#9m1kW

Uważam, że moja rodzina jest współwinna śmierci człowieka. Nienawidzę mojej babki za jej obojętność, a jednocześnie ogromną miłość do kościoła. Ale do rzeczy.

Gdy byłam dzieckiem, moja babcia mieszkała w wielkim bliźniaku, którego druga połowa należała do starszej pani i jej syna, nazwijmy go Zenek. Zenek był upośledzony umysłowo, ale mimo tego, że jego mama wtedy była już po 70 r.ż., dbała o niego i się nim zajmowała. Zenek był zadbanym starszym panem, zawsze elegancko ubranym i zadowolonym. Często siedzieli z mamą w ogrodzie. Pewnego dnia mama Zenka zmarła. Do drugiej połowy bliźniaka wprowadziła się siostrzenica Zenka z mężem i dziećmi. Tu zaczęło się piekło Zenka. Zakazali mu korzystać z łazienki, jedynie z toalety na korytarzu, zamurowali drzwi między pokojem Zenka a resztą ich części domu, nie mógł wychodzić, nie mógł się wykapać. Po roku przypadkiem wpadłam na niego, jako dziecko mało nie umarłam ze strachu. Był brudny, śmiertelnie chudy i przerażony jak zwierzę. Zaczął pokazywać mi bym była cicho, wtedy wybiegła jego siostrzenica z trzepaczką i bijąc go po plecach zagoniła go do pokoju. Zaczęli go głodzić, jedynym odruchem ludzkim mojej babki było podrzucanie mu ukradkiem jedzenia jak widziała, że siostrzenica gdzieś wyjeżdża. Często słyszałam, jak Zenek śpiewa sam do siebie, po chwili wpadał mąż jego siostrzenicy, krzyczał i bił go, by ten się zamknął. Doszło do tego, że jedynym wyjściem Zenka było wyjście do toalety na korytarzu, w której było małe okienko, przez które mógł popatrzeć na dwór. Niestety gdy zorientowali się, że to dla niego przyjemność, wychodzili z nim do toalety stojąc pod drzwiami, po czym trzepaczką zaganiali do jego pokoju.

Mijały lata, Zenek był coraz starszy i coraz brudniejszy, kilkukrotnie próbował uciekać, ale sąsiedzi zamiast mu pomóc prowadzili znów do siostrzenicy. W końcu ktoś zareagował, wezwano opiekę społeczną, która się zapowiedziała z wizytą. Wtedy siostrzenica zaprowadziła Zenka do piwnicy i w zimnej jak lód wodzie z pompy wykąpała go razem z mężem. Kupili mu nawet ubrania, pierwszy raz od 10 lat. Niestety opieka uwierzyła, że Zenek chudy, bo ma demencję, siniaki są z przewrócenia się, a ogólnie wszystko jest OK.

Byłam wtedy nastolatką, każda moja rozmowa z babcią kończyła się tekstem „to nie nasza sprawa”. Wiedzieli wszyscy, nikt nie zareagował. Do dziś mrozi mnie na samą myśl, że moja babcia co niedzielę w kościele stoi jako pierwsza, ale nie zareagowała. Modli się przed figurą, a diabła ma za skórą. Żałuję, że mając 12 lat bałam się jej postawić i nie zgłosiłam tego chociażby w szkole.
tramwajowe Odpowiedz

Potworne!
'Być winnym śmierci' to mniejsza wina niż być winnym lat cierpień i przemocy.

Odpowiedzi (4)
aceofspades Odpowiedz

Wiele takich historii słyszałam, a i tak za każdym razem nie mogę się pogodzić z tym, że takie potwory żyją bezkarnie obok nas. Chciałabym mieć okazję porozmawiać twarzą w twarz z kimś takim.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#TRS1W

Jestem bezdzietną lambadziarą, która zamiast faceta trzyma kota. Mam też siostrę, która posiada bombelki sztuk dwie. Mimo że za dzieciakami jakoś szczególnie nie przepadam, to staram się być dobrą ciocią i czasem do siebie siostrę z córkami zapraszam.

Ostatnio u mnie w mieście sobota-niedziela była organizowana imprezka dla rodzin z dziećmi. Zaplanowano sporo różnych atrakcji, toteż zaprosiłam siostrę. Przyjechały w piątek, wszystko ładnie pięknie, siedzę z siostrą, pijemy kawkę, dziewczynki bawią się w salonie. Słychać głośne śmiechy i miauczenie kota. Myślę sobie - pójdę i sprawdzę, co tam takiego śmiesznego. Dziewczyny podnoszą mojego kota za ogon. Mówię im grzecznie żeby zaprzestały, bo kotek też czuje i na pewno nie jest mu przyjemnie. Przytaknęły, poszłam. Kilka minut później znów słychać śmiechy i kota. Wracam, a tam to samo. Mówię więc, że mają go zostawić, bo je w końcu podrapie i będzie płacz. Uspokoiły się.

Za jakiś czas przychodzą z pytaniem, czy dam im nożyczki. Już mam wstać i podać, ale zaciekawiło mnie po co im potrzebne, więc pytam. „A bo my byśmy ci ciociu kotka ostrzygły”. Oooo nie. Nożyczek w domu brak, przykro mi. Poszły zawiedzione. Za jakiś czas kot wybiega przestraszony z pokoju. Już nawet nie pytam co się stało, tylko mówię, że kotek jest zmęczony i musi odpocząć i zamykam go w łazience. Dziewczyny kursują do łazienki co pięć minut - a to skorzystać, a to rączki umyć, a to fryzurę poprawić. Ze środka słychać tylko śmiech i prychanie kota. Mówię siostrze, żeby powiedziała córkom, żeby nie zaczepiały kota. „Ale to tylko dzieci, daj im się bawić, nic się nie stanie”.

Za którymś razem młodsza wybiega z łazienki z płaczem. Kot nie wytrzymał i podrapał. Po twarzy. Siostra w krzyk, że co za potwora tu trzymam. Mówię spokojnie, że upominałam dziewczynki, żeby grzecznie się już bawiły, a później zostawiły w spokoju. Nie docierało.

Zabrała dzieci i wróciła do siebie obrażona. Przynajmniej kot ma spokój.
Schaboszczaki Odpowiedz

Trzeba bylo od razu, jak za pierwszym razem go męczyły zamknąć go gdzieś i nie pozwalać im podchodzić

Odpowiedzi (3)
ToJaWariat Odpowiedz

Mogłaś zareagować jak siostra i powiedzieć ze kotek chciał się tylko pobawić z dziewczynkami w ich zabawę.

Zobacz więcej komentarzy (20)

#fSP4g

Mój brat, mimo tego, że jest upośledzony, jest także bezwzględnym potworem. Jego upośledzenie jest poważne, średnio kontaktuje ze światem, ale na ogól mniej więcej rozumie co się dzieje. Rodzice wychowali go tak, że jest pępkiem świata i wszystko mu wolno, bo jest chory. Nigdy nie podnieśli na niego nawet głosu, w ich oczach jest aniołem, a jak zrobi coś złego, to wina choroby. Obecnie ma 16 lat, a ja po prostu się go boję.

Zaczęło się od tego, że rodzice stwierdzili, że na pewno pomoże mu terapia ze zwierzakami, więc kupili mu szczeniaka, którego on kilka dni później wrzucił do studni, gdzie pies się utopił. W międzyczasie zrzucał na psa kamienie. Rodzice stwierdzili, że biedny Kubuś coś źle zrozumiał o co chodzi z pieskiem. Moim zdaniem zrobił to celowo. Tak samo, gdy wcześniej wlewał płyn do czyszczenia toalet do akwarium z rybami. Mama twierdziła, że chciał je nakarmić, ale pomylił opakowania, choć karma dla ryb stała przy akwarium, a płyn był w szafie. Ogólnie on uwielbia się znęcać, jakiś czas temu udusił dwie kury sąsiadów, a jak znalazł żabę na podwórku, to przebił ją na wylot patykiem.

Kuba atakuje również inne osoby. Kiedyś odwiedziła mnie koleżanka, a on bez żadnego skrępowania podszedł i mocno złapał ją za biust. Była przerażona, ale rodzice stwierdzili, że chciał się tylko przywitać. Podobnie było, gdy kiedyś rozpaczliwie zawołał mnie do swojego pokoju, a gdy weszłam, zobaczyłam jak sobie dogadza i uśmiecha do mnie. Rodzice skwitowali to tym, że przecież jest chory i nie rozumie co robi. Oczywiście tego, że pod łóżkiem chował często moją bieliznę też nie rozumie. Raz go przyłapałam, jak gryzł i ślinił stanik matki.

