#Fktb2

Ostatnio pojawiło się wyznanie chłopaka, który to się aż popłakał gdy przytuliła go koleżanka. To spowodowało, że chciałbym się podzielić swoim trochę podobnym przypadkiem.

Sytuacja wygląda tak, że już od najmłodszych lat marzyłem aby zostać zawodowo kierowcą ciężarowym, zwłaszcza że z motoryzacją miałem styczność od zawsze i w rodzinie oraz wśród bliskich znajomych było kilku kierowców, tak że w wieku 21 lat miałem pełen zestaw uprawnień i byłem gotów ruszać. Dzikie życie na parkingach zwłaszcza z transporcie międzynarodowym nie było mi ani obce ani straszne, bo już wcześniej zabierałem się z innymi.

Minusem wszystkiego było to, że 90% czasu spędzałem sam na sam, a że chęć wysokich zarobków (ponad 5000 zł dla 21 latka gdzie w okolicy ludzie z trudem zarabiali 2000 zł netto) tylko mnie nakręcało, więc chętnie brałem trasy gdzie wybywałem na 3-4 tygodnie daleko w Europę. W międzyczasie zaczęła mi trochę doskwierać samotność, bo stojąc weekend na parkingu, miałem do wyboru oglądanie filmów albo telefon do rodziców.

Poza w/w minusami wszystko inne było w porządku i do dziś się nie zniechęciłem do tej pracy. Po roku takiego życia trafiła się okazja by wyjechać za granicę (wyższe zarobki, inny świat, nowe miejsce zamieszkania). Długo się nie zastanawiałem, bo już miesiąc później mieszkałem w innym kraju. By móc robić dalej to samo, byłem zmuszony wymienić dokumenty, co też zajęło miesiąc, więc by nie siedzieć bezczynnie w domu, przyjąłem się do lokalnej fabryki, jako pracownik przy linii na śmieciowej umowie za najniższą.

Z miesiąca zrobił się rok, później zmieniłem zakład na inny, w kolejnym porobiłem kilka miesięcy, bo zaczęto robić czystki wśród pracowników, itd. Przez kolejne 2 lata chwytałem się innych podobnych prac, a nawet siedziałem miesiąc w domu. Każdy kto wiedział kim jestem z zawodu, mocno się dziwił dlaczego robię tutaj, a nie robię tego co powinienem. Niektórzy nawet wyzywali mnie od głupich, bo przecież tutaj nędzne stawki, a tam zarobki 3x wyższe i nikt nad głową nie stoi. Dziesiątki razy prowadziłem tego typu dyskusje. Głupio było mi się przyznać, ale taką podjąłem decyzję ponieważ mocno mi brakowało kontaktu z ludźmi, choć wiedziałem że jak komuś o tym powiem, to mnie wyśmieją. Co też raz się zdarzyło gdy postanowiłem zwierzyć się jednej osobie, której do tej pory ufałem. :(

W międzyczasie poznałem pewną dziewczynę, z którą się spotykałem i tak jak wcześniej wspomniany chłopak, też się mocno wzruszałem gdy dochodziło do większych zbliżeń. Niestety nam nie wyszło, bo mnie z czasem olała i poszła do innego, co też mocno przeżyłem. Jednak po dziś dzień nadal nie wróciłem do zawodu, a szukając pracy, kieruję się w pierwszej kolejności ilością osób, a dopiero warunkami i zarobkami.

Przyznam, że nie spodziewałem się iż samotność tak wpływa na człowieka.
nabogato Odpowiedz

A nie mogłeś jeździć w podwójnej obsadzie? Tylko pytam.

Anonimowajaj

Albo jeździć gdzieś na zmiany, mój chłopak do domu przynosi 4k i jeździ na zmiany z kolegą autem, jeden tydzień na popołudnie, drugi na rano. Koło 12 jeden zjeżdża z trasy a następny wyjeżdża. Codziennie jest w domu i nie ma problemu.

FoxyLadie Odpowiedz

Oj wpływa. Dwa razy w życiu coś takiego mnie naszło. Nie wiem, jak to nazwać, ale aż wybrałam się do lekarza z tego powodu. Uczucie takiego bólu psychicznego, że nie mogłam się ruszyć, bo zaczynał się masakryczny płacz. 'Najlepsze' było jak siedząc na sofie bałam się zmienić pozycję, bo od każdego najmniejszego ruchu pojawiały się łzy w oczach i zanoszenie płaczem, mimo, że fizycznie nic mnie nie bolało. Nic nie jadłam, bo gdy tylko wstawałam z łóżka - od razu wszechobecny ból. Do wizyt w ubikacji też się musiałam przygotowywać. Jedyne, co było znośne, to czytanie książek na telefonie, bo tu wystarczył lekki ruch placem ;-) Do tego bezsenność. Ach, te czasy! Ale nie ma tego złego. Jak już trochę mi się polepszyło, zaczęłam bardzo intensywnie wychodzić do ludzi. Mimo, że strasznie mnie przed tym odrzucało i bałam się zwykłego odrzucenia, chodziłam na różne imprezy i spotkania z grupami obcych ludzi sama. Z dwiema myślami: nic gorszego, niż tamte dni tego dziwnego cierpienia nie może mnie spotkać i przerażała mnie myśl, że mogłabym znowu się tak poczuć. Dalej jestem w fazie poznawania nowych ludzi i tworzenia znajomości i jak znów całą sobą chcę zostać w domu, przypominam sobie tamte odczucia. Działa, ale nikomu, nikomu tego nie życzę. Wcale się nie dziwię, że ludzie są w nieszczęśliwych związkach przez strach przed samotnością i jestem zdania, że lepiej mieć kiepskich znajomych i przyjaciół, niż nie mieć żadnych. Samotność jest po prostu straszna, ale cieszę się, że mogłam o tym napisać. Prawdziwie anonimowy komentarz ;-) Oprócz lekarza, nikt nie wie o tych 'przejściach'.

aceofspades

Ja mam dokładnie na odwrót. Jestem introwertyczką, ludzie mnie męczą, uwielbiam samotność, dla mnie jest cudowna. Miałam podobny etap w życiu jak Ty, tylko że czułam się źle gdy musiałam wyjść do ludzi. W moim przypadku to nie był ból, tylko taka straszna niemoc, gdy musiałam iść do sklepu, to potrafiłam siedzieć kilka godzin na kanapie w bezruchu i nastawiać psychicznie na konfrontację z ludźmi. Nie mam żadnej fobii społecznej, po prostu tak bardzo chciałam być sama w tamtym czasie. Teraz jest lepiej, mam grupę znajomych, z którymi spotykam się mniej więcej raz w miesiącu, bo częściej to dla mnie zbyt dużo. Pracę mam taką, że chcąc czy nie chcąc muszę przebywać wśród ludzi, ale na szczęście sama sobie wybieram czas i zazwyczaj jest to dwa razy w tygodniu, więc resztę dni odpoczywam w samotności.
Moim marzeniem jest życie na bezludnej wyspie, wystarczyłyby mi książki i nic poza tym.

LubieDobrychLudzi Odpowiedz

Olałeś wszystkich malkontentów i masz ich w dupie, robisz to co chcesz, brawo :)

vansen Odpowiedz

Ja mam dokładnie na odwrót. Płacze, gdy mam przebywać z ludźmi. Najlepiej czuję sie w grupie jednoosobowej. Markety, zwłaszcza przed świętami to dla mnie masakra. Nie rozumiem, z czym macie problem.

bazienka Odpowiedz

wplywa. mialam roczna sytuacje, kiedy po rozstaniu z chlopakiem wrocilam do rodzicow- poczatkowo na chwile, 2-3 miesiace by zrobic na powrot do Gdanska. przypadkowo dostalam prace zycia i moje zycie wygladalo tak, ze tylko praca-dom. w okolicy moich rodzicow totalnie nikogo nie znalam, rpzeprowadzili sie po moim usamodzielnieniu sie.
skonczylam z depresja pomimo wyjazdow co weekend do gdanska i spotkan z wanymi osobami, gdyby nie one, mogloby skonczyc sie gorzej

dbaj o siebie :)

ciemnamasa Odpowiedz

Ja z kolei przeciwnie. Wybrałam pracę zdalną, nie mam żadnych znajomych poza jedną przyjaciółką i odpowiada mi to w 100 procentach. Unikam ludzi za wszelką cenę. Czy to w sklepie, czy na mieście. Nie szlajam się po barach ani klubach. Lubię samotność i czas, który spędzam sama ze sobą i psem. Po latach doszłam do wniosku, że takie życie odpowiada mi najbardziej. Ludzie mnie męczą, wyczerpują psychicznie. Nie lubię rozmawiać. Nie mam żadnych fobii, po prostu lubię samotność.

Sauika Odpowiedz

Dlaczego nie pójdziesz sobie na podwójną obsadę? Wiadomo, mozna trafic na różnych ludzi ( mój tato trafił na faceta który przez tydzien potrafił sie nie myć bo przecież zaraz wracają. Mimo kuchenki gazowej ktorą tata nierze sobie w trasy i robi jedzenie to w.w facet wolał przez tydzien jesc kanapki robione przez mame) ale mimo wszystko zawsze lepiej niz zapierdal*ć za najniższą stawke.

Dodaj anonimowe wyznanie