W tym roku postanowiłam, że nie będę nic robić na święta. Mam już dość tego urabiania się przy garach i proszenia po parę razy męża czy dzieci, by zrobili cokolwiek. Nawet głupie pokrojenie warzyw ich przerastało. Mam też dość grymasów teściów czy męża, bo to za ostre, tu za dużo jajek, a tam za mało. Oczywiście sami nic nie zrobią, tylko przychodzą na gotowe. Ile to ja się nasłuchałam, że ciasto złe, bo kupne, i czemu sama nie piekę, i słaba ze mnie pani domu. Koniec z tym. Dziś cały dzień spędzę z przyjaciółką na plotkach, jutro też nie zamierzam nic robić.
Dodaj anonimowe wyznanie
8 godzin do świąt - Grażyna się budzi bladym świtem i nie może już spać, zastanawia się, czy dobrze zrobiła. Przecież takie święta tylko raz w roku. Wszyscy na nią liczą. Tylko ona tak super ogarnia. Teściowie przyjeżdżają, co rodzina powie? Zrywa się nagle z łóżka.
6 godz. - mąż wstaje do kibla, zastaje w kuchni żonę zapaćkaną majonezem, mieszającą coś w misce.
-Co robisz?
-Sałatkę jarzynową!
-A to wczoraj nie zrobiłaś?
-Nie, nawet nie zauważyłeś, ty mnie w ogóle nie zauważasz, kanalio! Jajka mi pokrój!
Mąż zaczyna kroić.
-Nie tak, nieudaczniku! Spierdalaj, sama zrobię lepiej!
4 godz. - Na stole sałatka jarzynowa, wędlinki ułożone w ruloniki, jajka faszerowane z przepisu na Kwestii Smaku. Na kuchni bulgocze żurek z torebki. Grażyna dzwoni do mamy:
-Mamaaa, co zrobić, żeby żurek smakował jak z zakwasu?
Qrwa nic słodkiego w domu, dzwoni do koleżanki:
-Karynaaa, upiecz mi babkę, bo dziś już nic nie kupię.
-No co ty qrwa, ja tylko kąpiel, depilacja brazylijska i świętuję.
-No weź, ja ci zapłacę!
2 godz. - dzieci wstają, pchają ręce do jedzenia na stole.
-Nie żryj tego! To na święta!
-Ale mamo, jesteśmy głodni...
-Z głodu się nikt nie zesrał, odkurzacz, szmata i do sprzątania!
Zastraszone dzieci sprzątają.
-Źle, nic nie umiecie! Wszystko po was trzeba poprawiać!
1 godz. - Karyna wpada z upieczoną babką.
-200 zł.
-Qrwa ile??? Za trochę mąki i cukru?
-Dawaj 200 qrwa!
-Masz qrwa i spierdalaj. Aha, wpadnijcie z dzieciakami jutro.
Grażyna ustawia babkę na stole, że niby to ona upiekła. Stół gotowy, nawet pasztet znaleziony w zamrażarce dopieka się w piekarniku. Wchodzi mąż.
-A ty tak chcesz wyglądać?
-Qrwa!
1 minuta do świąt - Grażyna wbija się w kieckę, maluje oko, drugiego nie zdąża, bo dzwonek do drzwi. Przychodzą teściowie. Mamusia próbuje jajeczka, tatuś wędlinki. Grażynę chuj strzela, przecież najpierw miał wjechać żurek.
-A to na zakwasie?
-A to sama piekłaś?
-U nas to inaczej się robiło!
Grażyna pluje sobie w brodę. Może za rok...
Super święta qrwo!
Tak w ogóle to zawsze rozwala mnie takie ,,rodzinne" spędzanie świąt: niektórzy nie lubią się z niektórymi, cała ,,otoczka" (przygotowywanie jedzenia itp.) takie na pokaz, bo przecież, Jezus Maria, co rodzina powie, napięta sytuacja, kłótnie, krzyki. No i po co? No po co ja pytam? Żeby stwarzać pozory, których się nie lubi, ludziom których sie nie lubi (a przynajmniej nie darzy sympatią)? Ludzie, po co to sobie robicie?
Wesołe swieta
Woronin smutna prawda jest taka, że w całym tym świętowaniu "Jezus Maria" użyte w tym kontekście to jedyne religijne akcenty tych świąt :P
Sama sobie winna... Mój mąż mi podziękował za żurek z paczki i jeszcze go pochwalił. Pomaga mi przy każdej okazji, jak nie sprzątaniem to gotowaniem i zawsze mówi "spoko, jak będzie tak będzie, i tak to zjemy :p". Nigdy nie chciałam, żeby przygotowanie Świat kojarzyło się z udręką. To ma być przyjemność, wspólna radość z tego, że te święta nadchodzą.
No nie, to nie ma być przyjemność i wspólna radość, tylko przypominanie sobie historii z książki.
"Ale wiesz, jakieś żurki, srurki… z torebki jebnę"
Może ja mam jakąś "wspaniałą" rodzinę, ale zawsze na Święta - czy to Boże Narodzenie czy Wielkanoc, dzielimy się gotowaniem i ustalamy wcześniej - kto co przyniesie. Jeśli chodzi o przygotowanie domu / mieszkania, w którym mają się odbyć dane Święta - zawsze multum telefonów - "Czy w czymś pomóc / coś przywieźć / kupić / posprzątać?" Jest nas 10 osób z najbliższej rodziny, z którą przeważnie spędzamy każde Święta - ja z mężem, moja rodzina (mama, tata, babcia) i rodzina męża (teściowa i jej partner, babcia i siostra teściowej z mężem) i każde Święta są u kogoś innego - po kolei. Nawet jeśli zapraszamy kogoś z troszkę dalszej rodziny - nikt nigdy nie przychodzi "na gotowe" - zawsze dzwonią i pytają, co przywieźć, żeby np. nie było pięciu babek czy sześciu serników. Nigdy nie jest tak, że gospodarze są urobieni po łokcie i nie mają już sił usiąść przy wspólnym stole po kilkudniowych przygotowaniach. Dla nas ten czas jest wyjątkowy. Życzę Wam wszystkim takich świątecznych przygotowań - podziału obowiązków i porozumienia z rodziną :)
Dlaczego "wspaniałą" w cudzysłowie, skoro jest na prawdę wspaniała ?
Nie no taki brak wdzięczności, to już trzeba tępić. Nie rób nic, nie jesteś ich służącą! Skoro nie potrafią w czymkolwiek pomóc ani nawet docenić jedzenia, które robisz, to lepiej zrób coś dla siebie i wyjdź z przyjaciółką na obiad, a oni niech se robią co chcą....I daj znać jak poszło!!!!
Życzę Ci żebyś w tym wytrwała, to będzie najlepsza nauczka dla rodziny
A my mieliśmy nową tradycję. Była piękna pogoda, to był grill wielkanocny zamiast śniadania. Zero wcześniejszego gotowania poza żurkiem i jajkami, bo wszystko inne każdy kto chciał to podczas grilla robił ;)
Męża wybrałaś sama, dzieci też wy wychowaliście. Na teściów nic nie poradzisz, reszcie może dobrze zrobi terapia szokowa.
Skoro z męża taki nierób, to niewykluczone że nauczył dzieci że "mama zrobi". A autorka była "tym złym rodzicem" bo nie podstawiała pod nosek, więc dzieci wolały słuchać ojca. Z jakiej paki ona ma na tym cierpieć?
Z takiej, że jest w takim samym stopniu odpowiedzialna za dzieci, jak ojciec.
i dbrze :) pewnie zaskok ze nic nie zrobione ;p
nasluchalas sie? jak sobie poradzili?
serio najlepsza metoda jest pokazac jak to jest kiedy sie nie starasz. a tesciom to sie w dupie poprzewracalo z tym narzekaniem. zle? to ugotuj lepsze i poczestuj
A co tam trzeba na święta? Ja tam ugotowałam jajka, pomalowałam i w sumie zjadło się kanapki. Na obiad można coś prostego zrobić (np. spaghetti), machnąć ciasto z paczki i kolacja to też kanapki. Nie wiem skąd to przekonanie, że w święta trzeba się nażreć.
Bo nie można wyjechać gdzieś na święta.
Nie robcie tego pracownikom hoteli i restauracji.
Jak się nie chce świąt to nie można, bo w każdym jednym hotelu będą cię szczuć pseudoreligijną górą żarcia i bezsensownymi zwyczajami.
Zxzx, musisz na marsa sie przeprowadzic. Tam bedziesz zyla wedlug wlasnych zwyczajow i wpierdalala spagetti prosto z drusloka.
DRAGOMIR ŚWIETNE!
Ah, czyli w polsce lub gdziekolwiek indziej się nie da nie wciskać ludziom religii na siłę? To jakiś przepis w prawie czy mutacja genetyczna sprawiają, że ludzie nie potrafią zatrzymać swoich wierzeń dla siebie?