#m8HPH

Pracuję w niewielkim sklepie spożywczym.
 
Ostatnio do sklepu wszedł pewien facet. Całkiem przeciętny, z twarzy podobny do nikogo. Chwilę się rozglądał, a kiedy zapytałam, czy mogę w czymś pomóc, obrócił się na pięcie i wyszedł. Bez żadnego słowa. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, z tą różnicą, że później przychodził tylko wtedy, gdy w sklepie byli inni ludzie i zanim mogłam go obsłużyć, już go nie było. Niczego nigdy nie ukradł, sprawdzałam. Po prostu wchodził, rozglądał się i wychodził. Nigdy nic nie mówiąc.

Tydzień temu, przez sklepowe okno, które wychodzi na pobliski parking, zauważyłam, że stoi przy aucie, jakby na kogoś czekał. Niby normalna sytuacja, ale coś nie dawało mi spokoju i systematycznie zerkałam, by sprawdzić jak dalej akcja się potoczy. Auto stało na parkingu przez całą moją zmianę, widziałam też sylwetkę za kierownicą. Kto normalny siedzi w aucie przez prawie osiem godzin? Trochę siadło to na mojej psychice i wracając do domu cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi (nikogo nie widziałam, więc może po prostu zadziałała moja wyobraźnia).
 
Od tego czasu boję się iść do pracy, zwłaszcza, kiedy wypadnie mi popołudniowa zmiana. Koleżanka z pracy twierdzi, że do niej nikt taki nie przychodził. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, z jednej strony, facet nie zrobił nic złego, każdy może wejść do sklepu i siedzieć na parkingu, ale z drugiej, jego zachowanie jest, przynajmniej dla mnie, dość dziwne.

PS. Auto cały czas stoi na parkingu. Jego nie widziałam.
Anonwho Odpowiedz

Brzmi trochę tak, jakby planował napad na ten sklep (rozglądanie się w środku, czatowanie na parkingu), ale jakoś dziwnie się do tego zabiera, bo zwraca na siebie uwagę.

Odpowiedzi (2)
PysznySchabowy Odpowiedz

Zapisz rejestrację i zgłoś na policję. Jakby się później coś nie daj Boże stało, bo będą już mieć to odnotowane.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#OU6K6

Chciałbym wiedzieć jak być dobrym ojcem. Im więcej się staram, tym większa grzybnia. Posłuchajcie...

W domu robię dużo, jak trzeba ugotuję (często), popiorę, sprzątam, oporządzam dzieci jak wstaną (wiek przedszkolny/szkolny) i jak idą do łóżek. Oczywiście w międzyczasie pracuję. W weekendy orka jest największa. Nie stać nas na wiele, jest skromnie, ale nie ma głodu.

Moje dzieci mają jednak ciągle jakiś problem i dużo marudzą, mają też tendencję do awanturowania się o byle g..., a mój synek z ADHD jest w tym mistrzem. Jak zrobię na śniadanie omlet, to on akurat chciał jajecznicę i zaczyna wrzeszczeć na mnie, że to moja wina, przez co cały dzień już jest ustawiony. Logiczna rozmowa odpada, bo on ma wtedy fazę. Próbuję rozmaitych technik opisywanych w mądrych książkach, a to liczenie, a to system ostrzeżeń, a to nagrody i efekt jest taki, że jak jest czas na obiad to kończy się to awanturą bo on się jeszcze bawił, jak już siądzie to trzeba go pilnować i włączać timer (co często i tak nie pomaga), by pokazać mu że czas się kończy, a jak mają umyć zęby to bez nadzoru nigdy się nie uda, a z nadzorem muszę sto razy powtórzyć i liczyć w ramach ostrzeżenia. Poza tym ma on tendencję do uderzania i rozmowy nic nie dają, więc mimo że nie chcę, muszę go czasem zatrzymać klapsem, bo inaczej nakręca się i to eskaluje np. w stronę rzucania rzeczami.

Lata mijają, a ja coraz bardziej tym wszystkim jestem zmęczony. Moja wyrozumiałość dla dzieci jest przez to mniejsza niż parę lat temu. I z jakiegoś powodu mi smutno. Nie potrafię być na tyle dobrym ojcem, żeby nauczyć moje dzieci harmonii. Idę spać, jutro z rana orka...
Kicialka Odpowiedz

A może spróbować wysłać syna do psychologa? Zachowanie drugiego dziecka na pewno częściowo wynika z wzorów, jakie czerpie od brata, a także z ciągłej nerwowej, nieprzyjemnej atmosfery w domu.

Odpowiedzi (3)
PysznySchabowy Odpowiedz

Ja to nie wiem co teraz z tymi dziećmi jest... Moja matka tylko spojrzała na mnie w charakterystyczny sposób, a już wiedziałam czym to grozi.

Zobacz więcej komentarzy (26)

#4N4A9

Trzy lata temu przed wakacjami uległam wypadkowi samochodowemu wraz ze wstrząsem mózgu, utrata przytomności, a także straciłam z pamięci kilka rzeczy. Byłam przerażona tym faktem, gdyż po wakacjach czekała mnie klasa maturalna. Przez miesiąc leżałam w łóżku przez uszkodzenie kręgosłupa. Nie miałam siły się uczyć, ale bardzo ćwiczyłam swoją pamięć. Wyszukiwałam w internecie jakieś ćwiczenia dla mózgu, zapamiętywałam ciągi liczb, ułożenie rzeczy w pokoju. Na ćwiczeniu pamięci spędziłam około 10h dziennie przez miesiąc.

Maturę zdałam dobrze, dostałam się na wymarzone studia... Niestety muszę ukrywać przed ludźmi, że wciąż mam problemy z pamięcią, ale trochę inne. Zapamiętuję wszystko z dokładną datą i godziną. Potrafię wszystko dokładnie odtworzyć, po rzucie okiem na pewną ilość przedmiotów szybko wiem ile ich jest. Kilka razy wyszło moje dziwactwo, spojrzenia były raczej nieprzychylne...

Niestety moja nietypowa umiejętność nie przekłada się w takim samym stopniu na materiał ze studiów, ponieważ tekstu nie zapamiętuję tak dobrze.
Widocznie mój mózg nauczył się, że najważniejsza jest godzina spotkania osoby, której kompletnie nie znam ;)
Shido Odpowiedz

Utraty pamięci w wyniku wypadku zapewne było spowodowane uszkodzeniami mózgu.
W momencie rekonwalescencji, gdy mózg sam się naprawiał tworząc nowe połączenia nerwowe intensywne ćwiczenia pamięci oparte na zapamiętywaniu liczb i wzrokowemu wymusiły pewnie mocniejsze unerwienie połączeń w mózgu odpowiedzialnych za te właśnie funkcje i stąd ten dar.

Przekliniak Odpowiedz

Chyba te cwiczenia były źle nakierunkowane. Ale moze uda Ci się to przekuć na atut?

Zobacz więcej komentarzy (4)

#AGVJt

Wczoraj były urodziny mojego ukochanego, których wręcz nie mogłam się doczekać, bo miałam dla niego wspaniały prezent i byłam dumna, że w końcu mogę mu go dać. Parę ładnych lat marzył o nowej gitarze, ale była na tyle droga, że wciąż odkładał jej kupno.

Chwilę przed wręczeniem mu prezentu wpadli jego rodzice (przyszli z pustymi rękami) i gdy tylko zobaczyli, że trzymam jakiś wielki podarunek, to z radością poinformowali swojego syna, że to zbiorczy prezent i w większej części to oni za niego zapłacili.

Ręce mi opadły...
PlayingTheAngel Odpowiedz

"O, właśnie, to kiedy mi oddacie kasę?"

Luna2 Odpowiedz

Nie zareagowałaś? Przecież to chamstwo. Wykorzystali cię.

Zobacz więcej komentarzy (22)

#M4eYZ

Jestem bardzo mściwą osobą. C.d. wyznania  #eP4Ng
Godzina do wyjazdu na ślub. Mój mąż wrócił właśnie do domu po tym, jak odwiózł dzieci do mojej mamy. Ja odwalona jak milion dolarów. Gdy mnie zobaczył, to go zatkało. Trochę się wkurzył, bo stwierdził, że będzie tragikomedia na weselu, ale po krótkiej rozmowie stwierdził, że jednak może miałam trochę racji z tą sukienką kuzynki. Fuck yeah! Nareszcie.
Poprosił też, abym wzięła chociaż jakiś żakiet albo sweter, coby założyć jeśli faktycznie będzie mega drama. Na wszelki wypadek wzięłam moro marynarkę.

Wysiadamy z samochodu przed kościołem. Początkowo nikt nas nie zauważył, ale potem matka panny młodej (ta co najgłośniej krzyczała, że jej córeczka nic złego nie zrobiła) prawie na zawał padła. Podeszła do nas i zapytała się co ja najlepszego odpieprzam. Ja udaję, że nie wiem o co chodzi, pytam więc: "Ale o co szanownej pani chodzi? Na ślub przyjechaliśmy", a ona w ryk, że jak to tak można. Przecież ja wyglądam jak panna młoda. "Ja? Przecież nie ma nic złego w białej sukience na ślubie, sama pani tak mówiła dwa lata temu. Czyżby coś się zmieniło w trendach okołoweselnych?" odparłam, a ją zatkało.
Z grzeczności założyłam moją marynarkę i udaliśmy się na ślub.

Panna młoda jak składałam jej życzenia miała minę, jakby chciała mnie udusić. Upsss.

Wesele? To dopiero było drama.
Świadkowa kręciła się wokół mnie z winem, ale jej grzecznie odpowiedziałam, że jak chociaż kropelka się wyleje na moją piękna sukienkę, to panna młoda skończy tak samo. Chyba dotarło ;)
Na zdjęciu grupowym oczywiście zostałam wepchnięta w tył, bo z przodu bym przyćmiła pokrzywdzoną kuzynkę.
Największa akcja była, jak same kobiety miały stanąć, a że wesele było skromne, to pań było może z 20-30 i stałam w pierwszej linii. Panna młoda poprosiła mnie, abym nie pozowała do zdjęć, bo jej jest przykro. Ojejku. Mi wcale nie było, co nie?
Oczywiście nie posłuchałam. Stanęłam do zdjęć i bawiłam się świetnie.
Do czasu...

Tańczymy. Podchodzę do pana młodego i tańczę z nim. Fotograf robi nam zdjęcia, a ja się przytulam do niego jak do dobrego kolegi (w końcu po części rodzina, co nie?). Wtedy panna młoda już lekko podpita wybiega na parkiet i wręcz wyrywa mi go z tańca. Zaczęła rzucać k*rwami, wyzywać mnie od szmat i suk. Przybiegła jej świadkowa, matka, mój mąż. Zrobiła się drama na maksa. Ta szajbuska zaczęła mnie szarpać tak, że uszkodziła mi sukienkę.
Mój mąż oderwał ją ode mnie i zapytał ją, czy ona jest normalna, czy jej pieprzony egoizm całkiem jej na dekiel wjechał.
Matka panny młodej w końcu zabrała z parkietu zapłakaną pannę młodą, a ja z mężem zadzwoniliśmy po taksówkę.

Jak czekaliśmy, podeszła do nas jeszcze siostra pana młodego i podziękowała mi, bo nigdy suki nie lubiła, bo była rozpieszczoną i roszczeniową księżniczką.
kitsunemi Odpowiedz

Dobrze, że panowie zazwyczaj nie są tak zawistni, bo wtedy co drugie wesele kończyłoby się katastrofą.

