#Loi9N
Jestem pracownikiem stacji paliw.
Kilka dni temu podczas nocnej zmiany nad ranem pojawił się pan (wiek ok.35 - 40 lat), po przekroczeniu drzwi od razu zobaczyłem w nim coś miłego i taki też był, grzecznie spytał, czy może skorzystać z toalety. Po skorzystaniu z toalety spytał, czy może na chwilę usiąść i odpocząć. Spytałem, czy coś podać, w odpowiedzi usłyszałem, że nie ma pieniędzy, więc zaproponowałem mu kawę (zrobiłem własną). Widać było, że potrzebował rozmowy, chciał do kogoś się odezwać, gadając nawet o niczym. Zaczął rozmowę na temat pogody i tego, że pada już cały dzień, że mogło by przestać oraz że w miejscowości, z której idzie (szedł z Wrocławia - miasto oddalone od mojego ok. 45 km) dzień wcześniej padał bardzo mocno deszcz i nie zdążył się przed nim schować i cały zmókł. Ja zaciekawiony pytam "Idzie pan tyle kilometrów?". On, że tak. A więc ciągnąc temat pytam "To gdzie pan zmierza?" w odpowiedzi usłyszałem, że "Do Krakowa". Nie chciałem być zbytnio ciekawski, ale zapytałem w jakim celu, na co pan, że udaje się do tzw. "Domu Alberta" , gdyż we Wrocławiu nie ma wolnych miejsc, a tam opieka społeczna opłaciła mu miejsce, lecz on nie ma pieniędzy, by tam dotrzeć pociągiem, dlatego zmierza na nogach.
W tym momencie, jak każdej wrażliwej osobie, zrobiło mi się go żal, a zarazem zacząłem go podziwiać za determinację, tak wielką chęć, że nie poddaje się, mimo że musi pokonać tyle kilometrów, co pieszo zajęłoby mu ok. tygodnia biorąc pod uwagę to, że miał chore nogi, oraz to, że dalej się uśmiecha, mimo że widać było, iż życie na tym świecie u niego nie było usłane różami. Zrobiłem temu panu jedzenie, gdyż było widać, iż jest głodny. Również chciałbym zaznaczyć, że na pewno w takiej sytuacji życiowej nie znalazł się przez alkohol, bo było widać, że nie pije. Czekając do końca zmiany i sprawdziwszy, czy faktycznie idzie w tym kierunku, w którym mówił, zabrałem tego pana na dworzec i po prostu kupiłem bilet do Krakowa (dla mnie to zaledwie 50 zł, a dla niego tydzień mniej męki). Był zaskoczony, ale bardzo podziękował za to i życzył powodzenia.
Mam nadzieję, że ten pan zapamięta mnie tak samo jak ja jego. Pokazał mi, że mimo przeciwności losu trzeba walczyć, zawsze trzeba być zdeterminowanym i dążyć do celu oraz mimo wszystko zawsze się uśmiechać!
Ale mimo wszystko w całej tej sytuacji zastanawia mnie to, czy faktycznie we Wrocławiu w Domu Alberta nie ma miejsc oraz czy opieka społeczna wysyła takich ludzi do miast tak daleko od siebie oddalonych (opieka społeczna nie posiadała funduszy na transport do Krakowa dla tego pana, tak twierdził).
Ciekawi mnie wasza opinia na ten temat.
Niestety, bardzo często opieka społeczna działa jedynie teoretycznie i wręcz absurdalnie.
POMOC społeczna, nie opieka ;) Niestety, pracownicy socjalni są ograniczani przez ustawy, na które nie mają dużego wpływu- tym zajmuje się rząd. Jasne, zdarzają się absurdy, ale z praktyki wiem, że choćby pracownicy socjalni bardzo chcieli, to pewnych rzeczy nie przeskoczą. Przyczyna leży wyżej.
Pomoc społeczna, nie opieka. Jak napisał/a Kinda7, niejednokrotnie pracownik socjalny dostosowując się do przepisów postępuje absurdalnie z punktu widzenia innych, niestety przepisy są jakie są. Zdarza się, że pracownik ma zbyt miękkie serce do pracy i nagina przepisy robiąc wszystko co może by pomóc (ryzykując swoją pracą niestety) lub pomaga na własną rękę ale są tacy, dla których liczy się sam zarobek a na krzywdę drugiego człowieka są już "uodpornieni" .
I takich ludzi światu trzeba
36873 Nie powiem, roześmiałam się. :D
36873 przez Ciebie nie mogę zachować powagi...;D dobre..dobre..^^
36863 dobre, nie wiem za co te minusy, ale to anonimowe, tego nie ogarniesz, 😁😜
36873 ha ha
Myślę że chodziło o dobrych piechurów
no shit sherlock
Dokładnie1
Uwielbiam komentarze tego cyferkowego gościa. XD
Dobry człowiek z Ciebie☺
Piękne wyznanie :)
Ja ostatnio spotkałem się z nowością : miły kierowca busa ;)
Bardzo uprzejmy. Dla przykładu:
"Przystanek xxx, życzę miłego dnia
Miałem w życiu taki moment (na szczęście już dawno za mną), że wylądowałem po mostem - dosłownie, pod słynnym ze sprawy Ewy Tylman Mostem św. Rocha w Poznaniu. Znajomi, nie mogąc mi pomóc bezpośrednio, skierowali mnie do PCPR, gdzie usłyszałem: "Skoro meldunek ma pan w mieścinie na Pomorzu, to po pomoc proszę się udać do swojej mieściny na Pomorzu"... Bogu dziękować, udało mi się znaleźć lokum i pracę, jakoś sobie poradziłem. Ale urzędasów i ich decyzje powinno się weryfikować publicznie, i rozliczać z działań również publicznie.
świetna postawa ;)
A smok wawelski zaczął klaskać...
Chyba w noclegowni jest tylko jedno kryterium - trzeźwość.
Tak o, wyszedłeś sobie z nocnej zmiany?
'czekając do końca zmiany'. nie ma za co :)
Haha dziękuje! Czytanie ze zrozumieniem sie kłania ;)