#Jwy9e

Nie lubię mojego dziecka. Mały ma 7 lat i jest całkiem zwykłym dzieckiem. Ciąża była nieplanowana, ale nie wyobrażałam sobie jej usunąć. Jestem odpowiedzialną osobą i wychowuję Małego najlepiej jak potrafię, zapewniam mu wszystko, na co zasługuje, staram się jak mogę, żeby był szczęśliwy i daję mu całą czułość, na jaką mnie stać. A jednak część mnie obwinia go o wywrócenie mojego fajnego życia do góry nogami.
Wszyscy mówili, że macierzyństwo zrekompensuje mi utratę dotychczasowego życia, ale tak się nie stało. Wolałabym, żeby Mały nigdy się nie urodził.
Domandatiwa Odpowiedz

Ludzie, ogarnijcie, naprawdę mamy w społeczeństwie przekonanie o tym, że własne dzieci są zawsze fascynujące i "jeśli nie chcesz mieć dzieci, to jeszcze Ci się zmieni".

Autorka po prostu nie przewidziała, że może nie polubić własnego dziecka. Miała prawo tego nie przewidzieć, na podstawie przekazu społecznego oraz zupełnego ówczesnego braku własnego doświadczenia w temacie.

Znam osobę, która odżywa na maksa teraz, już po wychowaniu dzieci. Dzieci szczęśliwe, usamodzielnione, a przed przyjściem na świat planowane, a ona... również mówi, że gdyby wiedziała, jak to będzie, nie zdecydowałaby się na macierzyństwo! Takie osoby są, nie mówią o tym głośno ze względu na dobro swoich dzieci i ze względu na ocenę osób z zewnątrz. Są też osoby, które zachowują się, jakby swoich dzieci nie lubiły i każdy z zewnątrz powiedziałby o tej ich niechęci, ale które zaklinają się przed sobą i innymi, że lubią, kochają te dzieci szalenie.

Z doświadczenia własnego, a byłam dzieckiem emocjonalnie niewylewnej mamy, która poblokowała się jeszcze bardziej po śmierci męża, kiedy miałam siedem lat, mogę powiedzieć tylko, że wszystkie kontakty dziecka z zaprzyjaźnionymi rodzinami, dziećmi i dorosłymi, dziadkami, wujkami i ciotkami, które je po prostu lubią i są dla niego ciepłe, są w takiej sytuacji bardzo ratujące sprawę.

Autorko, trzymaj się! Nie mam złotych słów dla Ciebie, przesyłam tylko malutki wyraz wsparcia.

Dziękuję :)

Hvafaen

Gdyby wiedziała jak to będzie- to były bliźniaki? Po jednym dziecku nie musiała robić drugiego.

Postac

Gdzie tu jest informacja o dwóje dzieci?

Domandatiwa

Hvafaen Mówiła to z perspektywy matki dorosłych dzieci. Kiedy dzieci są małe, często myśli się/słyszy się: "teraz jest trudno, ale jak dzieci podrosną, będzie świetnie, a nowe pokolenie to największy skarb".

Nie będę tu pisać szczegółów o życiu osoby, która podzieliła się ze mną tak osobistymi doświadczeniami. Napiszę za to ogólnie, patrząc na tendencje w społeczeństwie, co trudnego może się okazać, kiedy dzieci dorosną:
1. wyjeżdżają za granicę i kontakt jest śladowy,
2. idą na psychoterapię, podczas której uwierzą, że ich rodziny pochodzenia to największe zło na świecie, zrywają kontakt (o prawie każdej rodzinie można tak powiedzieć, prowadząc terapię, bo każda rodzina zostawi swoim dzieciom także "blizny" po socjalizacji, nie da się tego uniknąć i wychować człowieka). Podobny efekt może przynieść naczytanie się lub nasłuchanie odpowiednich treści.
3. okazują się być zwyczajnie podłe i/lub wchodzą w konflikt z prawem. W takim wypadku człowiek się zastanawia, na ile ta podłość ich dzieci jest skutkiem jego działań.
4. nie potrafią się usamodzielnić i ciągle potrzebują pomocy rodzica, który ma już coraz mniej siły i chciałby się w końcu zająć sobą.
5. otwarcie mówią, że wolałyby się nigdy nie urodzić, bo/lub mają bardzo poważne problemy zdrowotne,
6. inne.

