#eZB3a
Obydwoje byliśmy młodzi i dopiero wchodziliśmy w życie, coś zaiskrzyło, mimo że całkowicie się od siebie różniliśmy, postanowiliśmy być ze sobą. Spotykaliśmy się mniej więcej rok, świetnie się rozmawiało aczkolwiek tylko o problemach. Każdy mój żart i uśmiech był odbierany za coś dziwnego, bo w końcu "on ma wielkie problemy". Tak trwaliśmy w tym związku, ja wmawiałam sobie, że jestem szczęśliwa i zakochana i nie zauważałam jak powoli, powoli dopada mnie coraz większy dół. Przestałam widywać się ze znajomymi, tylko i wyłącznie z nim, dużo płakałam, ponieważ widziałam tylko co złe, a nie to co dobre.
Aż pewnego dnia wieczorem jechałam pociągiem. Smutne oczy, zero uśmiechu. Podszedł do mnie pewien starszy mężczyzna i powiedział: "Takie piękne oczy nie powinny być smutne, widać, że nie przeznaczony jest pani smutek". Wtedy zrozumiałam, że trzeba coś zrobić ze swoim życiem i pozbyć się tego, co tak mnie zmieniło, dlatego też zerwałam z chłopakiem. Uświadomiłam sobie coś, co powinno być naszą dewizą życiową - nieszczęśliwy człowiek nie da szczęścia drugiej osobie.
Dzisiaj jestem szczęśliwa i wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
Czasem trzeba odciąć się od tego,co ciągnie nas w dół...
Miałam tak samo tylko, że z
,, przyjaciółką"
Pamiętaj o tym, by nie dopuścić do tego by tzw. Wampir energetyczny,, wyssał" z Ciebie całą pozytywną energię. Dlatego przestrzegam innych czytających ten komentarz by nie męczyć się na siłę z osobą przez którą traci się całą radość życia. Takie osoby są niczym dementorzy, uważajcie ;)
Mialam identyczną "przyjaciółkę". Zawsze bylam wesola, usmiechnieta, do momentu w ktorym poznalam ja. Zmanipulowala mnie do tego stopnia, że zaczely mnie załamywać jakies idiotyczne problemy, nie mialam siły żeby sobie z tym poradzic. Potrafila wpływać na moje zdanie, cigale powtarzala ze tylko ona jest przy mnie w zlych chwilach. Na szczęście zerwalam tę toksyczna znajomość i czuję sie cudownie.
PRZYJAŹŃ jest nie tylko w szczęśliwych momentach, ale także smutnych. Przykro mi to powiedzieć, ale przyjaciółka z Ciebie taka była, jak ze mnie baletnica.
,,Wampir energetyczny" hah :-P
D:< A co mają znaczyć dwa przecinki, i cudzysłów? Ciągle się tak pisze D:
Choruję na depresję. O ile w miesiącach wiosennych i letnich daję radę, to na jesień i zimę zmieniam się w roztrzęsiony kłębek smutku, lęku, nerwów i braku motywacji. z moim obecnym chłopakiem jestem od maja, więc do tej pory miał do czynienia z moją 'lepszą stroną'. Żeby nie było, od początku wiedział o mojej chorobie. Bardzo go kocham i wiem, że tak samo mocno on kocha mnie, żadne z nas nie uznaje istnienia związków 'na chwilę' (tak wiem, to głupota układać sobie z kimś życie po tak krótkim czasie, po prostu oboje mamy nadzieję, że wyjdzie z tego coś poważnego). Jednak teraz boję się, że to go przerośnie. Nie chcę być dla niego takim wampirem emocjonalnym. Widzę, jak patrzy na mnie, kiedy po raz kolejny płaczę bez powodu. Chciałby mnie wesprzeć, ale zwyczajnie nie umie. Nie rozumie jak się czuję, a ja nie umiem mu tego wytłumaczyć. Chociaż jego zachowanie nie uległo zmianie, ostatnio o niczym innym nie myślę, tylko o tym, że nie chcę go stracić. A teraz czytam na anonimowych komentarze, że od osób zdołowanych najlepiej się odciąć. No super :<
Glowa do gory! Moj chlopak tez wiedział od początku o moich nastrojach i tym ze sobie po prostu nie radziłam, mimo to jestesmy juz ze soba kilka i tak jak napisalam, wyciągnął mnie z tego bagna. W tamtym okresie wiele razy powtarzałam mu, ze moze lepiej bedzie jak sie rozstaniemy, ze chce zeby byl szczęśliwy i nie chce byc dla niego kula u nogi. I to bylo to, co go najbardziej denerwowalo. Nie moje nastroje lecz to, ze "nie wierzyłam"w jego szczere uczucia do mnie i chęć bycia ze mna mimo wszystko. Skoro Twój chlopak również wie o tym z jakimi problemami sie mierzysz, byc może jest tego samemu zdania co moj. W kazdym razie zycze Ci powodzenia w zwiazku jak i w zyciu, skoro ja dalam rade to Ty tez mozesz! Pozdrawiam:)
Dziękuję za ciepłe słowa :3 mam nadzieję, że będzie tak jak mówisz i mój luby wykaże się równą siłą i oddaniem co Twój. Wiem, że moje obawy i doły nie znikną ot tak... Ale będę się starać, bo mam kogoś, dla kogo warto ?
Wierzę w Ciebie;) od paru lat znam taką jedną cudowną osobę która niestety ma częste nawroty depresji i chociaż staram się z tym walczyc nie zawsze się udaje. Mimo , ze czasem jest narawdę ciężko nigdy bym nie pomyślał żeby zostawić ją z tym samą. Jeśli się kogoś kocha to nie opuści się go ani w chorobie ani w nieszczęściu.
Życzę powodzenia w dążeniu do szczęścia, jeżeli chciałabyś pogadać to masz moj nr gg :)55987509. Psychologiem nie jestem jednak co nieco przeszłam a pomagac lubie, w razie co służę rozmową:)
Kurczę, @TolaFasola. Każdy normalny człowiek z odrobiną empatii będzie starał się pomóc zdołowanej (szczególnie bliskiej) osobie, a nie się od niej odciąć. Jeśli wiem, że to ma sens i ta druga osoba chce mojej pomocy, kocha/lubi mnie, to pomogę. Będę się martwić i starać.
Ale wampira emocjonalnego/energetycznego czy co to tam, chyba źle rozumiesz. Na pewno nie jesteś takim dla Twojego ukochanego. Ten wampir dąży do tego, żeby druga osoba była nieszczęśliwa. On się tym żywi i napawa, jego to cieszy. Od takich TRZEBA uciekać, bo oni chcą Cię zniszczyć. Nie mają też za grosza empatii i myślą tylko o sobie i swoich potrzebach.
Więc nie ... Nie sądzę, żebyś wysysała z kogokolwiek energię. Głowa do góry, będzie lepiej. Zawsze jest ;).
Tacy są ludzie, raz piszą, żeby wspierać nas, ludzi chorych, a raz piszą żeby się od nich odciąć. Smutne ale prawdziwe.
Dlatego moje motto to: bądź szczęśliwy sammze sobą, zanim zaczniesz być szczęśliwy z kimś innym
Ja zadajac sie z moja kuzynka ktora sie okaleczala zaczelam robic to samo. Az któregoś dnia moje koleżanki z klasy (teraz przyjaciólki) wytlumaczyly mi ze tak nie wolno. Bardzo tego zaluje bo teraz mam dużo blizn przez to.
Racja, tkwienie w takim czymś jest złe, ale pamiętajmy o tym, ze jeśli bliska nam osoba nie uśmiecha się i jest zdołowana to być może ma jakiś problem ze sobą i takich osób nie powinno sie zostawiać tylko dla własnego spokoju
A czy nie lepiej byłoby porozmawiać o tym z chłopakiem? Czemu żyjemy w czasach, gdzie zamiast naprawiać cos, zmieniamy. Jestem osobą, która zmagała się z depresją lata i tez przekładało się to na mojego chłopaka. Ale dzięki jego podejściu i moje uległo zmianie. Bo to właśnie on, mimo ze trwalo to prawie 2 lata, pokazał mi swoim zachowaniem że pesymizm w zyciu jest najgorszy na co mozemy sami siebie skazac.