Odpowiedzi (5)
zakretas123 Odpowiedz

A ja jedynie chciałabym zobaczyć jak wyglądała sukienka kuzynki na weselu jurajskiej, a jak wyglądała sukienka jurajskiej na weselu kuzynki. Bo okej, biel na ślubie to kolor panny młodej, tu się nie kłócę. Z drugiej strony sukienka sukience nie równa.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (91)

#gU0Dt

Jestem typowym piwniczakiem, który nigdy nie odbył stosunku z kobietą. Dziewczyny mnie lubią – to fakt, ale jak pewnie możecie się domyślać – jako dobrego kumpla, dowcipnisia, z którym można podrzeć łacha. Seks widziałem tylko na ekranie monitora. Nigdy też nie trzymałem w rękach cycka (moja mama karmiła mnie butelką…).

Wczoraj miałem erotyczny sen. Mnóstwo ludzi, każdy grzmocił się z każdym. Aktorki porno, moi kumple z klasy, sąsiadka mojej babci – wszyscy tarmosili się bez żadnego skrępowania. Tylko ja jeden stałem pośrodku, w ubraniu i nie za bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić.
Nawet w snach nie mogę zaliczyć i skazany jestem na los wiecznej dziewicy.
ladia1808 Odpowiedz

Dobra. Widzę Twój problem, bo mam ten sam (mimo że jestem dziewczyną). Otóż... Sam stawiasz się w roli kumpla, prawdopodobnie podświadomie.

Odpowiedzi (4)
Anonwho Odpowiedz

No z takim nastawieniem, to pewnie tak będzie.

Zobacz więcej komentarzy (16)

#CzLwG

Strasznie wstydzę się mojej najbliższej rodziny. Nie, nie jest to żadna patologia, nie ma nadmiaru alkoholu czy przemocy. Po prostu moi rodzice i obaj młodsi bracia są bardzo prostymi ludźmi. Wiem, że to okropne, co piszę, ale już wyjaśniam.

Wychowałam się w małej wsi, w której od lat nic się nie zmienia. Typowa mała wieś, niewiele mieszkańców. Ludzie, którzy z niej wyjechali są obśmiewani jako "wielkie jaśnie państwo'', a wręcz zdrajcy. Moi rodzice są niestety tacy.

Zawsze ciągnęło mnie do książek, uwielbiam się uczyć. Wśród koleżanek uchodziłam za nudną kujonkę. Moi rodzice też nie mogli zrozumieć, że chcę wyjechać i być kimś więcej niż matką i gospodynią domową. Kiedy ojciec widział, że czytam (robiłam to po wypełnieniu wszystkich obowiązków), na siłę szukał mi zajęcia, choćby było nie wiem jak durne ("idź no zobocz, czy krowa śpi, jak się łobudzi, to zawołej''). Matka to samo. Po prostu nie czytaj i już. W telewizji tylko pogoda, wiadomości i seriale z bardzo nieskomplikowaną fabułą, bo programy naukowe to głupoty.

Skończyłam studia, zaręczyłam się, czego rodzice mi nie mogą wybaczyć - przecież już dawno powinnam mieć męża i dzieci.
Moi przyszli teściowie planują obiad z okazji zaręczyn. Nie chcę tam mojej rodziny. Pomijając ich brak zainteresowań i "wiejską'' mowę, kompletnie nie umieją zachować się przy jedzeniu. Mlaskają, siorbią, chrząkają, sapią, nie uznają serwetek. Kiedy próbowałam delikatnie zwrócić im na to uwagę, usłyszałam, że już im wstyd przynoszę i że skoro pana miastowego złapałam, to nie znaczy, że mogę ich obrażać.
Ich zdaniem powinnam wziąć sobie chłopca z okolicy. Tylko że ja nie chcę faceta, który o ile już pracuje, to po południu siedzi z piwem przed telewizorem, nie ma jakichkolwiek ambicji i pojęcia o świecie. A tacy niestety są moi dawni koledzy. Typowe prawilne sebki, kilku z wyrokami. Moi bracia raczej będą tacy, kiedy próbuję ich czymś zainteresować słyszę "o takich głupotach to pierdol sobie z tym swoim''.
Ja nie chcę za kilka lat być zgorzkniałą, zmęczoną i wiecznie zdenerwowaną kobietą, jak moje sąsiadki.
Tylko że po każdej wizycie u rodziców zastanawiam się, co ze mną nie tak.
greenpurple Odpowiedz

Bardzo fajnie, że pomimo takich warunków postanowiłaś iść w swoją stronę :) Powodzenia i nie daj się przykrym komentarzom!

Sentinel Odpowiedz

Oczywiście, że często szukamy akceptacji u najbliższej rodziny, ale w tej sytuacji nie ma raczej sensu. Sądzę że wasz kontakt i tak się urwie, albo stopniowo ograniczamy, albo po dobrej awanturę, na przykład przy okazji poznania Twojego narzeczonego.

Zobacz więcej komentarzy (15)

#5UisW

Tytułem wstępu: ludzie się mnie boją. Niektórzy bardzo. Może to kwestia tzw. "aury"? Nie wyglądam jakoś odstająco od normy, nie paraduję z nożami, fryzurę mam przeciętną, wzrost również, sylwetkę też. Lubię skóry z ćwiekami, ale nie bardziej niż inni - jedyną rzeczą trochę bardziej u mnie "mniej przeciętną" jest cera świeżo odkopanego nieboszczyka i mocne cienie pod oczami, choćbym nie wiem co robiła (jestem zdrowa jak ryba) oraz ulubiony długi czarny płaszcz z kapturem jesienią. Jestem raczej spokojna i miła. A jednak, nieznajomi ludzie się mnie boją. Było to przykre w wieku dorastania, obecnie... cóż, nieistotny szczegół, choć czasem przy rozmowach o pracę było wesoło ;)

Mam ukochaną chrześnicę (13 lat), córkę szwagierki. Pewnego dnia mąż wrócił zmartwiony z pracy; okazało się, że Młoda została brutalnie pobita przez rówieśniczkę prawdopodobnie z innej klasy, a filmik z zajścia trafił do sieci (został dosyć szybko usunięty). Niby sprawie nadano jakiś tam bieg, ale na filmiku nie było widać wyraźnie twarzy gówniary. Klasa oraz znajomi Młodej milczeli jak zaklęci. Ona sama z początku też, jednak po jakimś czasie i długich namowach, pękła.
Znalazłam gówniarę wszędzie w social media - nie patologia, normalna dziewczyna, z rodziców obecna tylko matka. Była na tyle durna, że wrzucała na Snapchata okolice swojego domu, więc szybko poszło ustalenie, gdzie mieszka.

No więc przychodziłam sobie pod szkołę, w swoim płaszczyku z kapturem. Gdy gówniara wychodziła z koleżankami, powolutku szłam za nią w pewnej odległości pod sam blok. Potem spokojnie wracałam skąd przyszłam.

Ta "zabawa" trwała chyba z tydzień. Dziewczyna zaczynała się stresować. Potem po gówniarę zaczęła przychodzić mamusia. Widziałam, jak z każdym dniem coraz bardziej nerwowo spogląda na mnie, idącą spokojnie za nimi.
Wreszcie, po jakimś czasie "zabawy", już pod blokiem, zaczęła się drzeć, machać telefonem i grozić policją. Wtedy powoli do niej podeszłam - kobietę wmurowało; pokazałam wideo na telefonie i spytałam cicho gówniary: To ty, prawda? Dziewczyna stała jak słup, nic nie mówiąc, aż nie ponowiłam pytania. Wtedy skinęła powoli głową. Powiedziałam do matki, równie chicho i spokojnie: Porozmawia pani z córką, czy ja mam to zrobić?
Obie milczały. Spojrzałam na nie ostatni raz i poszłam sobie.

Od Młodej wiem, że jakiś czas potem gówniara z matką długo rozmawiały z dyrektorem. Dziewczyna już nie chodzi do tej szkoły. Nie wiem, gdzie jest i nie chcę wiedzieć. Wszystkie dzieciaki ponoć zachodzą w głowę, co się odwaliło.
Czasem bycie przerażającym ma swoje plusy.
LaczkiZDupy Odpowiedz

Ja tam bym chciała wyglądać "strasznie", ale gdy próbuję zrobić trochę groźniejszą minę, to wyglądam, jakbym miała zatwardzenie XD Także zazdroszczę :D

Odpowiedzi (5)
DownZpiekla Odpowiedz

Skąd ja to znam :D Tak samo wyglądam jak bym od dawna nie żyła, nie znam nikogo, kto miałby bladszą skórę ode mnie, a z podkrążonymi oczami rozstaje się tylko w weekendy. Do tego jestem trochę zbyt szczupła, a długie, czarne, wiecznie nie uczesane włosy dodają efektu. Kilka razy losowi ludzie na ulicy pytali mnie czy dobrze się czuję, a część mija mnie z przerażeniem. Ja to nawet lubię, bo przynajmniej mam spokój i kto by chciał zawracać głowe trupowi.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#x2qtz

Mój syn jest strasznie głupi. Od zawsze taki był. Wiecznie czegoś nie rozumiał, nie umiał, pomagałam mu odrabiać lekcje i uczyłam go do sprawdzianów w szkole przez cały okres jego edukacji. Bez mojej pomocy po prostu nic mu nie wychodziło, nawet jak się starał. Do tego korepetycje oczywiście. A maturę ledwo zdał, za drugim podejściem. Jeśli ktoś o to zapyta - tak, badałam syna, kilka razy dla pewności, jest zupełnie zdrowy, więc jego niska inteligencja nie jest spowodowana chorobą.

Syn obecnie ma 20 lat. Nie było opcji na żadne studia, więc zaczął pracować. Niestety ja mam już go dość. Wiem, że nie wypada tak mówić o własnym dziecku, ale mimo tego, że bardzo go kocham, wciąż czuję, jakbym miała do czynienia z 5-latkiem. Syn jest strasznie naiwny. Ostatnio niewiele brakowało i wziąłby kredyt-chwilówkę, bo nie zrozumiał, że całą tę kasę + odsetki trzeba później spłacić. Z pracy ostatnio też prawie wyleciał. Pracuje jako kelner i nawet z tym sobie nie radzi, bo zapomina co miał zrobić, myli zamówienia i jest strasznie niezdarny. Nigdy nie był maminsynkiem, zawsze z mężem staraliśmy się go dobrze wychować. Pomagaliśmy mu kiedy trzeba było, gdy popełniał błędy, tłumaczyliśmy mu, a za złe zachowanie zawsze wyciągaliśmy konsekwencje typu kara na komputer albo konieczność pomocy w domu, natomiast za dobre zachowania nagradzaliśmy. Nie wiem dlaczego mimo tego taki jest. Nie chcemy z mężem, aby wiecznie z nami mieszkał, bo sam sobie nie umie poradzić, ale chyba nie mamy wyjścia. Próbowaliśmy z nim rozmawiać na temat jego przyszłości, ale jemu się wydaje, że jest wszystko w porządku. A w rzeczywistości ma problem, żeby iść na pocztę i odebrać przesyłkę, zadzwonić do banku albo chociaż zarejestrować się do lekarza. Coraz mniej mu pomagamy w takich sprawach, aby nauczyć go zaradności, ale jak zwykle kończy się na tym, że on się obraża na cały świat, bo nie wie co ma na poczcie powiedzieć, gdy chce odebrać przesyłkę. Mam tego już naprawdę dość, bo trzeba go ciągle pilnować, aby nie zrobił jakiejś głupoty. Ostatnio znalazł sobie w końcu jakieś zainteresowanie, mianowicie z kolegą nagrywają rap, ale niezbyt mi się to podoba. Już dwa razy byłam świadkiem, jak jego kolega naciąga go na pieniądze, a ten jak zwykle daje. A potem przychodzi i pyta mnie co ma zrobić, skoro kolega mu nie oddał. Na moje tłumaczenia, aby po prostu już więcej mu nie pożyczał albo nawet poszedł na policję, mój syn stwierdza, że bez tego kolegi on nie zostanie raperem, więc jednak nic z tym nie zrobi. No ręce opadają.
DownZpiekla Odpowiedz

Niektórzy ludzie po prostu z natury są głupi i nie da sie na to nic poradzić. Intelekt nie jest nieograniczony.

Dajpysk Odpowiedz

Przestań pomagac. Jest dorosly. Weźmie kredyt? Musi spłacać z własnych pieniedzy. Pożyczę koledze a tamten nie odda? JEGO kasa przepadła. Nie odbierze przesyłki? Ni będzie mial itp. Na twoim miejscu z mężem zrobiłbym prezent w postaciu wynajeciu mu mieszkania ale przez jakieś pół roku pod nadzorem a potem na głęboką wode. Kiedyś was zabraknie i co on wtedy zrobi?

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (24)

#ILkTa

O tym, że nauczyciele akademiccy to czasem też ludzie.

Jestem sobie ja - student trzeciego roku na jednej z topowych polskich polibud. Na studiach idzie mi bardzo dobrze, ale w tym semestrze jeden z przedmiotów totalnie mi nie leżał. Typowy "zapychacz", który ma niewiele wspólnego z kierunkiem studiów. Materiał bardzo trudny i jak na złość prowadzony przez starego profesora, który uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy i każdy "ynżynier" musi być w tym zakresie specem. Przedmiot zaliczany kolosem wykładowym (materiału drugi raz tyle, co z pozostałych przedmiotów razem wziętych). Ważne w tym wyznaniu jest to, że profesor jest bardzo cięty na każdego, kto ściąga, a w wypadku przyłapania takiego gagatka na gorącym uczynku bardziej niż pewne jest skierowanie sprawy do dziekana i Bóg wie gdzie jeszcze, w każdym razie - przypał fest.

Pech chciał, że zaliczenie wypadło w dniu, gdy miałem jeszcze kilka innych prac pisemnych i to do nich uczyłem się mocniej ze względu na większe prawdopodobieństwo ich zaliczenia. Na ten "trudny przedmiot" przygotowałem sobie drobną ściągę, ale nawet nie zamierzałem jej użyć, ot takie wyjście awaryjne. Na kolosie wyjątkowo siadły mi pytania, więc z zapałem zapełniałem kartkę. Na tyle się na tym skupiłem, że totalnie nie zauważyłem, że profesur do mnie podszedł. Coś mu się nie spodobało i poprosił, bym okazał mu moją legitymację, by mógł upewnić się, czy jestem tym, za kogo się podaję. Wyciągnąłem portfel i w tym momencie zobaczyłem moją ściągę lądującą na ziemi przed moją ławką. Zamarłem, oblał mnie zimny pot, w głowie już wizja całego zamieszania z dziekanem i przynajmniej rocznej obsuwy w bronieniu inżyniera. Zobaczyłem jednak kątem oka, jak w kierunku mojej ściągi rzucił się młody doktor, który pomagał w pilnowaniu sali. Naprawdę, praktycznie pobiegł tam, gdzie wylądowała. Przydusił ją butem i staną jak wryty. Profesor spojrzał na niego dziwnie, ale nic nie powiedział. Ściągi jakimś cudem pan profesur nie zauważył, a ja zaliczyłem na 5, jednak jestem pewny, że gdyby nie heroiczny wyczyn doktora, byłbym totalnie w dupie.
Dziękuję.
XX2411 Odpowiedz

Doktorowi jesteś winien dobrą flachę. Mam nadzieję, że wiesz o tym?

Odpowiedzi (6)
FioletowyDandelion Odpowiedz

Doktoranci ogólnie są fajni :D Może dlatego, że jeszcze niedawno byli na naszym miejscu.
W zeszłym semestrze mieliśmy chemię z doktorantem.
Facet widział, że grupie to ewidentnie nie idzie, a że chemię mieliśmy tylko w I semestrze (też taki zapychacz) to na "ostatecznym" kolokwium rozdał kartki po czym powiedział:
-To ja idę do mojego pokoju, bo zapomniałem kluczy. Będę za jakieś pół godziny.
Na uczelni mamy anonimowy system oceniania wykładowców. Nie muszę chyba mówić, że facet dostał ponad 30 ocen wzorowych :)

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie