Moja samoocena jest na tak niskim poziomie, że kiedy tylko nadarza się okazja, pożyczam znajomym różne rzeczy. To daje mi (jako tako) gwarancję, że spotkam się z nimi jeszcze przynajmniej raz.
Wszyscy myślą, że jestem taki altruistyczny, a tak naprawdę pobudki mam czysto egoistyczne.
W tym roku Wielkanoc była wyjątkowa: wraz z moją żoną obchodziliśmy pierwsze święta w naszym nowym domu. Żona ozdobiła cały dom zajączkami i kurczaczkami. Na wszystkich roślinach zawisły pisanki-wydmuszki, w oknach pojawiły się kolorowe jajka i bazie, nawet pościel była w kury. Przygotowała też świąteczny koszyk, w którym… siedział nasz prezent świąteczny: królik. I poszła tak do kościoła, z tym gryzoniem w koszyku pod serwetką.
Boję się myśleć, co będzie na Gwiazdkę, nie jestem gotowy na renifera w garażu.
Jak mam owulację, to czuję, że wydziela mi się zapach z pochwy. Nie jest nieprzyjemny. Nazwałabym go specyficznym.
(Swoją drogą zastanawiam się, czy ktokolwiek też go czuje)
Haczyk tkwi w tym, że ten zapach mnie podnieca. Bardzo mocno.
Niewiele wtedy mi brakuje, żeby dojść. Zaciśnięcie ud i już.
Piszę to po matmie, na której parę razy tak właśnie zrobiłam (a w zasadzie utrzymywałam się cały czas w stanie podniecenia, od czasu do czasu mocniej zaciskając zęby). Potrafię bardzo ładnie maskować mój stan, a fakt, że obok siedzą chłopcy, dodatkowo podnieca. Ale i tak nie bardziej niż ten mój zapach.
Jestem nienormalna.
Mam pewien dość wstydliwy problem. Otóż w sytuacjach stresowych zaczynam się... drapać. Dzieje się tak przed każdym egzaminem, po każdej kłótni itp. Nie robię tego, by złagodzić uczucie swędzenia, gdyż tego w ogóle nie czuję. Rozdrapuję strupki, krostki na ciele, wyciskam pryszcze i zaskórniki. Czasem, gdy nic nie ma, po prostu trę skórę na twarzy, rękach, nogach i szyi.
Robię tak od kilku lat, przez co mam wiele blizn i strupów, które staram się zakrywać, co w lecie jest niełatwe. Niektórych zmian nie da się zakryć. Jest to silniejsze ode mnie i nie mogę przestać tego robić.
Jestem z moim chłopakiem już 5 lat, od roku jesteśmy zaręczeni. A ja odkryłam, że jego miłość mnie przytłacza. Widzę, że on mnie bardzo kocha i jest w stanie zrobić dla mnie bardzo wiele, może nawet wszystko. Robi wszystko, o co go poproszę, jest uczynny, troskliwy, pomocny. I nadopiekuńczy. A mnie to męczy. Na każdym kroku chce mnie obejmować, przytulać, przeprowadzać za rączkę przez przejście dla pieszych, zawozić z pracy i do pracy, bo przecież może mi się stać coś złego. No ideał. Na początku to było nawet urocze. Myślałam, że to taki etap zakochania i mu przejdzie. Ale nie, tak jest od pięciu lat, a ja już nie mam siły. Chciałabym, żeby dał mi wolną rękę, nie był nadopiekuńczy, miał własne zdanie, a nie ciągle mi przytakiwał.
Wielokrotnie próbowałam z nim rozmawiać o tym, że się duszę, mam dość jego nadopiekuńczości i potrzebuję więcej swobody. Nic to nie daje, bo on nie widzi problemu. Już nie mam siły i boję się, że dłużej tego nie wytrzymam i go zostawię. Kocham go i widzę, jak bardzo on mnie kocha i wiem, że to złamałoby mu serce. Ale już nie daję rady.
Przed chwilą byłam świadkiem zaskakującej sceny w domowej łazience.
Moja mama pokazywała mojej siostrze (lat 15), w jaki sposób używać... mydła w kostce. Młoda chyba pierwszy raz w życiu widziała kostkę mydła na żywo i nie miała pojęcia, co z nią zrobić. Myślała, że trzeba nią pocierać skórę w wybranym miejscu.
Po tej sytuacji wysnułam dwa wnioski:
1. Namydlanie to nie jest taka oczywista sprawa.
2. Moją siostrę chyba podmienili w szpitalu, bo to niemożliwe, że jesteśmy spokrewnione.
Amen.
Jestem ponad 30-letnim, pracującym mężczyzną, który jednak ciągle studiuje. Znajomi myślą, że robię to z potrzeby zdobywania wiedzy i udoskonalania się, jednak powód jest bardziej Januszowy – hobbystycznie wykorzystuję różnego rodzaju oprogramowanie pewnej firmy, która życzy sobie za nie sporą sumkę, ale dla uczących się przysługuje spora zniżka.
Ukończyłem już cztery różne kierunki i jestem w trakcie piątego, więc moja oszczędność wychodzi mi chyba na dobre. ;)
Mieszkam w domu jednorodzinnym. Kiedy byłam mała (około 5 lat) i chciało mi się sikać, patrzyłam, czy nie ma nikogo na piętrze, szłam do salonu pod stół i sikałam na dywan. Nie mam pojęcia, dlaczego tak robiłam... Mam tylko nadzieję, że mama tego nie czuła.
Dzisiaj miałam taką sytuację, że jechałam przez pasy na rondzie autobusowym (tam mogą tylko autobusy jeździć) oczywiście zatrzymałam i obróciłam się kilkanaście metrów przed, żeby zobaczyć, czy nie jedzie żaden AUTOBUS, a samochody ignorowałam, bo NIGDY przez całe 12 lat nie przejechał mi żaden samochód. No i w końcu jakiemuś facetowi wyjechałam prawie pod koła, bo dureń nie patrzył, gdzie jedzie i choć na dodatek jechał tam, gdzie nie mógł, to do mnie wrzasnął:
- Jak jedziesz kobieto, przejechać cię?!!!
No to ja mu odkrzykuję w emocjach:
- Ty uważaj, gdzie jedziesz!
A ten mi wyskakuje z auta i za mną leci z butelką... Na szczęście miałam rower przy sobie i odjechałam nim jak najszybciej.
Właśnie zostałem zwyzywany od miłośników dzieci, choć moja wybranka jest całkowicie pełnoletnia – ma 19 lat. Za to ja mam 42, więc usłyszałem, że przypominamy ojca z córką. I że to wręcz niesmaczne, aby stary łysiejący pryk dobierał się do dziecka. Mało tego, zostałem okrzyknięty niemalże zdrajcą, bo powinienem rozglądać się za Polkami, a nie za kimś z Ukrainy. „Wokół ciebie jest tyle sensownych kobiet” – usłyszałem dalej. Kobiet w bardziej odpowiednim wieku. Ot, chociażby taka Kasia. Spokojna, cicha 30-parolatka pasowałaby idealnie do spokojnego cichego 42-latka. Niestety moja rozmówczyni zapomniała dodać, że ten cichy i spokojny charakter to zrobił się Kasi dopiero niedawno, po przekroczeniu 30-stki, gdy już nie miała czego szukać wśród dyskotekowych chadów. Bo wcześniej, za młodu, to niezła była z niej imprezowiczka. Nawet nie spojrzała wówczas na cichego, spokojnego chłopaka, jakim byłem i jakim pozostałem nadal. Wtedy Kasia widziała tylko umięśnionych badbojów w BMW. A dziś nagle cud – Kasia mnie widzi! Odzyskała wzrok i przysyła swatkę, aby ta zasugerowała, że mam zielone światło w kwestii podrywu. Wspaniale. Tylko że teraz to ja mam zielone światło także u znacznie młodszej i ładniejszej Ukrainki, która nawet nie ukrywa, że chciałaby mieć polskiego męża i osiąść w Polsce na stałe.
Szanowne Panie, ja rozumiem, że nie zawsze życie Wam się potoczyło zgodnie z planami. Miała być wielka nieskończona miłość z chadem, a chad przeleciał w łóżku raz i drugi, i poleciał bzykać następną. Rozumiem, że niektóre z Was zostały na lodzie do dziś. Rozumiem, że chciałybyście dalsze lata życia spędzić u boku kogoś przewidywalnego, ustatkowanego, spokojnego. U kogoś takiego jak ja. Rozumiem to. Ale proszę, byście i wy mnie zrozumiały. Jeśli mam kobiecie towarzyszyć do końca życia, na stare lata, to chcę jej też towarzyszyć i w młodych latach, gdy jest ona w pełnym rozkwicie swej urody. Nadia ma to do zaoferowania. Jest młoda i zjawiskowo piękna. Będę się chciał jej oświadczyć i chyba zwariuję ze szczęścia, jeśli zostanie moją żoną. A co wy macie dla mnie? Nie młodość, bo tę oddałyście czadom. Dla mnie mają zostać resztki? Obwisłe cycki i tona makijażu na zmarszczkach? Chyba jakieś żarty. Szanowne panie, ja rozumiem wasz dramat, ale nie moja wina, że przespałyście swój czas. A raczej przeimprezowałyście. Zatem nie do mnie pretensje i bliżej nieokreślone roszczenia, że powinienem się zająć Polką, a nie Ukrainką. Darujcie sobie gadki i te ironiczne uśmieszki. To nic nie da. Zamierzam się żenić z Nadią. Nie z wami.
Dodaj anonimowe wyznanie