#nI5ou
Kilka tygodni temu zmarł mój wujek. Nie jest to dla mnie tragiczne zdarzenie w życiu, bowiem z wujkiem kontaktów za dobrych nie miałam. A w zasadzie w ogóle nie miałam z nim kontaktu, jak i cała rodzina, nawet jego rodzony i jedyny brat, a mój ojciec. Wujek całe życie pracował w ubojni, fakt ten pozbawił go sumienia i wrażliwości - tak mawia rodzina. Całe życie kawaler, generalnie sam, nie miał nawet przyjaciół.
Po jego śmierci nastał czas odczytania testamentu i ku zgrozie dalszej rodziny ja, jako jego chrześnica, odziedziczyłam po nim mieszkanie w mieście, w którym zawsze chciałam mieszkać. Mimo że mieszkanie było cholernie zaniedbane i w okropnym stanie, postanowiłam przenieść się tam na studia i jakoś je urządzić. Moi rodzice, oboje po wypadku samochodowym, niestety nie mogli pomóc mi w porządkowaniu mieszkania, toteż ze wszystkim postanowiłam poradzić sobie sama. Część mebli za drobną opłatą pomogli mi wynieść Mietki spod bramy obok, a ściany pomalowałam sama. Mieszkanie wyglądało patologicznie pusto i biednie, a do ogarnięcia została mi jeszcze stara i obdrapana łazienka.
I tu zaczyna się meritum historii: tydzień temu wpadł do mnie sąsiad z mieszkania obok, chciał skorzystać z łazienki, bo u niego awaria. Młody, przystojny i fajny, więc go wpuściłam, chociaż trochę mi było wstyd, bo sama wyglądałam okropnie - podarte spodnie od dresu i spocone tłuste włosy, bo sprzątałam mieszkanie. Na początku trochę pogadaliśmy, było śmiesznie, jednak po wyjściu z łazienki sąsiad zaczął dziwnie się zachowywać, chciał koniecznie zobaczyć jak wygląda mieszkanie i bez mojego pozwolenia obczaił pozostałe pokoje, po czym wyszedł i słuch po nim zaginął. W sensie nie wrócił zaprosić mnie na randkę, jak się łudziłam, nie widziałam go też na klatce schodowej. I tu następuje zwrot akcji.
Dziś przed południem ktoś zapukał do drzwi, okazało się, że był to właśnie wyżej wymieniony sąsiad z żoną i kilkoma paczkami czegoś. Przywitali się, położyli pakunki w przedpokoju i zaczęli monolog o tym, że: pan, który tu mieszkał przede mną, czyli mój wujek, był zawsze taki pomocny i dobry, że chociaż był rzeźnikiem, to kochał zwierzęta, dokarmiał osiedlowe koty i psy, zawsze chętnie naprawiał innym coś w mieszkaniu - złota rączka. Że smutno im wszystkim było jak zmarł, ale dowiedzieli się, że ktoś z rodziny się wprowadzi, więc teraz oni za pomoc jemu odwdzięczą się razem z sąsiadami, pomagając mi. I wyszli. A ja zostałam z paczkami i gębą spuszczoną aż do ziemi ze zdziwienia. Zaś w paczkach były ubrania i buty w moim rozmiarze, mąka, cukier, owoce, płyn pod prysznic, mydło itd...
Do tej pory jestem w ciężkim szoku i czuję się jak debil. Nie dość, że wszyscy w bloku, z niedoszłym ukochanym, uważają mnie za przykład nędzy, to jeszcze męczy mnie sprawa z wujkiem...
Może szkoda, że cała rodzina się odcięła od twojego wujka? Być może był bardzo wartościowym człowiekiem.
Gdzieś jest powiedziane że rodzina się odcięła? Może on ignorował zaproszenia, wspólne święta itd. To że był okazjonalnie uczynny dla obcych nie znaczy, że potrafiłby utrzymać bliskie więzi
z rodzina sie nie mogl dogadac bywa ja tez wole obcych nie zazdroszcza nie opluwaja nie patrza na rece jak wchodze do nich -SAMO ZYCIE=a ro ze pracowal w rzezni moj Boze kazdy gdzies tam pracuje nie kazdy jest wazniak w bialym kolnierzyku ale ci co naprawde ciezko pracuja maja najwieksza empatie dla otoczenia
Myslalam ze w tych paczkach przyniesli jakieś narzedzia do remontu, meble do skrecenia itp. Spodziewali sie odwalonej chaty tuz po twojej wrpwadzce czy jak?
Czy Wy też macie pproblem z ppisaniem komentarzy na Androidzie? :/
Tak. Niestety
Nie przejmuj się tym co myślą i mówią sąsiedzi. A wujek to musiał być wspaniały człowiek, tylko nie rozumiem dlaczego miał tak słaby kontakt z rodziną.
Bo może nie był wspaniały? Moim ojcem też się wszyscy sąsiedzi zachwycali, a ja przez niego chodzę już prawie 10 lat na terapię...
Erin
ja mam dokładnie to samo :)
Wszyscy się zachwycali (i nadal zachwycają) jakich to ja mam wspaniałych, dobrych, uśmiechniętych rodziców. Przy ludziach byli zupełnie inni. Jak byliśmy sami w domu oni cały czas znęcali się nade mną wzywając od dziwek itp.. i bijąc mnie. Przez nich wpadłam w ciężką depresję... Nie mówiąc o innych rzeczach.
Kropeczka
skreślać kogoś kto jest rzeźnikiem rozumiem politykiem ale rzeźnikiem
Słyszałeś o czymś takim jak znaki interpunkcyjne?
Mam mieszane uczucia do tego dokarmiania, jesli w pracy zabijal zwierzeta.
Praca jak praca.
To trochę jak z osobami jedzącymi mięso i kochającymi zwierzęta. Mniej drastyczne, ale jednak to samo. Czy to hipokryzja, czy nie - pozostawiam to do twojego osądu.
Przeraża mnie, że teraz bardziej walczy się o prawa do życia zwierząt niż ludzi.
Nie to samo. Jednak rzeznia a ubojnia to nie to samo. Gdyby byl rzeznikiem to ok, ale tak...
Ale schabowego i rosołek wpierdzielasz aż się uszy trzęsą?
Mój tata tez kilka lat pracował w masarni swojego wujka. Mało tego, większość mojej rodziny karmiła prosiaczki, kurki, kaczuszki po to żeby później podać je na obiad.Ale z nich potwory!
Serio? A skąd rzeźnik ma mieć mięso? Z ubojni. Nie rozumiem Twojego toku rozumowania, niby czemu ktoś kto pracuje w ubojni jest gorszy od rzeźnika?
Trytyty- po czym stwierdzasz, ze bardziej walczy się o prawa do zycia zwierząt niż ludzi?
Skoro tak Ci zależy na ludziach to coś zrób dla nich, a nie jęcz, że inni przejmują się także losem zwierząt.
Są organizacje i fundacje pomogające jednym i pomagające drugim. Nie rozumiem ludzi, których to jakoś boli.
Szczerze...wole zjeść taka świnkę niż ona by miała zjeść mnie...xdd bo tak na poważnie skoro hodujemy swinie. Krowy, kaczki dajemy im szame...a co by było gdyby te zwierzęta żyły dziko bo ludzie nie jedli by mięsa...? Może w procesie ewolucji te zwierzęta by mogły zjeść ludzi...?
Chłopie, ale co do ewolucji to my mamy gówno do gadki.