Dwa tygodnie temu byłam z przyjaciółką na zakupach. Na ulicy podeszła do nas staruszka, uśmiechnięta, miała stare schodzone buty i dziurawe spodnie. Spytała, czy nie poszłybyśmy z nią na zapiekankę. Nie wiedziałam, czy po prostu nie próbuje wyłudzić od nas pieniędzy, ale z drugiej strony poprosiła, abyśmy poszły razem z nią. W sumie żal mi się zrobiło, bo kobieta może nie mieć pieniędzy na jedzenie albo chociaż nie może sobie pozwolić na zapiekankę, którą my, nastolatki, możemy kupić bez problemu. Nie prosiła o drobne, tylko o jedzenie. Jako że jestem osobą, która nie przejdzie obok człowieka głodnego obojętnie, zgodziłam się i razem z koleżanką kupiłyśmy jej tą zapiekankę. Po tym, jak staruszka zjadła, podziękowała i wyszła. Wróciłam do domu i opowiedziałam mamie o tej sytuacji. Zaś ona mnie zwyzywała, że jestem idiotką, że tamta pani nas okradła i że mam nie dawać byle komu pieniędzy na jedzenie. Odpowiadam mamie, że nie dałam pieniędzy, tylko kupiłyśmy zapiekankę, którą kobieta zjadła na naszych oczach. Przecież 6 zł to dla mnie niedużo, a dla niej może być dużo. Miałabym wyrzuty sumienia, gdybyśmy wtedy nie pomogły. Aczkolwiek jest mi przykro, że mama tak zareagowała.
Dodaj anonimowe wyznanie
pod moją poprzednią pracą całe dnie krążyli żebracy i moczymordy, nawet na fajkę w spokoju na przerwie wyjść się nie dało. Któregoś zimowego dnia wyszłam wcześniej z pracy. Zatrzymała mnie kobieta, bardzo zaniedbana, którą od razu skategoryzowałam jako członka puszkowej elity. Nie miałam najmniejszej ochoty zaczynać z nią rozmowy o fajkę, czy 2złote więc ominęłam ją i idę, a ta nagle wypowiada te słowa: "Kupi Pani moim dzieciom szampon?" - byłam w szoku. Pierwszy raz nie chodziło ani o moje ciężko zarobione pieniądze, ani o wyłudzenie moich ulubionych morderczych papierosów.
Kupiłam jej ten szampon.
Dobre, wrażliwe, mądre dziecko z Ciebie...
dziękuję :)
Dodam tylko, że ta pani nie była bezdomną ani pijaną osobą. ma mieszkanie niedaleko mojego domu, jak się dzisiaj dowiedziałam. Zdaję sobie sprawę, że ta pani może dostawać emeryturę, chociaż nie wydaje mi się, żeby wystarczała całkowicie na utrzymanie mieszkania, wyżywienie i leki. Może kobieta wiąże ledwo koniec z końcem i nie stać ją na chociażby coś poza śniadaniem i obiadem. Jak wspomniałam w którymś komentarzu, sądzę również, że kobieta jest bardzo samotna, więc pójście z nami na zapiekankę to był tylko pretekst do rozmowy i posiedzenia w czyimś towarzystwie.
Martyna:-)
Jak Ty się uchowałaś z takim spojrzeniem na ludzi?
Powtórzę, bo muszę. Mądre, dojrzałe, dobre dziecko.
Aż szkoda, że najpewniej nie będziesz moją sąsiadką, kiedy będę stara, biedna (ach, nasze emerytury) i samotna.
Dałaś jedzenie i czas, bo dostrzegłaś potrzebę.
Dobre, mądre wyznanie z mądrym wnioskiem. Na tle tych fizjologiczno-fekalnych.
Dziękuję.
Jeśli jesteś nastolatką to najprawdopodobniej pieniądze były Twojej mamy, nie Twoje i może dla niej te 6 zł to jednak dużo? Może Twoja matka ma złe doświadczenia z takimi osobami? Sama latami mieszkałam w pewnej stolicy, gdzie od bezdomnych, aż się roiło. Wiele spotkałam przypadków ludzi, którzy prosili o jedzenie, a za zaoszczędzoną kasę z zapomogi mogli legalnie iść kupić sobie alkohol. Widziałam wielu takich co prosili o jedzenie, a minute później bawili się najnowszym iphone'm lub odpalali papierosa. Osobiście poznałam takiego bezdomnego co to prosił o jedzenie, lub drobne zakupy, jakieś wędliny, chleb itp, a potem o punkt 16 wsiadał na rower i wracał do swojego mieszkania. Jak twierdził nie opłaca mu się pracować, bo mieszkanie finansuje państwo, jedzenia uzbiera, aż nad to w ciągu dnia, więc pieniądze od państwa na siebie i rodzinę może wydawać na przyjemności.
W Polsce są jadłodajnie, organizacje rozdające jedzenie potrzebującym itd, nie trzeba prosić o to ludzi na ulicy. Dlatego rozumiem zachowanie Twojej mamy, bo bardzo łatwo dać się oszukać i wykorzystać.
i tak i nie
Nawet jezeli to byly pieniadze matki, ktore dala corce jako kieszonkowe, pieniadze na kino, pizze, czy cokolwiek innego (no chyba, ze ksiazki do szkoly), to dziewczyna moze je wydac jak chce, bo to sa w tym momencie jej pieniadze. Jezeli zamiast sobie pizzy woli kupic staruszce zapiekanke, to super i uklon w jej strone.
Ja rozumiem meneli, zuli i tych, ktorzy robia z tego zarobek, ale sa ludzie, ktorzy naprawde ledwo wiaza koniec z koncem i na jedzenie im brakuje.
Nie w kazdym miescie sa jadlodajnie, a czasami pod nimi odbywa sie przepychanka, kto silniejszy ten pierwszy (widzialam cos takiego niestety).
@doznudzenia - wiem o co Ci chodzi z tym kieszonkowym. Raczej się odniosłam do wypowiedzi "Przecież 6 zł to dla mnie niedużo", jak ktoś nie zarabia i bierze pieniądze od rodziców to łatwiej mu rozdawać, bo dostał pieniądze bez wysiłku włożonego w zdobycie ich.
lessthan poniekąd masz rację, jednak z kieszonkowych, za które mogłabym kupić sobie bułkę i picie do szkoły, wolę te 6 zł jednorazowo poświęcić na zapiekankę dla kobiety, która mogłaby już drugiego takiego gestu nie otrzymać. Chciałam pomóc tej staruszce, zdaję sobie sprawę, że każdego kiedyś może czekać sytuacja, kiedy pieniędzy braknie. Przekonałam się o tym parę lat temu, kiedy nam z mamą również zabrakło, ale teraz jest znacznie lepiej, więc rozumiem, co kobieta czuła, byłam w jej sytuacji. Chciałam też powiedzieć, że pieniędzy nie daję bezdomnym, którzy mogliby za nie kupić sobie alkohol.
Z czasem uświadomiłam sobie, że kobieta, która poprosiła nas, byśmy -poszły z nią- na zapiekankę, chyba próbowała poprosić nas o spędzenie czasu razem, osoby na starość często bywają samotne, a w tym przypadku zapiekanka była może pretekstem do kilkuminutowej rozmowy..
Dobrze by było, gdyby ludzie przestali w końcu pomagać takim osobom. Są instytucje, które bezdomnego nakarmią, dadzą ubranie, pozwolą się umyć, nawet ciepły kąt do spania się znajdzie. Ale jest jeden warunek - muszą być trzeźwi. Dla wielu z nich to nie do przeskoczenia - bo po co mają się starać, skoro jakiś frajer na ulicy zawsze kupi bułkę?
@IgloPrzemocy - Plus dochodzi jeszcze jeden problem. Moi dziadkowie mają taką emeryturę, że wystarcza im na życie. Nie jest wysoka, bo trochę więcej od minimalnej, ale im starczy. Dlaczego? Bo pracowali na nią całe życie! Ponadto mają trójkę dzieci, którzy gdyby coś się stało to zrobią jakąś zrzutę i zresztą jak widać, moja babcia pracowała w pracy, a nie w mama 24/7. Jakoś nie potrafię współczuć osobom, które podchodzą do mnie na ulicy i "paani dej, bo ja mam emeryturę 400 zł" - no a dlaczego? Bo się nie pracowało to nie ma. Ojeej. Albo osoby z serii "bo mi emerytura nie starczy na utrzymanie mieszkania w stolycy" - to je sprzedaj i kup sobie jakieś tańsze, w miejscu, gdzie jest taniej. A po co musisz mieszkać akurat tam (i najczęściej to wcale nie w kawalerce)? Normalni ludzie zabezpieczają się na starość. Oczywiście rozumiem, że są jakieś wypadki losowe, ale od tego jest pomoc społeczna, a nie osoby na ulicy. Jakoś nie wierzę w takie poszkodowane istoty.
Pamiętam jak w moją robioną osiemnastkę zabrakło nam chleba w domu i latałam po mieście szukając sklepu gdzie będę mogła go dorwać (był lany poniedzialek). Jak zobaczył mnie starszy facet z tym chlebem to zapytał czy mogę mu też kupić, bo przyjechały do niego dzieci a on nawet na chleb nie ma. Żałuję że nie miałam wtedy więcej pieniędzy żeby kupić coś jeszcze bo chleb brał ze łzami w oczach i poszedł. Chociaż z perspektywy czasu zastanawiam się czemu nie mogły mu pomóc te dzieci... Facet był starszy więc dzieci też na pewno były już pełnoletnie.
Pieniędzy nie daję, a jeśli mnie ktoś poprosi by go nakarmić - zrobię to zawsze. Dobrze zrobiłaś.
Tę zapiekankę. :/
Aż się uśmiechnęłam, bo są jeszcze tacy ludzie jak ty ^ ^
to miłe :) rodzice powinni uczyć swoje dzieci kultury, szacunku do dorosłych i wrażliwości na ludzkie cierpienie, by pomoc ludziom była na porządku dziennym. Jednak w moim przypadku musiałam dojść do tego sama. Swoją drogą wyznanie nie pisałam po to by się pochwalić, czy coś, tylko żeby wszyscy zobaczyli, jaka właściwie jest moja mama. Jest mi wstyd, że taki człowiek uczy mnie "dobrego zachowania"
i właśnie dlatego nigdy się w życiu niczego nie dorobisz xD
PS. czekam na hejty xD
I co z tego. Może być o wiele szczęśliwsza niż niejeden bogaty egoista (zaznaczam, że bogaty =/= egoista).
Bez hejtu ale po prostu nie masz racji. Przynajmniej jesli chodzi o zwazek przyczynowo-skutkowy. Wiele obecnych, wielkich fortun powstalo ugruntowanych/zapoczatkowanych przez ludzi parajacych sie rowniez dzialalnoscia charytatywna. Zupelnie pomijam tutaj fakt, ze dorobic sie mozna rowniez guza. Choc moze bardziej w przenosnym sensie.
Ja również mam takie sytuacje, niby jesteś szczęśliwy na duchu ale coś niedaje ci spokoju