#UM0xb
W jednej z tych firm jest sobie Alvaro. Ach, cud miód malina chłopaczyna! Czarny lśniący włos, skóry brąz, oczu błękit. Kaloryfer jak się patrzy, ten styl, głosu ton... No kisiel Słodka Chwila w gaciach. Oczywiście, zdaniem Alvaro.
Masa kobiet do niego wzdycha, to fakt. Jeszcze więcej się dobrodusznie śmieje, bo paw przy Alvaro to skromniś malutki. Kobiety nie są mu potrzebne do związku. Nie są mu nawet potrzebne do seksu. Kobiety istnieją po to, by Alvara podziwiać, powtarzać mu codziennie, jaki jest cudowny. Szeptać do kształtnego uszka komplementy, jak to bezbłędnie dobrał koszulę do głębokiej purpury prążków na spodniach. Tak - kobiety to dla Alvara gadające lustra.
Z firmą tą pracuję od trzech lat. Alvaro jest tam jakieś półtora roku. Co przychodzę na spotkanie z szefami, Alvaro pręży mięśnie, aż koszula trzeszczy. Mijam go, krztusząc się ze śmiechu, zwykle dosyć szybko. Nie chcę, żeby usłyszał chichot, uchowaj Boże. Jeszcze mu psychika siądzie.
Kilka dni temu trochę źle się czułam, nic tragicznego. Akurat wypadał termin spotkania w firmie Alvara. Mimo iż większość ludzi jest tam powiadomiona o mojej przypadłości i z odwołaniem nie byłoby kłopotu, postanowiłam nie wydziwiać. Przezornie zamówiłam taksówkę.
Kilka minut po dotarciu na miejsce poczułam się znacznie gorzej. Oparłam się o futrynę, gdy nagle wyrósł przede mną Alvaro, swym nadęciem testując szwy kolejnej koszuli. Jego ciężkie perfumy dokonały pełni dzieła - ostatnie, co pamiętam, to jakieś mamrotanie o butach...
Zemdlałam.
Wezwano karetkę, powiadomiono mojego męża, nic mi nie jest, jak widać :). A wczoraj dowiedziałam się, że niechcący spełniłam dobry uczynek przedświąteczny - szczęśliwy Alvaro opowiada każdemu, kto chce słuchać, jak to kobiety mdleją na jego widok...
Niech mu się dobrze wiedzie! :)
Patrząc na komentarze tak tylko napiszę - a mnie się styl podoba. Owszem, dłużej, ale zabawnie napisane, przyjemnie się czyta :)
Po tych całych opisach spodziewałam się, że zwymiotujesz na nowiutką koszulę Alvaro... Czuję lekkie rozczarowanie... ;)
"Choruję na serce, przez co pracuję jako freelancer (nie mogę mieć normalnej pracy). Czasami chodzę do siedziby firmy, aby przedyskutować parę spraw. Jest tam taki facet, w typie Alvaro. Uważa się za nie wiadomo kogo, no cud, miód i orzeszki, według niego oczywiście. Pewnego dnia będąc w firmie spotkałam go - zaczął się popisywać, jak zwykle. Tego dnia od rana gorzej się czułam i w czasie rozmowy zemdlałam. Okazało się, że spełniłam jego największe marzenie - żeby dziewczyny mdlały na jego widok" Da się? Da się! Ale historia fajna ;)
Jak dla mnie to streszczenie zabrało historii urok. Jasne, można było napisać to trochę krócej, ale z drugiej strony, czytamy to dla przyjemności, a nie jako lekturę szkolną, z której trzeba wyciągnąć ogólny sens, najlepiej czytając tylko krótkie streszczenie i opracowanie.
Wyobraz sobie ze ktos robi ci potrojne salto przed oczami i tez mowi "Da sie? Da sie!" :D
"Z powodu choroby serca zemdlałam od zapachu perfum gościa typu "Alvaro", a on się chwali, że to na jego widok."
Wszystko da się skrócić, tylko po co? Ja wolę wersję autorki. Można nawet:
"Wbrew słowom próżnisia, to perfumy z moją chorobą (a nie jego widok) mnie zemdliły."
A ja wolę streszczenie a nie jakieś "ukwiecone" flaki z olejem.
Idę o zakład, że wtedy wyznanie nazbierałoby minusów, a w komentarzach każdy by narzekał, że nudne i że wygląda jak historyjka z "Chwili dla ciebie". Ten przerost formy nad treścią jest w oczywisty sposób celowy, żeby wyolbrzymić, przerysować cechy Alvara i uzyskać efekt komiczny. Na pewno lepszy taki prosty zabieg, niż przekombinowane wyznania usilnie pisane pseudoksiążkowym stylem.
Każdy lubi co innego. Mi się twój styl podoba i wole go zdecydowanie bardziej od zmienionego po raz tysięczny wyznania o ojcu zapalonym wędkarzu, którym ludzie się tak zachwycali. :)
To prawda, ale dla niektórych przeciągnięta historia nie oznacza zaraz dobrego stylu i czują się, jakby zmarnowali czas
Mój stary to fanatyk wędkarstwa...
Fajny styl, przyjemnie sie czyta.
"Choruję sobie. Na serduszko." - grrr. Jakbyś nie mogła po prostu napisać, że masz chore serce.
Pokazuje dystans do siebie, wprowadza komizm przez groteskę... Takie coś to nawet w książkach spoko przejdzie.
Ten wstęp jest tak napisany po to, żeby od razu zasygnalizować komiczne zabarwienie całości i utrzymać wyznanie w tym klimacie.
Też od razu pomyślałem "dziewczyno ile Ty masz lat?"
Ja nie mam z tym nic wspólnego.
Nie pisz więcej, błagam.
a ja sobie choruję na nereczki i też nie jest fajniutko, ale na szczęście mogę chodzić do pracki. ale ogólnie to super wyznańko :)
Kocham twoj styl pisania