#OYI1H
Kiedyś wpadłem spóźniony parę chwil na wykład z biologii i okazało się, że wszystkie siedzenia w auli były już zajęte. Wszystkie, oprócz jednego – ławki w pierwszym rzędzie, centralnie przed biurkiem profesora. Przemawiał on więc, co chwilę wykonując swój nerwowy tik, na co ja, z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, od razu reagowałem moim tikiem, na co wykładowca rzucał mi co rusz gniewne spojrzenie. W końcu przerwał zajęcia, zrobił się czerwony niczym czereśnia, układając swoją twarz we wściekłe grymasy, rzucił w moim kierunku kredą (bardzo celnie!) i zaczął na mnie wrzeszczeć, zarzucając mi brak dobrego wychowania oraz szacunku dla autorytetów naukowych. Na koniec, przed całym zebranym na sali rokiem, kazał mi wynosić się z wykładu i nigdy na niego nie wracać.
Oczywiście wszyscy mieli ze mnie straszliwy ubaw, a anegdota „Jak to Nowak rozsierdził psora od bioli” krążyła po uczelnianych korytarzach przez długie lata.
Z wykładowcą pogodziłem się, kiedy przyszedłem na egzamin i zorientował się, że faktycznie miałem podobny problem jak on. Nawet mnie przeprosił za swój atak wściekłości oraz, co mnie zaskoczyło, polecił mi znakomitego neurologa, któremu udało się wyleczyć go z tiku. Skorzystałem – faktycznie podziałało i pozbyłem się mojego kompleksu.
Trzeba było od razu po wykładzie wyjaśnić sytuację.
A badań na ojcostwo nie chciałeś zrobić, bo statystycznie dwa te same tiki w jednej sali są mało prawdopodobne...
Wykładowcy często wściekają się o byle gówno, ja na pewnym znanym kolegium zostałam zwyzywana od ku*ew z powodu różowych włosów