#J5PGh
Któregoś dnia siedzieliśmy na placu zabaw, bo to było jedno z miejsc naszych spotkań. Pogadaliśmy, pograliśmy razem i towarzystwo zaczęło rozchodzić się do domów późnym wieczorem. Około dwudziestej trzeciej wyszło ze na placu zabaw zostałam tylko ja i moja przyjaciółka - Martyna. Stwierdziliśmy, że zwijamy się do domu i zaczęłyśmy iść w kierunku domów, które znajdowały się blisko siebie. Jak tylko wyszłyśmy z placu zabaw, obok nas przejechał samochód. Już wtedy wydało mi się to podejrzane, z tego powodu, że kierowca zwolnił. Obserwowałam go, żeby zobaczyć, że samochód skręca na ulicy i jedzie teraz przeciwnym pasem - w naszą stronę. Złapałam niczego nieświadomą przyjaciółkę i wbiegłyśmy na najbliższe podwórko jakichś ludzi, aby ukryć się w krzakach. Samochód zrobił kilka kółek, kierowca najwyraźniej nas szukał. Po kilku minutach dał sobie spokój i pojechał dalej. Martyna przekonała mnie, że powinnyśmy już iść, bo nie chciała wrócić za późno do domu. Nie byłam pewna, bo w jednym z odcinków drogi jaką miałyśmy do przemierzenia nie miałybyśmy jakiekolwiek drogi ucieczki. Jednak dałam się namówić i poszłyśmy dalej. Doszłyśmy do mojego domu i się oddzieliłyśmy. Martyna mieszkała kilka domów dalej od mojego domu. Proponowałam jej, że mogę ją odprowadzić. Powiedziała, żebym nie wymyślała, pożegnałyśmy się i poszła dalej.
Rano obudziła mnie mama. Martyna nie wróciła do domu. Do tej pory żałuję, że jednak nie uparłam się i nie odprowadziłam jej do domu. Uważajcie na siebie.
Parę lat temu każdy już miał komórki. W takiej sytuacji dzwoni się zawsze do kogoś, żeby wyszedł albo coś.
No fakt, odkąd rozprzestrzeniły się telefony komórkowe nie ma już napadów, porwań i takich tam.