#muuuh
Oczywiście, jak w każdej bajkowej historii, musi być jakieś "ale". W moim przypadku była nim pewna pani, której wpadł w ręce mój numer telefonu. Przez kilka miesięcy chodziłam do jej córki niemal co drugi dzień, ze wszystkich przedmiotów miała spore braki, mimo to dziewczynka była chętna do nauki i bardzo się polubiłyśmy. Niestety, coraz częściej pojawiały się problemy z jej mamą. Gdy na koniec przychodziło do płacenia, okazywało się, że jeszcze wypłata nie przyszła, albo że nie ma jak teraz wypłacić z bankomatu pieniędzy, itd. Czasem umawiałam się z nią, że wpadnę po szkole tylko żeby odebrać zaległą gotówkę, a gdy przychodziłam nikt nie otwierał mi drzwi. W końcu powiedziałam sobie: dość tego. Następnym razem, gdy kobieta zadzwoniła do mnie, by się umówić na korepetycje odmówiłam jej, powiedziałam, że rezygnuję, między innymi z powodu problemów z pieniędzmi. Wszystko to spokojnie wyjaśniłam, bez gniewu ani wyzwisk. Niestety, odpowiedź taka nie była. Babka po prostu się wściekła, zaczęła mi grozić, obrażać mnie. Kilka dni potem zjawiła się u dyrektora w mojej szkole, właściwie nie wiadomo po co. Ten jednak wyprosił ją z gabinetu, stanął po mojej stronie.
Miesiąc potem otrzymałam pismo o wszczęciu postępowania. Chora kobieta zawiadomiła prokuraturę, założyła sprawę w sądzie, oskarżając mnie o nielegalną działalność (tj. nieodprowadzanie podatków od zysku z korepetycji). Tu zaczęło się bagno. Opinie na mój temat zbierano przede wszystkim od nauczycieli, rodziny, znajomych i moich pozostałych "klientów". I o ile pierwsi trzej stanęli za mną murem, tak ludzie, których dzieci dzięki mojej pomocy zdały do następnej klasy, wszyscy, z wyjątkiem jednej pani, wzięli stronę mojej nemezis, a po wszystkim nie odezwali się, do tej pory odwracają wzrok mijając mnie na ulicy. Oczywiście nie poniosłam żadnych konsekwencji (nie przekroczyłam nawet połowy kwoty wolnej od podatku), ale niekończące się postępowanie wyssało ze mnie cały zapał.
Dziś jestem wolontariuszką w fundacji, uczę małe dzieci pisać, czytać, liczyć. Od czasu do czasu udzielam korepetycji córce pani, która jako jedyna powiedziała prawdę na mój temat. Niedawno dowiedziałam się, że pani, która mnie oskarżyła ma sprawę w sądzie o kradzież...
Oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa... Niestety takich ludzi jest bardzo dużo.... Jestem studentką technicznego kierunku udzielam korepetycji i normą są stwierdzenia " to za trzeba płacić? hehe myślałam, że Jak Pani studiuje to za darmo hehe" No niestety nie... ja też za coś muszę żyć. :p
Jezu, skóra mi cierpnie jak słyszę lub czytam to "hehe".
@Panda... Hehe ;)
Wyobraź sobie co ja muszę czuć jak mam kilku takich Sebków (niestety tylko 1 z 5 jest z anonimowych) na nauce fizyki, chemii, matematyki... no przecież wytrzymać no nie idzie!
Aczkolwiek jest system źle się zachowujesz=duuuużo więcej zadań w domu, a za jej brak pogadanka z mamusia... są potulni jak baranki wtedy :D
Fajnie z twojej strony, że angażujesz się w wolontariat:))
Właśnie, że się nie zraziła :)
Ja miałam tak, że nie chciałam pomóc uczennicy na kartkówce a wisiała mi wtedy 110zł. Naopowiadała mamie, że na każdych zajęciach jestem pijana i jej ubliżam.. mama oczywiście uwierzyła jej, mnie zwyzywała i groziła sądem i policją. Na szczęście obyło się bez.
Suka. Nienawidzę takich postaw u ludzi. Niewdzięczna i bezczelna, aż krew zalewa, jak się coś takiego czyta.
Skomentowałabym, ale pędze sprawdzać kwotę wolną od podatku bo mam ostatnio na pieńku z matką jednej uczennicy...
Na studiach też chcę dawać korepetycje, ale po tym wyznaniu mocno się nad tym zastanowię...
E tam, ja dawałam przez całe studia, 90% znajomych też,nigdy nic złego się nie stało.
Link wyznania jest całkiem... ciekawy :D
Brak słów na tych ludzi!
Człowiek chce dobrze, chce pomóc, a taka zapłata :/
Tylko szkoda jej córki.
też dożywam z korków, pozdrowienia, a karma wraca (;