#ufKXB

Ostatnio poszłam na imprezę. Poznałam tam faceta, wróciliśmy razem do domu uprawialiśmy naprawdę świetny seks. Nie szukam chłopaka po prostu kogoś z kim będę mogła regularnie sypiać na wyłączność. Byłam całkiem zadowolona, facet zgodził się, że możemy sypiać ze sobą regularnie, obudził się rano pocałował mnie i wyszedł. 


Miałam tylko jego Snapchata jeszcze tego samego dnia do mnie napisał. Na następny dzień (pisaliśmy ze sobą dalej) powiedziałam o tym koleżance, która go kojarzy. Pokazała mi jego Instagrama i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że od ponad roku jest w związku. Dalej z nim pisałam zaczęłam zapisywać ten czat, napisał tam, że fajnie się bawił i chciałby to powtórzyć. Moja koleżanka nagrała ten czat ze swojego telefonu, żeby mieć dowód. Zapytałam go o dziewczynę. Przyznał się i powiedział, że sprawy między nimi są skomplikowane i jest zagubiony i chciałby sam jej powiedzieć. 


Następnie cały czat usunął, zablokował wszystkich wspólnych znajomych na Instagramie, żebyśmy nie mogły znaleźć nazwy insta jego dziewczyny. Wyniosłyśmy z tego wnioski, że jednak jej nie powie i niestety ja ją muszę poinformować. Założyłam anonimowe konto i wysłałam jej to nagranie czatu. Była zła, rozczarowana i miała złamane serce. Pierwszy raz miałam taką sytuację i czułam się z tym tak źle, nigdy bym się nie przespała z kimś kto jest w związku. Nadal nie wiem czy dobrze zrobiłam informując ja, mam wyrzuty sumienia. 

I tak, wyciągnęłam wnioski. Teraz będę czekać z seksem aż się upewnię, że znam typa na tyle, żeby wiedzieć że ma dziewczynę.
Nadal nie mogę sobie wybaczyć.
PS. dziewczyna powiedziała, że według niej w ich związku było lepiej niż kiedykolwiek. Strasznie mi jej szkoda.

#80PGW

Co roku na Dzień Matki składałem mojej mamie życzenia z tej okazji. I nic więcej. U nas w rodzinie rzadko dajemy sobie jakiekolwiek prezenty, nawet na urodziny.

Mając 15 lat postanowiłem, że za zaoszczędzone pieniądze kupię mamie tym razem jakiś bukiet. Udałem się do kwiaciarni po szkole, wydałem ok. 50 zł i zadowolony wróciłem do domu.

Złożyłem mamie życzenia i wręczyłem jej kwiaty... a mama z tekstem "A co ja z tym teraz zrobię? Po co mi to kupiłeś? Takie nieładne trochę..." - i potem mnie wyśmiała.

Zabolało, nie spodziewałem się takiej reakcji. Obiecałem sobie, że już nigdy nic jej nie kupię.

#HGc9J

Kiedy poznałam mojego chłopaka, wiedziałam, że pali.

Nie wiedziałam jak długo i ile, tyle, że w czasie przerwy w pracy chodził na papierosa.

Nigdy nie śmierdział fajkami. Podczas naszych początków zauważyłam, że pali dość często, praktycznie od początku też zwierzył mi się, że bardzo chce rzucić. Zaproponowałam metodę ograniczania i moją pomoc w ogarnianiu tego, a on ochoczo się zgodził.

Miał palić 8 fajek dziennie przez tydzień, potem 7 przez tydzień, potem 6...

Utknął na etapie 6 fajek dziennie na cztery tygodnie. A potem... potem zaczął się lock down i palił po 15, 18 fajek dziennie.

Szczerze? Nie miałabym z tym aż takiego problemu, mimo, że uważam, że sam sobie rozwala zdrowie i marnuje pieniądze. Ale on non stop tych pieniędzy nie miał. Byliśmy na kawie parę razy, płaciłam za siebie, a on i tak potem wzdychał, ile to na kawę i bilet wydał i jak to nie ma pieniędzy. Cokolwiek dotyczyło kasy, to było jedno wielkie wzdychanie i wyliczanie jak to jej nie ma.
Nigdy nie uronił łzy nad paczką tabaki za £15 kupowaną co drugi dzień albo częściej. Nigdy też nie rozpaczał nad kupnem trawy raz na jakiś czas, jeśli siedział z kumplami.

Gdy jakiś czas temu jechaliśmy autobusem na lunch, który sam zaproponował (za który ja sama płaciłam i na który mieliśmy zniżkę 50), i znowu zaczął marudzić ile to wyda, zapytałam czy też tak smuta płacąc za fajki? Albo marudzi kumplom, że trawa kosztowała 6 x co ten nasz wypad?

Trochę go zatkało.

Jakiś czas potem mieliśmy rozmowę na temat dzieci. Od słowa do słowa powiedziałam, że nie wyobrażam sobie wychowywania dziecka z palaczem. On rzucił, że przecież pali na zewnątrz.
Ja stwierdziłam, że to nie zmienia faktu, że ma nikotynę na rękach i że chowanie dzieci/wspólny budżet z palaczem jest nie dla mnie, bo to strzał w stopę, tracenie pieniędzy, powolne zabijanie samego siebie i ja nie chcę się pisać na takie życie.

Lekko pobladł i zapytał, czy jeśli nie rzuciłby palenia, to czy ja odrzuciłabym go w momencie planowania przyszłości jako rodzina.
Nie było to mile, ale nie chciałam kłamać. Powiedziałam, że mielibyśmy dużo do obgadania, ale nie widzę tutaj szans na kompromis.

Wyszedł, ochłonął pogadaliśmy, a tydzień później przestał palić. I nie pali od 4 miesięcy. Oby ten stan trwał.

#JqyyO

Mam niesamowitą rozkminę. Poznałem kilka tygodni temu dziewczynę. Na początku zależało mi tylko na seksie, chciałem pokorzystać i zostawić. Niestety pech lub szczęście chciały, że zacząłem patrzeć na nią inaczej niż jako obiekt seksualny.

Kobieta ma jeden duży minus – jest biedna. Aktualnie bezrobotna, zanim przyszła pandemia pracowała za jakieś grosze w tanim sklepie odzieżowym. Znaczy to, że nie ma za grosz ambicji. Teraz mieszka z rodzicami. Ojciec alkoholik. Matka z pensji sprzątaczki utrzymuje całą rodzinę. Dziewczyna nie jest brzydka, takie solidne 7/10, ale trochę zaniedbana biedą. Nosi tanie schodzone ciuchy. W zasadzie już prawie u mnie mieszka, bo więcej przebywa u mnie niż u siebie w domu. Ma dziwne zachowania typu, smarowanie kanapki tak, że ledwo ją pokrywa, wędlinę kroi tak cienko, że jest prawie przezroczysta. Będąc razem na zakupach spożywczych nawkładała mi do koszyka jakiegoś taniego, bezsmakowego i chemicznego badziewia. Rozkroiła nożyczkami tubkę po paście do zębów i wygrzebywała resztki. Rozmawiałem z nią na ten temat, ale ciężko do niej dociera, że można żyć inaczej. Trochę się boję tego związku.

Próbowałem wyczaić, czy chodzi jej o mnie jako osobę, czy kieruje się rozsądkiem i wyrwaniem z patologicznego domu do cywilizowanych warunków mieszkaniowych i normalnego życia bez stresu o to co włożyć do garnka. Tam u niej, to nawet nie wiem jak to opisać, wszędzie grzyb, toaleta na podwórku i ojciec czarodziej zmieniający pół litra wódki w przemoc domową. Zastanawiam się co dalej, jakieś uczucie już powoli się pojawia, a ja z jednej strony nie chcę dać się złapać w uczuciowe sidła skoro stać mnie na bardziej ogarniętą życiowo kobietę i nie będę ryzykował, że ta będzie ze mną z rozsądku. Z drugiej jednak strony, może będę właśnie z tą dziewczyną szczęśliwy, ona w końcu pójdzie do pracy i niech sobie zarabia te grosze, mnie stać na to, żeby nam się przyzwoicie żyło.

#JbBaH

Miałam wtedy chyba z 5 lat. W tamtym czasie bardzo dużo jeździłam z moim tatą samochodem. Nawet do spożywczaka po gumę turbo kazałam się wozić samochodem, tak to uwielbiałam. Był upalny dzień. Jak co dzień jechaliśmy dokądkolwiek po cokolwiek, byle jechać. Tata za kółkiem bardzo dużo wyklinał i wyzywał innych kierowców, bo przecież on, typowy Janusz, jeździł najlepiej na świecie, a wszyscy inni prawo jazdy to na pewno załatwili sobie z Ukrainy. A że umysł pięciolatki był chłonny jak gąbka, to i katastrofa murowana. 

Tego dnia było gorąco jak w piekle, okna otwarte na oścież. Stanęliśmy sobie grzecznie na czerwonym. Na pasie obok stanął równo z nami inny kierowca. I widzi małego słodkiego pączka z kokardkami we włosach i sukienusi w kwiatusie, to zaraz do mnie przez otwarte okna:
- A puci puci kochanie, a ti ti ti.
Ja natomiast z właściwą sobie gracją i niespodziewanie dobrą dykcją odparłam tak, jak wyobrażałam sobie, że tatuś by mu powiedział:
- Spie*dalaj, baranie!

Gościu oniemiał i z wrażenia nie zauważył zielonego światła. Tata zbił ze mną mega wychowawczą pionę. Mama natomiast zbiła pionę z taty czołem, a ja od tamtej pory po gumy turbo chodziłam pieszo.

#kueYi

Wczorajsza rozmowa z moim chłopakiem przez telefon:
- Zabiorę cię gdzieś tylko zrób kucyk i ubierz się na sportowo - powiedział.
- Nie mam już gumek, one zawsze się gdzieś gubią jak są potrzebne, a w dodatku 2 wczoraj pękły, a te 3 fajne zostały w twoim samochodzie...

Chyba nie muszę mówić, jaka była mina mojego taty, gdy usłyszał co właśnie powiedziałam do telefonu.

#OAjYC

Będzie krótko.
Kilka lat temu pracowałam w 4 gwiazdkowym hotelu jako pokojowa.
Przed przyjazdem dużej grupy sprawdzaliśmy wszystkie pokoje. Do moich obowiązków należało odkamienienie wszystkich czajników. W jednym z pokoi wsypałam do czajnika "kamix", ale nie wiedzieć czemu czajnik nie chciał zadziałać, więc zostawiłam czajnik z wodą i tym środkiem i przeszłam do kolejnego pokoju.
Po wyjeździe grupy w jednym z pokoi zastaliśmy coś niezbyt przyjemnego.
Cały pokój łącznie z łazienką był po prostu osrany...
Gość po prostu zatruł się woda z odkamieniaczem i dostał sraczki.
Nigdy się nie przyznałam.

#9X2JM

Jakiś czas temu widziałem w telewizji Milczenie Owiec. Jako że film bardzo mi się spodobał, postanowiłem przeczytać wszystkie książki z cyklu o Hannibalu, a także obejrzeć serial o Doktorze Lecterze. Zaintrygował mnie bardzo kanibalizm, więc postanowiłem nieco poczytać o nim w internecie. Nie poprzestałem na wygooglowaniu hasła "kanibalizm", ale również szukałem "gdzie obecnie żyją kanibale", "jak smakuje ludzkie mięso", "przypadki kanibalizmu w Europie".

Parę dni później ojciec przywołuje mnie do siebie i mówi: 
- Synu, inni w twoim wieku szukają w internecie filmów porno, informacji gdzie zdobyć narkotyki, czy też sposobów na udaną randkę. A ja w przeglądarce mojego synka znajduję "jak smakuje ludzkie mięso i gdzie można go skosztować". Dlaczego nie możesz być normalny jak inne dzieciaki, które mają 17 lat?

#brUD9

Będzie obleśnie!

Byłam w związku z facetem ponad 8 lat. Związek zakończył się psychicznym znęcaniem. Gdy już powiedzieliśmy sobie, że to koniec, mieszkając jeszcze razem, trzeba było znaleźć nowe lokum dla siebie. Ustaliliśmy, że ja zostaję na mieszkaniu obecnym, a on sobie czegoś poszuka. Bardzo opornie mu szło, bo prawie 3 miesiące nie mógł nic znaleźć. Te miesiące były naprawdę jedne z najgorszych okresów w moim życiu.

Po jednej z kłótni, gdzie poza wyzwiskami usłyszałam też, że jestem brzydka i nikt mnie nie zechce, postanowiłam założyć portal randkowy żeby jakoś psychicznie siebie podratować.

Znalazłam kogoś z kim naprawdę dobrze mi się gadało, nie o żadnym seksie tylko o życiu. Ale koniec końców bardzo chciałam się z nim spotkać, oczywiście potajemnie, żebym nie dawała ex następnych powodów do kłótni.

Wszystko było już pięknie dograne i w przeddzień spotkania zaczęłam trochę krwawić. Myślę sobie, może przejdzie. Ale na następny dzień dostałam okres. Napisałam do chłopaka, że jednak się z nim nie spotkam. On po usłyszeniu wyjaśnień, napisał, że nie ma problemu, żebym przyjeżdżała.
W dzień spotkania lało masakrycznie, mnie czekała godzina drogi. Ledwie dojechałam i byłam bardzo zestresowana całą sytuacją.

Chłopak okazał się brzydszy niż na zdjęciach, ale myślę sobie dam mu szansę. Zapaliliśmy hasz i w końcu byłam zrelaksowana. Zaczęliśmy się kochać, najpierw delikatnie, a później zwykłe pieprzenie, oczywiście z gumką. Trwało to około godziny, miałam chyba z 5 orgazmów, gdzie ja już pod koniec byłam na wyczerpaniu i kazałam mu kończyć. Gdy skończył, okazało się, że zgubił gumkę. Usiadł przerażony na brzegu łóżka i oznajmił, że on musi to robić w gumce bo ma opryszczkę. Nie wiem czemu, ale jakoś się tym nie przejęłam zbytnio, tylko przytuliłam się do niego. Później palcami wyciągnęłam gumkę ze środka, całą w krwi i spermie.

Nie wiem czemu, ale czułam się z nim bezpiecznie i poradziliśmy sobie ze wszystkim na luzie. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, poszłam się wykąpać, ogarnęłam się i musiałam wracać. To był najlepszy seks w moim życiu, niczego nie żałuję. Opryszczki nie dostałam, a kontakt z nim nadal utrzymuję. Mam nadzieję, że będzie z tego coś więcej.

#YR0ea

Mój chłopak był prawdziwym syfiarzem.

Mył się bardzo nieregularnie, śmierdział potem i obrażał się, jeśli mu o tym cokolwiek wspomniałam. Raz się śmiertelnie obraził po tym, kiedy odmówiłam seksu oralnego, gdy okazało się, że nie mył się od dwóch dni (było czuć i prawie zwymiotowałam - powiedziałam, że nie chcę).


W mieszkaniu jego biurko całe się lepiło, pościel zmieniałam tylko ja, wszędzie opakowania po jedzeniu (oczywiście książę nie gotował, ale miał pieniądze, to zamawiał z dowozem) zużyte prezerwatywy i bieliznę rzucał na podłogę, często znajdowałam brudne naczynia pokryte pleśnią.

Początkowo próbowałam sprzątać, potem ustaliliśmy podział zadań (to był jego pomysł, taki z niego był niby feminista), ale oczywiście on się wymykał ze swoich obowiązków.


Szczytem była sytuacja, kiedy nie było mnie przez kilka dni i nie wynosił śmieci, co sprawiło, że po całej podłodze rozlazły się larwy much i moli. Dziesiątki ich. Kiedy powiedziałam, że ma to posprzątać, popłakał się i powiedział, że się boi robaków. Musiałam ja to zrobić.
To przelało czarę i zerwałam wkrótce potem. Może poza tym był inteligentny i troskliwy, ale to było za dużo i do dziś mam ciarki, gdy to sobie przypominam.
Dodaj anonimowe wyznanie