#me8Gc

Zastanawiałam się niedawno, czy między nogami mam tak zwanego „motylka” czy „bułeczkę”. W końcu wpadłam na pomysł – zrobię zdjęcie i sprawdzę!

Rozsiadłam się bez majtek na kibelku, jako że wydawało mi się to odpowiednie miejsce na fotki. Nie przemyślałam jednego – zamek był zepsuty i brat wszedł w momencie, gdy flesz odbijał się od moich narządów.

Jako że nikt nie lubi niedokończonych wyznań: Mam bułeczkę. I brata, który mnie unika.

#hRWTD

Moja partnerka przyznała się do tego, że fantazjuje o trójkącie z innym mężczyzną, jednocześnie składając mi propozycję takiej „innowacji”. Nie zgodziłem się, bo mnie to obrzydzało oraz moja duma poczuła się lekko urażona, szczególnie że w tamtym momencie nasze życie łóżkowe nie było specjalnie gorące.

Od tamtego czasu minęło już kilka miesięcy i moja początkowa złość zamieniła się w coś innego. Nie mogłem przestać o tym myśleć, że miała śmiałość zapytać o coś takiego, gdy ja się obawiałem pytania o mniej wyuzdane rzeczy. Od tego czasu nasze życie seksualne bardzo się też poprawiło. Cały czas w głowie miałem tę rozmowę oraz po pewnym czasie zacząłem sobie wizualizować to, co ona zaproponowała, aż skończyło się po prostu na fantazjowaniu.

Teraz, po kilku miesiącach, mam trochę inne przemyślenia niż na początku. Gdybym miał pewność, że w żaden sposób nie wpłynie to negatywnie na nasz związek, to bym się z chęcią zgodził. Takiej pewności jednak nie mam, więc postanowiłem nigdy nie przyznawać się jej do moich przemyśleń i fantazji.

#VxUu0

Przypomniała mi się sytuacja z czasów, kiedy miałam 5 lat :D

To były święta. Zjechała się cała rodzinka, wraz z pewną cioteczką. Owa ciotka zaczęła mnie wypytywać o różne rzeczy: „A jakie lubisz zwierzątka?”, „A gdzie tatuś pracuje?” i inne takie. Nagle padło pytanie:
– A mamusia z tatusiem się kochają?
– Tak.
– A jak mama mówi na tatusia? Misiu, kochanie?
– „Ty łajzo” mówi.

Wszyscy wzrok na mnie, nikt się nie odezwał. Wszyscy byli zszokowani moją odpowiedzią. Ciotka przestała mnie więcej pytać. :D

Dla sprecyzowania – moja mama jest cholerykiem, ma wybuchowy charakter, więc czasem coś palnie niemiłego. Jak rodzice się kłócili, to na całego. Ale moja mama nie jest złą osobą i z wiekiem już nie jest taka nerwowa :)

#yW6I0

Gdy chodziłam do czwartej może piątej klasy podstawówki, mieliśmy lekcję o nowotworach. Pani wspomniała o nowotworze piersi i o tym, że kobiety często na niego chorują, dlatego powinny sprawdzać co jakiś czas, czy nie wyczuwają guzów.

Pewnego pięknego dnia podczas kąpieli i mycia klatki piersiowej wyczułam – OLABOGA – guza! Przypomniała mi się lekcja przyrody, więc gdy skończyłam się myć, najpoważniejszym głosem, jakim potrafiłam, przełykając łzy, powiedziałam: „Mamo, mam nowotwór piersi i mogę umrzeć. Ale nie martw się, w niebie będzie mi dobrze...”.
Mama popatrzyła na mnie z politowaniem, a ja kazałam jej sprawdzić, jeśli mi nie wierzy. Sprawdziła. To nie był nowotwór. Rosły mi piersi.

Nie mam traumy, ale mam nadzieję, że tego nie pamięta.

#oVK24

Pracuję w dużej firmie, typowe korpo, ponad 1000 pracowników. Jest tam oczywiście zakładowa kantyna, gdzie można zjeść, bo jest zniżka 50%, to korzystam. Idę dzisiaj i siadam koło znajomego, a on kurna chory, kaszle, kicha, widać, że gardło zawalone i mi pieprzy, że ma alergię. Ile razy jest chory on czy żona czy jego dzieci, to pieprzy, że mają alergię. Sam jestem alergikiem, biorę często leki, bo mam uczulenie na trawę i kurz, do tego mam astmę i wiem, jak wygląda kaszel po alergii, do tego mam od dziecka leki na alergię i umiem rozróżnić alergię od przeziębienia. Niektórzy to jednak są nie tylko tumanami, ale i pieprzonymi egoistami, przychodzi gnojek do pracy chory, bo straci na L4 parę złotych, i zaraża innych.

#hNqbs

W szkole byłam raczej nieśmiała, chociaż ze względu na urodę wokół mnie kręciło się dużo chłopców. Nie odwzajemniałam „zalotów”, jednak co chwilę i tak byłam zaczepiana. Miałam problemy z matematyką. Nauczycielka uczyła mojego brata, który jej załaził za skórę, więc od początku szkoły wyjątkowo lubiła wywoływać mnie do tablicy i w moim odczuciu mnie poniżać przed klasą. Nie wiem, co ma w głowie kobieta po 40, żeby tak się zachowywać względem dziecka, lecz sprawiało jej to najwidoczniej satysfakcję. Zaczęłam bardzo bać się lekcji i opuszczać je, udając m.in. chorobę. Oczywiście zaległości rosły, a ja zamiast wziąć się za naukę, bardzo od niej uciekałam. W klasie miałam koleżankę, która mnie wyjątkowo nie lubiła. Jak się później okazało, była po prostu zazdrosna o chłopaka... Ciągle mówiła o mnie, że jestem ładna, ale głupia, dlatego „mam powodzenie”. Strasznie się wstydziłam i nie chciałam, by inni tak o mnie myśleli. Zaczęłam nosić najzwyklejsze, szare bluzy, męski plecak i resztę garderoby. Matematyki dalej się bałam nawet uczyć i kiepsko mi szło, ale chłopcy przestali się mną interesować i miałam spokojną głowę. 

Teraz jestem dorosła. Nie osiągnęłam sukcesu i wykonuję prostą pracę.  Specjalnie staram się wyglądać nieatrakcyjnie. Przez bardzo niskie poczucie własnej wartości nawet nie patrzę na eleganckie ubrania. Kiedy takie właśnie zakładam na różne okazje czy święta, czuję się głupio, jakbym nie zasłużyła na nie. Czuję, że jestem nikim i nie mam nawet prawa wyglądać z klasą.

#7MRf9

Kończę studia i planuję wyjechać za granicę. Ciągle słyszę, że jestem niewdzięczna i powinnam zostać w kraju i tutaj płacić podatki. Ja jednak nie czuję takiego obowiązku.
Nigdy nie dostawałam zasiłku socjalnego, bo zawsze miałam nadwyżkę kilku złotych. Do lekarza chodzę maksymalnie raz na rok/dwa na pięć minut. Nigdy nie dostałam żadnej książki do szkoły za darmo; chociaż miałam daleko, nigdy nie miałam zapewnionego autobusu. Nigdy nie brałam żadnych zasiłków. Na studia chodzę zaocznie, jednocześnie pracując, bo tak to nie byłoby mnie na nie stać.

Nie jestem winna temu państwu pieniędzy. Nie mam zamiaru mieć dzieci. Nie chcę fundować życia innym, którzy płodzą dzieci i siedzą całe życie na zasiłku. Nie mówię, że te pieniądze nie przydadzą się niektórym, ale właśnie – niektórym. A nie każdemu.

W tym kraju nie ma przyszłości dla młodych ludzi, którzy nie planują zakładać rodziny. Mam zostać i mieć problem z dostaniem się do lekarza, chociaż płacę składki? Patrzeć, jak ceny ciągle rosną, za to pensje stoją w miejscu? Nie, dziękuję. Niech zostaną, pracują i płacą podatki ci, którzy biorą kasę od państwa.

#ffAZO

Parę lat temu w polskich gazetach głośno było o mężczyźnie, który w wyniku wypadku stracił przyrodzenie. Na szczęście nasi znakomici chirurdzy w pocie czoła przyszyli członka na swoje miejsce i facet może normalnie funkcjonować.
Sprawa ta jest mi szczególnie bliska, bo… No, cóż – ja właśnie jestem tym nieszczęśnikiem. Dziś opowiem wam, co tak naprawdę się mi przytrafiło.

Miałem wtedy dziewczynę - Marysię. Może nie była ona jakoś wybitnie bystra, ale intelektualne braki rekompensowała urodą i niespożytą wręcz energią seksualną. Cóż, każdy ma taki moment w życiu, że chce wygrzmocić się za wszystkie czasy bez potrzeby tworzenia długoletniego, zaangażowanego związku.

Jechaliśmy wtedy nad morze. Manele wrzuciliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Podróż trwa długo, chwilami mocno się dłużyła, więc najwyraźniej Marysia postanowiła przegonić nieco nudę i nagle, bez zapowiedzi, chwyciła mnie za drążek. Ani się obejrzałem, jak dziewczę już radośnie dławiło się moim przyrodzeniem. Trudno się prowadzi w sytuacji, gdy ktoś jest przyssany do twojego sprzętu niczym wygłodniały glonojad, ale jakoś idzie się przyzwyczaić.

Gąsior. Dorodny, tłusty przedstawiciel udomowionej formy gęsi gęgawy (łac. Anser anser). Nie mam zielonego pojęcia, co to głupie ptaszysko robiło pośrodku drogi, ale zanim zorientowałem się, że zaraz zderzę się z dziobem jakiegoś drobiu, wcisnąłem hamulec w podłogę i odruchowo skręciłem kierownicę. Pisk opon, samochód gwałtownie obrócił się, skosił słupek, wjechał do rowu i wylądował na drzewie. W uszach mi dzwoniło, kiedy usiłowałem wydostać się z otulającej mnie poduszki powietrznej. Gdzieś z dołu doszedł mnie jęk. Zupełnie zapomniałem o Marysi. Ta podniosła właśnie głowę z mojego krocza.
- Wszystko OK? - zapytałem.
Pokiwała głową i uśmiechnęła się pokazując zakrwawione usta i czerwone zęby. Wtedy dopiero do mnie dotarło. Spojrzałem w dół i zobaczyłem jedną wielką rzeźnię. Całe jeansy w krwi, a z rozporka wystawał jakiś pokiereszowany strzęp mięsa.
Ból przyszedł dopiero po chwili, gdy już karetka zabierała mnie i mojego fiuta, wiszącego na skrawku skóry, do szpitala. Dostałem zastrzyk, zasnąłem. Obudziłem się kilkanaście godzin później, już po operacji. Lekarz powiedział, że jak nie będzie komplikacji, to mój członek wróci do formy.

Frankenpenis – taką teraz mam ksywkę wśród znajomych. Z Marysią już się nie spotykam. Po tym wypadku zerwała ze mną kontakt. I w sumie dobrze – mój członek nie tylko wrócił do gry, ale i pomógł mi spłodzić syna z prawdziwą miłością mojego życia!

#2bpu6

Jak miałam 10 lat, ojciec zaczął się do mnie dobierać, obmacywać itp. Płakałam, bo czułam, że to coś złego, ale on wmawiał mi, że wszyscy ojcowie tak postępują ze swoimi córkami i to nasza tajemnica. Gdy miałam 14 lat, pierwszy raz... posunął się dalej. Uciekłam, błąkałam się cały wieczór po polach. Chciałam pójść na policję, ale wstydziłam się, bo wtedy wszyscy by się dowiedzieli, mama nie miałaby życia, a brata by zabrali do domu dziecka – takie było moje wyobrażenie wtedy, nie wiem, czy tak by się stało naprawdę.

Mój koszmar trwał ponad 7 lat. Wiele osób się domyślało, że coś jest nie tak – ojciec potrafił mnie klepać w tyłek przy mojej jedynej koleżance albo obmacywał mnie w nocy w namiocie, gdy spałam u kuzynki.

W wieku 20 lat wyprowadziłam się z domu, założyłam rodzinę. Jednak wydarzenia z przeszłości wciąż we mnie tkwiły. Niedawno przeszłam załamanie nerwowe. W końcu opowiedziałam o wszystkim matce. Jej reakcja? Odwróciła się ode mnie i wybrała stronę ojca... Obwinia mnie o to, co się stało, lub – co gorsze – nie wierzy. Nastawiła rodzinę przeciwko mnie – babcia mnie unika, zrobiła ze mnie wariatkę w jej oczach.

Nigdy jej tego nie wybaczę.
Dodaj anonimowe wyznanie