#DTtWF
Dlatego, że chcę wypuszczać na ulice kierowców, a nie pipy. Mam jednocześnie wrażenie, że większość moich kolegów robi dokładnie odwrotnie.
Oprócz bycia egzaminatorem, jestem też, naturalnie, kierowcą i poruszam się po ulicach prywatnie. Nic nie denerwuje mnie bardziej niż ludzie, którzy nie potrafią skręcić bez całkowitego zatrzymania się (i zatamowania na moment całego ruchu) i później powolnego toczenia w kierunku skrętu. Może tylko ci, którzy wyjeżdżają z podporządkowanej, niby wcale nie wymuszając, bo zbliżające się auta na głównej jeszcze daleko… Wydawałoby się. Bo po takim wyjechaniu rzeczone auto rozpędza się na tyle wolno, że auto na głównej musi iść po heblach… Czyli w sumie wymuszenie jednak było. I co? Bezpiecznie, bo wolno? A, są jeszcze ci, którzy jadą lewym pasem daleko poniżej dopuszczalnej i są wyprzedzani przez co mniej cierpliwych prawym (znów zagrożenie).
Jeśli ktoś wywija mi takie cyrki w samochodzie na egzaminie albo jeździ po mieście nie prędzej niż 30 na godzinę, bo przecież bezpieczniej, znajdę zawsze coś (to wcale nie jest takie trudne, dużo jest różnych kruczków), aby go upieprzyć.
Uważam, że to oni nie powinni dostawać prawka, nie ci, którzy przypadkowo przejadą podwójną ciągłą czy coś w ten deseń. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że instruktorzy nie uczą młodych jeździć, a jedynie zdać egzamin - więc choćby tego, by każdy manewr wykonywać z ostrożnością. Ostrożność - oczywiście. Nikt nie pochwala wchodzenia w zakręt z pełną prędkością. Ale na litość ludzką, da się skręcić bez tamowania całego ruchu na ruchliwej ulicy.
Szkoda, że moi koledzy mają dokładnie odwrotne odczucia i hołdują temu rzekomemu bezpieczeństwu. Tylko kursanci - nie wiecie nigdy, na jakiego egzaminatora traficie. Więc może próbujcie uczyć się po prostu jeździć, a nie zdać egzamin? I płynnie (powtórzę raz jeszcze: nie mówię, że ma być szybko i brawurowo!), i bez błędów.
Sorry, musiałem się wygadać.
Z drugiej strony egzamin to ogromny stres. Jak dla mnie matura czy wszystkie inne egzaminy były pierdołą w porównaniu do zdawania prawka. I o ile instruktor się dziwił że nie mogę zdać bo jeździłam dobrze to na egzaminach robiłam durne błędy z stresu. Teraz jeżdżę dobrze bez sprawiania problemów na drodze (czyli daleko mi od przysłowiowej baby za kierownicą) i lubię prowadzić samochód tylko dlatego że ostatni egzaminator trochę przymknął na mnie oko.
Oczywiście nie pochwalam puszczania na ulicę głąbów którzy na autostradzie jadą 50 lub tych którzy parkować nie potrafią ale myślę że warto mieć na uwadze co stres może zrobić z człowiekiem.
W 30h to sie możesz nauczyć jak się pasy zapina A nie dynamiki jazdy...
A mi instruktor non stop kazał zwalniać przy każdej okazji. I teraz to ma być moja wina, że nie zdam, bo egzaminator i instruktor mają inne zdanie na jakiś temat. Cały ten kurs, jest w ogóle jakąś pomyłką do wyciągania kasy a nie nauki jazdy(i nie piszę tak, bo nie zdałam czy coś).
Mhm, czyli oblewasz ludzi, którzy potrafią jeździć, nie stwarzają zagrożenia na drodze, a potrzebują po prostu doświadczenia by nabrać pewności siebie? Jesteś świadom tego, że nie pozwalając im zdać zabierasz im tę możliwość?
Nigdy nie wpadłeś na to że takie zachowanie może być spowodowane stresem, brakiem pewności ? Przecież ci ludzie mają za sobą średnio 30 może max 50 godzin praktyki (jak ktoś dokupi) a nie 10 lat za kierownicą. Na chłopski rozum wydaje mi się że wszystko wymaga praktyki i ćwiczeń, jedni potrzebują więcej inni mniej czasu także trochę więcej wyrozumiałości i cierpliwości życzę ;)
Plus sytuacja egzaminu to dodatkowy stres, więc o głupie błędy i zwiększoną ostrożność nie trudno, co zresztą jest myśle dosyć zrozumiałe.
A to Ty jestes tym malym wrednym hujkiem, ktory trabi, gdy ktos nie w tej sekundzie wpakuje sie na skrzyzowanie/skreci i przez to straci kilka sekund zycia.
Ostatnio mnie jeden wyprzedzil na pasach, bo wg niego przepuscilam pieszego i przy ruszaniu zgasl mi samochod. Tez chcial zachowac plynnosc. A ja przepuscilam pieszego, zaczelam ruszac i kolejny wbiegl mi na pasy. No i do potracenia doszlo.
No niestety, ale nie bede ryzykowac wlasnym i innych zdrowiem i zyciem i wole sie zatrzymac i miec pewnosc, ze moge bezpiecznie wykonac manewr.
A pozniej tlumaczenie "nie widzialem go, doslownie wyrosl jak spod ziemi".
Owszem, trabie! 👹
Nie zgodzę się z Tobą autorze.
Mimo, że zdałam za pierwszym razem, bardzo bałam się jeździć. Nie przejechałam 30 godzin, wzięłam kilka dodatkowych, by poczuć się pewniej. I powiem tak, fizycznie mnie nie stać na więcej godzin jazd, mieszkam pod miastem, więc korzystanie z samochodu jest mi bardzo na rękę. A podchodzenie do egzaminów niestety trochę kosztuje. Załóżmy, że większość osób która teraz podchodzi do zdawania na prawko, jest w młodym wieku, w wieku w którym najlepiej jest się nauczyć przepisów i poruszania się po ulicy autem. Później jest jednak troszke trudniej, chociażby ze względu na czas, bo nie oszukujmy się, w dużo czasu zajmuje praca, dom, obowiązki. A zadawanie nie jest tanie, szczególnie dla młodych osób, które dopiero uzyskują np wyższe wykształcenie i ciężej jest im zarobić kasę (niższe wykształcenie = mniej kasy i więcej zapierdalania, a tego chyba nie każdy chce). Także gdyby zadawanie było tańsze i kurs jazdy byłby tańszy, to moglibyście sobie oblewac kursantów aż do skutku, dopóki nie będą jeździć poprawnie. Ale z drugiej strony, praktyki w jeżdżeniu nabywa się latami, JEŻDŻĄC. A jak mają ludzie nabywać tej praktyki, jak większość egzaminatorów oblewa ich o małą drobnostkę? Ja mam więcej wprawy i lepiej się czuje za kółkiem i nie popełniam dużo błędów właśnie dzięki temu, że praktykuję jeżdżenie.
I żeby nie było, nie chce nikogo urazić, to tylko moje zdanie 😉
Mnie uczyli, że liczy się przede wszystkim dynamika jazdy. Jeśli jeździ się sprawnie i nie blokuje ruchu na drodze, to już klucz do sukcesu. Denerwuje mnie natomiast plac. Masa ludzi oblewa egzamin, nie wyjeżdżając nawet z niego. Lekko dotkniesz pacholek i już nie zdane. Nie wiem czy w jakimkolwiek innym kraju też jest taka głupota. Moim zdaniem, lepiej byłoby gdyby na kursie było więcej niż 30h do wyjezdzenia, przez co kurs byłby droższy. Lepsze wydanie pieniędzy w taki sposób, niż na oblane egzaminy. Sama zdałam za pierwszym razem. Był to taki duży stres, że gdybym nie zdała, to nie wiem czy próbowałabym znowu. Znam osoby, które zdawały wiele razy, a wcale nie jeździły źle. Stres robi swoje, a i egzaminatorzy za małe błędy oblewali.
Uważam, że plac jest do dupy... Łuk oblałam 2x, gdyż na placu umiałam cofać bez obracania się, a na egzaminie pachołki były węziej rozstawione i same prosiły się o najechanie. Łuk na jazdach a ten na egzaminie miał inne odległości między pachołkami. Zastanawiałam się, czy to celowe działanie czy ludzie nie przywiązywali wagi do odległości między nimi.
Łuk ma cię nauczyć poruszania się po parkingu gdzie "słupki" to inne samochody lub piesi czyli nie możesz robić tego na pamięć
"Lekko dotkniesz pacholek" - na drodze to nie bedzie pacholek, to bedzie inny samochod, przechodzien, pies. Uwazasz, ze jak lekko dotkniesz to wszystko spoko? Osobiscie uwazam, ze osoba, ktora nie potrafi przejsc testu na placu zdecydowanie nie moze wyjechac do miasta. Skoro nie umiesz ominac slupkow, ktore stoja w jednym miejscu jak byk to jak chcesz jezdzic po miescie, gdzie dookola zmienia sie wszystko co ulamek sekundy.
No słuchaj, ja jechałam 40 km/h ponieważ ze stresu bałam się przekroczyć prędkość. Matura przy tym to było nic.
Autor mówi o jeździe poniżej 30, nie 40, gdzie w terenie zabudowanym dopiszczalna jest 50.
Mnie jeżdżenia autem uczyło dwóch instruktorów. Jeden nakazywał w terenie zabudowanym jechać 30 czy 40 (nie pamiętam dokładnie), a drugi 50, czyli ile jest dopuszczalna prędkość w mieście.
Więc to może też zależy jak ktoś jest uczony przez instruktora i mimo, że to raptem 30 godzin to przez parę dni ten nawyk żeby jechać tyle może się zostać.
To już wiem, dlaczego niektóre L-ki jeżdżą po 30h...
Masz beznadziejne podejście do swojej pracy. Każdy wie, że dynamika jazdy przychodzi wraz z wprawą. Daj ludziom początkującym rozwinąć skrzydła. Często Ci zbyt pewni po otrzymaniu prawa jazdy powodują wypadki. Powolny kierowca jest irytujący, ale zazwyczaj też mniej niebezpieczny.