Boję się i go i mimo tego, że rodzice są w niego zapatrzeni, to pozwalają mu samemu przebywać na naszym podwórku i po nim chodzić, czasem jedynie doglądając z okna co robi, chodzi sobie po prostu gdzie chce, wie tylko, że nie może wyjść za bramę, a co za tym idzie, robi mnóstwo takich rzeczy jakie już opisałam, bo nie jest aż tak pilnowany. Co gorsze, kojarzycie takiego polskiego mordercę jak Leszek Pękalski? Był bardzo upośledzony i przez to mordował i gwałcił bez opamiętania, bo upośledzenie + natura psychopaty zrobiły swoje. Obawiam się, że moi rodzice wychowują drugiego takiego Leszka, ale są tak zaślepieni, że tego nie widzą. Ja byłam wpadką, tym mniej kochanym dzieckiem, a on tym upragnionym i wyczekiwanym, co bardzo widać. Najgorsze jest to, że nawet nie mam gdzie szukać pomocy, ani nie wiem jak w ogóle można coś na to poradzić. Kuba chodzi na terapię raz w tygodniu, ale jak dla mnie to nic nie daje. Boję się, że on kiedyś kogoś skrzywdzi, chociażby mnie. Jest bardzo duży jak na 16 lat i gruby. Naprawdę mam ciarki, gdy czasem siedzi i wpatruje się we mnie takim obrzydliwym wzrokiem.
rassdwa Odpowiedz

Obawiam się, że masz racje. Upośledzenie nie tłumaczy okrucieństwa. Natomiast okrucieństwo wobec zwierząt jest jedną z cech psychopatów.

Odpowiedzi (3)
Hustla Odpowiedz

Ciężka sprawa.
Nie wiem w jakim wieku jesteś autorko, ale najlepiej byłoby od tych ludzi po prostu uciec.
Oni nie widzą problemu i raczej nie będą chcieli go dostrzec nawet gdy będzie większy.
Możesz to spróbować gdzieś zgłosić, ale raczej nikt nie weźmie na poważnie tego że "patrzy się obrzydliwym wzrokiem". No niestety ale dopóki nie stanie się tragedia nikt się tym nie zainteresuje.
Jeśli jesteś nie pełnoletnia zbieraj dowody, nagrywaj może zabiorą go do jakiegoś ośrodka?

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (25)

#W7Kln

Mam naprawdę wspaniałych rodziców. Kocham ich, a oni najprawdopodobniej kochają też mnie. Mam już swoją rodzinę, ale rodzice też biorą w niej udział.
Jednego tylko nie potrafię zrozumieć...

W sumie, jakby się tak doszukać, to sprawa zaczęła się już w podstawówce. Zwłaszcza przy okazji dojrzewania. U dziewczynki w wieku ok. 11 lat pojawiają się różne wydzieliny. I jednym słowem, po prostu ode mnie śmierdziało. Ale nie tak ogólnie, tylko mniej więcej z okolic intymnych. Taki zapach moczu skrzyżowanego ze śluzem. No niezbyt miło. Dalekosiężna nieświeżość. Wtedy nikt mi na to nie zwrócił uwagi, choć ogólnie byłam raczej gnębiona w szkole, ale to osobna historia.

Nikt mi nigdy nie powiedział, że coś nieładnie ode mnie pachnie, więc myślałam, że czuję tylko ja. I tak sobie dalej żyłam. Noga na mogę, jak już za dużo czułam, spodnie w kroku trochę przesiąkały, ale przecież czuję tylko ja. Aż do liceum. Zmiana środowiska, tu mnie nie znają, nie gnębią, ale zapach pozostał. Postanowiłam coś z tym zrobić.

I teraz niech mi ktoś to wytłumaczy: dlaczego nikt mi nie powiedział, że po każdym siku wystarczy po prostu wytrzeć się papierem toaletowym?! Dlaczego nigdy moja mama na to nie zareagowała? Serio, wystarczyło się zwyczajnie podetrzeć. Problem w zasadzie zniknął. A ja obiecałam sobie, że moja córka będzie wiedziała od początku jak zapobiec temu, żeby nie chować się ze wstydu.
Lorayne Odpowiedz

Niby absurdalne, ale jak byłam dzieckiem to też były dziewczynki które uważały, że po siku nie trzeba się podcierać. Mnóstwo moich nastoletnich koleżanek i kolegów też nie myło rąk po toalecie. Chyba nauczanie higieny nie jest u nas zbyt mocne.

Odpowiedzi (7)
Minako Odpowiedz

Doskonale to rozumiem. Ja zdałam sobie wcześniej sprawę z tego, że tak się powinno robić. Problem w tym, że miałam w domu awantury o to, że używam za dużo papieru toaletowego. Tak, tak. Ten papier tak strasznie drogi używa się tylko po dwójce, a nie po siku takie fanaberie. Także różne rzeczy się zdarzają.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#RXfDa

Dlaczego ludzie z taką niechęcią reagują na kobiety, które oświadczyły, że były molestowane? Nie potrafię tego pojąc, tym bardziej że sama miałam taką sytuację. Co gorsza, typowo jak ze stereotypów. Mianowicie dyskoteka + alkohol. Tylko to była wiejska dyskoteka, na którą wybrałam się raczej z grzeczności podczas wizyty u rodziny. Kuzynki strasznie nalegały, żebym z nimi poszła, a ja się w końcu zgodziłam, chociaż nie przepadam za takimi wydarzeniami. Podczas tej imprezy średnio się bawiłam, głównie siedziałam przy stole i piłam drinki. Wypiłam dokładnie 3 i rozbolała mnie głowa, więc wyszłam na powietrze. Nie byłam pijana, alkohol zamiast mnie rozbawić sprawił, że byłam raczej ospała i wolałabym iść spać, niż się bawić.

W średnim humorze i z bólem głowy po prostu siedziałam na ławce pod budynkiem dyskoteki i piłam wodę. Chciałam już iść po kuzynki i wrócić do domu, ale akurat w tym momencie podeszło do mnie dwóch facetów, którzy opuszczali lokal. Byli wyraźnie pijani, zaczepiali mnie jakimiś chamskimi komentarzami, po czym podeszli i zaczęli próbować mnie dotykać. Odepchnęłam jednego, ale drugi zdążył włożyć mi rękę pod sukienkę i złapać mocno za wiadome miejsce... Wręcz bardzo mocno, to naprawdę bolało. Zaczęłam krzyczeć, a oni jak gdyby nic się nie stało poszli sobie dalej, śmiejąc się przy tym. Zapłakaną i przerażoną mnie kuzynki w końcu odprowadziły do domu.

Rano oznajmiłam rodzinie, że chcę iść z tym na policję, a oni stwierdzili, że - uwaga - HISTERYZUJĘ. Stara ciotka z pogardą powiedziała, że po co aferę robię o jakąś głupotę, przecież w autobusie też mnie ludzie mimowolnie dotykają. Dziadek się nawet zaśmiał i powiedział, że powinnam się cieszyć, że tak się facetom podobam. Kuzynki też były raczej negatywnie nastawione, jedna z nich nawet zapytała, czy ci faceci chociaż byli przystojni... Brak słów. Ostatecznie poszłam na policję, ale okoliczna komenda potraktowała mnie, jakbym tam przyszła, bo mi się nudzi.

Nie wiem, czy to jakaś mentalność wiejskich ludzi czy co, ale poczułam się okropnie, jakbym była przedmiotem, a moje ciało dla każdego. Następnego dnia po prostu się spakowałam i wróciłam do domu, a całą drogę przepłakałam. Piękny koniec wakacji.
Hustla Odpowiedz

Tak to zdecydowanie "wiejski" sposób myślenia.
Byłam w podobnej sytuacji tylko niestety doszło do czegoś więcej. Nie zgłosiłam tego nigdzie. Ludzie po jakimś czasie zaczęli gadać że mu do łóżka weszłam.
To był brat męża mojej mamy. Gdy byliśmy u nich na pierwsze święta Bożego Narodzenia.
Najśmieszniejsze to, że po tym wszystkim matka zaprosiła go do nas do domu żebyśmy sobie wszystko wyjaśnili i próbowali mi wmówić że nic się nie stało.

Odpowiedzi (4)
WillaWianki Odpowiedz

Ci ludzie po prostu chcą budować iluzję, że żyją w sprawiedliwym i bezpiecznym świecie. Do tego stopnia, że będą wmawiać sobie i otoczeniu, że nie ma żadnych molestowań, że te baby histeryzują i wymyślają, a kiedy dowody okazują się niezbite - że to ich wina, bo "się nie szanowały", bo na siebie nie uważały, bo łaziły gdzie nie trzeba, i że MNIE na pewno to nie spotka, bo ja się szanuję, bo na siebie uważam i nie łażę gdzie nie trzeba.

A na dziadka bym uważała, bo jak facet usprawiedliwia takie zachowania, to sam może molestować.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#iwJf6

Będąc małym szkrabem bardzo nie lubiłam chodzenia do kościoła. Była to dla mnie wręcz godzina męki. Rodzice bardzo dobrze o tym wiedzieli.
Jednej niedzieli poczułam się źle będąc w wyżej wymienionym miejscu. Mama jednak nie wierzyła mi, myśląc, że szukam jakiejś wymówki, aby szybciej wyjść.
Później uwierzyła.
Zrzygałam się w kościele.
Obrzygałam ją, całą podłogę i dwie panie siedzące obok.
Nie wiem, czy gorsze jest to co zrobiłam, czy to, że mama szybko uciekła mówiąc, że posprzątają to te stare panie, które siedzą w pierwszym rzędzie.
PaniDyrektor Odpowiedz

Ty nie zrobiłaś nic złego. Byłaś dzieckiem i zgłaszałaś, że się źle czujesz.
Za to Twoja mama... Brak słów.

MissWilczusiaPL Odpowiedz

Swoją drogą nie rozumiem takiego ciągania dzieci do kościoła na siłę, skoro w młodszym wieku i tak niektore mają gdzieś to, co dzieje się na mszy i i tak nic z tego nie wyniosą. Drodzy rodzice, po co?

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#jGwW9

Dużo jest tu wyznań o smutnych, wiecznie gorszych, zwykle młodszych braciach/siostrach. Tutaj chciałbym powiedzieć jak to wygląda z drugiej strony.

Jestem o 3 lata starszym bratem obecnie 29-letniego chłopaka. W dzieciństwie zawsze byłem tym lepszym - w szkole, w piłkę nożną, w budowie ciała, we wszystkim. Na wszystko jednak zapracowałem sam. On natomiast był we wszystko słaby, bo po prostu nie pracował nad sobą. I to oczywiście on dostawał 100% uwagi rodziców. Ja nie byłem ważny, bo u mnie wszystko zawsze przecież było super. Kiedy wracałem do domu z 6 z matmy i polskiego jednego dnia, nic się nie działo, a raz kiedy gówniarz wrócił z 5 z fizyki, poszliśmy jako nagrodę na lody. Całe dzieciństwo marzyłem, by chociaż raz usłyszeć słowa w stylu „jesteśmy z ciebie dumni, synu”. Ale nie. Ja zawsze byłem ekstra i nie potrzebowałem żadnej pomocy, mój brat był kochanym nieudacznikiem życiowym z pełnym wsparciem rodziców.

Jak to się skończyło? Tak, że dziś nie rozmawiam z rodziną. Mieszkam samemu z żoną, na ten moment bez dzieci, w małym mieszkanku, Święta spędzam z jej rodziną, czego oczywiście moja rodzina nie może znieść, bo przecież „dali mi wychowanie, dobrą edukację, zdrowie, wszystko”. Nie. Na wszystko zapracowałem sam, po 16 roku życia nawet sam płaciłem za moje jedzenie. Jedyna korzyść z ich istnienia dla mnie to był ich dom. Bez reszty bym przeżył.

A mój brat? Samotny mężczyzna z depresją, mieszkający z rodzicami, zazdroszczący mi tego, jak to mi się „poszczęściło w życiu”. Tak...
Sicky Odpowiedz

Miałam dokładnie tak jak ty! Ale jedna rozmowa z rodzicami pomogła

Odpowiedzi (1)
PrzezSamoH Odpowiedz

Z tego wyznania bije ogromny żal. Myślę, że druga strona miałaby do opowiedzenia zupełnie inną historię i obie byłyby prawdziwe na swój sposób.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#iD1hs

Pracuję w sklepie odzieżowym. W naszym asortymencie poza ubraniami są też różnego rodzaju dodatki, m.in. torebki

Wczoraj w jednej z przymierzalni znalazłam "niespodziankę".
Pół podłogi wysmarowanej kupą i zużytego, otwartego pampersa, wciśniętego w torebkę za 400 zł.

Drodzy rodzice, czy wy k%#@ myślicie?
Caldas Odpowiedz

Macie kamery? Jeśli tak to zgłoście sprawę na policję.

Odpowiedzi (4)
groszkitrzy Odpowiedz

Mi byłoby przede wszystkim wstyd zrobić coś takiego 😱.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#MvQXk

Mam straszne nieszczęście do facetów. Od lat jestem samotna i zwyczajnie brakuje mi kogoś, z kim mogłabym dzielić życie. Ostatnio za namową znajomej spróbowałam portali randkowych. Teraz wiem, że to był fatalny pomysł. Opiszę po prostu na jakich ludzi trafiłam.

1) Pan A, wydawał się bardzo ciekawy, w dodatku skończył ten sam kierunek studiów co ja, więc sądziłam, że będziemy mieli dużo tematów do rozmowy. I tak w zasadzie było, po zapoznaniu się w kawiarni zaproponował kino. Zgodziłam się. Jednak w kinie dziwnie się poczułam, gdy bardzo upierał się przy tym, że on zapłaci także za mój bilet. Ostatecznie się zgodziłam, no bo cóż, może facet po prostu jest takim typem mężczyzny, nawet miłe. Po filmie odprowadził mnie pod dom i właściwie tyle, miło spędzony wieczór, trochę zdążyliśmy pogadać i się poznać. Jednak ledwie godzinę po tym, gdy się pożegnaliśmy, zadzwonił do mnie, mówiąc, że stoi pod moim domem i nalega, żeby wejść, bo "tak dziwnie mi, że sponsorowałem kino i nie dostałem nic w zamian" (wiadomo co miał na myśli). Kontakt urwałam natychmiast.

2) Pan B, który w pierwszych minutach pierwszego spotkania oznajmił mi, że on bardzo dobrze zna kobiece zagrywki i mam nic nie próbować, bo i tak ze mną wygra (?). Spotkanie nie było zbyt miłe, podczas niego opowiadał mi, jak to wspaniale zakończył poprzedni związek, bo jego kobieta nie dała się WYTRESOWAĆ, oraz że kobiety powinny być ograniczone przez mężczyznę, bo same nie potrafią logicznie myśleć. Szybko się ulotniłam, a ów pan potem wysyłał mi mnóstwo wiadomości o tym, że odrzuciłam go, bo nie dał się zmanipulować i nie wydał na mnie ani grosza, a pewnie tego oczekiwałam. Na koniec dodał, że jestem taka, bo nikt mnie dawno nie przeleciał i on może mi pomóc. Kontakt urwany.

3) Pan C, który na pierwszym spotkaniu skrytykował mnie, że planuję się rozwijać zawodowo, bo powinnam zamiast tego rodzić dzieci. Nie wiem, czy to był żart, ale z pełną powagą oświadczył, że ma bardzo dobre geny i jeśli się dostosuję, to mogę skorzystać. Dziwny człowiek, całe spotkanie trwało ledwie godzinę. Po spotkaniu wysyłał mi zdjęcia swojego 2-letniego siostrzeńca z pytaniem, czy zazdroszczę (???).

4) Pan D, który na spotkanie przyszedł z dwoma kolegami, którzy - jak potem stwierdził - mieli ocenić, czy ja się nadaję. Całe spotkanie wyglądało tak, że ci rozmawiali jedynie we trójkę, a ja siedziałam milcząc i pijąc kawę, nikt z nich nawet słowem się do mnie nie odezwał. Szybko sobie poszłam, gdy jeden z nich zasugerował, że mogłabym postawić całej trójce obiad. Następnego dnia pan D wysłał mi bardzo długą wiadomość o tym, że jestem zapatrzoną w siebie paniusią i nie umiem się bawić, a gdybym ten obiad postawiła, to on mógłby się zrewanżować za to w łóżku... Po jakimś miesiącu po zerwaniu kontaktu napisał do mnie ot tak nagle, czy pożyczę mu 10 tysięcy. Cóż...

Nie wiem dlaczego mam aż takiego pecha, albo po prostu może źle oceniam profile facetów na portalach, ale jak na razie mam dość szukania drugiej połówki.
Makigigi Odpowiedz

Masz radar na turbozjebow, to nie jest zwykły pech. Rób większą selekcję, zanim się spotkasz. Mnie się trafił taki jeden na ponad 50 randek, a i tak do spotkania nie doszło, bo wyczaiłam, że to podejrzany typ.

Odpowiedzi (5)
Legendka Odpowiedz

Masz slabe kryteria i mala selekcje. W proilu mozna napisac wszystko, poza tym profil to glownie zdjecia i dopiero z rozmowy mozna sie dowiedziec cos wiecej o czlowieku. Takie zachowania jak powzszych kandydatow, mozna wywnioskowac po kilku godzinach rozmow przez teleon lub pisaniu przez jakis czas.
Ja poznalam mojego meza na badoo i jestesmy szczesliwi.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#3Kavy

Chyba już nigdy nie wyjadę na wakacje do żadnego egzotycznego kraju, bo mam taką traumę, że na samą myśl o tamtej chwili mam ciarki.

Moja ciocia mieszka w takim kraju, ma dom otoczony przez bogatą roślinność, piękne, egzotyczne miejsce. Dla lepszego wyobrażenia, chodzi o Australię. No i podczas tych wakacji pojechałam do cioci na tydzień. Pewnego dnia wylegiwałam się na leżaku na dużym balkonie, a raczej tarasie na piętrze, który częściowo jest osłonięty przez drzewa oraz graniczy z krzakami, które bujnie rosną przy tej części domu. Obok leżaka miałam stolik, a na nim szklankę z musem owocowym. Dla jasności, to nie była zwykła szklanka, tylko taka ogromna, wielkości kufla od piwa, którą sobie specjalnie przygotowałam mając w planach długie godziny opalania się. W szklance była również słomka. No i tak leżałam na tym leżaku, opalałam się, co jakiś czas przysypiałam albo brałam łyka przez słomkę. Po jakimś czasie spojrzałam na szklankę i zobaczyłam, że jest w niej kilka ciemnych elementów przylegających do szkła. Nie mogły to być kawałki owoców, wiec zaciekawiona wzięłam szklankę i zaczęłam grzebać w niej słomką. To co w niej znalazłam zaowocowało takim krzykiem, że chyba słyszano mnie w całej okolicy. Mianowicie w musie pływał, a raczej był zanurzony gigantyczny pająk. Naprawdę monstrum, ale raczej typowe jak na ten kraj. Był martwy, ale ja jako osoba z potworną arachnofobią dostałam prawie zawału. Oczywiście w panice pognałam do domu, cała się trzęsąc i histeryzując.
Nie wiem, jak on się tam znalazł, wątpię, że sam by tam wszedł. Sadzę, że spadł z zarośli, które były nade mną i tak mu się poszczęściło, że wpadł mi do szklanki. Nie wiem, czy się utopił, czy może spadł już martwy. A najgorsze jest to, że nie wiem jak długo tam leżał i ile łyków wzięłam, zanim go zauważyłam... Mus był gęsty, więc nie rozlał się poza szklankę, poza tym ten pająk był gigantycznych rozmiarów, więc chwila musiała minąć, zanim w pełni się w tym zanurzył. Nie wiem tego wszystkiego najpewniej dlatego, że musiało to się stać podczas jednej z kilku moich drzemek. Za to wiem, że już nigdy do Australii nie wrócę. Ciocia mnie co prawda uspokajała, że czasem można się na takie potwory tu natknąć, ale bardzo rzadko, bo one się do ludzi nie zbliżają, tylko żyją gdzieś w dziczy, jak to tego typu zwierzęta, i że to typowe dla takich miejsc. Jednak fobia to fobia i teraz myśl o miejscach, gdzie występują takie stworzenia mnie wręcz paraliżuje.
Wilczyca57 Odpowiedz

I dlatego zawsze należy przykrywać czymś napój, bo jak nie pająk to pszczoła/psa/cokolwiek co może zaszkodzić, a nawet i uśmiercić

Odpowiedzi (3)
EeeMacarena Odpowiedz

Wiedziałam, że będzie o pająku. Wiedziałam, że nie powinnam czytać.
A teraz siedzę i mam wrażenie, że coś po mnie chodzi, a na kawę stojąca przede mną już chya nie mam ochoty...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie