#4xZj8

Jestem alkoholikiem.
Wiem o tym tylko ja sam. Nie pozwalam sobie nigdy na pójście po pijaku do pracy - ba, na wyjście w tym stanie z domu. Dzięki temu nigdy nie zdarzyło się pobicie kogokolwiek czy coś w tym stylu. Codziennie jak tylko wracam z pracy, zaczynam pić. Wcześniej jednak zamykam drzwi od środka na klucz i chowam go w miejscu, które w stanie wskazującym jest najwidoczniej nieosiągalne, skoro (chyba?) nigdy nie wyszedłem. Zasypiam gdzieś w trakcie picia i śpię tak, czy to na stole, czy podłodze, aż obudzi mnie budzik do pracy. Widocznie mam słabą głowę i nie piję aż tyle, bo jestem już wtedy trzeźwy. Nawet nie aż tak mocno skacowany. Biorę prysznic, piję sporo wody, przeżuwam kilka ziarenek kawy i przepłukuję zęby płynem do płukania ust.
W pracy jestem lubiany i szanowany, nikt nigdy nic nie wyczuł. Wracam z niej i zaczynam tak od nowa… Trwa to już od jakiegoś roku, od kiedy umarła moja siostra. Innej rodziny nie mam, a bliskich znajomości z nikim nie utrzymuję, więc nikt nie miał okazji zauważyć na przykład przy próbie odwiedzenia mnie.
Dlaczego teraz właśnie o tym piszę? Bo jest wieczór. Niedawno przyszedłem z pracy. Dziś nie piłem. Mam nadzieję, że nie wypiję.
rassdwa Odpowiedz

Mam wielką nadzieję, że ci się udało i będzie udawać dalej. Mam wiele szacunku dla ludzi, którzy próbują zerwać z nałogiem. Nie poddawaj się. Szukaj wsparcia. Trzymam kciuki!

Odpowiedzi (1)
fckgworld Odpowiedz

Mam nadzieję, że Ci się udało :)

Zobacz więcej komentarzy (19)

#1nJXE

Krótko o sobie - 29 lat, 158 cm, 115 kg.
Niedoczynność tarczycy + insulinooporność.
Wycięty rak jajnika, wraz z jednym jajnikiem.
Bulimia i głodówki... szeroko pojęte zaburzenia odżywania.
Ciągłe próby odchudzania zakończone klęską.

Po co to piszę? Bo pierwszy raz w życiu czuję się szczęśliwa.
Nie dlatego, że mnie wyleczyli, bo lekarze nadal lubią mnie odsyłać od drzwi do drzwi.
Nie dlatego, że pomimo walk o schudnięcie cokolwiek się zmieniło (od kilku lat mam problem z tym, że albo nie jem, albo jem raz dziennie), ale dlatego, że opuściłam wszystkich i zamieszkałam sama daleko od rodzinnego domu.

Nie zrozumcie mnie źle, kocham swoich rodziców nad życie i wiem, że oni też mnie kochają, jednak ich podejście przez wiele lat mnie krzywdziło.
Grubi ludzie wiedzą, jak mocno obrywa psychika pod wpływem ciągłych wyzwisk i szykan w szkole, a dzieci bywają okrutne, wręcz bezwzględne w tępieniu odmiennych osobników. Ja to przeżywałam, po czym wracałam do domu, otrzymując kolejną falę krytyki, dobrych rad i wskazówek, które miały mnie motywować.
"Nie jedz tego!","nie ubieraj tego, cellulit ci strasznie widać", "ćwiczyłaś dzisiaj?", "widziałaś te ładne sukienki? szkoda, bo się nie zmieścisz"... Masa tekstów, niepozornych tekstów, które wywoływały u mnie mdłości, po których miałam ochotę wyć, bo ja nie potrzebowałam motywacji, potrzebowałam spokoju, przytulenia i akceptacji.

Po usunięciu raka podjęłam decyzję o wyprowadzce, rodzice ciężko to przeżyli, długo protestowali, ale ja wiedziałam, że nie mogę tak dalej.
Wyjechałam prawie 600 km od domu, gdy tylko zechcieli mnie zatrudnić w małej firmie. Ciasne mieszkanko, na opłacenie którego ledwie mnie stać. Kiepska praca, której nie lubię. I wiecie co? Wolność.

Nikt na mnie krzywo nie patrzy, gdy po domu chodzę skąpo ubrana, nikt mi nie zabrania nosić krótkich sukienek "bo cellulit", nikt nie krytykuje tego co jem i ile posiłków zastępuje smoothie (uczę się jeść 5 razy dziennie, póki co ustawiam budzik :)).
Codziennie chodzę do pracy, po pracy 4 razy w tyg. na basen i skromnie przeżywam dzień za dniem.


Nadal gruba, nadal zakompleksiona, z masą problemów zdrowotnych, a mimo to szczęśliwa.
sinusoidazemniejest Odpowiedz

Najlepszego!!! :)

Yaspis Odpowiedz

Powodzenia 😊

Zobacz więcej komentarzy (19)

#3OLE8

Jestem w kropce i chciałbym prosić Was o radę.
Przyłapałem moją dziewczynę, jak wyrzuca do śmieci tabletkę antykoncepcyjną. Codziennie znika z pudełka kolejna tabletka i Julka udaje, że je bierze, ale już się zorientowałem, że je po prostu wywala.
Nie wiem co w tej sytuacji zrobić – kocham moją dziewczynę, ale nie jestem gotowy na dziecko, mówiłem jej o tym. Mimo wszystko ona chciała zadecydować za mnie. Teraz przestałem z nią sypiać, a ona zaczyna podejrzewać, że mam romans lub coś podobnego.
Nie wiem jak delikatnie powiedzieć jej o tym, że znam jej sekret. A przede wszystkim nie wiem, jak dalej postąpić. Być z osobą, która mnie tak oszukuje? Jestem załamany.
MrsMarvel Odpowiedz

Może wyślij jej wiadomość gołębiem, albo może zagrajcie w głuchy telefon ze znajomymi... Albo o! Już wiem! Powiedz jej to wprost bo chyba jesteście dorosłymi ludźmi. :v Chociaż jak dla mnie to ona zachowuje się jak gówniara.

Odpowiedzi (2)
Achnoniewiem Odpowiedz

Próbuje Ciebie wrobić w dziecko wbrew Twojej woli, a Ty zastanawiasz się jak delikatnie powiedzieć jej, że wiesz???

Zobacz więcej komentarzy (37)

#5HU0L

Czuję, że przyczyniłam się do czyjejś śmierci.

Miałam dziesięć lat, kiedy pojechałam do babci na wieś. Z pokoju, w którym miałam spać, okna wychodziły na las i do ich ściany przylegało łóżko. Jako że miałam problem z pęcherzem, potrafiłam budzić się nawet dziesięć razy w nocy. Zazwyczaj leki pomagały, ale raz jeden o nich zapomniałam i musiałam maszerować do łazienki. Potem nie mogłam zasnąć, więc z nudów odsłoniłam roletę.
Początkowo wszystko było OK, ale potem zobaczyłam mężczyznę dźwigającego kogoś na rękach. Było ciemno, ale jestem w 100% pewna, że tą osobą była naga dziewczyna.
Poszedł do lasu, a ja zamiast kogoś obudzić, odczekałam chwilę i poszłam spać.

Przez dwa dni nie działo się nic niezwykłego, ale trzeciego, kiedy się obudziłam, zastałam w salonie kilka sąsiadek. Córka jednej z nich zaginęła. Wezwano policję. Jako że miała problemy z poruszaniem się, wybuchła panika. Wszyscy włączyli się w poszukiwania. Internet nie był jeszcze aż tak dostępny, ale w gazecie wspomniano o tym.
A ja? Milczałam. Nie wiem dlaczego. Być może bałam się.

Dziewczyny dalej nie znaleziono, a ja piszę o tym, bo dziś dowiedziałam się, że niedawno w tamtych okolicach zaginęła inna dziewczyna.
ZielonaPigwa Odpowiedz

Możesz isc na policje i opowiedziec to, co widzialas. Bylas mala to normalne - moglas nie wiedziec, ze takie cos sie gdzies zglasza.

Odpowiedzi (3)
Firstinka Odpowiedz

Bylas dzieckiem, w dodatku to byla noc- co moglas zrobic? Postapilas jak dziecko- a nawet jak wiekszosc doroslych niestety...nie miej do siebie zalu...

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#CRxmh

Kojarzycie takie powiedzonko: "Zaje**ł jak łysy warkoczem o kant kuli"?

Otóż leżałam po kolejnej chemii w szpitalu, włosy już dawno mi wypadły. Koleżanki z liceum po moim powrocie do domu wpadły i żeby mnie rozśmieszyć kupiły perukę z gęstymi, długimi włosami splecionymi w warkocz. Założyłam ją i chcąc się zaprezentować, okręciłam kilkukrotnie wokół własnej osi. Peruka zaplątała się w kule położne obok stołu, spadła mi z głowy, a ja wyryłam spektakularnego orła, łamiąc sobie nos o wyżej wymienione kule.

Teraz mam ksywkę Lord Voldemort.
Owsiankozerca Odpowiedz

Ja znam z grzywką, nie warkoczem.

Faraksa Odpowiedz

Fajne te twoje przyjaciółki, ale i tak najfajniejszy twój dystans do siebie

Zobacz więcej komentarzy (3)

#NQais

Wczoraj zerwałem z moją dziewczyną, którą wciąż bardzo kocham. „Dlaczego zatem z nią zerwałeś?” – zapytacie. Otóż dlatego, że moja ukochana zmieniła się nie do poznania w przeciągu ostatnich trzech miesięcy.

Wpadła w jakieś dziwne towarzystwo, zaczęła kumplować się z pustymi laskami i dzień po dniu zmieniała się ze skromnej i pięknej dziewczyny w pustą i sztuczną lalkę - dodatkowo uzależnioną od Internetu. Kiedyś nie korzystała z social mediów, a teraz? Nie ma dnia, żeby nie pokazywała swojego tyłka na instagramie. Zaczęły denerwować mnie jej ostre zdjęcia i liczne rozmowy z jakimiś obcymi kolesiami na insta. Ona potrafiła nawet wysyłać tym kolesiom zdjęcia w bieliźnie! A wszystko po to, żeby lajkowali i komentowali jej zdjęcia. Coraz rzadziej się spotykaliśmy, bo cały swój prywatny czas poświęca durnym koleżankom, z którym nie ma tak naprawdę o czym rozmawiać, więc tylko pstrykają sobie zdjęcia. Poprzewracało się tej dziewczynie w głowie.

Jestem zażenowany i załamany tym, co stało się z moją kochaną Klaudią. Próbowałem nawrócić ją z powrotem na dobrą drogę, chciałem z całych sił, żeby znów była normalna, ale ona mnie nie słucha i zachowuje się coraz gorzej. Niestety, nie dam sobą pomiatać i robić z siebie frajera, jest mi wstyd za taką dziewczynę.
Klaudio, jeśli to czytasz, to wiedz, że czekam na Ciebie. Jeśli znów będziesz sobą, zadzwoń. Kocham Cię.
rassdwa Odpowiedz

Uświadom sobie, że zawsze taka była. Po prostu towarzystwo pomogło jej ujawnić to jaka jest pusta.

Xanx Odpowiedz

Mi się wydaje że ona nigdy nie była taka jak to opisujesz. Ludzie się nie zmieniają w 3 miesiące o 180 stopni.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#Ozn9A

Mam 26 lat i sporą nadwagę. Leżałem na łóżku, pobolewał mnie brzuch, a przyznać trzeba, że mój brzuch mógłby mieć swoją własną orbitę w swojej największej fazie... Ale od kilkunastu miesięcy walczę z nim jak mogę - dieta i lekkie ćwiczenia kardio, takie na jakie pozwalała mi tusza.

Pod palcami wyczułem miejsce, które mnie boli - dość twarde, nieustępliwe i promieniujące przy naciskaniu... Przerażony wchodzę w internet i jest diagnoza (szybciej niż najznakomitszy lekarz ją wystawiłem) - PRZEPUKLINA, no dramat...
Załamany  i zrezygnowany udałem się do lekarza. Lekarz przeprowadził wywiad, zrobił badania i USG i... okazało się, że to moje mięśnie, które mają zakwasy po nowym treningu.


P.S Odkąd skoczyłem 14-15 lat nie było możliwości wyczuć moich mięśni, bo były tak słabe i wiotkie i pod taką górą tłuszczu.
Haiku Odpowiedz

Dobrze, że nie wyszedł Ci rak odbytu ;)

Achnoniewiem Odpowiedz

Gratuluję dystansu do własnej nadwagi, sądzę, że zaakceptowanie tego stanu to pierwszy krok do zmiany, powodzenia.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#nn8GN

W zeszłym roku napisałem tu wyznanie. Ot, typowe wylewanie żali o tym, że nigdy nie byłem w poważnym związku, frustracji wynikłej z braku powodzenia u kobiet i inne tym podobne wywody desperata obwiniającego wszystkich wokół zamiast siebie, które zazwyczaj nie opuszczają niezweryfikowanych.

Chciałem tylko podziękować Wam, anonimowym użytkownikom. Fala krytyki z waszej strony spowodowała, że w końcu dotarło do mnie, iż czas się poważnie wziąć za siebie. Zacząłem nad sobą pracować, skupiłem się na rozwoju siebie i swoich pasji, uczeniu się na błędach, a także stopniowym przełamywaniu swojej nieśmiałości. Czuję się już o wiele lepiej, przełamuję swoje granice, spotykam się z ludźmi i jestem zwyczajnie zadowolony ze zmian, które wprowadziłem w swoim życiu.

I nie, nadal nikogo nie znalazłem, ale dojrzałem do tego żeby zrozumieć, że nie zawsze w życiu można mieć wszystko czego się pragnie. Byłoby miło kogoś poznać i może kiedyś tak się stanie, ale nie zamierzam mieć już z tego powodu żadnych wyrzutów.
Yaspis Odpowiedz

Powodzenia 👍

Promotorkaburdelu Odpowiedz

Wielki plusik ode mnie. Też się przymierzam do tego, żeby zacząć żyć dla siebie, a nie dla potencjalnego przyszłego kandydata na męża 😁

Zobacz więcej komentarzy (4)

#8jHWE

Mój zawód to śmierć, pracuję w zakładzie pogrzebowym jako grabarz. Od początku pracy nigdy nie miałem jakiś odrzutów na widok martwego ciała, niezależnie, czy osoba dopiero co zmarła i wyglądała jakby ucięła sobie krótką drzemkę, czy to zwłoki, które są już w zaawansowanym rozkładzie. Czasami może i dokuczać zapach, który jest bardzo intensywny, ciężki, ale po kilku minutach idzie się przyzwyczaić.

Tak generalnie od dawna myślałem, żeby zostać grabarzem. Rodzina była sceptycznie nastawiona na tę wiadomość, bo podobno trzeba mieć mocną psychikę w takim środowisku. Ja jestem neutralny, na głowę mi nie siada oraz nie jestem alkoholikiem (tak jak ten stereotyp, że każdy grabarz musi coś dziabnąć, bo na trzeźwo nie da rady takich rzeczy robić). Po prostu robię to, co lubię, mam kontakt każdego dnia ze śmiercią.
Yaspis Odpowiedz

Jak miło, że spełniasz się zawodowo, gratulacje.

nevada36 Odpowiedz

Możesz się chwalić że masz tysiące ludzi pod sobą.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#3qlVn

Zacznę od tego, że mieszkam już pół roku ma swoim, a dalej nie umiem sobie poradzić z sytuacją, którą za chwilę Wam opiszę.

Moi rodzice nie dopasowali się pod względem siebie i bardzo się to odbiło na mnie i na moim starszym bracie. Tata co weekend lubił sięgać po alkohol i pić do przysłowiowego lustra. Robił przy tym awantury w domu, odgrażając się nam i naszej mamie. Często mówił mi wtedy, że jak będę spała, to mnie zabije. Jednak mama nie chciała nic z tym robić, bo ją i nas utrzymywał. Mama nigdy nie pracowała, bo nie chciała, wykręcając się depresją, którą zawsze dostawała, kiedy rodzina kazała jej coś zrobić z tatą i pomyśleć o nas.

Od dziecka wszystko co pamiętam to strach co weekend. Nie spałam pilnując pijanego taty, by nie zrobił mi krzywdy. Mama zawsze jak tata zaczynał robić się agresywny szła spać. Nie chciała z nami rozmawiać na ten temat uważając, że nic takiego się przecież nie dzieje. Część dzieciństwa ze względu na wyrzucenie nas z domu spędziliśmy u babci z rodzicami. Rodzice często razem pili, co kończyło się raz po raz awanturą i wyrzuceniem ich na noc z domu. Brat całe dnie spędzał poza domem, nie chcąc wiedzieć o tym, co tam się dzieje. Babcia często rano po kolejnej nocnej awanturze próbowała mi wytłumaczyć dlaczego szarpała mamę i musiała ją wygonić z tatą z domu. Miałam wtedy 4 lata, było mi ciężko cokolwiek z tego zrozumieć.

Dzisiaj po ponad 15 latach zastanawiam się, dlaczego niektórzy rodzice decydują się na dzieci, nie chcąc wcale ich dobra. Do dzisiaj powraca mi to w sennych koszmarach.
Bezpomyslunanazwe Odpowiedz

Decydują się w taki sam sposób, jak niektórzy na zwierzęta. Zachcianka.

paella Odpowiedz

Nie decydują tylko mają je z przypadku

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie