#djf6w

Moja samoocena jest na tak niskim poziomie, że kiedy tylko nadarza się okazja, pożyczam znajomym różne rzeczy. To daje mi (jako tako) gwarancję, że spotkam się z nimi jeszcze przynajmniej raz.

Wszyscy myślą, że jestem taki altruistyczny, a tak naprawdę pobudki mam czysto egoistyczne.

#eZaiK

W tym roku Wielkanoc była wyjątkowa: wraz z moją żoną obchodziliśmy pierwsze święta w naszym nowym domu. Żona ozdobiła cały dom zajączkami i kurczaczkami. Na wszystkich roślinach zawisły pisanki-wydmuszki, w oknach pojawiły się kolorowe jajka i bazie, nawet pościel była w kury. Przygotowała też świąteczny koszyk, w którym… siedział nasz prezent świąteczny: królik. I poszła tak do kościoła, z tym gryzoniem w koszyku pod serwetką.

Boję się myśleć, co będzie na Gwiazdkę, nie jestem gotowy na renifera w garażu.

#Tn4vR

Jak mam owulację, to czuję, że wydziela mi się zapach z pochwy. Nie jest nieprzyjemny. Nazwałabym go specyficznym.
(Swoją drogą zastanawiam się, czy ktokolwiek też go czuje)
Haczyk tkwi w tym, że ten zapach mnie podnieca. Bardzo mocno.
Niewiele wtedy mi brakuje, żeby dojść. Zaciśnięcie ud i już.

Piszę to po matmie, na której parę razy tak właśnie zrobiłam (a w zasadzie utrzymywałam się cały czas w stanie podniecenia, od czasu do czasu mocniej zaciskając zęby). Potrafię bardzo ładnie maskować mój stan, a fakt, że obok siedzą chłopcy, dodatkowo podnieca. Ale i tak nie bardziej niż ten mój zapach.
Jestem nienormalna.

#hZko6

Mam pewien dość wstydliwy problem. Otóż w sytuacjach stresowych zaczynam się... drapać. Dzieje się tak przed każdym egzaminem, po każdej kłótni itp. Nie robię tego, by złagodzić uczucie swędzenia, gdyż tego w ogóle nie czuję. Rozdrapuję strupki, krostki na ciele, wyciskam pryszcze i zaskórniki. Czasem, gdy nic nie ma, po prostu trę skórę na twarzy, rękach, nogach i szyi. 
Robię tak od kilku lat, przez co mam wiele blizn i strupów, które staram się zakrywać, co w lecie jest niełatwe. Niektórych zmian nie da się zakryć. Jest to silniejsze ode mnie i nie mogę przestać tego robić.

#1CVPv

Jestem z moim chłopakiem już 5 lat, od roku jesteśmy zaręczeni. A ja odkryłam, że jego miłość mnie przytłacza. Widzę, że on mnie bardzo kocha i jest w stanie zrobić dla mnie bardzo wiele, może nawet wszystko. Robi wszystko, o co go poproszę, jest uczynny, troskliwy, pomocny. I nadopiekuńczy. A mnie to męczy. Na każdym kroku chce mnie obejmować, przytulać, przeprowadzać za rączkę przez przejście dla pieszych, zawozić z pracy i do pracy, bo przecież może mi się stać coś złego. No ideał. Na początku to było nawet urocze. Myślałam, że to taki etap zakochania i mu przejdzie. Ale nie, tak jest od pięciu lat, a ja już nie mam siły. Chciałabym, żeby dał mi wolną rękę, nie był nadopiekuńczy, miał własne zdanie, a nie ciągle mi przytakiwał.

Wielokrotnie próbowałam z nim rozmawiać o tym, że się duszę, mam dość jego nadopiekuńczości i potrzebuję więcej swobody. Nic to nie daje, bo on nie widzi problemu. Już nie mam siły i boję się, że dłużej tego nie wytrzymam i go zostawię. Kocham go i widzę, jak bardzo on mnie kocha i wiem, że to złamałoby mu serce. Ale już nie daję rady.

#l6sZB

Przed chwilą byłam świadkiem zaskakującej sceny w domowej łazience.
Moja mama pokazywała mojej siostrze (lat 15), w jaki sposób używać... mydła w kostce. Młoda chyba pierwszy raz w życiu widziała kostkę mydła na żywo i nie miała pojęcia, co z nią zrobić. Myślała, że trzeba nią pocierać skórę w wybranym miejscu.

Po tej sytuacji wysnułam dwa wnioski:
1. Namydlanie to nie jest taka oczywista sprawa.
2. Moją siostrę chyba podmienili w szpitalu, bo to niemożliwe, że jesteśmy spokrewnione.
Amen.

#JvUaH

Jestem ponad 30-letnim, pracującym mężczyzną, który jednak ciągle studiuje. Znajomi myślą, że robię to z potrzeby zdobywania wiedzy i udoskonalania się, jednak powód jest bardziej Januszowy – hobbystycznie wykorzystuję różnego rodzaju oprogramowanie pewnej firmy, która życzy sobie za nie sporą sumkę, ale dla uczących się przysługuje spora zniżka.
Ukończyłem już cztery różne kierunki i jestem w trakcie piątego, więc moja oszczędność wychodzi mi chyba na dobre. ;)

#t1QNn

Dzisiaj miałam taką sytuację, że jechałam przez pasy na rondzie autobusowym (tam mogą tylko autobusy jeździć) oczywiście zatrzymałam i obróciłam się kilkanaście metrów przed, żeby zobaczyć, czy nie jedzie żaden AUTOBUS, a samochody ignorowałam, bo NIGDY przez całe 12 lat nie przejechał mi żaden samochód. No i w końcu jakiemuś facetowi wyjechałam prawie pod koła, bo dureń nie patrzył, gdzie jedzie i choć na dodatek jechał tam, gdzie nie mógł, to do mnie wrzasnął:
- Jak jedziesz kobieto, przejechać cię?!!!
No to ja mu odkrzykuję w emocjach:
- Ty uważaj, gdzie jedziesz!
A ten mi wyskakuje z auta i za mną leci z butelką... Na szczęście miałam rower przy sobie i odjechałam nim jak najszybciej.

#sdOwy

Właśnie zostałem zwyzywany od miłośników dzieci, choć moja wybranka jest całkowicie pełnoletnia – ma 19 lat. Za to ja mam 42, więc usłyszałem, że przypominamy ojca z córką. I że to wręcz niesmaczne, aby stary łysiejący pryk dobierał się do dziecka. Mało tego, zostałem okrzyknięty niemalże zdrajcą, bo powinienem rozglądać się za Polkami, a nie za kimś z Ukrainy. „Wokół ciebie jest tyle sensownych kobiet” – usłyszałem dalej. Kobiet w bardziej odpowiednim wieku. Ot, chociażby taka Kasia. Spokojna, cicha 30-parolatka pasowałaby idealnie do spokojnego cichego 42-latka. Niestety moja rozmówczyni zapomniała dodać, że ten cichy i spokojny charakter to zrobił się Kasi dopiero niedawno, po przekroczeniu 30-stki, gdy już nie miała czego szukać wśród dyskotekowych chadów. Bo wcześniej, za młodu, to niezła była z niej imprezowiczka. Nawet nie spojrzała wówczas na cichego, spokojnego chłopaka, jakim byłem i jakim pozostałem nadal. Wtedy Kasia widziała tylko umięśnionych badbojów w BMW. A dziś nagle cud – Kasia mnie widzi! Odzyskała wzrok i przysyła swatkę, aby ta zasugerowała, że mam zielone światło w kwestii podrywu. Wspaniale. Tylko że teraz to ja mam zielone światło także u znacznie młodszej i ładniejszej Ukrainki, która nawet nie ukrywa, że chciałaby mieć polskiego męża i osiąść w Polsce na stałe.

Szanowne Panie, ja rozumiem, że nie zawsze życie Wam się potoczyło zgodnie z planami. Miała być wielka nieskończona miłość z chadem, a chad przeleciał w łóżku raz i drugi, i poleciał bzykać następną. Rozumiem, że niektóre z Was zostały na lodzie do dziś. Rozumiem, że chciałybyście dalsze lata życia spędzić u boku kogoś przewidywalnego, ustatkowanego, spokojnego. U kogoś takiego jak ja. Rozumiem to. Ale proszę, byście i wy mnie zrozumiały. Jeśli mam kobiecie towarzyszyć do końca życia, na stare lata, to chcę jej też towarzyszyć i w młodych latach, gdy jest ona w pełnym rozkwicie swej urody. Nadia ma to do zaoferowania. Jest młoda i zjawiskowo piękna. Będę się chciał jej oświadczyć i chyba zwariuję ze szczęścia, jeśli zostanie moją żoną. A co wy macie dla mnie? Nie młodość, bo tę oddałyście czadom. Dla mnie mają zostać resztki? Obwisłe cycki i tona makijażu na zmarszczkach? Chyba jakieś żarty. Szanowne panie, ja rozumiem wasz dramat, ale nie moja wina, że przespałyście swój czas. A raczej przeimprezowałyście. Zatem nie do mnie pretensje i bliżej nieokreślone roszczenia, że powinienem się zająć Polką, a nie Ukrainką. Darujcie sobie gadki i te ironiczne uśmieszki. To nic nie da. Zamierzam się żenić z Nadią. Nie z wami.
Dodaj anonimowe wyznanie