#S2N2Z
Wydarzyło się to już kilka lat temu, jak córka chodziła do podstawówki (teraz jest w liceum). Niby wiejska szkoła, ale na wysokim poziomie. Wspaniała Pani Dyrektor.
Do klasy mojej córki przyszedł nowy uczeń, wiadomo, dzieci bardzo ciekawe któż to taki. I się zaczęło... dowiedzieli się, że został adoptowany. Dzieci jak dzieci, niektóre bywają bardzo okrutne w słowach i działaniu, oczywiście nie wszystkie. Chłopiec ten był bardzo agresywny. Po prostu myślał, że przemoc i agresja to jest jedyne wyjście, aby radzić sobie z zaczepkami i wyzwiskami.
I tu wkroczyła pani dyrektor. Przeprowadziła pogadanki z dziećmi (jedna w miesiącu) oraz z rodzicami. Zaproponowała chłopcu, że jeśli będzie miał jakiś kłopot, to ma przyjść do niej, nie na skargę, ale na pogaduchy.
Pracowała z nim tak około 2 lat. Sytuacja w klasie już się uspokoiła, dzieci chłopca bardzo polubiły, z wzajemnością. Niestety tu się kończy miła historia.
Okazało się, że na koniec szóstej klasy rodzice chcą oddać go z powrotem do domu dziecka. Mówili, że jednak nie dają rady, że w szkole ma same problemy (i tu była kiepska argumentacja rodziców). Dzieci i nauczyciele nie mogli uwierzyć w to co się stało. Były rozmowy z nimi (pedagog, dyrektorka, psycholog szkolny). Stanęło na tym, że zostanie z nimi do wakacji.
Jest bal, wszyscy czekają na niego z prezentem pożegnalnym, a jego nie ma. Na lekcjach jeszcze był. Pani dyrektor nie wytrzymała i pojechała do nich do domu. I co się okazuje?... Zawieźli chłopca do domu dziecka, aby "oszczędzić mu przykrości pożegnania z klasą". A na koniec powiedzieli, "że byli już jego trzecią rodziną i to chyba mówi samo za siebie, jakie to było dziecko".
Mogę dodać, że dzieci pożegnały go na rozdaniu świadectw. Pani dyrektor razem z psychologiem szkolnym wzięły go na przepustkę z domu dziecka. Było dużo łez. Moja córka i nie tylko ona utrzymuje z nim kontakt. Niestety chłopiec nadal jest w domu dziecka.
Jak można zrobić dziecku nadzieję na normalny dom, rodzinę a później oddać jak jakąś zabawkę co się znudziła. Potwory, nie rodzice.
A nie uważasz ze skoro go 3 rodziny go oddały to moglobyc z nim coś nie tak?
A nie sądzisz że adopcja to odpowiedzialna i przemyślana decyzja, więc jeżeli był adoptowany trzy razy to coś nie tak było z tymi ludzimi? :)
Coś nie tak? Co mogło być z nim nie tak? Nie słuchał się rodziców zastępczych? Straszne.. A pro lajfy każą kobietom rodzić chore dzieci i oddawać do domu dziecka jak ich nie chcą.
@Xanx A nie uważasz, że skoro mieli zostać jego 3 rodziną, to nie powinni zdawać sobie sprawy z tego, że może być to dziecko z problemami, któremu trzeba będzie poświęcić więcej czasu i cierpliwości?
@Xanx rozwaliło mnie to, może niedługo biedni rodzice będą mieli prawo swoje własne dzieci oddawać do domu dziecka za to że pyskują. Ja bym nie oddał nawet psa ze schroniska z powrotem, a co dopiero dziecko.
Z pewnością musieli wiedzieć, że są już kolejną rodziną zastępczą, powinni się liczyć z tym, że będzie ciężko. Poza tym są psychologowie, pedagodzy... Trzeba walczyć, a nie oddawać jak niechcianą zabawkę. Rodzicami bym ich nie nazwała za nic. :/
Może wierzyli że dadzą rade go wychować a jednak on był jaki był i nie podolali? Mieli np się nad nim znecac bo już wzięli to nie mogą oddać?
@xanx, z wyznania wynika, że dyrektor szkoły jakoś sobie z chłopcem poradziła, uspokoiła sytuację w klasie, więc może w domu też by się udało przy większej pracy?
Wiesz inny moglbyc w szkole a inny w domu, nie wiadomo co kierowalo rodzicami zastepczymi
Może go nie adoptowali tylko tworzyli rodzinę zastępczą ze względu na kasę, niestety tac ludzie też są. A swoją drogą to jakby mieli własne dziecko i nie radziło sobie w szkole to też by tak oddali?... O_o
Po 2 latach go oddali? To chore. Kto im dał to biedne dziecko. Skoro 3 rodzina to był pewnie ciężkim dzieckiem ale wydaje mi się ze trochę miłości i pracy nad nim i byłby najcudowniejszym dzieckiem na świecie. Strasznie mi żal tych wszystkich biednych dzieci. Mam nadzieje ze kiedyś ja będę miała tą szanse aby dać godne życie jednemu z nich
Niestety tutaj Cie zasmuce. Niestety mil9sc i praca nad dzieckiem da nic, jesli dziecko nie bedzie chcialo wspolgrac. Z drugiej strony dzieci z bidula sa nauczone i mowia to co nauczyciele i pedagodzy chca uslyszec - a w domu to zwort o 180 stopni o daja w kosc. Dzieci w wieku od 8 lat w gore sa juz za stare niestety na adopcje i rodzine zastepcza.
Nie wymyslam tego. Wiem z autopsji.
Kiedyś czytałam na ten temat wiele artykułów. Jak miłość rodzinna pomagała nawet takim dzieciakom po 8 roku życia. Była tam historia dziewczynki z patologicznej rodziny. Dziewczynka miała coś ok 12 lat, istny diabeł nie dało się z nią porozumieć do jakiegoś 16 roku życia ale coś w jej głowie się zmieniło. Rodzice zastępczy nawet nie myśleli o tym żeby ją oddać. Dziewczyna wyrosła na cudowną kobietę i opiekowała się rodzicami zastępczym na starość. Nie wiem czy to prawdziwa historia, ale czytałam takich wiele, czytałam również o tych dzieciach które po adopcji wracały do domu dziecka z własnej woli bo im coś nie pasowało, a rodzina się starała jak mogła. Wydaje mi się ze nawet takie duże dzieci zasługują na adopcje, tylko tutaj jest pytanie czy takie dziecko chce. Tego niestety nie wie nikt tylko ono.
Ciekawe czy swoje biologiczne dziecko też by tak oddali bo sprawia troche kłopotu.. kurcze ja to bym nawet psiaka do schroniska nie "zwróciła"
Juz myslalam, ze bedzie happy end i go dyrektorka adoptuje.
Pokraki życiowe z tych "rodziców zastępczych"! W sobie problemów nie widzieli, tylko w tym biednym, pokrzywdzonym przez życie chłopcu.... A wystarczyło poświęcić mu trochę uwagi :(
Biedny :c
Za nic nie wiecie jak wyglada praca i zycie z takim dzieckiem. I jesli myslicie ze cierpliwoscia miloscia i praca z nim dacie zwyciezyc wszytsko to jestescie w wielkim bledzie.
PCPR nie podaje wszystkich informacji. Nie podaja tych, ktore de facto sa najazniejsze.
Dzieci z domu dziecka wiedza jak sie zachowac w szkole i przy obserwatorac, co maja mowic... A w domu sie zmieniaja o 180 stopn.
Niestety pisze to z autopsji...
Malo ktoremu dziecku wyjdzie na dobre rodzina zastepcza. Nie mylcie wiec tego tez z adopcja. Adopcje jest znacznie ciezej rozwiazac.
Sa testy i kursy na RZ i duzo osob odpada. Jesli sie kurs skonczy, ale nie bedzie sie chcialo wspolpracowac z PCPR, to daleko nie pociagniecie...
Wec, nie znamy calej historii tego chlopca. Tylko to co przedstawial on w szkole. Nie uznaje winy rodzicow, choc mogli go zostawic ma ten bal caly.
Doksztalcie sie zanim "zjedziecie" rodzicow.
Branie dziecka z domu dziecka to nie piesek ze schroniska, może się okazać ze pies się nie przyzwyczai, znienawidzi któregoś członka rodziny, lub jest agresywny, ale dziecko? Co oni sobie myśleli i jak ustalili granice ze dziecko nie jest już "wystarczająco dobre" żeby je trzymać. Ciekawe czy swoje też by oddali, chociaż decydując się na adopcję dziecko staje się twoje, więc można powiedzieć że już to zrobili... szkoda chłopca
Żeby adoptować podobno testy psychologiczne, kursy się przechodzi. Jak to możliwe, że tacy ludzie przez to przeszli? Są ludzie którzy kochaliby jak własne ale np są za biedni. I w takiej rodzinie przy pomocy państwa (zamiast pakować kasę w dom dziecka, co jest droższe) dziecko by było szczęśliwsze.
Mówcie, co chcecie. Ja nie wiem, jak było, ale nie wykluczam możliwości, że był naprawdę trudnym dzieckiem (albo zaistniała jakaś inna sytuacja) i rodzice z bólem serca go musieli oddać.