Tydzień temu umarł jeden z moich psów. Sen z powiek (dosłownie) spędza mi myśl, czy tam gdzie teraz jest (tęczowy most, raj, psie niebo - każdy wierzy w coś innego) jest szczęśliwy. Czy za nami nie tęskni, czy mu dobrze, czy nie myśli, że go porzuciłam, skoro jest tam beze mnie. Mam 32 lata, a strach przed tym, że może być tam smutny powoduje u mnie potok łez.
Dodaj anonimowe wyznanie
Wiesz co... Jak byłam dzieckiem i umarł jeden z psiaków, to Dziadek mi powiedział jedną rzecz. Minęło przeszło 20 lat, a ja nadal to pamiętam, jakby to było wczoraj.
"Nieważne, czy umiera zwierzę, czy człowiek - ale żadne z nich nie chce patrzeć na Twoje łzy, ponieważ chcą odchodzić widząc Twoją uśmiechniętą, radosną twarz".
Mnie też tydzień temu zmarł psiak. Ostatnie 3 dni były koszmarem, nie można było mu pomóc w żaden sposób (uśpienie akurat nie wchodziło w grę), dlatego też rozumiem Twoje rozgoryczenie, smutek. To jest zbyt świeże, abyś przeszła z tym do porządku dziennego, ponieważ opiekowałaś się nim, dbałaś o niego, karmiłaś.
Trzymam kciuki.
Piękne słowa. Myślę, że warto wziąć je sobie do serca. Strata zwierzątka potrafi bardzo boleć, niestety wiem coś o tym. Nic jednak nie zmieni już tego tego losu. Daj sobie trochę czasu i nie wstydź się swoich uczuć. To naprawdę cudowne, że z Twoim pupilem łączyła Was taka więź.
wiek tu nie ma nic do rzeczy... trzymaj sie cieplo
Trochę śmieszy mnie hipokryzja, że często gdy ktoś wierzący pisze o śmierci kogoś bliskiego i swojej wierze w życie pozagrobowe to zawsze znajdą się osoby, które "sprawadzają ich na ziemię", że po śmierci nic nie ma, ale gdy chodzi o śmierć zwierzaka to wykazują większą empatię i nie komentują tego.
Mnie umarł psiak miesiąc temu. Byłam do niego najbardziej przywiązania. Niestety ktoś zakończył jego życie celowo :/ To było mega bolesne, kiedy wróciłam szczęśliwa ze szkoły i nagle dowiedziałam się, że mój psiak nie żyje.
lepiej żeby nie był na tęczowym moście bo ktoś go jeszcze spali
W Rzeszowie jest tęczowy most. Może tam go poszukaj. 😁🌈
Psy kochają całym swoim sercem i wiele osòb ma większe trudności z pogodzeniem się ze śmiercią swojego futrzaka niż wspòłmałżonka. Moj pies też jest za Tęczowym Mostem, więc napewno Twoj nie jest sam i się dogadają.😢
Możecie mnie zlinczować za brak empatii, ale moim zdaniem to nie jest normalne.
A wiara w niebo, raj, valhalle, pola elizejskie, czy inne miejsce gdzie mają trafiać ludzkie dusze po śmierci jest normalna?
Tak. (Jestem ateistką.)
Kuudere, po co to zaznaczenie, że jesteś ateistką?
Wydaje się to być istotnym faktem w temacie wiary w życie pozagrobowe ;)
Generalnie to nie jest reakcja zdrowej psychicznie osoby. Stabilny emocjonalnie dorosły człowiek nie powinien mieć takich "ataków". Aczkolwiek jeśli nie przeszkadza Ci to w życiu i w relacjach z innymi, to ok. Takimi zaburzeniami nikogo nie krzywdzisz.
Nie rozumiem skąd minusy. Dziewczyna sobie nie radzi psychicznie i to jest fakt. Potrzebuje czasu na to by poukładać sobie to w głowie, bo to nie jest zdrowe.
@gorzkakawa czyli uważasz, że to że jest jej smutno po stracie psa, którego miała zapewne wiele lat i był dla niej jak członek rodziny jest oznaką choroby psychicznej?
@gorzkakawa poza tym minął dopiero tydzień i pewnie ciężko jej jest się przyzwyczaić do nowej sytuacji
Nie choroby psychicznej tylko niestabilności emocjonalnej. To jest jednak różnica. Zbyt emocjonalna reakcja na stratę (śmierć kogoś bliskiego, rozstanie, utrata zwierzaka) nie jest zdrowa i często kończy się na wizycie u psychologa. Myślałam, że w XXI wieku to nie jest wstyd.
@gorzkakawa,oczywiście, że nie jest, ale każdy z nas ma inną potrzebę, aby dojść do siebie po stracie.
Czyli co? Uważasz, że należy od razu przejść do porządku dziennego? Pięć minut po śmierci np. Mamy, powiesz "Ach, dobra tam, mama mi umarła, mówi się trudno" - tak to dla mnie zabrzmiało - mam nadzieję, że błędnie interpretuję.
Raptem tydzień od śmierci psiaka minął. Myślę, że tak do miesiąca takiego przeżywania intensywnego, to każdy ma prawo, ponieważ każdy ma swój sposób akceptacji nowej rzeczywistości. A potem to stopniowo powinno "opadać". Natomiast jeśli coś się utrzymuje dłużej niż powiedzmy pół roku, to wtedy można się zacząć zastanawiać, czy faktycznie nie jest potrzebny tutaj psycholog.
Przynajmniej ja to tak widzę.
Nie wiem, może Ty jesteś na tyle odporna i nie rusza Cię to, że ktoś bliski Ci umiera, czy gdy umiera Ci zwierzę, ale weź pod uwagę, że dla wielu osób zwierzę to członek rodziny (i czasem mają tylko jego).
Wiesz ile ja bym oddała, aby wyprawić godny pogrzeb swojemu stworzeniu? Żeby miał grób, żeby były lata życia, jego imię, może nawet zdjęcie na nagrobku, żebym miała miejsce, gdzie mogę przyjść i sobie z nim pogadać, jak go już nie ma.
"utylizacja martwego zwierzęcia" - to brzmi, jakby stworzenie było śmieciem, nic nie wartym śmieciem. Wiesz jak mnie boli to określenie? Dbałam 10, 15 lat, nawet głupi rok o stworzenie, a jedyne co mogę mu zaoferować po jego śmierci to cholerna utylizacja?!
Dlaczego, jak człowiek decyduje się na spalanie, to określamy to "kremacją"? Może dla kogoś ten człowiek jest śmieciem i jemu należy się ta cholerna utylizacja właśnie?!
GoMiNam, traktujesz to chyba zbyt osobiście. Jasne, że strata kogoś bliskiego jest trudna i wymaga czasu. To co autorka tu opisuje to
-brak snu od tygodnia
-myślenie o psim niebie
-nagłe potoki łez, czyli prawdopodobnie ataki paniki.
To jest trochę za dużo. Moja wypowiedź nie miała na celu atak, tylko uświadomienie problemu. Należy zrozumieć, że zbyt emocjonalne traktowanie spraw (nawet tragicznych) nie jest normalne i niestety jest bardzo niezdrowe dla nas samych. To jest pewnego rodzaju zaburzenie, taka osoba powinna zdać sobie z tego sprawę. Może niekoniecznie musi bezzwłocznie udać się do psychologa (jeśli uważa, że da sobie radę z tym sama), ale warto mieć świadomość tego. Dla samej siebie.
Co do cmentarzy dla zwierząt - "pomnik" możesz sobie postawić w ogródku. Wiem, że to pewnie też uznasz za okrutne, ale takie miejsca nie mogą istnieć na masową skalę ze względów praktycznych. Przy ilości zwierząt domowych jakie mamy takie cmentarze zajmowałyby niebotyczne powierzchnie, a na to zwyczajnie nie ma miejsca. I za to też możesz się złościć, ale zwierzę to wciąż nie człowiek. Ma prawo być Ci bliski jak człowiek, ale nie masz prawa wymagać od wszystkich dookoła, że będą tak go traktować.
@gorzkakawa Każdy ma inną wrażliwość (uzależnioną głównie od temperamentu) i reakcje na tragedie. O zaburzeniu emocjonalności można myśleć jeśli objawy utrzymują się ponad dwa tygodnie, czy miesiąc. Poza tym szloch niekoniecznie jest objawem ataku paniki.
Co do zwierzęcych cmentarzy - masz rację (wystarczy obliczyć sobie ile zwierząt z dość krótkim życiem umiera w ciągu miesiaca) - miejsca brak. W USA takie miejsca się znajdują, no ale to większy kraj :)
Generalnie dyskutować na ten temat nie mam zamiaru, bo uważam, że płacz i problemy ze snem są chyba najbardziej normalną reakcją na śmierć kogoś bliskiego (już prędzej brak takiej reakcji byłby dla mnie dziwny/niepokojący), ale zaciekawiła mnie ta "utylizacja". O co chodzi? Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości mnie to nie czeka, ale uważam, że jedyną sensowną opcją jest indywidualna kremacja, więc tak szczerze mówiąc, to nawet się nie orientowałam, jakie są inne opcje.
Ankaa: najbardziej popularną metodą pozbywania się zwłok zwierząt jest utylizacja - oddajesz martwego psiaka do weterynarza, on przekazuje go do utylizatorni (nie wiem jaki jest dokładny proces), gdzie zwłoki są, nie wiem, spalane może? W każdym razie chodzi o bezduszność całego procesu - jak ze śmieciem. Ludzie mają pogrzeby, obrzędy, płacze, modlitwy, nagrobki i wszystko inne, a zwierzęta, które bywają dla niektórych ważniejsze niż wszyscy ludzie na ziemi, bezduszną utylizację.
To znaczy najbardziej popularną legalną metodą, bo najbardziej popularne jest zapewne zakopanie w ogródku, czy w lesie :P
Utylizacja to zwykła kremacja, tylko tamto słowo jest zarezerwowane tylko dla ludzi. Głównie dlatego, że u ludzi jest to w pewnym sensie element procesu pogrzebowego, którego nie ma u zwierząt.
Zwierzęta mogą być ważne dla danej osoby. Ktoś może woleć mieć w domu ZOO zamiast ludzkiej rodziny i to jest ok, ale to jest jego problem. Zwierzaki domowe rozmnażamy i hodujemy z pobudek czysto egoistycznych - by mieć pupila do zabawy, bądź stworzonko do zaopiekowania się. I to jest fakt. Ze zwierzęciem nie stworzysz żadnego związku emocjonalnego i żadnej relacji (jak z drugim człowiekiem). Nawet jeśli jest sporo osób, które wolą swoje pieski od innych ludzi, to nie mają prawa wymagać, że inni się do nich dostosują.
Borze tucholski.... Psy nie idą do żadnego nieba, niezależnie czy w nie wierzymy czy nie... Twój zdechły pies nie tęskni, nie płacze za tobą i nie robi absolutnie nic. Taka kolej rzeczy. Wszystko umiera i tyle, po co dowalać do tego jakieś głupie wyobrażenia. Śmierć kurczaka, psa czy człowieka jest tak samo przeciętna. Nic na to nie poradzisz.
Może śmierć randomowego kurczaka, psa czy człowieka jest przeciętna. Ale na pewno nie jest przeciętna śmierć psa, który przez kilkanaście lat towarzyszył w każdym momencie życia, budził rano lizaniem po twarzy, pocieszał gdy płakałeś, cieszył się jak żaden inny domownik, gdy wracałeś do domu, przynosił swoją ulubioną piłeczkę, która była już dość stara i pogryziona, ale nadal ulubiona, znaliście się jak nikt i rozumieliście bez słów. Śmierci takiego Przyjaciela nie można traktować przypadkowo.
Powiedz mi, że nie miałeś/masz/będziesz miał zwierzaka. Zwierzę z którym żyjesz to nie jest tylko stworzenie, to przyjaciel. Jeśli uważasz inaczej... Nie zasługujesz by kiedykolwiek posiadać kogoś, kto będzie przy twoim boku niezależnie od sytuacji.
Miałem sporo zwierząt, cztery psy mi zdechły, trzy mam nadal, trzy koty mi zdechły, dwa mam. Miałem też węża zbożowego, ptaszniki, modliszki, świerszcze, gekony, skorpiona i mrówki. Większość z nich zdechło, one zazwyczaj nie żyją długo. Na pewno jest trochę smutne jak zdycha ulubione zwierzątko, ale bez przesady. Widziałem w życiu śmierć ludzi i też mnie to nie przeraża. Tak po prostu jest. I nie ma to wpływu na relację ze zwierzakami. Fajna jest zabawa z psem, ale to tylko chwilowe. Nie można całe życie na tym spędzić. Tak już jest.
DarkPsychopathII
Węże, gekony czy skorpiony żyją 15-25 lat jeśli się o nie dba. To dla ciebie nie długo czy po prostu je zaniedbywałeś?
DarkPsychopathII, Twoje podejście do zwierząt mnie zabolało. Tak jakbyś mi przypie... cegłą po ryju.
Nie życzę Ci, aby ktokolwiek powiedział o Tobie, że zdechłeś. Nie życzę. Nie życzę Ci, aby ktokolwiek (po)traktował w ten sposób, w jaki Ty traktujesz zwierzęta, które posiadasz.
Traktujesz te zwierzaki przedmiotowo - oby nikt Cię nigdy tak nie potraktował. Nie życzę Ci tego.
Współczuję zwierzakom
Ludzie... Serio... Naprawdę na tym portalu nadal jest ktoś, kto wierzy w to, co pisze ten człowiek? :)
Chill. Luz. Przefiltrujcie to, co on wypisuje przez gruuuuuby filtr.
Suneku wąż zbożowy żyje i ma się dobrze, ma teraz 8 lat chyba i jest u mojej najstarszej siostry, skorpion nadal żyje mam go i ma teraz 6 lat. Ptaszniki, które miałem zazwyczaj żyły max. 3-4 lata, bo samce żyją krótko, samice mogą dożyć nawet 3-4 razy dłużej. Z moich kilkunastu ptaszników, które kiedykolwiek miałem mam teraz tylko 3 dorosłe osobniki i mają się dobrze. Modliszki żyją króciutko, a to, że samice zjadają partnerów im średniej nie wydłuża..
Obecnie nie mam zbytnio już modliszek. Świerszczy miałem dość, bo cały czas hałasują, pozatym je hodowałem tylko na karmówkę. Mrówki mi się znudziły więc zwróciłem im wolność i aktualnie żyją sobie od jakiś 2 lat w ogródku i nic im nie jest.