Gratulacje ze wyszlas z depresji i gratulacje dla chłopaka,ale być może nie każdy tak potrafi ;) każda sytuacja jest inna,Twój chłopak był na tyle silny ze wyciągnął Cię z depresji a ktoś inny sam w nią przez taka osobę wpadnie.
Masz rację jednak po przeczytaniu tego wyznania mam wrazenie ze autorka podeszła do tego cos na zasadzie "ten chlopak mial za duze problemy ze soba, jak dobrze ze w pore sie ogarnelam i go zostawilam bo jeszcze ja moglabym sie tak czuc ze soba". Jestem osoba o wielkiej empatii i kieruje sie w zyciu tym, ze lepiej cierpiec pomagajac drugiej osobie niz zajac sie soba i patrzec jak ktos cierpi. Postawmy sie teraz na miejscu tego chlopaka. Raczej nie poczul sie po rozstaniu lepiej..
Odniosłem wrażenie , że ten chłopak chyba chciał być nieszczęśliwy bo wielką radość sprawialo mu żalenie się swojej dziewczynie i patrzenie się jak ona przez to się stacza. Tak jakby robił to specjalnie. Dlatego dobrze, że uciekła. To się czuje kiedy ktoś po prostu próbuje nas otruć zgromadzonym w sobie jadem i to nie jest zdrowe. Natomiast kiedy ten ktoś naprawdę potrzebuje pomocy w tedy dobrze jest mu pomóc.
@TakaTamNormalnaJa Ale ciągnęłaś go w dół? Irytowało Cię, kiedy Twój chłopak był szczęśliwy? Czy może pokazywałaś mu, że mimo nienajlepszego nastroju, mocno go kochasz i szukasz jego wsparcia?
Bo właśnie na tym polega różnica między człowiekiem z depresją, który CHCE pomocy a człowiekiem toksycznym, paranoidalnym, wysysającym energię z drugiego człowieka. Taki człowiek napawa się Twoim nieszczęściem, a jak już osiągniesz emocjonalne dno, to jeszcze ci łopatę rzuca. Dla takiego druga osoba jest nikim i niczym, służy do poniżania i kontrolowania. A kiedy wampir ma lepszy humor, a Ty nie masz nawet siły wymuszenie się uśmiechnąć, to wampir humor traci, idzie się zalać w trupa i obwinia Cię o całe zło tego świata, plus zepsucie mu humoru. Bo przecież chodzisz wiecznie smutna i jego problemy to wszystko przez Ciebie. (Co z tego, że przed poznaniem go byłaś wesołą i energiczną osobą, a on swoje problemy też już miał...)
Nie sądzę, że chciałaś widzieć, jak Twój ukochany gaśnie, a taki sukinkot właśnie do tego dąży, żeby z drugiej osoby już nic nie pozostało. Jego się nie da naprawić.
@c2h5oh Zachowywałam się różnie, oczywiście nigdy źle dla mojego chłopaka nie chciałam, jednak czasem moje zachowanie mogło na to wskazywać. Na przykład bywało, iż miewałam do niego pretensje o wyjścia ze znajomymi, chciałam by spędzał ze mną cały swój wolny czas. Nie reagowałam szczególnym szczęściem, gdy dzielił się ze mną swoimi powodzeniami mimo, że w głębi siebie się cieszyłam. Moim zachowaniem przypominałam osobę oschłą, obojętną pomimo moich prawdziwych odczuć. Widziałam, że często również wpływało to na jego samopoczucie. Rozumiem to, co chciałeś przekazać swoją wypowiedzią i zgadzam się z Tobą. Jednak myślę, że często gdy człowiek jest zakochany, ciężko mu odróżnić jak sprawa tak naprawdę wygląda. Czytając te wszystkie formułki wydaje się to banalnie proste, jednak takowy "wampir emocjonalny" potrafi się ukrywać i robić wszystko tak, by nie zostać zdemaskowanym.
@TakaTamNormalnaJa
Nie no, nie mówię, że to jest jakieś proste. Ale jeśli wiem, że mój partner przechodzi trudny okres, ma problemy czy cokolwiek, to rozumiem, jeśli zareaguje obojętnie na dobrą nowinę. Ale przecież nie złością, wyrzutami i obwinianiem (bo to dość jasny sygnał, że coś jest nie w porządku, a byłam z takim jegomościem).
Jasne, kiedy widzę, że mój facet jest zdołowany, to wpływa to na moje samopoczucie. Ale nie staję się przez to wrakiem człowieka. Martwię się i tyle. Czasem też mi wypomina, że poszłam do domu i nie było mnie dwie, trzy godziny, szczególnie, kiedy ma gorsze dni, ale nie mam mu tego za złe (czasem po prostu mam wrażenie, że moja obecność w pewnym sensie pomaga ;)). Czasem też mu się zdarza zareagować obojętnie albo oschle na jakąś dobrą nowinę, ale też nie dlatego, że go to nie cieszy.
Najwidoczniej Twój chłopak myślał w ten sam sposób, co ja ;). I nie uważam, żeby Twoje zachowanie było nacechowane zachowaniami wampira-psychopaty. Bo i z tym miałam dość do czynienia, dlatego nie są to dla mnie banalne formułki pod tytułem "jak rozpoznać tego-a-tego".
@c2h5oh przepraszam za złe ocenienie Twojej płci ;) Hmm myślę, że jest to temat nad którym można by było jeszcze dłuuugo dyskutować. Ja mam doświadczenie związane z byciem osobą "pokrzywdzoną przez los", Ty natomiast, z tego co zrozumiałam po Twoich wypowiedziach, wiesz sporo o "wawpirach psychopatach" i na pewno co nieco Cię z nimi łączyło. Więc myślę, że to głównie wpływa na sposób odbierania przez nas, choćby początkowy, pewnych rzeczy ;) Tak czy inaczej wciąż uważam, że niektóre osoby mogą być tak zaślepione wykreowanym przez siebie ideałem swojego partnera, że nawet mogą przeoczyć jasne i konkretne jego zachowania, które świadczą o tym, że jest to "ten zły". W takich chwilach naprawdę pomóc może rada bliższej osoby, jej wsparcie. Skoro sami nie potrafimy rozgryźć jak jest naprawdę, spróbujmy "wyczuć" partnera, nie będą przy tym samemu. Co do wyznania, jak tak się teraz nad tym zastanawiam, to jasno stwierdzić nie można jak było naprawdę, mimo wszystko apel do ludzi... Nie poddawajmy się zbyt szybko w związkach czy w życiu.. Psycholog czy nawet psychiatra nie powinien być tematem, na który boimy się rozmawiać aaa co dopiero udać się do niego po pomoc. W Stanach jest to na porządku dziennym i ludzie nie wstydzą się, że potrzebują pomocy. Mam nadzieję, że i Polska kiedyś taka będzie.
@TakaTamNormalnaJa
Nie szkodzi, nie można było po pierwszym komentarzu rozpoznać mojej płci, a alkohol etylowy jest rodzaju męskiego :D.
Co do psychopatów, tak jak piszesz, wyidealizowanie partnera...bywa zgubne. Późno się zorientowałam i niestety byłam z tym sama. Myślałam, że sczeznę. Nikomu nie życzę. Jeszcze mnie ten człowiek w koszmarach nawiedza...
Pomysł szukania rady psychologa/psychiatry jest jak najbardziej godny polecenia! Czasem trzeba po prostu z kimś pogadać, kto co prawda nie powie nam, "jak żyć", ale pomoże nam samemu dojść do kluczowych wniosków, które z kolei pomogą nam zrozumieć... Siebie ;)
A może lepiej było spróbować zarazić go tym optymizmem zamiast uciekać?
Starsi ludzie dają dobre rady zazwyczaj :)
Jeżeli nic do nas nie mają, to tak, są bardziej doświadczeni i czasem widać, że szkoda im młodych ludzi, którzy popełniają te same błędy.
I tak trzymaj :-) poniekąd pomógł Ci sie uporać z problemami starszy mężczyzna ale sama podjęłas właściwa decyzje