#6em1h
Dobra dzień wycieczki, wszystko spoko, każdy śpiewa jakąś religijną piosenkę, chwalimy Boga pod niebiosa, gdy nagle kierowca zarządził przerwę aby załatwić potrzeby fizjologiczne, odpocząć, itp. Wyszedłem jako pierwszy z autobusu, udawszy się w kierunku WC aby oddać mocz, jednak taka przyjemność kosztowała 5 zł. Zrezygnowałem i poszedłem w kierunku lasu, tak jak wszystkie 3 autokary dzieci. Szliśmy w kolumnie, ja na czele, za mną reszta osób, na końcu moja babcia - opiekunka.
Idziemy idziemy, gdy nagle słyszę donośny głos babki "Andrzej! Chcesz chusteczkę, żeby sobie ptaszka wytrzeć?!". Struchlałem. Moja twarz wyglądała, jak rozpalony do czerwoności garnek. Dopiero po chwili dotarły do mnie odgłosy śmiechu całej wycieczki. Nie życzyłbym tego najgorszemu wrogowi.
W tym momencie śmieję się z tej sytuacji razem z babcią, jednak kiedyś była to dla mnie epicka trauma.
Znam ten ból. Moja mama w podstawówce też kilka razy pojechała z moją klasą na wycieczkę...
W tym roku mam maturę. A na studniówkę jako opiekun idzie... Mój tata ?
Epicka trauma z dzieciństwa ? kiedyś dzieciom opowiedz ?
Zależy bo może mu się coś z "ptaszkiem" stać xxd :)
Kiedy ja byłem w twoim wieku... :D
?
a chusteczkę w końcu wziąłeś?
A teraz już sobie nie wycierasz ptaszka?
Uwaga ty masz ptaszka ja kiedyś myskę na wycieczkę zabrałem :))
Super wyznanie :-)
hahahaha :D babcia chciała dobrze, a wyszło jak zwykle :D