#YaSD7
Moi rodzice nie umieli dysponować pieniędzmi. Pojawiały się nieregularnie, a skromna pensja nie wystarczała czasem na rachunki, każdą dodatkową kasę wydawali w ciągu chwili na kawę, papierosy, za duże zakupy, które pożeraliśmy w ciągu chwili. Kawa i papierosy to była podstawa funkcjonowania rodziców.
Dosyć szybko zaczęłam kraść pieniądze rodzicom, żeby kupić sobie śniadanie w drodze do szkoły. Mama nie robiła nam śniadań. Z reguły spała do wczesnych godzin przedpołudniowych. Potem zaczęłam kradzione pieniądze chować po domu. Kiedy kończyło się jedzenie, 10-11-letnia ja wyciągałam pieniądze i kupowałam chleb, ser, pasztet. Potem kradłam też papierosy i chowałam je w różne miejsca, żeby wydzielić mamie kiedy już ich nie będzie miała i będzie płakać, że nie ma pieniędzy.
Mama zawsze z dumą podkreślała, że nie korzystamy z pomocy opieki społecznej, bo rodzice byli na to za dobrzy i zbyt wykształceni.
Dziś lękiem napawa mnie myśl, że może skończyć się jedzenie w domu, że go zabraknie. Kupuję w nadmiarze suche rzeczy: ryż, makaron, kaszę, pasztety. Trzymam skitrane w szafkach. Właśnie pochowałam banknoty, tak samo jak co miesiąc, w różnych miejscach w domu - na wypadek jakby zabrakło pieniędzy.
Zdziwilibyście się, jak często znajduję zapomnianą kasę w różnych puszkach, książkach, kopertach... to silniejsze ode mnie.
Mega smutna historia..
Niby wykształceni a nie potrafili zająć się własnymi dziećmi. Kawa czy papierosy ważniejsze od dzieci.
Wow! Przepisałeś informacje z wyznania!
Ja tak mam z prezerwatywami. Ciągle mi ich brakowało i ciągle robiłem zapasy na czarną godzinę, a to w garażu, warsztacie, w trzech łazienkach, sypialniach, w schowkach na korytarzu, na każdym z trzech pięter. Aż dziw gdzie je teraz znajduję. Biorę kurtę z zeszłorocznej zimy, o gumka. Biorę słoik ze spiżarki, o a za nim gumka.
Tak bardziej serio, to dzielna z ciebie kobieta. Ogromny szacun za zaradność.
Otwierasz puszkę oliwek, a tam gumki w zalewie?
Sam je zamarynował :D
Majer ciekawe co dostaną twoje dzieci na wyprawkę do szkoły... Pewnie ołówki, kredki i cąłą masę GUMEK .Choć raczej mało prawdopodobne, żebyś miał kiedyś dzieci, choć jak ci gumka pęknie to kto wie ;)
A ty Dark? Kiedy nam się pochwalisz potomstwem? Pamiętaj przynajmniej dwójka.
Przydała się chociaż z jedna? ;p
Mam tak samo i ja, ma tak samo i mój starszy brat. Gdy w domu nie było absolutnie nic, a jakiekolwiek słodycze były rarytasem. Dziś i u mnie i u brata w szafkach zalegają tony słodyczy i rzeczy "na zapas", zamrażarka pęka w szwach, napojów zgrzewka. Gdy raz zaobserwowaliśmy u siebie nawzajem zapasy spytaliśmy się siebie dlaczego tak robimy. Powiedział mi to samo - wolę mieć niż nie. Także nie jesteś jedyna.
Siedzę ze łzami w oczach. Szkoda, że nie ma testów, które określiłyby predyspozycje do rodzicielstwa, żeby takie śmieci, jak rodzice autorki, byli kastrowani...
„Mama nie robiła nam śniadań. Z reguły spała do wczesnych godzin przedpołudniowych.”
Będzie brutalnie. Nie chodziła do pracy? Jeżeli system zmianowy i odsypiała to oczywiście komentarz bez sensu, ale jeżeli przy takiej sytuacji nie znalazła najprostszej choćby i najgorzej opłacanej pracy to ani nie starała się Wam pomóc ani nie byla tak zaradna jak się szczyciła.
Z chęcią bym Ci pomogła jeśli, jest taka możliwość
Boże nie wyobrażam sobie czegoś takiego zafundować swoim dziecią. Wolałabym sama nie jeść a żeby dzieci miały. Tym bardziej, że sama wiem jak to jest.
*dzieciom
wyszłaś z biedy, ale bieda nie wyszła z Ciebie :(
spróbuj pójść po pomoc do jakiegoś psychologa, jeżeli sama sobie z tym nie radzisz
dobrze mieć trochę zaskórniaków, dobrze mieć coś nadmiarowego w domu w razie wizyty przyjaciół itp, ale po co do dorosłego życia przenosić lęki dzieciństwa?
spróbuj potraktować to tak samo jak potwora spod łóżka, czy wymyślonych przyjaciół
Mimo wszystko to dobre nawyki, wyobraź sobie że wiele dorosłych ludzi zarabiających potrafi nie zostawić sobie pieniędzy na koniec miesiąca i pożyczają
Trzeba sobie radzić. ważne,że potrzeba bezpieczeństwa jest zaspokojona. brawo za zaradność.