#YVT42

Każdego wieczoru, kiedy idę spać, muszę iść do toalety zrobić siku, nieważne, czy przed chwilą byłam, czy nie, trzeba i już. Tak więc jeśli nie mam za bardzo czym, to smyram się palcami po odcinku lędźwiowym kręgosłupa, bardzo delikatnie. Taki mój mały sekret jak sikać, gdy ci się nie chce :) Sprawdza się również, gdy muszę się pospieszyć.

#lpevR

Przez wiele lat przyjaźniłam się z jedną dziewczyną. Byłyśmy nierozłączne, dużo rozmawiałyśmy, wiedziałyśmy o sobie wszystko. Była w gorszej ode mnie sytuacji, więc co jakiś czas pożyczała ode mnie pieniądze. Zawsze jej dawałam, mimo że czasem sama nie miałam i pożyczałam od rodziców. Oczywiście oddawała. Lata mijały, ona znalazła sobie faceta. Często na niego narzekała. Starałam się jej pomagać, wspierać. Nie raz żaliła mi się, że nie daje już z nim rady, że jest straszny, że się go boi. W końcu zauważyłam, że pożycza pieniądze ode mnie, ale na papierosy, nowe sprzęty, jedzenie na mieście jakoś ma. Postanowiłam jej się postawić i kolejnym razem nie pożyczyć pieniędzy. Nagle nasza wieloletnia przyjaźń się ochłodziła. Zaczęła mi się chwalić, że jej facet jest cudowny i nie rozumie, dlaczego ja jestem tym zdziwiona. Relacjonowała mi, jakie to ma spełnione życie, fajną pracę. Narracja zmieniła się o 180 stopni. Obecnie mamy mało kontaktu. Czasem się odzywam, ale rozmowa nie jest podtrzymywana. 
Wychodzi na to, że byłam tylko bankomatem, a te wszystkie historie o złym życiu, problemach, wydzwanianie w płaczu były tylko po to, aby wzbudzić we mnie współczucie i otworzyć portfel. Jestem w szoku, że tyle lat żyłam w iluzji.

#mShY1

Nienawidzę swojej rodziny.

Mam 36 lat i straciłam 12 ciąż. Większość z nich ok. 20 tyg. Wiele wizyt, różni ginekolodzy w całym kraju... Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje, bo badania są w normie. Prowadzę zdrowy tryb życia, nie palę i nie piję, uprawiam sport, a i tak od wielu lat, mimo starań z partnerem, nie jestem w stanie donosić ciąży.
Moja rodzina wie o każdym przypadku z osobna, bo za każdym razem to oni byli pierwszymi osobami, którym mówiłam, że „może tym razem się uda”, a zarazem byli też pierwszymi, którzy słyszeli, że jednak znów nie moja kolej.
Dla mnie każda z tych ciąż to ogromna strata, duże przeżycie, trauma. Mimo to na każdym spotkaniu rodzinnym jestem wypytywana: „kiedy dziecko?”, „zegar tyka”, „no my to się chyba nie doczekamy”, „staracie się?”, „no tę byś mogła donosić”... itd.

Moja rodzina nie rozumie, jak ciężko być w takiej sytuacji, bo sami mają ośmioro dzieci, mimo skrajnej biedy, nałogów i nadwagi.

Zanim kogoś zapytacie o dzieci lub w ogóle zaczniecie ten temat – zastanówcie się, czy ta osoba nie przechodzi podobnej tragedii, tyle że w ciszy.

#wik3L

Mam pewien problem. Od jakiegoś czasu spotykam się z kobietą, ale znamy się już dobre kilka lat. Oboje dobiegamy czterdziestki. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy zatem i po zmianie relacji na romantyczną wszystko szło nieźle... do momentu wspólnego zamieszkania – wiadomo, trzeba się dotrzeć. Tyle że w tym docieraniu nie ma miejsca na kompromisy – ma być tak, jak ona chce, i już. Próby rozmowy i jakiegoś rozsądnego ustalenia wspólnego gruntu kończą się na kłótni albo zbywaniu prób tłumaczenia mojej perspektywy. Dodatkowo ostatnio zasugerowała mi, że mam się dostosować albo spadać na drzewo. Mieszkamy u niej (ze względów praktycznych miało to większy sens), a moje mieszkanie miało pójść na wynajem – myślę, że też dlatego ona czuje się uprawniona do dyktowania warunków. Wisienką na torcie jest to, że po każdej sesji z terapeutką wraca z coraz głupszymi pomysłami. 
Ja rozumiem, że ważne jest, aby dbać o siebie i sam pomysł terapii popieram, ale bez choćby odrobiny elastyczności nie da się zbudować związku. Nie można wszystkiego oprzeć na „ja, ja, ja”. Obawiam się, że to może być pseudoterapeutka, która zamiast naprawdę pomóc, ładuje jej do głowy jakieś bzdury z TikToka, ale wolę nawet nie poruszać z nią tego tematu. Może jakoś dziwnie o tym myślę, ale zawsze wydawało mi się, że czasem zrobimy coś, jak ona chce, czasem po mojemu, a czasem znajdziemy jeszcze inny sposób. Tracę siły... Na szczęście nie dałem jeszcze ogłoszenia o wynajmie i chyba na razie się wstrzymam.

#xWUDT

Zawsze miałam bujną wyobraźnię, nad którą jednak nie potrafię do końca panować. Od jakiegoś czasu przechodzę również cięższy okres w życiu. Jak to się łączy? Kiedy jest mi bardzo smutno, wyobrażam sobie szczególnie tragiczne sytuacje z udziałem ludzi, których znam i którzy są mi bliscy. Najczęściej jest to mój chłopak, mój anioł i niewinny misiaczek, jedyna osoba, co do której jestem pewna, że mnie kocha... W mojej wyobraźni czasem pali mu się dom, bliscy są mordowani na jego oczach (znam, bardzo mili ludzie, muchy by nie skrzywdzili). On sam jest torturowany, poniżany na rozmaite sposoby, zmuszany do robienia rzeczy, których by nigdy nie zrobił w rzeczywistości. Czasami w tym wszystkim uczestniczę, a czasami wręcz za tym stoję.
To samo potrafię „zrobić” moim najbliższym przyjaciołom, za których na co dzień skoczyłabym w ogień, członkom rodziny, którym dużo zawdzięczam. Potrafię postawić ich przeciwko sobie i „organizować” Igrzyska Śmierci, tylko trochę brutalniejsze, czasem wzbogacone o twarze ludzi mijanych na ulicy. Takie starsze panie z autobusu lub matki z dziećmi, na przykład. Ich koszmar potrafi wizualizować się w mojej głowie parę godzin. Czasem wracam do poszczególnych historii albo, o ironio, spisuję je na komputerze i... wysyłam chłopakowi, który gustuje w takich klimatach (oczywiście ze zmienionymi bohaterami dramatu i uniwersum, najczęściej to coś jak „Metro”)... Nie wie, kto jest moją inspiracją.

Po co to robię? Niesamowicie mnie to wycisza. Gdy wracam do rzeczywistości i uświadamiam sobie, że żadne z tych okropieństw nie miało miejsca, czuję się lepiej, jakbym to ja powstrzymała te wydarzenia siłą umysłu. Później jednak dopadają mnie przeogromne wyrzuty sumienia, wręcz czuję się jak śmierć. Chciałabym pójść z tym do psychiatry, ale nie wiem, czy zrozumie... Dlatego mam pytanie, drodzy Anonimowi: czy ktoś też tak ma?

#moGdE

Moja dziewczyna, a obecnie już żona, swego czasu miała prawdziwą obsesję robienia zakupów na jednym z popularnych serwisów oferujących wszelkiej maści produkty z Chin. Zazwyczaj były to rzeczy albo parszywej jakości, albo podróbki towarów znanych marek. Kiedy miałem urodziny, miłość mojego życia, wiedząc, że jestem starym metalowcem lubiącym klasyczne kapele związane z tym gatunkiem muzyki, podarowała mi zakupioną na AliExpresie koszulkę zespołu AB/CD. Nie chcąc sprawić przykrości mojej ukochanej, przez parę miesięcy paradowałem w tym cholerstwie, skazując się tym samym na ataki śmiechu ze strony moich kolegów.

To się, psia mać, nazywa poświęcenie w imię miłości!

#bPoKZ

Mam 6,5-letniego synka. Biologiczny ojciec nigdy się nim nie interesował. Olewał temat. Przez lata chodziłam po sądach, aby załatwić wszystko prawnie (zabranie mu praw rodzicielskich etc.). Moi rodzice cały czas wpierniczali mi się w życie, ale nie miałam siły walczyć w pojedynkę. Jeszcze niedawno nie wierzyłam, że będę kiedyś naprawdę szczęśliwa, jednak od 3 miesięcy mam cudownego chłopaka (znamy się 17 lat), w którym mam ogromne wsparcie. 

Moi rodzice tydzień temu za moimi plecami bez wiedzy, a tym bardziej zgody, zorganizowali sobie spotkanie mojego synka z biologicznym ojcem, ukrywając przede mną ten fakt (wiem, że inicjatywa wymuszona była z ich strony, gdyż ten człowiek ma gdzieś młodego). Gdy synek mi o tym powiedział, próbowali się wypierać. Poczułam się, jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Przegięli do tego stopnia, że mój syn jako wnuk nie chce mieć z nimi kontaktu. 

Od tygodnia nie mieszkam w rodzinnym domu, tylko u chłopaka. Mój synek nawet nie wspomina o dziadkach (wyjątek, gdy powiedział, że mam go odebrać szybciej z przedszkola, bo nie chce, aby babcia albo dziadek go odebrali). W końcu zaczynamy być szczęśliwi. Mam wielkie wsparcie w moim chłopaku, jak i jego rodzicach. Są dla mnie jak drudzy (lepsi) rodzice, synka traktują jak wnuka. Chłopak zaś z moim synkiem mają kontakt jak tata z synem. Wiem, że to ten jedyny. 
Odcięłam się od toksycznych rodziców. Nie mam z nimi kontaktu. Zaczynam żyć i w końcu w pełni cieszyć się macierzyństwem. Wiem, że już nigdy nie wrócę do rodzinnego domu. Mam tylko małą nadzieję, że moi rodzice zrozumieją swój błąd, że skrzywdzili mnie i swojego wnuka, który nie był gotowy na takie spotkanie z obcym dla niego człowiekiem. I że w końcu przestanie ich unosić duma i chociaż przyznają się do błędu, przeproszą.

#MQUU5

Na tablicy mojego 16-letniego syna zobaczyłam wpis o treści „zgadnijcie, kto jest najładniejszą mamą na świecie”. Odpisałam od razu w komentarzu „Ja!” i nasłałam mu tam naklejek i buziaków. Odpisał „A nie, bo Marta”.
Marta to jego dziewczyna... Tak że ten... Mówcie mi „babciu”.
Dodaj anonimowe wyznanie