Jako 17-latka boję się, że już nigdy nie będę miała chłopaka. Miałam jednego, z którym byłam rok. Zerwałam z nim na wiosnę. Byłam wielokrotnie molestowania, poniżana, zdradzana, wyzywana, oskarżana itp. Raz nawet groził mi, że mnie zgwałci i zabije. Wykorzystał mnie, gdy byłam nieświadoma raz oraz wielokrotnie przekraczał moje granice cielesne. Napędzał zaburzenia odżywiania, przez co do tej pory mam problemy z postrzeganiem swojej sylwetki. Byłam wielokrotnie manipulowana przez niego. Gdy potrzebowałam pomocy podczas dochodzenia do siebie operacji, nie chciało mu się nawet wstać i przenieść mi leków. Gdy zwracałam mu uwagę, że jego koledzy do mnie piszą obrzydliwe seksistowskie komentarze, nic z tym nie zrobił, wręcz cisnął sobie beczkę, a ja musiałam sama się bronić. Był chorobliwie zazdrosny. Nie mogłam mieć żadnych kolegów. Był zazdrosny nawet o to, że spędzam czas z własnym 14-letnim bratem. Ba, nawet posądził mnie o uprawianie seksu z nim. Raz nawet mi prawie rękę złamał. Zmanipulował mnie do tego stopnia, że nie byłam w stanie odejść sama. Po pierwszym molestowaniu z jego strony miałam próbę s, która prawie mi się udała. Tak samo bolało mnie jego płytkie podejście do seksualności. Nie akceptował tego, że czuję pociąg także do kobiet (co nie znaczy, że go zdradzałam) oraz mówił także na początku, że jemu to by w sumie nie przeszkadzało, gdybym mu „dała” na początku znajomości. Przez niego popadłam w problemy z używkami i moje zachowanie podchodziło pod borderline. Nawet rodzice zaczęli zauważać, że coś jest ze mną nie tak. Generalnie zrobił takie zagranie, że mnie zmanipulował do zadawania się tylko z nim. Nawet koleżanek nie miałam, a w stosunku do kolegów był oczywiście najlepszy ziomal. Gdy odchodziłam z tej relacji, byłam praktycznie cały czas pod wpływem + rozchwiana psychicznie. Nie pozwolił mi odejść normalnie, a sama proponowałam wielokrotnie rozejście się w pokojowych stosunkach.
On był w naszej „społeczności” ten fajny ziom, a ja ta „psychiczna i puszczalska”. Po złości przy rozstaniu rozpowiedział kilku osobom z mojej szkoły swoją wersję wydarzeń. Że on to ten porządny chłopak (w co uwierzyli, bo miał dobrą opinię), a ja, że jestem oczywiście szonem. Z drugiej strony mu się nie dziwię, czemu tak zrobił. Jego ofiara zaczęła stawiać granice + była atrakcyjna. W to, że jestem gruba i brzydka by nie uwierzyli, więc łatwiej było rozpowszechnić, że się puszczam.
PS Dawaliśmy sobie kilka szans, ale zawsze się kończyło tak samo. Kiedyś mi nawet rzucił tekstem „nawet jak się spuszczałem tej k*rwie do mordy to myślałem o tobie”. Wtedy już sobie odpuściłam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Niestety, w dzisiejszych czasach normalny chłopak przed trzydziestką jest jak yeti - każdy słyszał, nikt nie widział. Dla zdrowia psychicznego lepiej wychodzi wibrator
To co opowiadasz brzmi potwornie i niesamowicie patologicznie. Nie powinnaś się martwić o to, że już nigdy nie znajdziesz chłopaka, bo uwierz mi, będzie ich jeszcze wielu. Martw się natomiast o to, czy Twój profil ich selekcji jest odpowiedni, by za parę lat nie musieć ratować się terapiami, nie skończyć jako samotna matka albo zakładnik toksycznych uwikłań, a widzę, że jesteś bliżej tego scenariusza niż powinnaś.
Dobrze, że z nim zerwałaś, natomiast Twoje błędy polegały na tym, że zrobiłaś to tak późno oraz dawałaś mu kolejne szanse. On nie powinien dostać nawet pierwszej szansy. Głowa to góry. Nigdy nie zapominaj, że zasługujesz na relację, w której czujesz się dobrze i bezpiecznie. Szanuj siebie i odcinaj ludzi, którzy tego nie robią. Choćby bolało i choćby myśli ganiały Cię 24/7, choćby wpędzały Cię w poczucie winy i racjonalizacje, to zawsze mniej kosztowne rozwiązanie. Ale to już wiesz.
Powodzenia.
W wieku 17 lat nie powinnaś się martwić, że nie będziesz miała chłopaka, bo jeszcze nie wiesz, co życie przyniesie. Ja mam 27 lat i też jestem sama. Najważniejsze jest znaleźć właściwą osobę, bo wejść w toksyczny związek jest łatwo, a uwolnić się z niego, zwłaszcza jeśli po drodze są ślub czy dzieci, jest niekiedy bardzo ciężko. Powodzenia!