#LCSTP
Na studia wybrałam się dosyć daleko, więc nie było opcji, że matula będzie mnie kontrolować tak jak moje rodzeństwo. Na studiach nauczyłam się ogarniać, być asertywna i dążyć do celu. Kiedy przyjeżdżałam do domu i matka próbowała swoim starym zwyczajem mi coś narzucić, nie dawałam się. Były oczywiście awantury. Z czasem starałam się spokojnie z nią rozmawiać, że jestem już dorosła, umiem o siebie zadbać, że ja i ona mamy różne charaktery i musimy akceptować swoje różnice. I oczywiście nie przynosiło to efektów. Nikt nigdy nie śmiał powiedzieć jej jakie ma wady.
Kiedy podjęłam decyzję, że nie pójdę do znanego korpo (to praca, która by mnie męczyła - wiem, próbowałam), tylko zatrudnię się w pewnej fundacji za mniejsze pieniądze, wpadła w szał. Powiedziała, że koniec z pomocą finansową (od dłuższego czasu sama się utrzymywałam), mam "iść w cholerę". Rodzeństwo pukało się w głowę, bo przecież zdanie matki to świętość, ojciec w sumie stał z boku. No i jak sobie zażyczyła, tak zrobiłam - przestałam przyjeżdżać do domu, oddałam wszystkie pieniądze, które wcześniej mi przelewała na konto oszczędnościowe. Mimo że płaciłam za mieszkanie, kazała mi je zwolnić (było ich), bo chcą wynająć komuś bogatszemu.
Rodzeństwo niechętnie się ze mną kontaktowało, bo mama ma rację, ojciec odzywał się czasami, ale miałam do niego żal, że nie wsparł moich decyzji, więc kontakt był marny.
Teraz mijają dwa lata od tych wydarzeń i niedługo mój ślub. Za namową narzeczonego postanowiłam pogadać z rodzicami. Przyszli teściowie nie wiedzą o całej sytuacji, myślę, że by nie zrozumieli, bo brzmi to absurdalnie.
Ostatnio zorganizowałam ich wspólne spotkanie. A na nim jakby nigdy nic moja matka gra Matkę Polkę. Śmieszne, bo o moim dorosłym życiu nie wiedzą chyba nic.
Rodzeństwo też nagle zaczęło się odzywać, ucieszyłam się. Ale kiedy podsłyszałam ich rozmowę, że dobrze się ze mną zakumplować znowu, bo przeprowadzam się za granicę, trochę mnie zabolało. Powiedziałam im, że nie mam zamiaru ich gościć, ale mama na pewno im da na bilet i hotel, za ich posłuszeństwo i dobre sprawowanie :)
Współczuję despotycznej matki, biernego ojca i rodzeństwa. No, ale cóż rodziny (niestety) się nie wybiera. Gratuluję twojej postawy. Powodzenia :)
Biologicznej nie. Wszakże... ,,Przyjaciele to rodzina, którą sami sobie wybieramy"
:)
I mąż to rodzina, którą sobie wybierasz! Nie zapominajcie o mężu! :P I oczywiście żonie też, zależy od przypadku :)
Boze, spraw, żebym nie byla taka matka, żebym zawsze potrafiła słuchać i słyszeć, co mówią do mnie moje dzieci...
Nie wiem czy to ma coś do rzeczy, ale może spróbuję poradzić na podstawie obserwowań moich rodziców.
Mój ojciec jest przesadnie oszczędny, często obrażalski i działa zawsze wedle z góry określonego planu.
Moja mama natomiast rozrzutna może nie jest, ale potrafi pozwolić sobie na szaleństwa godne nastolatki i jest o wiele bardziej elastyczna oraz, co ważne, nie jest oceniającą wyrocznią.
Myślę, że po prostu nie możesz zabić beztroskiego dziecka w sobie, aby móc zrozumieć dzieci. Pozwalanie sobie na jakieś niepotrzebne rozkosze, czasen działanie nielogicznie czy wręcz zrobienie czegoś szalonego od czasu do czasu nie powinno nikomu zaszkodzić, a sprawia, że człowiek pozostaje młody :-)
Otototo, przede wszystkim, nie hodować kija w dupie.
Shadow, zgadzam się i dlatego sądzę, że najświętsza grupa na anonimowych nie powinna mieć dzieci ;-) Potem te dzieci dorosną i na anonimowych będą same smutne wyznania ;-)
Najświętsi też sobie pozwalają czasem na szalone działania, np. na zmianę koloru beretu :D
Twoja postawa jest naprawdę adekwatna do sytuacji. Nie dać się omamić jednej z osób,z którą miałaś kontakt przez całe życie i pójść własną ścieżką-przepiękne. Podziwiam za inteligencję,samodzielność i poczucie własnej wartości. (:
Znam to niestety z autopsji. Szantarz i przemoc psychiczna wsparciu o narzędzie pieniądz. Granie przed innymi, awantury w domu.
Twoja mama to trochę taki dobry komunista. Trzyma za mordę cały naród (rodzinę). I tylko nieliczni chcą mu się opierać.
Podziwiam cie autorko, powodzenia na dalszej drodze
To nie rodzina, to POTWORY! Nie wiem czy wierzyć czy nie wierzyć w ludzi.
Może nie potwory, ale marionetki.
Racja ale,, matka,, to ich przywódca
Niestety u mnie sytuacja wyglada podobnie, z tą różnicą ze ja zostałam w rodzinnym mieście na studia i nie mam rodzeństwa wiec wszystko spływa na mnie. Zazdroszczę ze sie wyprowadzilas, a ja w poniedziałek mam wizytę u psychologa.
Rodzina Dulskich
Miejscami brzmi znajomo... Chyba nie jestem sama