#xbOcf
Choć wyjazd był cudowny, nic nie zbliżyło nas tak jak "klątwa faraona", z którą przyszło nam się zmierzyć po powrocie do kraju. Naprzemienne okupowanie łazienki, trzymanie włosów czy parzenie herbatki... zaowocowały zaręczynami.
Okoliczności ciut obrzydliwe, ale konsekwencje bajeczne - 10 lat po ślubie, 2 dziecko w drodze.
Wspólny ból, wspólne szczęście - sam nie jesteś, będziesz w niebie 😁
Czy dobrze mi się wydaje, że to się miało rymować? 🤔
Dobrze Ci się wydaje 😎 nie wyszło, ale nie szkodzi bo kontekst pozostał dobry ! Pozdro 😄!
W dobrym znaczeniu, zaczęliście związek od dupy strony
Nie do końca powiedziałabym że w dobrym. Są lepsze sposby na rozpoczęcie związku :D
Lepsze? Nie sądzę ;d. Najgorsze już za nimi.
Po miesiącu znajomości z chłopakiem, zatrułam się drinkiem, którego zresztą on sam mi zrobił. Wymiotowałam dalej niż widzę, myślałam, że wypadnie mi żołądek. Denerwowała mnie nawet dioda we włączniku światła, taki miałam światłowstręt. Wrzeszczałam, że umrę i ma dzwonić po karetkę. Zniósł to dzielnie. Trzymał włosy, robił herbaty, gasił światła, wymieniał wiadro z wymiotami, kiedy już nie miałam siły wstać z łózka.
Bałam się, że odejdzie, że z czystej dobroci serca opiekuje się mną, a potem zniknie, bo w końcu spiłam się jak świnia (połową drinka ;)).
Został moim mężem ;)
I gdyby tylko więcej kupy było w moim życiu, to może i miłość się przytrafiła taka aż do grobu
też cierpię na zaparcia... ;D ;D ;D
Trochę się to ni kupy ni dupy nie trzyma. Wakacje miały pokazać wam jak to jest być ze sobą non stop. Czyli wnioskuję, że razem nie mieszkaliście? Więc jak to możliwe, że po wakacjach naprzemiennie okupowaliście łazienkę, itp.? Czyli mieszkaliście razem, czy nie?
Jeśli nadal mieli wakacje, to mogli u siebie nawzajem spędzać całe dnie i na noc wracać do swojego domu
Przez gówno do serca.