#xZvZ3

Dawno, dawno temu, jakoś tak jeszcze pod koniec ubiegłego wieku, znany i dość kontrowersyjny artysta Zbigniew Hołdys wydawał pewien magazyn. Był to muzyczny miesięcznik o nietypowej nazwie - ”Ultra szmata”. Pisemko pełne było wywiadów z czołowymi polskimi rockersami, recenzjami interesujących albumów i co najważniejsze – charakteryzowało się mięsistym, czarnym humorem, który absolutnie do mnie, nastoletniego metalowca, trafiał.
Najlepszym sposobem na zdobycie tego niskonakładowego tytułu była wizyta w Empiku. Czasem jednak nie chciało mi się do tego sklepu jechać, więc pytałem o magazyn w osiedlowych kioskach, co – jak się okazało – nie zawsze było dobrym pomysłem.

- Dobry! - przywitałem się z grubą, starszą panią przysypiającą w lokalnej budce Ruchu. – Czy jest „Ultra szmata”?
W ciągu ułamka sekundy lico kioskarki przybrało kolor czereśniowej czerwieni.
- O, ty gówniarzu pierd#lony! - wrzasnęła kobieta. – Obrażać mnie będzie, gnojek! Psi syn! Bachor! Bodaj cię diabły zabrały! Czeeeekaj, no…! - Rycząc niczym rozjuszony bawół, otworzyła drzwiczki swojej budy, wypadła z kiosku i wymachując parasolką zaszarżowała wściekle w moim kierunku.
Co miałem robić? Rzuciłem się do ucieczki krzycząc rozpaczliwie, że naprawdę istnieje takie pismo, że jest bardzo ciekawe, że Hołdys, że wywiady z cenionymi artystami, że humor, że nakład niski… Goniła mnie przez dwie przecznice, jak jakaś rozsierdzona bestia. Widok musiał być mocno absurdalny. Oto biegnie, błagając o litość, powiewając za sobą długim włosiem, odziany na czarno metalowiec, a zaraz za nim, kręcąc parasolką młynki, otyła starsza pani, rycząca niczym ranny dzik broniący swego terytorium.
W końcu zmęczyła się i odpuściła. Do dziś jednak nie zapomnę wstydu, którego się najadłem. Tych wszystkich śmiejących się przechodniów, trąbiących samochodów i dzieci wytykających mnie palcami. To był ostatni raz, kiedy po „Ultra szmatę” poszedłem do kiosku.
Whereru Odpowiedz

Przynajmniej zapewniłes Pani trochę ruchu, a po opisie przypuszczam, że był jej potrzebny

warren93

Ta pani była w Ruchu - dosłownie :p

Harpiak

L.U.C. tak kiedyś zarymowal "jak dziadek w kiosku, całe życie w ruchu" <3

AqAqq Odpowiedz

A wystarczyło zmienić sposób mówienia na "Czy jest może pisemko xxx" i nie trza by było do empiku jeździć

Whereru

Przecież gdyby było to pisemko to Pani by wiedziała że nie probuje jej obrazic xd więc nawet jakby tak zapytał to przypuszczam że musiałby jechać do empiku

MangoGreenTea

@Whereru Ale nawet jakby go nie było, to pani by się nie denerwowała, tylko powiedziala, ze nie ma takiego pisma (chyba).

NoH8 Odpowiedz

Ja bym następnego dnia przyszła do niej z tym pisemkiem. Kto wie, może nawet zaczęłaby je zamawiać i problem wypraw do Empiku by się skończył? ;)

CzarnaSowa Odpowiedz

Nie twoja wina, to ona poczuła się wywołana do tablicy:-D

bazienka Odpowiedz

i tak po prostu zostawila otwarty sklep? odwazna
przynajmniej zapewniles pani troche cardio ;)

ogienek Odpowiedz

I mam rozumieć, że zostawiła swój interes otwarty? Trochę nie chcę mi się w to wierzyć.

MarilynManson696

No właśnie też mnie to zastanawia.
Ale jeżeli zbulwersowały ją dwa słowa do takiego stopnia, to wszystko jest możliwe.

Jacobs638 Odpowiedz

Miałeś strasznie słabą kondycję, skoro nie mogłeś szybko uciec otyłej kobiecie, która pracując w kiosku nie miała zbyt wiele ruchu :)

ChildOfTheDamned

Pewnie miał na nogach glany, ciężko mu było :P

ciasteczkowaa12

^Glany- +20 do siły, -20 do szybkości

Dodaj anonimowe wyznanie