#oifu0

Od dziecka wmawiano mi w domu, że jestem gruba. Odkąd pamiętam miałam racjonowane ziemniaki na obiad, kasze, mięso, o słodyczach nie wspominając. Mama i tata są strasznie otyli. W domu gotowano zawsze tłusto, bez warzyw (bo tata nie lubi 90% z nich). Zamiast jeść więcej, ale chudziej i zdrowiej, ograniczyli mi jedzenie. Nie chodziłam głodna, ale też nigdy nie najedzona. Jak na podwórku ktoś przynosił słodycze, to mama stała obok mnie i tylko mówiła ile albo czy w ogóle mogę coś wziąć. I ciągle było gadanie, że jestem gruba lub brzuch mi wystaje.

Całe życie żyłam w przekonaniu, że byłam grubym dzieckiem, dopóki kilka lat po wyprowadzce nie zobaczyłam swoich zdjęć z dzieciństwa. Wyglądałam normalnie. Wiadomo, miałam taki dziecięcy tłuszczyk, ale w porównaniu z innymi dziećmi wyglądałam prawidłowo. Nikt nie mógłby mi zarzucić bycia grubą.

Kontrole rodziców wobec jedzenia przestały skutkować, gdy miałam 15 lat i wyprowadziliśmy się od babci. Mama nie potrafiła ogarnąć nowych obowiązków domowych typu gotowanie obiadu, sprzątanie itp. bez pomocy babci, więc często tego obiadu nie było. Mama zamiast pierogów z marketu kupowała 3 paczki ciastek albo drożdżówki, które były naszym obiadem. Po 15 latach ścisłej kontroli nad cukrem nagle kontrola zniknęła. I się zaczęło... Zaczęłam żreć cukier bez opamiętania. Na śniadanie drożdżówka, drugie śniadanie batonik, obiad coś słodkiego, a kolacja naleśniki na słodko. Nie było u mnie posiłku bez cukru, napoju bez cukru. Uzależniłam się do tego stopnia, że gdziekolwiek szłam miałam batonik. Moja waga zaczęła windować do góry, a szydercze uwagi moich rodziców i dalszej rodziny były coraz bardziej okrutne. Wpadłam w błędne koło. Było mi źle, więc jadłam, a było mi źle, bo jadłam.
Nie chcę się usprawiedliwiać, bo moja krytyczna waga jest moją winą, ale teraz, już jako osoba szczupła, która nauczyła się w końcu jeść normalnie, mogę powiedzieć, że 80% moich problemów z otyłością wzięło się z domu.

Najgorsze jest to, że mam 16 lat młodszą kuzynkę, która spędza większość czasu w domu moich rodziców (mama jej pilnuje) i zauważyłam, że robią jej to samo co mi, czyli wmawiają jej, że jest gruba. Próbowałam tłumaczyć, ale ciągle mówią, że jak byłam dzieckiem, to mnie pilnowali i nie byłam gruba, dopiero potem się spasłam. Tłumaczyłam im mechanizm tego, że ośmiolatkę wpędzają w niesłuszne, głupie kompleksy. Nie potrafią tego zrozumieć. I tak rośnie prawdopodobnie druga ja, która roztyje się do 100 kilo, a potem przejrzy na oczy, gdy wyprowadzi się z domu. Będzie musiała się uczyć jedzenia od nowa, tak jak ja się uczyłam. Przykre to strasznie.
rutabo Odpowiedz

Takie zachowanie powinno juz podpadac pod formę przemocy domowej. Z jednej strony tuczenie dziecka i karanie go za własne decyzje żywieniowe.

Cyklobutan

Przeszłam przez zaburzenia odżywiania..
Mi nie wmawiano że jestem gruba, dokarmiano na siłę, przytyłam przez syfiaste jedzenie, po czym drastycznie schudłam.
W moim domu wszystko jest przetworzone, porcje jak dla armii wojska.
Takie zachowanie powinno być karalne.

CzarnyOpal Odpowiedz

Porozmawiaj z rodzicami kuzynki, jak traktorka ją twoi rodzice, jak ciebie traktowali i czym się to skończyło. Może wykażą się inteligencją i znajdą jej inną opiekunkę. Jeśli nie, to zostaje ci tylko za każdym razem jak spotkasz kuzynkę, mówić jej że jest śliczna i ma normalną figurę, a twoi rodzice mówią takie głupoty bo czują się nieszczęśliwi ze swoim wyglądem.

Postac Odpowiedz

Jejku, moja dalsza znajoma wmawia tak swojej córce... 12-letnia dziewczyna, a już na takie kompleksy, jak mało który człowiek. Rok temu wyglądała normalnie, teraz jest chuda, a nadal w jej stronę padają chamskie komentarze o tuszy. Bardzo mi żal dziewczyny, ale nie mam wpływu na jej najbliższą rodzinę, bo "oni przecież sobie tylko żartują".

rybaczki

Jak ja nie cierpię tłumaczeń "to tylko żarty". Skoro drugiej osobie zrobiło się przykro to nie ma to znaczenia czy to był żart czy nie.

Postac

Mnie jeszcze denerwuje, że do dzieci dużo ludzi nie ma szacunku. Takie "żarty" z osoby dorosłej odebrane byłyby jako chamskie i nie na miejscu. Ale z dziecka to już można...

Kurina3

Takie notorycznie żarty, które sprawiają osobie przykrość, to już jest nękanie.

Eureenergie Odpowiedz

Pogadaj może z rodzicami tej kuzynki, żeby trzymali ją od nich z daleka.

Cyklobutan Odpowiedz

Autorko, po takim ograniczaniu jedzenia zarówno Ty jak i kuzynka moglyscie być niedożywione pod względem nie tylko kalorii ale także mikro i makro składników.

Cyklobutan

Rzucanie się na cukier to być może także wynik ograniczania porcji właśnie...

Aura90 Odpowiedz

Patologia w czystej formie, bardzo mi Ciebie żal Autorko :( od siebie dodam jedynie, że ?"wystający" brzuch u szczupłej osoby może być spowodowany przodopochyleniem miednicy - a to da się bardzo łatwo "naprostować" odpowiednimi ćwiczeniami

bylylektor Odpowiedz

Skwareczki z cebulką - super dodatek do mielonego i ogórka kiszonego. Starsi ludzie preferowali tego typu potrawy a gotowała babcia z tego co piszesz. Tamta kuchnia była tłusta i ciężka. Ograniczali Ci jedzenie i mimo to miałaś dziecięcy tłuszczyk - jak by nie ograniczali to jak byś wyglądała? Odpowiedziałaś sobie sama - miałaś 15 lat i zaczęłaś obżerać się słodkim. Byłaś już świadoma, że obżarstwo na słodko grozi przytyciem ale zajadałaś stres okresu dojrzewania (no tak bo rodzice się nabijali, że tyjesz w oczach i idziesz w ich ślady). Jakoś nie chce mi się wierzyć, że kupowali same słodkie rzeczy po przejściu na "swoje". Obstawiam "gotowce do podgrzania". Możliwe, że sami też byli pod presją babcinej diety i stąd ten przypływ słodkości. Z jednym się zgadzam - nie ważne czy to dziecko, czy dorosły nie należy się śmiać z otyłości. Co innego bliskiemu powiedzieć, że powinien zmienić dietę - kto ma to powiedzieć jak osoba bliska. Nabijali się, czy zwracali uwagę na zbytnie objadanie się i nadmierny "tłuszczyk". Podejrzewam, że sami mają kompleksy odnośnie swojej wagi.

Solo Odpowiedz

Kiedy ludzie zrozumieją, że nie tyje się od zjedzenia batonika nawet codziennie i nie chudnie się od jedzenia warzyw? Po prostu chodzi, o to żeby zmniejszyć kalorie

Qehayoii Odpowiedz

To jest taka zarazliwa forma otylosci (w odroznieniu (tzn. niekoniecznie) dziedzicznej).
Mozesz sama wyjsc na prosta (kupowanie zdrowego jedzenia, i to takie ktore trzeba przygotowywac jest dobrym poczatkiem) do tego znaczne ograniczenie kalorii (lekarze starej daty sa tutaj rozsadniejsi, bo w zyciu mieli w jakakolwiek stycznosc z glodem, i wiedza na czym i jak moze i dobrze funkcjonuje czlowiek - bo wiekszosc nowomodnych dietetykow, bredzi straszne farmazony polecajac diety ktorych nawet trzymajac sie sztywno nie dosc, ze tyjesz a do tego niszczysz sobie zdrowie).

Z czego powinnas sobie zdac sprawe, ze to sa ludzie psychicznie chorzy (w tym aspekcie) i nie powinnas pozwalac im kontrolowac swojej diety w jakikolwiek sposob, takze dogryzaniem/klótniami (formy kontroli lub proby jej uzyskania, przez ludzi ktorzy EWIDENTNIE nie powinni tego robic). Nie dyskutujemy, jak próbuja sie w jakis sposob zachaczac (np. pytaniem o chlopaka, swietny punkt oparcia przed ofensywa narzucania tego jak sie masz odzywiac z wiadomymi skutkami) zmykamy. Chcesz schudnac? Dieta o ktorej decydujesz tylko ty i sie jej (oraz tego) trzymac. I sporo ruchu, bo niestety tego typu nieprawidlowe odrzywianie powoduje szkody (zdrowotne) i moze byc ci ciezej utrzymac wage niz komus kto przez cale zycie odzywial sie poprawnie.

Ps. Niepelnowartosciowe jedzenie to juz jest glodzenie - ograniczenie ilosci to przy tym wisienka na torcie, bo sa skladniki diety ktorych czlowiekowi brakowalo wczesniej i jak to sie ma niby poprawic po kolejnym zmiejszeniu ich ilosci.

PsPs. Zakladam ze jestes na swoim, jak nie - uciekaj.

ohlala

A może tak czytaj dokładnie... Autorka poradziła sobie z problemem, ale martwi się o kuzynkę, nie siebie.

Qehayoii

@ohlala,
"To jest życie kuzynki i jej decyzje - chce tyć, niech tyje. Nie przejmuj sie. Hakuna Matata!" :p

Lepiej? I tak wczesniej skupilem sie na problemie ignorujac detale - powyzej masz wersje poprawnie skupiona na detalach...

A wracajac do tematu, takie dop* sie do czyjejs wagi, gdy nie ma problemu wagi, to nic innego jak proba ich kontrolowania (eksploatowania).
Autorce udalo sie wydostac, ale nie dostrzegajac czym rzeczy sa naprawde wciaz ryzykuje. Sama ma zdrowe tendencje, ale do gry wchodza rodzice i tyje.
Dlaczego niby to nie moglo by sie powtorzyc? Ich zly wplyw na kuzynke jest latwy do zauwazenia, ale to co autorka przegapila sugeruje, ze sama wciaz moze byc w "strefie razenia", a to jest cos, czego lepiej nie uswiadamiac sobie po tym jak podwinie nam sie noga, zmieniajac potkniecie "w upadek na " (przyslowiowy) "py*k".

HerbataZCynamonem

@Qeecoś tam - 1. naucz się czytać ze zrozumieniem, bo widzę, że dalej masz z tym problem. 2 - naucz się pisać po polsku, bo z tego bełkotu nie da się nic zrozumieć.

LipsLikeMorphine Odpowiedz

Też tak miałam. Później na przemian dieta-tycie-dieta-tycie... I tak od dawna. Za każdym razem jestem coraz grubsza. U nas też nie było warzyw. Teraz robię sporo sałatek, sama gotuję, raczej nie używam specjalnie dużo tłuszczu, itp, ale mam rozwalone wszystko. Mam nadzieję, że mojemu dziecku przekażę zdrowsze wzorce, ale zapowiada się, że tak - kocha warzywa i owoce i ma ich bez limitu, ale czekoladę też czasem wszamie ;-) Wszystko w normie. Obiady gotuję sama. Bardzo polecam Ci prosty obiadek: pokrojone główki czosnku (w poprzek), 3 przekrojone cytryny, na to kładziesz udka z kurczaka/indyka, posypujesz rozmarynem, układasz na nich plastry cytrynki i siup na godzinę do piekarnika. Pyszności i lekkie w miarę ;-)

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie