię. Okazało się, że przyczyną dolegliwości jest uzależnienie od pornografii i masturbacji. Mimo że nie praktykuję tego od około czterech lat. Faktycznie, kiedy jeszcze to robiłem (już po ślubie), zawsze miałem super doznania, erekcję i orgazm. A podczas seksu z żoną lipa.
Dodam jeszcze, że w nałóg wpadłem mając około 12 lat (pornografia doszła później wraz z dostępem do internetu) i trwał on przez kilkanaście lat. Gdybym mógł cofnąć czas...
Mam nadzieję, że uda mi się z tego wyjść. Może będę kiedyś musiał to wyznać żonie? Nie wiem...

#D5tfe

Ostatnio przeczytałem o kobiecie-szatanie.

Otóż pokochałem bardzo podobną - wiedźmę. Dla bliskich jest niesamowita, w ogień by skoczyła, lecz gdy trafi jej się typowa nadęta pani, nie wytrzyma. Dodam, że zawsze miała dość wybuchowy i porywczy charakterek, za co obrywała w młodości. Teraz stateczna kobieta, studiująca, pracująca. Jednak anonimowe wyznanie będzie jej jedną z wielu historii, które mam nadzieję tu zamieścić, bo luba niekoniecznie jest skora do pisania (ale namiętnie czyta anonimowe).

Klasa maturalna. Luba, włosy koloru wściekłej czerwieni, kolczyki w uszach, mnóstwo bransoletek, koszulka z AC/DC i niewyparzony język. Siedzą sobie z matką w kuchni i czekają, aż ksiądz przyjdzie po kolędzie Jakoś tak wyszło, że ani jej siostry, ani ojca nie było. Kluczowe jest w tej historii, że owa luba jest deistką. (dla niewiedzących - Bóg-Stwórca jest swego rodzaju konstruktorem przyrody, dla której ustanawia prawa i dalej już nie ingeruje w jej rozwój przyrodniczy, społeczny czy osobniczy - czyli wierzy w Boga, ale nie w kościół).

I oto przybywa on. W czarną sutannę odziany przybysz, wszystko odbywa się bez przeszkód, aż po wspólnej modlitwie przychodzi czas na rozmowę o rodzinie. Matka z nim rozmawia, lecz wzrok jego pada na moją kobietę, a konkretniej jej koszulkę.
K-Ksiądz, L-Luba, M-Matka Lubej
K: Czy wiesz, młoda damo, co oznacza skrót?
L: Tak, to prąd stały/prąd zmienny.
K: Widzisz, młoda jesteś, to nie rozumiesz. To nieprawda, to oznacza co innego.
L: Oświeć mnie, księże.

Luba już dostaje baty wzrokowe od matki i z westchnieniem czeka na odpowiedź.

K: To znaczy Anty Christus, Die Christus.

Luba w śmiech, jej matka stara się wyjść z sytuacji.

M: Mi się wydaje to trochę naciągane.
K: Proszę nie ignorować takich sygnałów. A pani córka jest jednym wielkim przykładem tego, że szatan kryje się nawet za kolorem czerwonym córki. JA sądzę, że będzie trzeba egzorcyzmu - patrzy się na lubą. - Czy miałaś kiedykolwiek kontakty fizyczne z mężczyznami?
L: Czuję pociąg do kobiet i mężczyzn, proszę księdza.
K: BOŻE. To już piekło jest. Ona jest skazana na piekło.
L: Nie księdzu będzie to sądzić. A co za głupoty z tym zespołem ksiądz wygaduje, to...

I w tym momencie w głowie lubej (chyba jej jakieś rogi wylazły) narodził się iście szatański plan. Urwała i zaczęła mówić wymyślonym przez nią językiem, zmieniać ton głosu na bliski zwierzęcemu... Ksiądz tak się przestraszył, że złapał swoje rzeczy, zaczął coś krzyczeć na zmianę z matką lubej, a ona sama patrzyła z okna jak ksiądz ucieka w popłochu.

Co w tym anonimowego?
To, że na mszy ksiądz opowiedział o bliskim spotkaniu z demonem na kolędzie i żeby mieć się na baczności, z kim ma się do czynienia. A ona specjalnie poszła do kościoła tylko po to, by móc usłyszeć to na żywo, wiedziała, że będzie to całkowicie anonimowe, ale skierowane do niej. Oj, rogi rosną, oj rosną...

#zvL2f

Jestem biseksualnym facetem, który lubi seks. Podczas studiów zdarzyło mi się uprawiać męską prostytucję. W internecie dawałem swoje ogłoszenia. Obojętne było mi to, czy będzie to kobieta lub mężczyzna. Historia, którą tu opowiem, sprawiła, że odechciało mi się zarabiać pieniądze w ten sposób, ale śmieję się za każdym razem, kiedy o tym sobie przypomnę.

Klientów zapraszałem do pokoju w hotelu. Raz zdarzyło mi się zorganizować męski trójkąt w ciemno. Wszystko ustalone, zjawiam się w pokoju szybciej. Przychodzi pierwszy klient. Zwykła rozmowa, co będziemy robić itd. 10 minut później przychodzi kolejny umówiony klient i widzę wielkie zdziwienie na jego twarzy. U poprzedniego klienta na twarzy maluje się niedowierzanie. Po chwili milczenia słyszę słowa chłopaka, który właśnie przyszedł:

- Tato, co ty tu robisz?!

Nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem. Chłopak od razu uciekł, a jego ojciec w pośpiechu zaczął brać swoje rzeczy i też wyszedł. Miałem ubaw do końca dnia. :D

#rpudF

Starszy brat męża urodził się ze sparaliżowanymi kończynami i upośledzeniem umysłowym. Przedsiębiorcza matka postanowiła dać bratu rodzeństwo, by miał się kto nim zająć, więc urodził się mój mąż. Jak to bywa, ojciec usunął się z ich życia, choć łożył na utrzymanie dzieci.

Od małego mój mąż był sprowadzany do roli opiekuna. Nigdy nie zaznał od matki choćby ciepłego słowa, ba, dotkliwie go biła, wyzywała, poniżała, grzebała w jego rzeczach i zabierała mu pieniądze "bo cię utrzymuję". Małemu dziecku, które dostało coś np. od babci... Szybko nauczył się rozładowywać frustrację, bijąc się na podwórku. Matka zamiast z nim porozmawiać, zwyczajnie tłukła go jeszcze mocniej za to, że się bił. Nietrudno się domyślić, że w czasie nastoletnim został dresem pełną gębą wraz z grupą innych kolegów. Nawet jak skończył szkołę i zaczął pracować ("Studia? Zapomnij! Tu mi jesteś potrzebny, za robotę się weź") i akurat nie musiał zajmować się bratem (wtedy musiał rzucać wszystko), to w wolnym czasie wraz ze swymi kompanami umilali sobie czas obijając ludziom mordy, głównie podobnym do nich w zainteresowaniach (dodam, że nigdy nie uderzył kobiety, a raz uratowali dziecko przed pedofilem - nie gloryfikuję, ale nie byli takimi całkiem czarnymi charakterami).
Pamiętam, jak próbował mnie od siebie odsuwać, zniechęcać, nawet próbował mnie nastraszyć, odwalając ze swymi kompanami akcje na moich oczach, ale ja się nie bałam ani trochę, wiedziałam, że nigdy mi nie zrobi krzywdy. To brzmi głupio, ale jakby wiedziałam, że robi to specjalnie.

Moja miłość go odmieniła. Wiem jak idiotycznie to brzmi, ale tak było. Przyznał, że fakt, że ktoś go pokochał, był dla niego dziwny, bo nikt go nigdy (!) nie kochał w ogóle.

Po jakimś czasie wiedziałam już wszystko. Zaręczyny, skromne mieszkanko wynajęte po znajomości za opłaty. Ślub, praca, udawało się nam co miesiąc odłożyć kilka stówek. Zaczęłam się jednak mocno obawiać o wpływ, jaki ma na niego matka, prośbą i groźbą zmuszająca wciąż do zajmowania się bratem, a starzy "znajomi", z którymi zerwał kontakt, zaczęli się odzywać ("ooo, masz swój kwadrat").

Mąż miał sporo pomysłów na firmę, zaproponowałam szalony pomysł, byśmy najpierw wyjechali za granicę coś zarobić, by po powrocie móc coś otworzyć. Nie było łatwo, były jeszcze zamknięte granice, ale cudem udało mi się zorganizować wyjazd, a rodzice pożyczyli mi pieniądze.
Minęły lata, nie wróciliśmy, dobrze nam tu.

Co w tym anonimowego? Nigdy nie zamierzałam wracać. Mąż po jakimś czasie sam zdecydował, że chce zostać, a ja tylko przytaknęłam. To, że nie wie, że celowo go stamtąd zabrałam jest moją jedyną tajemnicą, jaką przed nim mam.
Dodaj anonimowe wyznanie