#Wm06b

Wyznanie odnośnie pewnej historii, w której autor pisze, że w wieku 35 lat mieszka z rodzicami. Jest tam sporo komentarzy, że jest z nim coś nie tak, bo nie mieszka sam.
Opowiem jak to było ze mną i dlaczego długo byłam z rodzicami.

Mieszkałam w małym mieście z dużym bezrobociem. Pierwszą pracę miałam już w wieku 18 lat zaraz po skończeniu szkoły. Pól etatu za zawrotne 325 zł miesięcznie (tak, 19 lat temu były takie zarobki). Już wtedy wynajem najtańszego mieszkania w moim mieście trzykrotnie przewyższał moje zarobki. Szukałam oczywiście innej, lepiej płatnej pracy, aż w końcu po roku udało mi się dostać pracę w markecie na 3/4 etatu. Zarobki około 600 zł na miesiąc. Rozglądałam się za choćby pokojem do wynajęcia, ale najtańszy kosztował 450 zł, więc zostałoby mi 150 zł z wypłaty. No trochę mało na wyżywienie i ubranie się. Dorabiałam na roznoszeniu ulotek, ale też nie mogłam za bardzo poszaleć z dodatkową pracą, bo grafik w markecie zmieniał się co parę dni, bo a to ktoś zachorował, a to ktoś się zwolnił i to kolidowało z grafikiem w pracy dorywczej.
Później jakoś podnieśli najniższą krajową, ale podniosły się automatycznie ceny mieszkań, spożywki itp. I tak z 900 zł mieszkania podrożały do 1200.

W końcu w wieku 25 lat poznałam faceta i myślałam, że jakoś ułożymy sobie razem życie. Pracowałam wtedy w mieście oddalonym o 50 km od mojego miasta. Zarabiałam ok. 1300 zł na rękę, z czego 300 szło na dojazd. Oczywiście tam wynajem mieszkania to był koszt 1500 zł. Szukałam dorywczej pracy, żeby na to zarobić, ale ostatecznie nie znalazłam takiej, która nie kolidowałaby z godzinami mojej głównej pracy. W międzyczasie wynajmowałam pokoje u różnych ludzi, średnio co 3 miesiące u kogoś innego, ale z tym było sporo problemów, począwszy od grzebania mi w rzeczach po zabranianie mi się kąpać dłużej niż 3 minuty i częściej niż raz na trzy dni.

Mój facet przez pięć lat kategorycznie nie zgadzał się na zamieszkanie razem. Też mieszkał z rodzicami i znajdował milion wymówek - a to się boi, a to rodzice nie pozwalają. Ja byłam gotowa z nim zamieszkać, on nie. Więc siedziałam do trzydziestki z rodzicami, licząc, że mu się nagle odmieni. Rzuciłam go po tym, jak oznajmił, że może za kolejne 5 lat zamieszkamy razem.

Nadal próbowałam zrobić coś, by wynieść się od rodziców, miałam etat i brałam jeszcze prace dorywcze typu roznoszenie ulotek, opieka nad dziećmi, sprzątanie ludziom mieszkań, w sumie pracowałam dziennie ok. 12 godzin. Ale to były marne grosze, a w międzyczasie mieszkania drożały z roku na rok, wiec nadal nie mogłam nic wynająć.

W wieku 32 lat poznałam faceta, który chciał razem zamieszkać i w dopiero wieku 33 lat wyniosłam się od rodziców na dobre. Mimo że próbowałam już dużo wcześniej, ale oddawanie całej wypłaty na czynsz i głodowanie nie było w moich planach.
Takie są realia w Polsce.
ohlala Odpowiedz

Niektórzy Cię tutaj gnoją, a ja jednak powiem, że rozumiem. Nieprawdą jest, że każdy może się kształcić i iść do przodu, awansować. Bo ludzie są różni i mają różne ograniczenia. Fajnie jest się mądrzyć, gdy np. nie ma się problemów z przyswajaniem wiedzy, ma się talent do czegoś. Ale nie każdy tak ma, więc rzygać mi się chce, jak widzę wpisy typu: "omg, jesteś zbyt pasywna!1!". Wbijcie sobie do głowy, że istnieją ludzie bez talentu, bez umiejętności oraz ludzie mniej inteligentni. Trochę empatii i zrozumienia, że nie wszyscy są tacy, jak wy.

A a'propos długiego mieszkania z rodziną, to w wielu krajach jest to całkowicie normalne i Polska zdecydowanie nie jest wyznacznikiem tego, co właściwe. Nie, nie jesteśmy lepsi czy bardziej rozwinięci od innych.
Swoją drogą sama znałam kogoś, kto mieszkał z mamą, ponieważ to MAMY nie byłoby stać na samodzielne utrzymanie się, bo była na emeryturze.

Expatt

@Ohla - dwie kwestie. Jeśli chodzi o mieszkanie u rodziców, to nic nie mam do ludzi, którzy mieszkają bo chcą i nie mają żadnych problemów - ich życie. Natomiast tutaj raz za razem pojawiają się wyznania ludzi, którzy tak mieszkają i uskarżają się na wszystkie typowe problemy z tym związane - stąd dostają porady p.t. 'wyprowadź się'.

Co do pasywności autorki - ja rozumiem, że osoby z autentycznym niedorozwojem umysłowym mogą mieć problemy ze przyswajaniem umiejętności i zdobywaniem kwalifikacji. Natomiast nie oszukujmy się - nawet przeciętnie (lub mniej) inteligentna osoba jest wstanie zarobić na godne życie. Nie każdy musi pracować umysłowo, a wiele tradycyjnych kwalifikacji (krawiectwo / fryzjerstwo / kosmetologia) i tak jest w stanie przynieść zarobek na poziomie 3-4k+ miesięcznie. Pomijając już oczywiście zawody, które nie wymagają żadnych kwalifikacji, ale trzeba sobie w nich ubrudzić ręce (np. praca na produkcji czy nawet sortowanie śmieci z krajową medianą wynagrodzeń 3.3k).

Osoba, która mieszka z rodziną ponieważ 'nie jest się w stanie utrzymać mieszkając samemu' ewidentnie nie zdobyła w życiu żadnych kwalifikacji oraz nie jest gotowa by sobie ubrudzić ręce w cięższej pracy.

ohlala

@Expatt

Wymieniłeś zawody, które wymagają nie tylko umiejętności, ale i talentu. To pokazuje, jak niewiele wiesz o tym, co polecasz ludziom (kosmetologia? człowieku, kosmetolog musi ukończyć studia! Miałeś na myśli kosmetyczkę, ale nawet ona musi mieć duże umiejętności, aby nie zrobić klientowi krzywdy).
Zawody, które tego nie wymagają, są słabo płatne. I wcale nie trzeba mieć niedorozwoju, wystarczy inteligencja niższa niż przeciętna.
Żyjesz w jakiejś bańce coachingowej, w której każdy może, tylko mu się nie chce. Jest mnóstwo ograniczeń i problemów, których pewnie nawet w życiu nie liznąłeś, ale bardzo łatwo jest Ci się wypowiadać z perspektywy osoby, która takich problemów nie miała.

BuldogFrancuski

@ohlala W punkt.

Expatt

@Ohla - Wybacz, ale naprawdę wyolbrzymiasz te 'gigantyczne wymagania' takich zawodów. Pewnie, żeby szyć kreacje dla Diora albo garnitury na miarę u Brioniego trzeba mieć sporo talentu. Natomiast nie wierzę, że w miarę ogarnięta i cierpliwa osoba z podstawowymi zdolnościami manualnymi nie wyuczy się w odpowiedniej szkole zawodowej / na kursie policealnym krawiectwa na tyle, by móc szyć ubrania / firany z szablonów w większej szwalni (patrząc po ogłoszeniach, 3.6-4.2k brutto w większym mieście). Podobnie z gastronomią - np. mediana zarobków piekarza to też ok. 3k. I naprawdę nie wierzę, że wyrabianie ciasta w maszynach na większą skalę wymaga jakiegoś boskiego daru - natomiast wymaga dokładności, sumienności oraz cierpliwości by wyrobić sobie kwalifikacje i doświadczenie w zawodzie. Pomijam już zajęcia, które nie wymagają żadnych kwalifikacji, a jedynie ciężkiej pracy w 'mało prestiżowych' warunkach (jak np. wspomniana już segregacja śmieci).

Problemem naszych czasów jest to, że ludzie mają zawyżone oczekiwania. Księżniczki i książątka prędzej pójdą na kasę do marketu za minimalną i będą narzekać na 'realia w Polsce' niż rozsądnie wybiorą sobie lepiej płatny ale wymagający kwalifikacji i 'mniej seksowny' zawód. Dokładnie to samo działo się na Zachodzie przez ostatnie 20-40 lat, i w rezultacie wyrosły tu całe pokolenia ludzi uzależnionych od socjalu, podczas gdy imigranci przejęli wiele względnie intratnych zawodów. W Polsce zresztą możesz to sobie obejrzeć na żywo patrząc na pracowitych i skromnych Ukraińców, którzy ściągają do Polski całymi autobusami.

ohlala

Nie, nie wyolbrzymiam, to Ty ich nie doceniasz i to jest w sumie przykre. Już pokazałeś, że nie masz pojęcia, czym się zajmują kosmetolodzy/kosmetyczki, więc po co w to brniesz? Prawda jest taka, że jak ktoś jest byle jakim fryzjerem/szwaczem/itd., to nadal będzie zarabiał byle jakie pieniądze. Moje zdolności manualne są całkiem niezłe, ale wiem, że nie nadawałabym się na krawcową czy fryzjerkę, nie ma szans. A z ciekawości poszukałam ofert dla krawcowych u mnie w (dużym) mieście i nigdzie nie podano zarobków, więc doskonale wiem, co to oznacza.

Ale nie ma o czym z Tobą gadać, skoro nadal nie rozumiesz bardzo prostej rzeczy - nie każdy ma te same możliwości i nie każdy jest na tyle mądry, aby nauczyć się konkretnego, dobrze płatnego zawodu. I nie ma to nic wspólnego z byciem "Księżniczką". Gadasz jak Ci wszyscy coache sukcesu, którzy ostatecznie zarabiają na tym, że innym się nie powodzi (nawet z ich radami, ha).

ohlala

A, zapomniałam o Ukraińcach. Nie wiem, w jakim magicznym mieście mieszkasz, ale u mnie owszem, Ukraińcy są i pewnie ciężko pracują, ale w większości w żabkach czy piekarniach jako sprzedawcy. Do tego gnieżdżą się w malutkich mieszkaniach po 3-4 osoby na niezbyt duży pokój (gdy przeglądam oferty mieszkań widzę te, które skierowane są do nich), żeby jak najmniej wydać z tego, co zarabiają. Nie wiem więc, co to ma udowadniać, skoro nadal mało zarabiają, tylko jest im dobrze, bo uciekli z jeszcze większej biedy.

Expatt

@Ohla - Podałem Ci bardzo proste statystyki odnośnie tego, jakie są mediany miesięcznych zarobków w kilku względnie przystępnych zawodach nie wymagających większych kwalifikacji (powtórzę: pracownik produkcji: 3.4k, segregacja odpadów: 3.3k, call center: 3.9k). Za pieniądze tego rzędu osoba jest się w stanie sama utrzymać - oczywiście bez luksusów, ale w miarę godnie. Na rynku jest również jak najbardziej zapotrzebowanie, bo w Polsce jest obecnie zarówno statystycznie, jak i anegdotycznie udowadnialny brak siły roboczej.

Na czym więc polega Twój argument? Na tym, że są ludzie, którzy ciężko pracują, a jednak przy tym nie mają predyspozycji do absolutnie żadnej pracy - ani umysłowej ani jakiegokolwiek typu fizycznej - oprócz takiej, która nie wymaga żadnych specjalnych umiejętności i płaci krajową minimalną? Jeśli są, to serdecznie im współczuję. Jeśli autorka się do nich zalicza, to zwracam honor.

Natomiast nadal uważam, że dla przytłaczającej większości osób za taką sytuację życiową odpowiada lenistwo, pasywność oraz kiepskie wybory życiowe w młodości (nawet niekoniecznie z ich własnej winy - to często kwestia braku dobrych wzorców w bliskim otoczeniu). Skądinąd - wiesz, jaki jest w tej chwili drugi najpopularniejszy opis 'zawodu' na poskim Facebooku? SZLACHTA NIE PRACUJE. Jak myślisz, ile osób 'bez talentu oraz bez umiejętności' o których piszesz ma lub miało coś takiego ustawione?

Expatt

Ah, i jeszcze Ukraińcy: patrząc na dane z H1 2020 odnośnie wydanych pozwoleń na pracę dla imigrantów z Ukrainy: dla techników/ specjalistów/ robotników/ rzemieślników/ operatorów maszyn wydano 2x więcej pozwoleń niż na 'pracowników wykonujących prace proste' i sprzedawców detalicznych (circa 95k vs. 50k w ciągu 6-ciu miesięcy). Oznacza to mniej więcej tyle, że Ukraińcy napływają do nas właśnie na stanowiska, które wymagają kwalifikacji, ciężkiej pracy oraz w których trzeba sobie ubrudzić ręce - a właśnie takie stanowiska są lepiej płatne. Dokładnie takie stanowiska, których nasza niepracująca / lekko - pracująca arystokracja rodem z blokowiska się nie tknie. Nie sugeruj się tym, że Ukrainiec woli pensję zaoszczędzić lub wysłać rodzinie niż nie wpakować ją w ładniejsze mieszkanie.

Hvafaen

Z tego co zauważyłam Ukrainki radzą sobie świetnie jako kosmetyczki lub fryzjerki, tylko do nich chodzę. A w pokoikach mieszkają głownie budowlańcy i w większości nie chcą wyprowadzać się do Polski na stałe, dlatego oszczędzają.
Po drugie „jeszcze większej biedy”, skoro mieszkają w jednopokojowych mieszkankach według ciebie w 3-4 osoby to jak mieszkali na Ukrainie?😂 w klatkach?
Można zrobić nawet kurs robienia brwi lub rzęs i zarabiać bardzo dobrze. Ja robiłam paznokcie, gdy byłam w liceum. Można też być tymi od wosku lub sugaringu, do oderwania wosku z nóg pub waginy chyba nie trzeba talentu? Jesteś bardzo negatywna, to nie couching, takie rzeczy mówią ludzie, którym się w życiu udało przez ich własne zasługi. Każda zdrowa na umyśle osoba da radę skończyć jakieś kursy lub nawet łatwy kierunek. Jeżeli nie, to trzeba się zbadać. Nie wiem dlaczego próbujesz tak poniżyć innych ludzi i wmówić im, że są stworzeni do sprzątania kibli lub siedzenia na kasie, choć teraz podobno dobrze się tam zarabia.

Termalna

Expatt nie wiem jak u ciebie, ale u mnie na zadupiu za zawody jakie wymieniłeś dostaniesz góra 2-2,2 tys netto na miesiąc. Co śmieszne mimo, że jest to zadupie to mieszkania bez remontu, klimatem z PRLu kosztują 1500 na miesiąc + opłaty. 🤷🏻‍♀️
Wszystko na dobrą sprawę zależy od danego miasta.

Zobacz więcej odpowiedzi (6)
Expatt Odpowiedz

Aż mnie mdli od tego wyznania. Takie są realia WSZĘDZIE, od Kanady po Burkina-Faso dla osoby, która: A) nie ma wykształcenia ani kwalifikacji ani nie próbuje ich zdobywać; B) nie ma elementarnego instynktu życiowego do rozkręcania swojego interesu C) jest zbyt pasywna, żeby się wyprowadzić do większego miasta z mniejszym bezrobociem / wyższymi zarobkami.

Wybacz brutalną szczerość, ale jeśli po 10-ciu latach pracy ktoś zarabia w okolicach minimalnej, to znaczy że w tym czasie ani trochę nie podniósł swoich kwalifikacji, nie nauczył się niczego nowego ani nie próbował poprawić swojego życia. I to w kraju, w którym jest darmowa edukacja wyższa na państwowych uczelniach oraz pożyczki studenckie. Nie mówiąc już o wieczorowych szkołach policealnych - nawet wyuczenie się wieczorowo zawodu takiego jak fryzjerstwo / krawiectwo / etc. dałoby takiej osobie więcej niż praca w markecie za minimalną.

Prawda jest taka, że takie osoby na całym świecie mieszkają z rodzicami nawet i do ich śmierci.

eremita

Prawda, nie można narzekać na brak pieniędzy jeśli nie robi się nic w kierunku żeby je zdobyć.

rutabo

No ale jak to? Kazdemu powinno należeć sie mieszkanie i pensja która starcza na wakacje. Trzeba zabrać tym co zarabiają za duzo bo bogaca sie na cudzym nieszczęściu!

I potem dziwne że Pis jest u władzy a do Europy walą tabuny socjalnych nierobów.

Corazwiecejpustki

@ Expatt: To co piszesz to teoria. Dobrze ugruntowana i poparta statystyka ale ciagle tylko teoria. Zdecydowanie nie znasz realiow i problemow gdy jest sie na dole. Na samym dole drabinki, obojetnie z jakiego powodu. Gdy nie masz pieniedzy na bilet aby pojechac na rozmowe o prace, gdy bezposrednio przed tym upaprales swoja jedyna porzadna koszule. Gdy twoj pracodawca zorientuje sie, ze jestes zdesperowany i zaniza propozycje i tak juz glodowej pensji. Gdy adres twojego zamieszkania to getto, wiec nikt nie chce cie wziac na powaznie.
Znam to i udalo mi sie wydostac z tego gownianego lejka. Mysle, ze nie wyobrazasz sobie nawet ile wysilku i samozaparcia potrzeba aby osiagnac chocby przecietna. Bo pozniej, od przecietnej w gore, to jest juz tylko spacerek. W porownaniu z pierwsza czescia.
Wybacz zatem brutalna szczerosc ale pieprzysz glupoty. Tzn. mam na mysli, Twoje spojrzenie na rzeczywistosc nieco rozbiega sie ze stanem faktycznym a wyciagane wnioski sa odrobine suboptymalne.

Expatt

@Pustko - nie będę udawał, że od dziecka wychowałem się w jakiejś gigantycznej biedzie. Natomiast uwierz, mam za sobą doświadczenie łapania się najróżniejszych prac jako student i aplikowania o wszystkie możliwe stypendia pod słońcem, byle tylko się utrzymać finansowo w obcym kraju. Wiem również, jak to jest jako świeży absolwent wynajmować za absurdalne pieniądze obskórną, zagrzybioną kawalerkę w jednym z najdroższych miast świata i pracować 60-80 godzin tygodniowo jako najpodrzędniejszy korpo-szczur (w międzyczasie ucząc się weekendami do egzaminów o certyfikaty) - byle tylko się wykazać i awansować.

Wiem, że wielu ludzi ma / miało o wiele, wiele ciężej - zresztą sam te doświadczenia wspominam paradoskalnie dość miło, bo wiele się z nich nauczyłem i bardzo mi się one opłaciły. Natomiast odczuwając na własnej skórze, ile pracy i wysiłku wymaga dorobienie się pozycji własnymi siłami, ani trochę mnie nie wzrusza biadolenie kogoś, kto przez 10 lat życia u rodziców (zakładam, że bez czynszu i prawdopodobnie z obiadkiem na stole postawionym przez mamusię) nie wyrobił sobie żadnych kwalifikacji, kursów ani wieczorówki by być w stanie pracować za chociaż odrobinę więcej niż minimalną.

bazienka

oj zdziwilbys sie, pensja urzednicza u mnie w miescie ok 2200 netto, ze 3 stowy wiecej niz sprzataczka

Zmineralizowana

A) nie ma wykształcenia ani kwalifikacji ani nie próbuje ich zdobywać; B) nie ma elementarnego instynktu życiowego do rozkręcania swojego interesu C) jest zbyt pasywna, żeby się wyprowadzić do większego miasta z mniejszym bezrobociem / wyższymi zarobkami.

Nawet zakładając, że takie są jedyne przyczyny ubóstwa, to nadal... No, takie osoby istnieją. Bez kwalifikacji, bo nie każdy ma możliwości, żeby je zdobyć, nieprzedsiębiorcze i pasywne, a jednak pracujące, na miarę swoich możliwości. Według Ciebie takie osoby mają zdechnąć w ramach nowoczesnej, kapitalistycznej selekcji naturalnej?

TymRazemNieZapomne

No patrz, a ja w Niemczech bez kwalifikacji zarabiałem ok. 1400-1600 (podwyżka) euro miesięcznie na rękę pracując 8 godzin dziennie płacąc jednocześnie za pokój 300 euro (nie była to melina). Ta daaam da się!
A w Polsce? Zależnie od rejonu. W moim zarobisz bez kwalifikacji 9-12 zł na rękę, a max 3000 zł brutto. W budowlance trochę więcej. Tutaj u mnie biedronka nie ma problemu ze znalezieniem stałych pracowników bo w porównaniu do innych dobrze płaci.
Jak się nie było biednym tak jak Corazwiecejpustki mówi to się nie wie jak źle może być.

bazienka

Zmineralizowana nie wszyscy chca miec wlasne biznesy
ja jestem osoba, ktora nie chce sie uzerac z tymi wszystkimi zusami, vatami nawet jak nie zarabia (pozdro od pandemii), nie chce sie uzerac z reklamowaniem wlasnego biznesu, naganianiem klientow, non stop niepewnoscia, cze klienci dopisa w tym miesiacu i bedzie z czego zrobic oplaty, nie chce mi sie szarpac
wole isc gdzies, gdzie bede miala placona 10go stala pensje i sie nie uzerac

TymRazem jak to sie ma do minimalnej stawki godzinowej? na czarnucha wszystko idzie?

parohot

Jak by niebylo, to minimalana krajowa powinna starczyc na wynajecie mieszkania i zywnosc… nie kazdy moze byc profesorem i po drugie ktos musi pracowac na kasie czy sprzatac czy podac ci zestaw w maku…. Problem jest taki ze minimalan krajowa nie zapokoi podstaw.

Corazwiecejpustki

@ Expatt: Rozbawiles mnie. Naprawde. Tu gdzie mieszkam nazywa sie to "marudzeniem na wysokim poziomie".
Gratuluje ambicji i zaradnosci. Powaznie.
Maly apel na koniec: Nie sadz innych wedlug siebie. Obojetnie czy w gore, czy w dol.

Zobacz więcej odpowiedzi (3)
BuldogFrancuski Odpowiedz

Zazwyczaj to właśnie pracowite osoby - wkładające serce w to, co robią nie są doceniane.

Z czymś mogą się nie wyrobić, bo wyprzedzi je jakiś cwaniaczek, który wykona robotę byle jak - choć wszystkim będzie powtarzał, że albo robić dobrze, albo wcale.
Ludzie życzliwi dla innych poświęcą mnóstwo czasu, by pomagać, a w tym czasie ktoś rozpychający się łokciami dostanie dobrze płatną posadę.

Sam byłem w szoku, jak u mnie na studiach została wyrzucona z grupy naprawdę pracowita i uczciwa dziewczyna, która bardzo sumiennie wykonywała swoje obowiązki.

Więc nie, drogi Expacie, nie masz racji. A Ty, Autorko - trzymaj się. Widać, że jesteś silną kobietą :-)

Expatt

Buldogu - jest ogromna różnica między osiągnięciem wielkiego sukcesu, a uzyskaniem poziomu wystarczającego na godne życie. Czy może się zdarzyć, że cwaniak po znajomości wyprzedzi uczciwą i pracowitą osobę do awansu? Pewnie, że tak. Natomiast można być uczciwą i pracowitą osobą, oraz powoli i sukcesywnie budować sobie kompetencje, kwalifikacje i doświadczenie, a w rezultacie sięgać po lepsze miejsca pracy i wyższe zarobki.

Nadal nie widzę w 10-ciu latach pracy za około-minimalną czegoś godnego poklasku ani polecenia. Widzę w tym coś godnego ewentualnie współczucia - ale i tak takiego połowicznego, bo autorka mogła i powinna była rozsądniej się samodoskonalić.

checkit Odpowiedz

Wystarczy chcieć, a nie narzekać :)
Pracuję 8h dziennie, do tego mam pracę zdalną, która zajmuje mi teoretycznie ok. 100h miesięcznie (w praktyce jakieś 20h), chodzę na studia, piszę magisterkę, dokształcam się. Też mieszkam z rodzicami, ale w wieku 23 lat mam odłożone 100 tys. złotych na mieszkanie. Po zakończeniu studiów - wyprowadzka, zresztą już się rozglądam za jakimś małym lokum.
Może i żadna praca nie hańbi, ale jeśli w wieku 30 lat zamiast szukać normalnej pracy, która będzie Ci dawała jakąś w miarę satysfakcjonującą wypłatę szukasz gówno-prac dla nastolatków, to coś jest nie tak i trzeba iść na jakieś kursy kwalifikacyjne.

GeddyLee

ale jesteś zajebisty

bazienka

super, a ile dokladasz sie im do rachunkow?

checkit

Nie jestem zajebista, tylko pracowita. Wcale nie chodziło mi o jakieś "pokazanie się", chociaż mogło to tak zabrzmieć.
Nie zaprzeczam, że jestem z tego dumna, że udało mi się odłożyć pieniądze będąc na studiach - ale to był tylko i wyłącznie mój wybór, żeby tyle pracować (nie raz mam dość i padam na twarz i mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę, odpuścić). A dzięki uporowi osiągam jakiś tam swój cel i marzenie, którym jest kupienie mieszkania bez kredytu. Moja pierwsza praca w mieście była od razu po maturze w Cinema City, gdzie zarabiałam zawrotne 5.50 brutto na godzinę, do dziś pamiętam jak manager powiedział mi, gdy oznajmiłam mu, że w przyszłości chciałabym zarabiać z 3000 zł na rękę (teraz wydaje mi się mega mało), że nie mam na to szans i zaśmiał mi się w twarz. No to udowodniłam mu, po kilku latach, że można i więcej. Wystarczy po prostu chcieć pracować i nie łapać się każdej gówno-pracy, w której proponują nam psie pieniądze.
Abstrahując - ostatnio prowadziłam rozmowy kwalifikacyjne w miejscu, w którym pracuję (5 na 7 osób nawet nie zapytało się o wynagrodzenie - był to dla nich nieistotny czynnik (bo mają przez prawo zapewnioną najniższą krajową); w moim odczuciu dostały od razu punkty ujemne za to, że w ogóle nie pokazały się ze strony: stać mnie na więcej, niż niższa krajowa.

Bazienka - jeśli Cię to zadowoli, to nie dokładam się do rachunków - taka umowa między rodzicami a mną, że póki się uczę oni zapewniają mi mieszkanie. Ale nie oznacza to, że nie robię co tydzień zakupów dla całej rodziny, czy w ogóle jestem jakkolwiek wykluczona z finansów rodziny.

Wielu moich znajomych ze studiów, mimo zdalnego nauczania siedzi sobie w domu i kompletnie nie robi nic, nawet nie rozgląda się za pracą, bo tak im wygodnie.

bazienka

a to tak zyjac na garnuszku u mamy to kazdy potrafilby odlozyc, wystarczy, ze nie rozwalasz kasy, mieszkasz prawie bezkosztowo to mozna i 3/4 pensji miesiecznie odkladac
zadne osiagniecie

checkit

To pokaż mi tego każdego 😅
Wśród moich znajomych są tacy, którzy mieszkają u rodziców i tacy, którzy już się wyprowadzili (i większości z nich rodzice dalej pomagają finansowo, utrzymują im pokoje, dokładają do rachunków). Nikt nie ma odłożone na cokolwiek prawie nic, więc Twoja teoria do mnie nie przemawia. 💁
Dla Ciebie żadne osiągnięcie - dla mnie sukces :) dzięki temu nie będę musiała niedługo użerać się z kredytem i myśleć "jakoś to będzie"

Hvafaen

„Żadne osiągnięcie”
Zazdrość tu przez kogoś przemawia. To, że takie odkładanie pieniędzy jest łatwiejsze nie znaczy, że to żadne osiągniecie. A ty nie musisz tak ciągnąć ludzi w dół.
Checkit, sama jest 36 latką, bez partnera, mieszkającą z obcymi ludźmi, perspektyw na mieszkanie- żadnych.

bazienka

spoko, zarabiam powiedzmy 4k w uproszczeniu, zakupy raz w tygodniu plus moje potrzeby typu telefon, bilet to w porywach 500 zl, 3500 miesiecznie odlozone, 3000 jak sobie pofolguje, no bajka, 100 tys do odlozenia w 3 lata z palcem w odbycie
zastrzezenie mialam takie, ze jak ktos kasy nie rozwala
to, ze twoi znajomi nie maja oszczednosci nie znaczy, ze "nikt nie ma" xd

hva jestem 35latka (chociaz wg ciebie to "okolo 40"), w maju sie przeprowadzam, mam odlozone kilkadziesiat tysiecy pomimo samodzielnego utrzymywania sie od 20 roku zycia, takie to wg ciebie "zadne osiagniecie" xd, kompleksiaro z Pcimia Dolnego wannabe zona i modelka z gazetek Lidla :*

Hvafaen

Wmawiasz tak sobie, żeby poczuć się lepszą? Przestań myśleć, że praca modelki jest prestiżowa, to zwyczajna praca, tylko po to by się utrzymać, bo to nie jest to co będę robiła za 3 lata. Nigdy nie napisałam, że masz 40. Rocznikowo masz 36. Przez 15 lat odłożyłaś tylko kilkadziesiąt tysięcy? 😂 Jakie ty masz smutne życie, że bycie żoną to dla ciebie duże osiągnięcie? Każdy widzi jak żebrzesz o faceta. Zetrzyj kurz z między nóg, może to ci tak śmierdzi? Nie masz ani rodziny, ani faceta, ani mieszkania. W dodatku okropny charakter. Gdybym była tak brzydka jak ty byłabym milsza. Poza tym gratuluję około 40 będziesz wreszcie mogła zacząć żyć😂

bazienka

przez jakies 6 jesli cie to interesuje ;)
pisalas wczesniej ze jestem "kolo 40" wiec nie dopowiadaj sobie, bo jestem w stanie to znalezc xd
jestem z listopada, wiec w listopadzie bede miala 36, teraz mam 35 :*

oooo i kolejne wnioski z doopy, nie znasz mnie ale wiesz, ze
- nie mam rodziny (pudlo, mam 2 braci, mame, wujkow, dziadkow, kuzynostwo xd, faceta bede miala jak przyjdzie na to czas, nie biore byle czego, byle miec, a wlasnych dzieci miec nie chce)
- jestem brzydka (a na jakiej podstawie? literek na ekranie? czy omniemania ze jak ci jade w internecie, to musze byc brzydka? xd)
- bycie zona to osiagniecie- gdzie tak napisalam? konkret xd dziwie sie, ze takie chamidlo ktos chcial, i uwazam, ze maz jest tak samo zmyslony jak praca modelki i reszta twojego wizerunku
- mieszkanie... przeciez pisze, ze sie przeprowadzam xd
- pisze sie "spomiędzy" nie " z między"
jednak mam racje, jestes zwyczajnie tepa i glupawa plus wysnuwasz wnioski z doopy

mam realne zycie, dobrze zarabiam, a ty sobie fantazjujesz na swoj temat i lazisz za ludzmi w internecie by im dokopac
jakbys miala i prace, i meza, i studia do tego to nie mialabys
- czasu by przesiadywac pol dnia na niszowej stronie
- ochoty, by tu siedziec bo wolalabys spedzic ten czas z mezem, kolezankami, na nauce, imprezie itp., a nie dogadujac obcej babie w internecie xd
wiec moze twoje zycie nie jest tak idealne, jak je u przedstawiasz, a naprawde nikt cie nie lubi i pozostaje ci internetowy hejt? :*

bazienka

jakbym chciala miec chlopa/meza na sile, ot bylabym z typem, ktory rok za mna lazil i czeka do dzis az mi sie "odmieni" ;)
jeden proponwal mi sie tylkow tym roku przeniesc do Zar, inny do Lodzi, na brak powodzenia nie narzekam
a taka brzydka ponoc jestem xd

Zobacz więcej odpowiedzi (4)
avejabrawoja Odpowiedz

Jak mnie wk***rwia wtrącanie się ludzi w cudze życie.
Skoro ktoś mieszka z rodzicami mając 35, 40 lat to jego sprawa a nie społeczeństwa.
Ludzie, zluzujcie majty i dajcie żyć ludziom po swojemu.
Nikt wam nie zagląda do łóżka i nie doradza, nie wyśmiewa, więc ogarnijcie się.

rybaczki

Też tego nie rozumiem. Po co się tłumaczyć z tego, gdzie ktoś mieszka? Druga sprawa, po co teraz na siłę udowadniać autorce, że jest niezaradna, bo "za mało" zarabia? Uważam, że jest bardzo samodzielną kobietą i pracy się nie boi, problemem jest teraz jakas presją, że jak mieszkasz z rodzicami to jesteś nikim. A pomyślał ktoś może o tym, że mieszkanie z rodzicami to też opieka nad nimi? Jak ma się sam emeryt utrzymać z 1800zł teraz(!) Gdzie na wynajem byle jakiego pokoju idzie od 500 w górę. A raczej emeryt to studenckiego mieszkania nie pójdzie, tylko wolałby spokój i własny kąt? Co jak już nie będzie miał siły zrobić zakupów? Iść do DPS? Wiem, że dzieci nie są darmowymi opiekunkami, i się je wychowuje dla świata, ale generalnie tak ten system wygląda u podstaw człowieka - rodzic tobie wyciera dupę, a potem ty jemu.

Ebubu

Bo ludzie lubią oceniać innych, plotkować to wręcz uwielbiają. Nawet gdy się do tego nie przyznają...

HellBlazer Odpowiedz

Co zrobiłaś, żeby przez te ponad dziesięć lat zarabiać więcej? Z wyznania wynika, że dosłownie nic. Tak więc to nie są polskie realia, a zwyczajnie dałaś ciała.
Są studia, kursy, rozwój branż, przeprowadzki itp, a Ty nazywasz realiami zmiany kas w różnych sklepach i różne ulotki? Naprawdę?
Ludzie zarywają noce, żeby móc się dokształcać, żeby zmienić swoje życie na lepsze, a Ty nie robisz nic i mówisz, że to wina świata?
Czy przez tyle lat nie miałaś żadnych wątpliwości co do swojej teorii?

HerbataZCynamonem

Dobra, wkurwiliście mnie. Wszyscy wy mądralińscy, twierdzący, że można "zarywać noce, żeby się dokształcać" - spójrzcie gdzieś dalej, niż czubek własnego nosa i nie mierzcie innych swoją miarą. Co, jeśli kogoś fizycznie/psychicznie/emocjonalnie NIE STAĆ na to, żeby zarywać noce? Zresztą, co to w ogóle za życie? Tyrać długie lata, znajdując jeszcze czas na naukę, spać po 4 godziny? Co jeśli ktoś naprawdę nie jest wystarczająco inteligentny/ogarnięty/uparty, żeby tak żyć? Takich ludzi jest więcej, niż wam się wydaje. Nie każdy tak potrafi. Tak jak pisało tu kilka osób, problem z realiami jest taki, że za najniższą krajową nie można się utrzymać.

Ebubu

To wyprowadź się do mniejszego miasta gdzie jest mniejszy czynsz... W mniejszych miasteczkach też są te przysłowiowe kasy w Biedronkach. Dalej możesz zarabiać tyle samo ale koszty masz nawet o połowę mniejsze.

HellBlazer

Ej! Herbata uważa, że w ciągu ponad 10 lat nie można znaleźć chwili wolnego na naukę, bo to skonczy się załamaniem nerwowym.
Mamy debila na sali!

JMoriartyy Odpowiedz

Pie*dolenie, za przeproszeniem. 1500 zł za wynajem pokoju nie płacisz nawet w centrum Warszawy. I nie, nie ma takich warunków przy wynajmowaniu pokoju, takie sobie po prostu wybierałaś.
I nikt ci nie bronił się uczyć, żeby się nadawać do czegoś więcej niż rozdawania ulotek.

Ekoniks

Można tyle płacić w trójmieście ale za pokój dwuosobowy. Przy jednej osobie to 800-900 z opłatami

HerbataZCynamonem

Mowa była o mieszkaniu. O problemach z pokojami też była mowa.

Ebubu

To wyprowadż się do miasteczka obok. Czynsze jeszcze niższe, opłaty za wynajem również. I nie jest tak, że w małych miasteczkach nie ma pracy...

Vladi Odpowiedz

Fajna bajeczka, ale nawet 19 lat temu zarobki nie były takie niskie. Chyba, że pracowałaś na czarno, a Janusz biznesu cię dymała na kasę

SzczerbataZiuta

Nie masz racji. Sama poszłam do pracy w 2005 roku, miałam umowę o pracę, wcale nie u Janusza tylko w dużej firmie, ale za najniższą stawkę. Zaczynałam ze stawką 6zł brutto za godzinę. To dawało jakieś 700 zł miesięcznie na cały etat. Takie były wtedy stawki. I to nie gdzieś na zadupiu, tylko w Krakowie. Ja wtedy jeszcze miałam stypendium z uczelni, więc w ogóle czułam się milionerką. Dziwią mnie jedynie ceny za wynajem pokoju, jakie podaje Autorka, bo pamietam, że w Krakowie można było wtedy wynająć pokój za 200-250 zł. Oczywiście nie w centrum, ale jednak.

Zmineralizowana

We Wrocławiu przeciętnie cena za pokój jedynkę jest w okolicach 800 - 900 łącznie. W Krakowie trzy lata temu było trochę lepiej. No i 2005 chleb też kosztował jakieś 2 zł, a nie 6 - 8, więc cóż, inflacja.

Vladi

@SzczerbataZiuta, pieprzysz dzieciaczku. Już w 1999 pensja minimalna wynoniła 900 zł netto, a potem wzrastała z każdym rokiem,więc albo wymyślasz, albo jednak pracowałeś u janusza biznesu. Lepiej usuń konto, bo aż wstyd

Dragomir Odpowiedz

W punkt. Nie każdy ma bogatych rodziców albo mieszkanie po babci na start. Dużo zdrowia i powodzenia w życiu życzę :)

Aswq Odpowiedz

Uuu to dużo było na te pół etatu. Pamiętam jak koleżanka pracowała pełny etat plus godziny nadliczbowe za 450 zł.. Ale takie czasy były i nie każdy umiał walczyć o swoje.

Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie