#FW2kZ

W podstawówce byłem trochę męczony. Raz przez to, że się dobrze uczyłem, a dwa, że byłem gruby. Był taki jeden typek rok starszy ode mnie – moje totalne przeciwieństwo. Chudy, niższy ode mnie, cwaniak i rozrabiaka, zamiast o nauce myślał tylko o tym, kogo by tu zaczepić. Generalnie brał się za młodszych, pewnie dlatego, że w swoim roczniku nie miał komu podskoczyć.
Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że nie trzeba być mega wysportowanym, żeby się obronić, bo sama masa robi swoje. Kiedyś, gdy podszedł do mnie i zaczął mnie popychać i pluć, nie wytrzymałem i go odepchnąłem. Typek momentalnie leżał na ziemi, z przerażeniem w oczach. Prawie się poryczałem ze szczęścia, bo generalnie mógłbym powiedzieć, że to była moja pierwsza wygrana w walce w życiu (jakoś rozwiązania siłowe mi nie po drodze).
Typek już nigdy potem do mnie nawet nie podszedł. Jak mijaliśmy się na korytarzu, to nawet mimo że ja bałem się jak diabli, żeby znów się do mnie nie dopieprzył, on obchodził mnie szerokim łukiem.
Taki to był z niego odważny cwaniak.

#xhlbI

W szkole mojego brata nauczyciele postanowili być tacy super młodzieżowi, cool, na czasie i w ogóle nowocześni, więc zorganizowali z okazji zakończenia roku „Plebiscyt osobowości”. Ordery były przyznawane w kategoriach „Największy śmieszek”, „Najbardziej gadatliwy”, „Najbardziej roztrzepany” itp.

Nagrodę „Największego smutasa” otrzymał typek, który choruje na depresję po tym, jak jego mama zmarła na raka pół roku temu.

Subtelne, drogie grono pedagogiczne. Bardzo subtelne.

#vZfgN

Kiedyś myślałam, że Rosja to tylko obszar kaliningradzki graniczący z Polską. Nie miałam pojęcia o azjatyckiej części tego państwa.
Dowiedziałam się o niej, kiedy na geografii usłyszałam, że Rosja jest największym krajem, a ja zaczęłam się kłócić, że Polska ma większą powierzchnię.

#96eWJ

Znalazłem sobie nowe hobby – z nudów robię różne rzeczy z drewna: miecze, stołki, jakieś płaskorzeźby itp. Nie posiadam żadnego wykształcenia ani doświadczenia w tej kwestii, więc wiedzę czerpię z internetu.

Ostatnio w ręce wpadł mi wspaniały kawałek drewna i postanowiłem zrobić z niego laskę dla dziadka. Standardowo przed rozpoczęciem roboty szukałem porad technicznych, jak zabrać się do tematu.

Tym razem internet przebił moje oczekiwania. Po wpisaniu pytania „jak zrobić laskę” mocno zdziwiłem się otrzymanymi wynikami.

#0NPAC

Muszę wylać swoje żale na dzisiejszych dwudziestolatków.

Mam małą jednoosobową działalność gospodarczą (handel przez internet) w Łodzi.
Zatrudniałem pracowników z rocznika '95-'98. Średnia na zapakowanie jednej paczki: 1,5 minuty.
Zatrudniałem też pracowników z rocznika '04-'06. Średnia na zapakowanie paczki: 8 minut (osiem, serio!). I to nie jest jednorazowy przypadek, przerobiłem już cztery osoby. Był jeden pracownik, który robił to z prędkością 1,5 minuty i pracował u nas dwa lata na studiach, po nim poszukiwania kolejnego takiego to jak szukanie igły w stogu siana.
Jak im się mówi, żeby pracowali normalnie, to po stu wypracowanych godzinach płaczą, że się dopiero uczą. Czaicie? Masz ekran, na którym są przedmioty, które ktoś kupił i uczysz się sto godzin wsadzić te przedmioty do kartonu i go zakleić... Nawet sam po iks latach poszedłem pakować te paczki razem z pracownikami, żeby zobaczyć, czy serio jest tak ciężko, czy może na telefonach siedzią, no i wyszło na to, że to po prostu takie ślimaki, że głowa mała.

Co do ludzi, którzy się spłaczą: praca na start 40 zł/godz. netto bez żadnych umiejętności, pracownik ma klucze do magazynu i sam decyduje o godzinach pracy (przychodzi i wychodzi kiedy chce) itd.

PS Kiedyś ktoś powiedział, że to młode pokolenie będzie wyznaczać standardy w zatrudnianiu. I taki jest fakt – kiedyś potrzebowałem trzech pracowników do obsługi magazynu na osiem godzin dziennie. Odkąd zaczęły przychodzić te roczniki młode i wymyślać, to tak zautomatyzowałem magazyn, że potrzebuję tylko jednego pracownika na zleceniówce na jakieś cztery godziny dziennie.

#P2SPi

Głupio mi i wstyd z jednego powodu... Mimo ukończenia studiów magisterskich i inżynierskich z najlepszymi wynikami na roku, teraz zarabiam praktycznie tyle samo, co pracownik marketu. Pracuję w zawodzie, lubię swoją pracę (badania/nauka), ale nie zarabiam tyle, ile bym chciał. Wysyłam CV w różne miejsca, ale mam wrażenie, że każdy chce zatrudniać za najniższą krajową. Od kiedy na pracuj w ankiecie zaznaczam widełki z oczekiwanym wynagrodzeniem na poziomie 4000-5000 zł netto, to do tej pory nikt się do mnie z żadnej oferty nie odezwał. Nie wiem w czym może tkwić problem. Może chodzi o doświadczenie (około 9 miesięcy), a może mam za duże wymagania co do płacy... Poza tym jestem pewny swojej wiedzy i umiejętności, CV mam w porządku (konsultowane z doradcą zawodowym), a branża, w której pracuję, jest dochodowa.

#EB9ps

W 5 klasie podstawówki na zakończenie roku szkolnego na lekcji biologii zagraliśmy w klasie w „1 z 10”, na ocenę. Ja wszystko dobrze odpowiadałam, ale mój przyjaciel obok... średnio mu szło. 
Padło polecenie, żeby wymienić trzy wirusy. Wymienił dwa, ale na trzeciego nie mógł wpaść. Chciałam mu jakoś pomóc, skoro byliśmy przyjaciółmi... Wpadłam na pomysł, żeby lekko chrumknąć, żeby sobie skojarzył chorobę świnkę.
Takiego chrumknięcia to chyba nikt w życiu nie usłyszał... Cała sala zaczęła się na mnie patrzeć, potem dopiero w śmiech. Ja cała czerwona i dostałam opier$ol od pani, a kolega i tak nie zrozumiał, jaka to była choroba i odpadł :(

#LPj2c

Moja babcia, gdy byłem małym czymś, powiedziała mi (abym w miejscach publicznych zachowywał się grzecznie), że przez kamery patrzy Jezus.

Tak więc do 7 roku życia często stawałem przed kamerami i się do nich modliłem jak przykładne, grzeczne dziecko. Dopiero mama uświadomiła mi, że kamery nie należą do Jezusa.
Dodaj anonimowe wyznanie