#iVBnK

W gimnazjum odstawałam od swoich rówieśników, nie potrafiłam znaleźć swojego miejsca. Dlatego gdy zaczęło się liceum, próbowałam się jak najbardziej wtopić w towarzystwo. Klasa podzieliła się w zasadzie na dwie grupy, tych "fajnych" i tych "niefajnych". Nie wiem dlaczego, ale załapałam się do tej pierwszej grupy, choć fajna nie byłam. Nie miałam butów za 400 zł, mieszkałam w bloku, nie interesowały mnie te same rzeczy. Przez rok byłam traktowana przez te koleżanki podobnie, ale później różnice zaczęły być widocznie, i choć "należałam" do grupy, to doskonale wiedziałam, że do niej nie należę.

Bardzo nie chciałam przegrać tej bitwy, więc chociaż każdy dzień był nieprzyjemny, to ja nieustannie walczyłam o akceptację. W III kl. już dość wyraźnie byłam odrzucona, ale mimo to zostałam zaproszona na większość osiemnastek lubianych dzieciaków. Po co? Nie wiem, bo byłam sadzana na rogu i była to ta sama walka co zawsze.

Koniec nastąpił podczas wyjazdu szkolnego, gdy najfajniejsza z dziewczyn jakimś cudem zdołała zabrać na niego za zgodą nauczycielki swojego chłopaka z innej szkoły (!?). Chłopak był okropny, najgorszy cwaniaczek jakiego widziałam. Pokoje były 8-osobowe, a nasza "fajna" grupa miała 9 osób, klasa 25, więc nocowałam sama w innym pokoju. W klasie mieliśmy też nowego chłopaka, który wziął ze sobą dużo alkoholu, i podczas zabawy gdy wyszedł, chłopak tej "najfajniejszej" dziewczyny zaczął o nim się wypowiadać w tragiczny sposób, mówiąc, że trzeba go opić i wy***ać z pokoju. Wtedy coś we mnie pękło, doprowadziłam do konfrontacji, którą oczywiście przegrałam sromotnie.

Kiedy siedziałam sama w tym pokoju słysząc, jak mnie przedrzeźniają i obgadują, przyszły te "niefajne" dziewczyny o coś zapytać i widząc mnie samą, zaprosiły do siebie. Nie, nie przerzuciłam się wtedy do ich grupy. Pozostałam nienależącą do żadnej z nich aż do matury. Tamta sytuacja sprawiła, że przestałam się zupełnie starać wpasować gdziekolwiek czy przejmować czyimś zdaniem. Byłam po prostu sobą. Nauczyła mnie też, by reagować na cudzą krzywdę, być miłym dla ludzi i bronić swojego zdania.

Poszłam na studia w innym mieście, gdzie trafiłam w grupie na jedną z tych "niefajnych" dziewczyn, które mnie wtedy poratowały, i okazała się być jedną z najfajniejszych osób, które znam. Obecnie minęło od tych wydarzeń trochę lat, a ja jestem ekstrawertyczną sobą, która jest otoczona wieloma wspaniałymi ludźmi, którzy są pełni wartości.

Wiem, że taki jest proces dorastania, ale chciałabym młodą siebie przytulić i powiedzieć, że będzie OK. Dlatego też piszę to wyznanie do tych z was, którzy mają problemy z akceptacją środowiska. Bądźcie sobą, nie przejmujcie się, wytrzymajcie. Znajdziecie swoje miejsce.

PS Jeżeli ktoś lubi cliche zakończenia, to ostatnio ta "najfajniesza" laska podawała mi jedzenie na rynku.
Nalli Odpowiedz

Sorry ale sama sobie byłaś winna. Nie próbowałaś zaprzyjaźnić się z tymi "niefajnymi" tylko na siłę tkwiłas z grupka popularnych.

Solo

Dobra rada,. Większość klasy cię odrzuca? Czujesz się samotny? Nie masz się do kogo odezwać? Nic nie szkodzi! Mamy na to sposób! Po prostu zaprzyjaźnij się z przegrywami i osobami wykluczonymi takimi jak ty.

A teraz na serio - Wiesz, że takie zaprzyjaźnianie się z każdym byle tylko nie być samotnym jest szkodliwe? Jest takie zjawisko jak dostosowywanie się do osoby, która spędza z tobą dużo czasu więc jeśli ktoś jest frajerem i pierdołą, to tylko ciągnąłby ją w dół, a idąc dalej autorka mogłaby nie pójść na studia i nie znaleźć paczki wartościowych przyjaciół.

ifikles Odpowiedz

Co to za bzdury? To brzmi jakby pisała osoba z gimnazjum.

Eldingar

...która naoglądala się za dużo filmów młodzieżowych o amerykańskich nastolatkach.

Solo

@ifikles, ale gimnazjów już nie ma ;)

Ebubu Odpowiedz

Serio... tylko dwie grupy były? U mnie w szkole średniej było kilka grup(podstawówka to inna bajka - ale tez pod koniec było kilka "towarzystw")... część się lubiła, cześć nie..

Ojoj... albo czasy się tak zmieniły, albo autorka tak bardzo chciała być fajna że po prostu powrzucała grupy o różnym stopniu "fajności" do dwóch worków.

rutabo Odpowiedz

Fajni bo mieli buty za 400 zł? Był kiedys podział na gitów i frajerów, ale nie decydowała o tym kasa tylko podejscie do zycia, zasady i charakter. Nie ważne czy miałes kase czy pochodziłes z patologicznej rodziny.

Awruki

Git ludzie i frajerzy wywodzą się z kultury więziennej pajacu i nie mają nic wspólnego z podwórkami. Frajer to w gwarze więziennej określenie osoby nie grypsującej. Jak już się mądrzysz to dobrze żebyś wiedział o czym mówisz.

Ebubu

@awruki
I tak i nie...
Rutabo, jak myślę , chodziło o gitowców czyli subkulturę młodzieżową, istniejącą w latach 70. XX wieku w Polsce

"Grupy gitowców powstawały na osiedlach budowanych masowo w okresie PRL. Pochodzenie jest więc podobne do blokersów, ale gitowców odróżniała większa solidarność i silne przywiązanie do miejsca zamieszkania. Były to niewielkie grupy społeczne dzielące ludzi na tych, którzy są „git”, i „frajerów” (czyli resztę, niezrzeszoną" - wiki
A samo słowo frajer nie wywodzi się z gwary więziennej a z języka niemieckiego, co ciekawe, kiedyś oznaczało absztyfikanta, kawalera, zalotnika lub kogoś kto korzysta z burdeli....

Awruki

No to ch*j mi w dupe

Ebubu

jak lubisz i jesteś dorosły - to baw się...

LiliLintu Odpowiedz

Myślisz, że Ci napluła do tego jedzenia?

Przynajmniej Odpowiedz

To jest typ zakończenia, którego nikt nie lubi.

Termalna Odpowiedz

Nigdy nie zrozumiem wśród nastolatków tego bycia "cool" na siłę i próbę wpasowywania się w tą "fajniejszą" grupę. Jak dla mnie to utrudnianie sobie życia na siłę. Jeśli widzisz, że do kogoś nie pasujesz to się od takich osób odcinasz (oczywiście nie kompletnie, ograniczyć się do zwykłego cześć).
Ogólnie zastanawiam się co takiego wpływa na to, że ktoś jest fajniejszy a inni ci niefajni. Nasze liceum było uważane w mieście za "patologiczne" i pomijając kilka wyjątków na całą szkołę, ludzie byli naprawdę spoko, z każdym szło się dogadać mimo różnych zainteresowań czy poglądów. Można było podejść do randomowej osoby z jakimkolwiek pytaniem i można było liczyć na minimalną pomoc.

budyn4 Odpowiedz

Ty walczyłaś o akceptację, ja nigdy. Chyba oba te położenia są złe. Jeśli ludzie mi nie odpowiadali, czy też ja nie odpowiadałam im, nie walczyłam o nic. Robiłam swoje. Szkoła była do odbębnienia, studia były dla mnie.

budyn4

I chciałam powiedzieć, że cię jakby.. Podziwiam? Ja nie walczyłam, ale często byłam sama.

dnoiwodorosty

@Budyń lubię ten tekst z Kill Billa: "Your side always was a bit lonely.". Jest idealnie wbudowany w kontekst.

Solo Odpowiedz

Mokry sen pryszczatej nastolatki.
A standardem już są zakończenia w stylu "Mój oprawca wykonuje teraz gówno pracę" XD

czarnaskorupa Odpowiedz

Od dzieciaka pogardzalam rówieśnikami i wszelkimi próbami osiągnięcia przez nich akceptacji. Tego wykrzywiania twarzy do selfie, sztucznych buziaczków, zaawansowanego analfabetyzmu w internecie, a już najgorszym jest tchórzostwo i porzucenie wszystkich zasad (jakichkolwiek!).
Większość taka jest (szczególnie ekstrawertycy, bleh, piszą i mówią, co ślina na język przyniesie, często sztuczni atencjusze), ale na szczęście zawsze można znaleźć wartościową garstkę, która ma poukładane w głowie.
Dobrze, że doszłaś do takich wniosków, Autorko!

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie