Historia, która wydarzyła się w gimnazjum. Kiedy na lekcji matematyki zadzwonił dzwonek wszyscy ruszyli z miejsca do drzwi, lecz pani zatrzymała nas słowami: "Dzwonek jest dla nauczyciela nie dla ucznia" i tak oto trzeba było przecierpieć 5 minut zanim skończy przeprowadzać swoją lekcję.
Następnego dnia z kolegami spóźniliśmy się na matematykę. Kiedy weszliśmy do klasy po 10 minutowym opóźnieniu, nauczycielka spytała się, gdzie my byliśmy, bo dzwonek już dawno dzwonił. Na to ja odpowiadam: "Dzwonek jest dla nauczyciela nie dla ucznia". Mina nauczycielki bezcenna.
Dodaj anonimowe wyznanie
dobrze rozegrane, pokazaliście, że te zasady są zależne, kogo dotyczą :D
Pewnie nauczycielka za ten żart gnębiła Cię z matematyki do końca roku szkolnego :D
I dobrze. Nam też tak mówią, a prawda jest taka że uczniom należy się przerwa, więc nauczyciele mają obowiązek tak dopasowywać lekcje, aby im starczyło. Chamstwo i podłość
Jak byłem w liceum miałem podobną sytuację. Po dzwonku wszyscy zaczęli się pakować i padło ze strony Pani od wos-u klasyczne:
"-Dzwonek jest dla nauczyciela"
Moja błyskawiczna odpowiedź : "A przerwa jest dla ucznia" zbiło ją z tropu :)
Można jeszcze powiedzieć: to niech sobie pani go weźmie do domu.
I prawidłowo! :D
Każdy kij ma dwa końce....
Ostro :D
Każdego nauczyciela można zripostować tekstem 'skoro dzwonek jest dla nauczyciela to proszę stąd wyjść' :)))
I uwaga za odzywanie do nauczyciela ;)