#m2Mvs
W szkole podstawowej i chyba jeszcze w gimnazjum (dobrze nie pamiętam, bo to był ten sam budynek i większość nauczycieli ta sama, ludzie w klasie też, tyle wygrać), miałam panią od fizyki. Nauczycielka pokazywała nam ile mogła na doświadczeniach. Przykładowo kiedy uczyliśmy się o tarciu, to ciągnęliśmy zabawkowe wagoniki po ławce, a potem po ławce z paskiem. Do nich były przyczepione siłomierze i było widać wskazania, że łatwiej się ciągnie, jak wagonik nie jest na piasku.
Jeżeli podawała nam definicje, to zawsze kazała robić kolorowe ramki, chmurki, kwiatuszki, słoneczka... Raz kazała opisać doświadczenie tak jak chcemy. Mogą być rysunki, byle opisać. Ja zrobiłam komiks, bo bardzo lubiłam rysować.
Dzięki temu większość lekcji z fizyką była ciekawa, zaszczepiła mnie pasją do fizyki i jeszcze do dzisiaj pamiętam wiele rzeczy.
Powiedzcie mi. Czy jeszcze takich nauczycieli produkują?
Powinni
Zazdroszczę ci. Ja mam wrażenie, że mój nauczyciel od fizyki urwał się z choinki. Nic ci nie wytłumaczy, cały czas narzeka, że nikt nic nie umie. 2 tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego, już był test. Były tam rzeczy, których nie mieliśmy, mam wrażenie, że brał to z innej podstawy programowej. Odejmuje punkty za byle co. W zeszłym roku moja klasa wszystko powiedziała dyrektorce, która nic nie zrobiła.
Ja w pierwszy dzień szkoły już miałam zapowiedziany sprawdzian...
Sprawdziany na początku roku szkolnego mają głównie dać wgląd nauczycielowi ile uczniowie zapamiętali i czego nauczyli się w zeszłym roku. Ocenianie takich testów to kwestia dyskusyjna, ale robienie ich z materiału, który nie był przerabiany w ogóle, jest strasznie dziwne i dziwię się dyrektorce, że zlała sprawę.
Mój nauczyciel fizyki nazywał nas debilami i klął na lekcji, na szczęście uczył nas tylko rok
Mikasa833 Chodzisz ze mną do klasy?
Mój nauczyciel fizyki z liceum (rolnik) wytłumaczył nam siłę odśrodkową i dośrodkową na przykładzie buraka na sznurku którego się kręci nad głową... chyba do końca życia nie zapomnę XD
Szczerze mówiąc, na wielu takich nauczycieli trafiłam na swojej drodze. Polonistka, jedna z najwspanialszych osób jakie znam, fizyk czy chemiczka - pamiętam wiele doświadczeń i bardzo obrazowe tłumaczenie. (III zasada dynamiki Newtona - jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie itd). I pani od historii i jej anegdotki, żarty historyczne i teksty typu "no to rozbierzemy sobie Polskę".
I jeszcze nie można zapomniec o biologu który wszystko tłumaczy na zasadzie "ta klasa to komórka, wypełniona majonezem i różnymi drutami".
To na pewno ci, których pamiętam najlepiej. Współczuję tym, którzy na takich nauczycieli się nie natknęli.
Mój fizyk, gdy nie chciało mu się oceniać kartkówek, rzucał całym stosem, co upadło jeszcze na jego biurko, to była piątka, co na katedrę to czwórka, co na podłogę to trzy... Serio.
I tak jak już tu ktoś skomentował: nauczycieli się nie produkuje, zależy od danego człowieka, a takich z prawdziwą pasją i pomysłem do nauczania to zbyt wielu chyba nie jest. Bo, nie oszukujmy się, do pracy ludzie idą by zarobić, a nie by zmieniać świat na lepsze.
Zdarzy się perełka wśród pospolitych kamieni.
Nie można zaś wszystkich wrzucać do jednego worka. Pomimo wiadomo jakich czasów, są jeszcze nauczyciele z pasją, którzy przekazują wiedzę tak, że aż miło i ciepło na sercu.
Nie. Teraz "nie ma czasu na takie rzeczy, bo trzeba zdążyć z materiałem". Tzn doświadczenia muszą być, ale u nas trzeba je szybko zapisać, bo zaraz idziemy dalej. I nikogo niestety nie obchodzi, że chcesz mieć ładnie i czytelnie.
W gimnazjum na chemii doświadczenia robiliśmy tylko w pierwszej klasie, w 2 i 3 oglądaliśmy tylko filmy o nich. Podobno szkoły nie było stać na odczynniki. Ale pieniądze na wymianę mebli w oddziale przedszkolnym co roku były (uczyłam się w zespole szkół, przedszkole+podstawówka+gimnazjum)
Również zazdroszczę, miałam naprawdę genialnego nauczyciela w gimnazjum od fizyki, czułam, że coś zrozumiem, bo nawet mi się ta fizyka wydawała fajna. No i co? Zawał w wieku pięćdziesięciu lat. Facet, który przyszedł na zastępstwo był totalną pomyłką, lekcje były chaosem.
Fizyka rozszerzona w LO.
Nauczycielka niby coś tam robi, a potem kartkówka. Z tym co było na lekcji nie ma problemu bo uczy nie najgorzej, ale są zadania takiego typu co jeszcze nie było. Co ona na to? Ale to jest w podręczniku!!!....
Ja właśnie jestem w 7 klasie, normalnie jakbym czytała opis mojej pani od fizyki👌