#c0lPs

Będzie krótko o hipokryzji "somsiadów".

Mieszkam w bloku, na parterze. Rok temu wprowadziła się para z dzieckiem, zaczęli robić remonty. Takie od 7-20, wiertarki, piły, młotki i mnóstwo pyłu na naszym balkonie. Ogólnie dało się wytrzymać ze słuchawkami na uszach lub przy głośnym filmie, ale kurczę - serio, ciągły hałas przez parę miesięcy. Wprowadzili się w listopadzie, w marcu / kwietniu skończyli. No i wszystko gra, hałasu nie ma, jest cacy.

Tyle, że wczoraj zamontowałem sobie półkę na ścianie używając 3 dużych wsporników po 4 kołki każdy, czyli 12 dziur. Przy czwartej ktoś z góry zaczął kluczem walić w rury od kaloryferów. No nic, jedziemy dalej, jeszcze 8 dziur. Nieustające walenie w rury, przy 8 dziurze walenie ustaje. Po chwili przychodzi "somsiad" z góry i mówi, że jak nie przestanę to wezwie policję o zakłócanie spokoju (było po 15). Odpowiadam, że cały rok remont robił, a ja półki nie mogę wstawić? On ma mieć ciszę, bo dziecko ma (czyli podczas ich remontu przez 5 miesięcy było w hibernacji czy jak? Widziałem je na klatce schodowej jak z nim normalnie chodzą i słyszałem jego płacz podczas ich remontu). Wiercimy dalej, możemy.

Po 30 minutach od założenia półki przychodzi dzielnicowy i pyta się co się dzieje, przybiega "somsiad" z góry - tłumaczymy co i jak. Oczywiście człowiek-remont nagina fakty, ale wyszedł sąsiad nr. 2 z naprzeciwka i potwierdził on naszą wersję. Dzielnicowy dał reprymendę "somsiadowi" z góry.
Coś czuję, że ten człowiek da mi jeszcze parę powodów do napisania wyznań.
Docha Odpowiedz

No i dobrze, że wezwał dzielnicowego. Przynajmniej dostał nauczkę. Jeezu jak mnie irytują tacy ludzie jak Twój somsiad :)

Odpowiedzi (1)
tomojanuda Odpowiedz

Miało być krótko.
Oszukałeś nas.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#1tnIv

Tuż przed Sylwestrem dostałam nowinę - moja mama ma raka. To nie tak, ze się nie spodziewaliśmy - spośród siódemki jej rodzeństwa żyje trójka (dwoje ma nowotwór, trzeci nie chce się badać), pozostałe grono zmarło z podobnych przyczyn.

Od pól roku wszystkim z rodziny radzę, żeby się zbadali - taka prewencja pozwoliła na szybkie zdiagnozowanie mamy, po operacji ma się dobrze. Rodzina od strony mamy jest liczna, mam kilkanaścioro sióstr/braci ciotecznych, którzy maja dzieci, które mają dzieci. Przekonałam kilkoro na badania genetyczne. Idą razem, rodzina - w kupie siła. U jednego ukazały się zmiany, reszta zdrowa, do kontroli za rok.

I mimo że nowotwór jelita grubego pojawia się zwykle po 40 roku życia, życie dało mi jedną szansę na kilkadziesiąt tysięcy - mam to. Poszłam na badania w tajemnicy - mając 25 lat, okazało się, ze jestem w stadium pozwalającym jedynie na resekcje dużej części jelita grubego, pozostawiającym mnie z workiem stomijnym. Tak na wszelki wypadek, gdyby mi się zachciało żyć po utracie połowy rodziny, chorej mamie, problemami osobistymi i depresji, którą dopiero postanowiłam leczyć. Na życie z 'wyrokiem' się nie zgadzam.

Przykro mi, kiedy myślę ze spokojem o własnej śmierci. Śmierci pod warunkiem, że moi rodzice już nie będą żyć. Nie chcę im robić przykrości własną śmiercią, ale wciąż nie potrafię powiedzieć im prawdy. Może się domyślą, oboje są lekarzami...
poledancerka1 Odpowiedz

Pamiętaj, że notoryczne są przypadki zamiany wyników badań. W Poznaniu masowo biorą pacjentów na kolejne badania (TK,MR) bo pewien neurolog u każdego wykrywa guza mózgu i zachęca do prywatnego leczenia..
Na Twoim miejscu zbadalabym się ponownie.

Odpowiedzi (1)
Zaslepiona Odpowiedz

To trochę nie fair wobec nich. Myślę, że powinnaś im powiedzieć.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#s1kTp

Wszyscy mi mówią, że świetnie się ubieram i mam super gust co do ciuchów.
Prawda jest taka, że 95% moich ubrań jest po zmarłej cioci. Moja mama uważała, że tylko ja z całej rodziny w nie wejdę i po prostu wzięła je i mi je dała.
Trochę dziwnie się w nich czuję.
HoustonNaZadupiu Odpowiedz

Jesli te ciuchy powoduja u Ciebie jakis psychiczny dyskomfort, to moze po prostu w nich nie chodz?

Odpowiedzi (1)
derp Odpowiedz

Aj tam. Myślę, że ciocia nie miałaby nic przeciwko, a nawet by się ucieszyła, że ktoś pochwala jej gust.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#SAMkA

Na pewno wielu ludzi ma coś takiego, że jak w domu za dzieciaka rodzice coś ograniczali, na przykład zabawki czy fast foody, to potem, w wieku dorosłym, bywało to odreagowywane i kupowało się tego dużo.

U mnie tak było z owocami. Pamiętam, jak prosiłam mamę za każdym razem w sklepie, by kupiła mi jakieś owoce. Lubiłam jabłka i gruszki, ale byłam ciekawa też innych smaków. Mama ciągle powtarzała, że to za drogie, chociaż nie miała problemu, żeby kupować przekąski i mnóstwo niepotrzebnych napoi (do dzisiaj nie lubię pić tych słodzonych, o chemicznym smaku), często o wiele droższych niż taki jeden egzotyczny owoc.
Jak byłam starsza wmawiała mi, że jestem samolubna, bo nikt poza mną nie będzie chciał jeść tych owoców i nikogo nie poczęstuję. W rodzinie wszystko praktycznie było wspólne, co też mi się nie podobało, ale to osobny temat.

Tak więc sobie żyłam, czasami kupując za kieszonkowe to i owo. Nie działa mi się przecież jakaś ogromna krzywda, prawda?

Poszłam na studia. Zaczęłam mieszkać sama i zarabiać na siebie. Jaka to była wolność... Byłam tak szczęśliwa, że nikt nie będzie używać moich rzeczy, że zastanę zawsze wszystko na miejscu itp. Szybko okazało się, że mam obsesję na punkcie owoców. Kupowałam ich dużo, mogłam ciągle jeść tylko i wyłącznie owoce.

Rok temu spróbowałam po raz pierwszy awokado. Potem były granaty i papaja (która jednak okazała się zbyt mdła w smaku). Najbardziej pokochałam figi.
Wydaję dużo pieniędzy na owoce, ale nie czuję wyrzutów sumienia, bo myślę o tym, że inni kupują w te miejsce mniej zdrowe rzeczy. A mi daje to trochę przyjemności. Przy okazji nawet schudłam. I nie, nie jestem fruktarianką, jem również mięso, pieczywo i inne ważne rzeczy. Ale jako przekąski między posiłkami, zawsze są to owoce.
W tej chwili marzę o wycieczce do Azji, żeby spróbować duriana :)
mordimer0madderdin Odpowiedz

Tobie to wyszło na dobre, mi niestety nie, bo mam tak z chipsami:( w dzieciństwie chipsy jadałam bardzo rzadko, a jak już rodzice kupili, to rozdzielali mi i bratu po trochę, a resztę chowali. Jak czasem dostałam jakąś złotówkę do szkoły, to od razu kupowałam w sklepiku chipsy, ale to też nie zdarzało się zbyt często. Teraz jestem od chipsów uzależniona i mogłabym zjeść dużą pakę lays każdego dnia. Za to inne słodycze mogłyby dla mnie nie istnieć, czekoladę jem może z raz na rok.

Odpowiedzi (9)
SenecioRowleyanus Odpowiedz

W sumie bardzo fajnie, niektórzy moi znajomi na studiach mają mało pieniędzy, a i tak uda im się wysupłać na paczkę fajek dziennie i piwo co kilka dni. A dobre słodycze też mają podobne ceny do tych trochę droższych owoców. Więc totalnie popieram i dobrze się składa, że akurat to był u Ciebie, nomen omen, zakazany owoc ;)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#kq7LN

Chciałbym zacząć od razu od pytania... Co się dzieję z moją rodziną? A teraz dokładnie opiszę...

Ponad 10 lat temu moja siostra razem ze swoim mężem i dziećmi już dorosłymi zamieszkali w Anglii. Na początku wszystko było dobrze, utrzymywaliśmy kontakt przez kilka lat, odwiedzali nas oraz dawali drobne upominki.

Od 4 lat zaczęło się coś dziać, na początek rzadki kontakt, potem unikanie rozmów itd... W tym roku przez przypadek u dentysty spotkałem męża siostry, oboje żeśmy się zdziwili. Gdy zapytałem co tu robi to powiedział, że do dentysty i przy okazji odwiedzić rodzinę. Następnego dnia przyjechał do mnie i mówi nie spodziewał się tego spotkania, i się nie przygotował. Wychodzi na to, że tak naprawdę do tego spotkania dojść nie miało. Zaczął mi opowiadać, że istnieją kosmici, ściana to nie ściana bo jej nie ma, wszystko co jest i stoi to naprawdę hologram. Jest takie coś jak czakra głowy itd... Kompletnie nie wiedziałem co się z nim stało... Jakoś miesiąc później dzwoni siostra i mówi abym odkładał pieniądze i budował bunkier. Zamurowało mnie... Zaczęła się tłumaczyć, że ma obowiązek powiadomić bliskich i rodzinę bo zbliża się Koniec Świata...

Nie wiem jak mam o tym myśleć, ale mają całkowicie zrobione "pranie mózgu", myślę że należą do jakiejś sekty albo nie wiem co. Napiszcie mi co o tym sądzicie i jak to traktować. Każdy wie że końców miało być już z 20 i nikt tak naprawdę nie wie kiedy to się stanie i żaden bunkier nie pomoże. Liczę na wasze opinie ...
majer Odpowiedz

Buduj bunkier i rób zapas turystycznej.

Odpowiedzi (9)
Zamagdalaz Odpowiedz

Są plotki że ktoś tam rozgryzl szyfr w Biblii który mówi o końcu świata 24 czerwca. Mówią o tym od stycznia. Mają być różne ciężkie warunki pogodowe np. Tornada i w ogóle. Myślę że siostra z mężem są przewrażliwieni na tym punkcie

Odpowiedzi (22)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#scNau

Jeden z najgorszych dni w moim życiu. Klasa 1 gimnazjum, zajęcia W-F, na którym skręciłem kolano. Szpital, zabieg, a po zabiegu kazali mi nie wstawać z łóżka żeby nie używać w ogóle nogi ze skręconym kolanem.

Ok, do rzeczy. Leżę sobie i po paru godzinach poczułem, że chce mi się siku dość mocno, ale nic, koło łóżka miałem kaczkę do oddawania moczu. W sali leżał ze mną chłopak około 10-letni, z którym siedziała mama. Czekałem aż ona pójdzie do domu, bo wstydziłem się dźwięku sików wpadających do tej kaczki, ogólne wstydziłem się przy kimś sikać. Godzina 22, ona dalej siedzi, a pęcherz coraz większy. Nie wiedziałem, że ugadała się, że zostaje przy dziecku całą noc, bo jak budził się rano sam to chłopak dostawał histerii. Dobiła północ i myślę - no nic muszę się odlać, bo eksploduję. Powoli spod łóżka wyjąłem tę kaczkę, włożyłem pod pościel, próbuję sikać i ...zaczęło się. Minęło pól godziny, ja cały spocony, a nie ulała się ani kropelka. Mijają kolejne dłuuuugie minuty, pęcherz coraz większy ja wyczerpany położyłem się na bok i ruszyło... kropelka po kropelce. Nie szło sikać ciurkiem. Jakaś blokada, nie wiem czemu.

Koniec końców pęcherz opróżniłem dopiero po 5, uwierzcie straszna męczarnia. Jak mam wybierać najgorszy dzień w moim życiu, to te zdarzenie na pewno jest w pierwszej trójce...
IrisvonEverec Odpowiedz

Ja na Twoim miejscu poprosiłabym tą kobietę, by na chwilę wyszła, jeśli nie umiałabym już wytrzymać po jakimś czasie... W końcu też leżałeś na tej sali i też potrzebowałeś odrobiny "prywatności". Pamiętam, jak po cesarce leżałam na sali z jakąś babką, do której co chwilę ktoś przychodził i praktycznie nawet na chwilę nie byłyśmy same. Najgorsze było to, że a to jakiś wujek, a to tata, mąż, czy inny brat, albo jakieś dzieci... No, zero spokoju. Do tego przy nich wszystkich byłam zmuszona pierwszy raz wstawać, bo przyszedł już na mnie "czas" wracać do pionu... Bałam się, że się wypierdzielę, czy coś innego wstydliwego mi się przydarzy... Sama obecność tej babki mnie nie frustrowała, w końcu przeszła to samo, co ja, ale jej goście to już inna sprawa... Mi nawet nie miał kto wtedy pomóc, bo wszyscy w pracy i dopiero popołudniu mąż z mamą mieli przyjść. No i zmuszanie do karmienia piersią przy nich... Wtedy byłam wrakiem człowieka, nie wiedziałam co się dzieje ze mną, organizm oszalał, nie miałam siły się bronić, a teraz tylko tego żałuję, że nie reagowałam. 😕 Jednak zawsze trzeba umieć zawalczyć o siebie, niezależnie od swojego położenia. 😐 Pamiętajmy o tym przy ewentualnej następnej takiej okazji, Autorze. I oby takich sytuacji jak najmniej, trzymaj się! 😊

Odpowiedzi (8)
pXIX Odpowiedz

Jeśli to jest trzecie, to aż strach pomyśleć co zajmuje pierwsze dwa miejsca @_@

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#tVuZC

Uwaga: niesmaczne.

Jestem młodym mężczyzną. Prawie zawsze sikam na siedząco - wiem, jestem piz*ą, idźmy dalej. Zawsze, gdy już się wysikam, podcieram sobie siurka papierem toaletowym. Ale to nie koniec. Jak już go dobrze podetrę, biorę sobie spory kawałek srajtaśmy, zawijam w kwadrat, w kilka warstw, i, ubierając majtki, wkładam sobie tę zwiniętą srajtaśmę przy penisie. Żeby te kropelki, które na pewno ulecą, nie zmoczyły mi majtek. No tak po prostu lubię.

Czasami tego nie zrobię. Dziwnie się wtedy czuję. Czy powinienem to leczyć?
Metaxa123 Odpowiedz

Co jest niesmaczne w tym wyznaniu?

XX2411 Odpowiedz

Szkoda, że nie wsyscy tak dbają o higienę.

Zobacz więcej komentarzy (31)

#ve798

Podniecają mnie kobiety jeżdżące na koniach. Nie muszą być w stroju jeździeckim czy w ogóle jakoś przebrane. Ważne, że na koniu.

Dla mnie zawody jeździeckie to jak dobry film xxx. Potrafię osiągnąć na nich erekcję bez dodatkowych pieszczot.

I jak tu połączyć te pasje...?
Przekliniak Odpowiedz

Zostań ogierem

Odpowiedzi (3)
ThisLove Odpowiedz

A może to konie, a nie kobiety :/

Zobacz więcej komentarzy (6)

#NvHuU

Chodzę na uczelnię UKSW w Warszawie. Zawsze muszę przejść przez las by dostać się na teren uniwersytetu. Kilka razy idąc działy się ciekawe rzeczy. Raz widziałam tam patrol policji na koniach, kilka razy festyn, rudzik co chciał zdjęcie bo odleciał dopiero jak mu je zrobiłam, raz jakiś księży w czarnych szatach z żółtą tarczą i mieczem na materiale. Śmialiśmy się, że Krzyżacy nas najechali. Ale przygoda która się mi przydarzyła miała miejsce jak wracałam wieczorem, w zimę przez las.

Spokojnie szłam sobie ścieżką by dostać się do tramwaju. Mimo iż miałam słuchawki na uszach i słuchałam muzyki, to usłyszałam niezbyt głośny trzask po mojej lewej stronie. Tam gdzie był las. Po prawej była droga dla samochodów. Jakiś metr ode mnie stał dziwny, ciemny kształt. Po chwili analizowania figury tego czegoś olśniło mnie, że to dzik. Chwilowa panika, ale momentalnie wrócił zdrowy rozsądek. On gapił się na mnie, a ja na niego. Nie ruszamy się. Ostatecznie zrobiłam kilka kroków w bok by myślał, że się wycofuję. On podszedł bliżej chodnika i znów na mnie pada jego wzrok. No to znów się oddalam i dopiero jak byłam spory kawał od niego to biegnie w stronę szosy i przekracza ją by pobiec na drugą stronę lasu. A zaraz za nim reszta dzików. Nie spodziewałam się stada. Patrzyłam na to lekko zdziwiona.

Co ja jeszcze zobaczę tam to nie wiem, ale na pewno będzie ciekawe :D
Zozol Odpowiedz

Ale tam ciągle są stada dzików... to naprawdę nic wyjątkowego ;)

Odpowiedzi (4)
DingDong Odpowiedz

No spoko, tylko że, z całym szacunkiem, żadne z tego anonimowe wyznanie... Drogę, o której piszesz znam, sama mieszkam w Warszawie, tylko parę kilometrów dalej, i spotkań z dzikami, czasem także całymi stadami, miałam w życiu tyle, że nie zliczę. Pojawiają się nawet w okolicach pętli na Młocinach i nikt się temu specjalnie nie dziwi - to ludzie zajęli ich tereny, nie odwrotnie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#GmkUH

Nie wiem czy to ja jestem nienormalna i nie rozumiem XXI wieku czy to właśnie innym ludziom coś się poprzewracało w głowach. Mój ojciec zostawił mamę dla córki siostry mojej mamy. Czy tylko mi się to wydaje chore? A po oznajmieniu mi tego nie rozumiał dlaczego jestem zła albo się nie odzywam. Poważnie mam w głowie jakiś mindfuck, może wy mi powiecie kto tu ma nie po kolei w głowie 😶
ejbisidii Odpowiedz

Czyli... Twoja kuzynka będzie Twoją macochą, szwagierka Twojego taty stanie się jego teściową, jego była żona (Twoja mama) będzie jego ciotką ze strony żony, Twoja ciocia będzie też dla Ciebie przyszywaną babcią ze strony macochy, a Twoja mama stanie się Twoją przyszywaną babcią cioteczną.

DarkPsychopathII Odpowiedz

Spotyka się z twoją kuzynką?

Zobacz więcej komentarzy (13)
Dodaj anonimowe wyznanie