Domandatiwa

Nie mogę usunąć ani modyfikować komentarza, a pochopnie napisałam go pod tym wyznaniem. Przepraszam. Oczywiście jest też wiele rodzin, w których kolejne pokolenia cieszą się dobrymi relacjami ze sobą.

Hvafaen

Postac, „już po wychowaniu dzieci. Dzieci szczęśliwe”.

Jumalatar

Domandatiwa: Nie masz za co przepraszać. Napisałaś tylko prawdę - są rodziny, gdzie są bardzo dobre relacje, ale przecież jest też mnóstwo rodzin, gdzie te relacje są mniej lub bardziej złe, i czasem wcale nie jest to wina rodziców. Takie życie, ot i co.

Domandatiwa

Jumalatar, przeprosiłam, bo nie każdą prawdziwą rzecz dobrze jest mówić w każdej sytuacji.

pieprzowa Odpowiedz

Przykro mi, że tak się czujesz. Nie jesteś sama, wiele kobiet tak czuje, niektóre tylko czasem, niektóre dłużej. Niestety wiele osób nie przyznaje się do tego, żeby uniknąć komentarzy choćby takich, jak te poniżej. A szkoda! Łatwiej byłoby się wspierać i normalizować różne uczucia.
Pomyśl nad terapią, pomoże Ci poukładać sobie życie tak, żeby było w nim miejsce także dla Ciebie, nie tylko dla dziecka. Skorzystacie na tym oboje. Bardzo trzymam za Ciebie kciuki.

elbatory

Wiesz, ja wiele potrafię zrozumieć. Rozumiem kobiety, które nie chcą mieć dzieci. Rozumiem kobiety, które są nieszczęśliwe w macierzyństwie. Rozumiem kobiety, które nie lubią czy nie kochają swoich dzieci. Rozumiem nawet kobiety, które wolałyby, żeby ich dzieci się nigdy nie urodziły. Te wszystkie uczucia dotyczą tych kobiet i z tych powodów autorce współczuję. Ale nie rozumiem obwiniania dziecka o to, że się je samemu urodziło. To jest bardzo niesprawiedliwe, bo dziecko nie wybrało przyjścia na ten świat, więc to nie jest jego wina. Na brak szczęścia i miłości autorka nie ma wpływu, ale na obwinianie osoby, która naprawdę zawiniła już tak. To jej wina, że nie ma takiego życia, jakie by chciała.

pieprzowa

Jasne, stąd pomysł z terapią, żeby sobie te rzeczy poukładać.
Nie podoba mi się natomiast na to, że to musi być czyjaś "wina". To bardzo oskarżające słowo. Winne mogą być nieprawdziwe wyobrażenia o macierzyństwie; pomoc, którą deklarowało najbliższe otoczenie, a z której się nie wywiązuje, fałszywe/błędne założenia o tym, jak macierzyństwo wygląda oraz wiele innych. Czynników jest mnóstwo, ale jedno jest pewne - biczowanie matki jej nie pomoże. Przyczyn takiej postawy może być mnóstwo - od zwykłego przeładowania i braku odpoczynku, co da się ogarnąć inną organizacją pracy, poproszeniem o pomoc itd. po czynniki chorobowe lub zaburzeniowe (myślenie tunelowe "nigdy już nie będzie tak samo", "to dziecko mi coś odbiera"). Obwinianie dziecka, które zdecydowała się urodzić, także nie pomoże sytuacji, ani nie poprawi ich relacji, więc tak czy owak - to sprawa do przegadania ze specjalistą. Na pewno nie zaszkodzi, może tylko pomóc.

elbatory

Mi też się nie podoba obwinianie, ale jednak to autorka obwinia swoje dziecko o to, że sama je urodziła. Gdyby nie ten jeden fragment wyznania, to miałoby ono dla mnie zupełnie inny wydźwięk. Terapia jest jak najbardziej wskazana.

Domandatiwa

Pieprzowa, to mit, że na pewno nie zaszkodzi. Psychoterapia, jak każde inne leczenie, może mieć skutki uboczne i czasem pacjenci po terapii są w gorszym stanie niż przed. Nie skreślam psychoterapii, po prostu uważam za szkodliwy mit, że "może tylko pomóc" oraz brak obowiązku psychoterapeutów do prowadzania badań nad skutkami ubocznymi oraz informowania pacjentów na wstępie, że takie mogą się pojawić.

elbatory Odpowiedz

Dziecko sie samo nie zrobilo ani nie urodzilo. Obwiniasz je o swoje wlasne decyzje i wybory,

arizona41 Odpowiedz

Ciąża to nie katar, nie zachodzi się ot tak. A Twoja sytuacja to efekt braku edukacji seksualnej.

ohlala

Już przestańcie rzucać na prawo i lewo tym brakiem edukacji seksualnej. Wpadka może się zdarzyć każdemu, problemem autorki jest to, że dała sobie wmówić, że na pewno pokocha dziecko i będzie ok, jeśli tylko urodzi. Chyba, że dla Ciebie tabu wciąż otaczające macierzyństwo jest równe edukacji seksualnej.

Hvafaen

Szanse, że antykoncepcja zawiedzie są znikome. A jest to powtarzane pod każdym wyznaniem o tematyce seksu/ciąży. Nie ma opcji by wszystkich antykoncepcja zawiodła, nawet jeżeli sami tak piszą, a zwłaszcza najczęściej zawodzą tabletki i kondom, gdy tabletki to najłatwiejsza opcja do zapomnienia lub zminimalizowania działania (wymioty, papierosy), a kondom można sprawdzić po seksie i iść po tabletke po.

Erick76

Jezeli masz na mysli edukacje seksualna wg lewackich standardow to w Anglii po wprowadzeniu jej wzrisla liczba niechcianych ciaz i aborcji a w Niemczech pomimo edukacji seksualnej jest epidemia wenerykow. Tak to jest jak lewaki biora sie za "edókację" i wmawiaja dzieciom ze seks bez zobowiazan jest spoko.

Hvafaen

Tylko, że w Anglii ta epidemia ciąż nastoletnich jest chciana. Tak, są aborcje, bo zawsze będą, ale większość tych 16 latek chce te dzieci i specjalnie je robią. Po prostu chcą zaczynać rodziny w tym wieku. Weneryki są i będą, w Polsce też ich pełno.

Erick76

Gwalty i pedofilia tez byly sa i beda ale to nie oznacza ze mamy powiekszac statystyki takich czynow normalizowaniem tego. A zwolennicy seksedukacji wmawiaja nam ze jak jej nie bedzie to wzrosnie liczba aborcji i chorob wenerycznych. Jak widac seksedukacja niczego nie zmienia a wtecz pogarsza sprawe normalizacja stosunkow wsrod nastolatkow a wrecz niezobowiazujacego seksu, zamiast uczyc ich ze lepiej poczekac z seksem do bardziej dogodnych warunkow. A w Polsce mamy epidemie chorob wenerycznych bo spoleczenstwo sie liberalizuje i chlonie wzorce z mediow ktore promuja rozwiazly styl zycia, zwlaszcza prasa kobieca. Plus bardzo pomogli nam w zwiekszeniu statystyk Ukraincy wsrod ktorych panuje epidemia HIV, jak zreszta w calym postsowieckim obszarze na czele z Rosja.

elbatory

Erica, edukacja seksualna to nie jest uczenie dzieci jak się uprawia seks, tylko jak się uprawia bezpieczny seks. Bo, czy ci się to podoba czy nie, dzieci i młodzież interesują się seksem. Tak było, jest i będzie. Nie zatrzymasz tego brakiem edukacji seksualnej. Jedne dzieci interesują się mniej, inne bardziej, a jeszcze inne wcale, ale nie da się tak zrobić, żeby wszystkie dzieci przestały się nim interesować. Dlatego najlepszym wyjściem jest uczuć dzieci od najmłodszych lat, czym ten seks jest, czym są choroby weneryczne, czym jest antykoncepcja. Nie uchronisz dziecka przed seksem, choćbyś nie wiem jak próbował. Ale możesz pomóc mu wejść w ten temat świadomie, bezpiecznie, dojrzale.

elbatory

A skoro nawiązałeś do gwałtów i pedofilii, to edukacja seksualna też jest od tego, by chronić przed tym dzieci. Edukacja seksualna to uczenie dzieci, że NIKT nie ma prawa dotknąć ich bez ich zgody, że każdy taki dotyk mogą zgłosić, nawet jeśli dotyka ich rodzic, a one czują się z tym niekomfortowo (między innymi dlatego edukacji seksulanej nie powinno się zostawiać rodzicom, bo oni też bywają pedofilami), edukacja seksualna to uczenie dzieci, że ich intymność jest tylko ich i to od nich zależy, z kim i kiedy się tą intymnością podzielą.

Erick76

Nie brakiem edukacji seksualnej tylko brakiem edukacji seksualnej wg lewicowych wzorcow. Trzeba mowic dzieciom i mlodziezy ze z takimi rzeczami najlepiej poczekac i uczyc ich wartosci wiernosci a nie pozwalac na seks w tak mlodym wieku bo z tego sie biora takie tragedie jak aborcja czy choroby weneryczne przed ktorymi nawet antykoncepcja nie chroni.

Erick76

A zachecanie do seksu w tak mlodym wieku to patologia i jak pokazuje przyklad krajow zachodnich taka "edukacja" jeszcze pogarsza sprawe zamiast pomagac

elbatory

Ale nikt nikogo nie zachęca do seksu. Wytłumaczyłam ci to, ale nic nie zrozumiałeś. Dzieci same siebie zachęcają do seksu, same się nim interesują i nie potrzebują do tego edukacji. Wiesz, że nawet 2 letnie dzieci się masturbują? Dzieci widzą co mają w majtkach i ciekawi je co to takiego i co mogą z tym zrobić. Lewicowa edukacja seksualna nie namawia dzieci do seksu, one same się tym po prostu interesują. Mówienie dzieciom, że z takimi rzeczami trzeba poczekać, to jak mówienie noworodkowi, żeby nie płakał, albo jak tłumaczenie dziecku, że cukierki są niezdrowe. Jeśli dziecko będzie chciało uprawiać seks to i tak to zrobi, bez względu na to, co mu powiesz. Dlatego trzeba dzieci uczyć o bezpiecznym seksie, a nie zakazywać i naiwnie wierzyć, że dziecko nas posłucha.

Zobacz więcej odpowiedzi (14)
Postac Odpowiedz

Przykro mi. Małego też mi szkoda. A jak ojciec dziecka?

Ojciec jest, mieszka z nami. W sumie tworzymy całkiem normalną rodzinę. Nie wiem czy domyśla się co czuję, nie wyobrażam sobie powiedzieć to wszystko na głos. Ps. Dziękuję za Twoją empatię.

ravageuse

Ja mam trojke dzieci. Jakos tak wyszlo. W miedzyczasie wszystkie sa dorosle. No i teraz mam troche plusow z tym zwiazanych. Starszy syn obil morde wrednemu sasiadowi. Doslownie. Mlodszy dba o to aby byly minimum 3 skrzynki wody i jedna piwa w piwnicy. Corka troszczy sie sie o to aby nam ziola nie zabraklo. No fajnie jest. Dbaj o swoje dziecko, moze odplaci ci tym samym.

Postac

Trebol - to nie Twoja wina, co czujesz. To nie wina dziecka, że Twoje życie się zmieniło. Dobrze, że dziecko ma też ojca.
W rodzinie każdy jest ważny. Każdy powinien mieć zaspokojone swoje potrzeby. Mam nadzieję, że dbasz też o siebie. Szczęśliwa mama (i tata) to szczęśliwe dziecko.

budyn4 Odpowiedz

No więc spróbuj po malutku, po kawałeczku, tu i tam, spróbować żyć jak wcześniej. Trochę niani, trochę rodziny, coś tam i wiadomo, że nie będziesz od razu miała 90% tego co wcześniej, ale coś będziesz miała. A może znajdziesz i coś lepszego nawet

Teoria małych kroków.... może i ma to sens :)

kobieta75 Odpowiedz

Podejrzewam, że nie jesteś jedyna kobietą, która tak czuje i myśli.
Macierzyństwo daje w kość.
I nieprawdą jest, że można wszystko robić, to co się robiło, zanim pojawiły się dzieci.
Macierzyństwo wymaga poświęceń i zmienia priorytety.
Odpowiedzialne macierzyństwo, bo nie mowimy o Karynach, którym kolejny bąbelek nie przeszkadza brania udziału w imprezach ;)
I nie- macierzyństwo nie zawsze rekompensuje utratę dotychczasowego życia.
Macierzyństwo zmienia nas, wymusza na nas zmiany. Na lepsze, na gorsze, różnie, ale nie ma już nigdy powrotu do swiata sprzed dziecka. Dziecko jest zawsze już w naszym życiu. Pomijam patologicznych rodziców- pisze o zwykłych rodzicach.

Jedynym Twoim "grzechem" jest to, że obwiniasz syna za to, że Twój świat się zmienił.
Nie, on się na świat nie prosił.
To nie jego wina. I tu powinnas zmienić swoje nastawienie.
Popracuj nad tym. A już nigdy nie rób mu z tego powodu wyrzutów.

BTW- mam dużo starszych synów, niz Ty. Mnie macierzyństwo przeczołgało. Obaj byli chciani i "zaplanowani", a jednak to było mega wyzwanie dla mnie. Z wielu różnych powodów (m.in. różne problemy zdrowotne dzieci, niezbyt zaangażowany mąz, brak totalnej pomocy od kogokolwiek, etc).
Pocieszę Cie- nie wiem, kiedy oni dorośli :) Mam wrażenie, że jeszcze przed chwila byli maluchami, którzy cały czas trzymali się mojej nogi ;), a tu już prawie dorosli faceci.
Dla mnie- im byli starsi, tym mocniej ich kochałam.

CentralnyMan Odpowiedz

Szkoda dziecka. Niedługo pewnie zorientuje się że ci przeszkadza

Eldingar Odpowiedz

Sam się na ten świat nie pchał. Skoro nie chcieliście dziecka, mogliście lepiej się zabezpieczać.

ZjadaczCzasu Odpowiedz

Wiesz.. nie wiem, czy Cię to pocieszy, czy nie, ale CZAS SZYBKO MIJA.
Ja mam dzieci w podobnym wieku (nieco starsze) i jestem w szoku, że za "drugie tyle" być może będą się z domu wyprowadzać.
I tak naprawdę to, że masz poczucie, że dziecko "skradło Ci życie", wcale nie musi oznaczać braku miłości do niego.
Tak czy siak: powodzenia, będzie dobrze :)

Dam sobie na pewno radę :) ale musiałam się wygadać :) Dziękuję

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie