#rCwGG

Długo zbierałem się, by to opisać. Coś, czego nie da się wymazać z pamięci. Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek, czy istnieje piekło na ziemi, to powiem wam, że istnieje.

8 lat temu szukałem pracy za granicą. Byłem młody i głupi, więc skusiła mnie oferta pracy w gospodarstwie rolnym w południowych Włoszech. Papiery załatwione, bagaże spakowane i jedziemy.

Na miejscu okazało się, że sprawy mają się trochę inaczej, niż wydawało się to na początku. Zabrano nam dokumenty, pieniądze, telefony. Zostawili ubrania. Tylko.

Jak już się pewnie wielu z was domyśla, trafiłem do obozu pracy. Trafiłem do piekła. Piekła, które trwało ponad rok. Piekła, w którym tyraliśmy na polu do granic fizycznych możliwości, dostając przy tym głodowe racje żywnościowe. Gdzie każdy objaw nieposłuszeństwa czy źle wykonane polecenie było karane biciem i kopaniem.
I tak było dzień w dzień. Dzień w dzień byliśmy traktowani gorzej niż śmieci. Kobiety miały najgorzej. Nie dlatego, że musiały pracować równo z nami, facetami. Co ładniejsze nasi oprawcy sobie wybierali dla siebie i traktowali jak zabawki.

Trwałem w tej agonii jakiś rok. Aż którejś nocy coś we mnie pękło. Postanowiłem uciec. Może to wydawać się dziwne, ale nie miałem nic do stracenia.

W tamten dzień, jak co dzień zresztą, pracowaliśmy w polu. Ale tym razem mieliśmy do obrobienia kawałek, który znajdował się daleko od zabudowań. Wykorzystując moment nieuwagi i kawałek jakiegoś drutu znalezionego kilka dni wcześniej w ziemi, uciekłem.

Nie wiem, ile przebiegłem wtedy. Mogło to być równie dobrze 500 metrów jak i 10 kilometrów. Byle dalej od tego miejsca. Byle dalej od tego piekła. Trafiłem do jakiejś miejscowości. Ludzie na widok obdartego, brudnego, zarośniętego człowieka uchodzili z drogi. Bali się mnie. Błąkając się od domu do domu, błagając ludzi o pomoc, trafiłem na kościelną plebanię.

Ksiądz, który mnie wtedy przyjął, okazał się najwspanialszym człowiekiem na świecie. Nie mogliśmy się dogadać, ale na migi i wykorzystując mapę, która wisiała na ścianie, wytłumaczyłem mu, że jestem z Polski. Chwycił wtedy za telefon i zaczął wydzwaniać.

Po kilku godzinach przyjechał jakiś zakonnik, jak się okazało dominikanin z Krakowa, razem z oddziałem karabinierów. Zabrali mnie do szpitala. To było coś, czego nie da się opisać słowami. Po roku spania na podłodze w końcu miałem łóżko. W końcu nie byłem głodny. W końcu mogłem się umyć, ogolić, ubrać w czyste ubranie. I nie bać się, chociaż w małym stopniu się nie bać. Coś, co w tym momencie dla każdego z nas jest normalną rzeczą, wtedy było dla mnie jak wygrana na loterii.

W szpitalu spędziłem ponad tydzień. W międzyczasie skontaktowano się z moją rodziną. Tego spotkania po ponad roku nie da się opisać słowami. Po prostu się nie da. Ryczałem jak bóbr.
crazysquirrel Odpowiedz

Ludzie, gdzie wy żyjecie, że nie wierzycie mu. Przecież o współczesnych obozach mówi się otwarcie, nawet rząd Polski przed nimi ostrzega. On nie miał żadnego wpływu na co to, co się stało. Dostał normalną umowę o normalną pracę. Takie brzydkie rzeczy wychodzą dopiero na wierzch, jak już jest za późno. A rodzina mogła sobie zgłaszać na policję zaginięcie, ale to i tak niewiele by zmieniało. Po pierwsze policja mogła w ogóle nie przyjąć zgłoszenia, bo za mało danych itp., po drugie nawet jeśli, to śledztwo międzynarodowe, to skomplikowana sprawa, po trzecie mafia ta na pewno musiała mieć sieć zabezpieczeń, przecież wiedzieli, co robią. Podziwiam autora, miał na prawdę gigantyczne szczęście, że mu się udało uciec, a także przetrwać ten rok (ja bym pewnie padła 2 dnia). Autorze, niech Bóg ma Cię w swojej opiece.

Lewis Odpowiedz

Tydzień temu był u nas w licku policjant i opowiadał o takim handlu ludźmi. Mało kto w to wierzył...

Teraz na pewno nie zapomnę o tym.

Eredin Odpowiedz

Wbrew pozorom dzieją się na świecie rzeczy gorsze niż moglibyście się spodziewać. Znajomy pisał magisterkę o handlu ludźmi w XXI wieku, włos się jeży..

Oluchna Odpowiedz

Ale zgłosiłeś to?!! Innych też uratowali?!!

Marcepanik

Pewnie się tego nie dowiemy :/

xsiostrax Odpowiedz

Znam kogoś kto również trafił do obozu pracy we Włoszech. Jest w domu ale nawet najbliższa rodzina tej osoby nie wie co się z nią działo przez ten czas.
Dobrze, że Ci się udało...

Odpowiedz

Od tamtych wydarzeń minęło prawie 7 długich lat. 40% powierzchni mojego ciała jest pokryte bliznami. Bliznami, które zostaną ze mną na zawsze. I zawsze będą mi przypominać o piekle, przez które musiałem przejść. Piekle, które z wesołego chłopaka, zrobiło zamkniętego w sobie, zgorzkniałego faceta po 30-stce. Moja walka, by chociaż w części stać się osobą, którą byłem dawniej, trwa nadal. I potrwa pewnie jeszcze długo, o ile da się ją w ogóle wygrać.

As1989

Podziwiam Cię człowieku. Oby Ci się wiodło.

Zabujca12

Oni was tam z karabinami pilnowali? I te pola były ogrodzone drutem kolczastym? Też pracowałem w polu za granicą i nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji. Nie zastanowiło Cię że zabierają dokumenty, pieniądze i telefon? Rodzina wiedziała gdzie jedziesz, rok nie miała kontaktu, nie szukali Cię?

PrincessSofiamyLove

Czy zawsze musicie szukać dziury w całym ?

Zabujca12

A ty zawsze musisz przyjmować wszystko bezkrytycznie? Poza tym nie twierdzę, że historia jej zmyślona. Zaciekawiła mnie więc zadałem kilka pytań.

Buka85

Dokładnie, gdzie była przez rok rodzina? Przecież to podstawa przy wyjeździe za granicę "zadzwonię jak dojadę". Nie dzwonisz to od razu dzwonią na policję i zgłaszają sytuację, i ustalają czy był wypadek czy coś innego się stało. Rok czasu nie dzwonili???

Chrupeczka

@Pavarozzi zglosiles to na policję, żeby mogli uwolnić resztę?

h0nesteyes

Skąd miał wiedzieć czy rodzina dzwoniła czy nie, skoro zabrali mu od razu telefon?

Buka85

H0nesteyes ty tak na serio? Skoro mu zabrali telefon to on go nie odebrał- i to jest sygnał dla rodziny że coś jest nie tak. Rok czekali aż się odezwie?!

h0nesteyes

A co ty myślisz ze jak pójdziesz na policje i powiesz ze jakiś członek twojej rodziny wyjechał zagranicę i nie odbiera telefonu to policja coś zrobi? No nie wydaje mi się. Poza tym nie znasz szczegółów, nie wiesz czy ten telefon w ogóle był włączony i czy mu go nie zniszczyli. Wiec tak czy siak rodzina nie miała jak sie skontaktować z autorem, chyba, że by do niego przyjechali.

milkyy

A pomysleliscie, ze mogli mu dac telefon raz na jakis czas zeby powiedzial ze "wszystko ok"? Nie sadze, zeby odwazyl sie im wtedy powiedziec ze cos jest nie tak, skoro stali na przyklad nad nim. Ehh..

Zobacz więcej odpowiedzi (4)
Pelhali Odpowiedz

Co się stało z innymi? Co z tym obozem?

eserxia Odpowiedz

Wszyscy się burzycie, że mało wyznań jest dodawane, że rzadko, że w ogóle nudne i beznadziejne. A jak ktoś się już odważy i opisze historie swojego życia, trudną historię o której wolałby nie pamiętać, to od razu pojawia się milion komentarzy, że fejk, nieprawdopodobne, zmyślone. Jakby autor napisał, że pojechał do pracy do Włoch i jak zobaczył ogrom pracy to zesrał się w gacie to jakoś by wam pewnie pasowało.

Buka85 Odpowiedz

To jest właśnie przestroga dla wszystkich, którzy w poszukiwaniu pieniędzy tracą zdrowy rozsądek i nie sprawdzają dokladnie, gdzie jadą, a potem tragedia gotowa. Mieszkam za granicą i na lokalnych grupach Polaków non stop ogłoszenia typu "pomocy, przyjechałem do pracy ale nie wypaliło, warunki koszmarne więc uciekłem ale nie mam gdzie spać i co jeść"... ludzie, błagam,miejcie trochę wyobraźni. Jedziecie gdzieś to najpierw szukacie opinii w internecie, jak coś wzbudza niepokój to dzwonicie do urzędu pracy czy urzędu skarbowego w danym mieście i pytacie czy taki pracodawca istnieje, czy wszystko z nim w porządku. Jedziecie, zostawiacie rodzinie adres i telefon i informujecie,że jak nie odezwiecie się do tej i do tej godziny to mają dzwonić na policję. Nie trzeba jechać ślepo, trzeba mieć trochę wyobraźni.

Natalia Odpowiedz

Mam nadzieję, że to gdzieś zgłosiłeś i ktoś doprowadził to miejsce do porządku. To straszne, że człowiek robi coś takiego człowiekowi.

Zobacz więcej komentarzy (30)
Dodaj anonimowe wyznanie