#aSIkY

Było to chyba w drugiej klasie podstawówki.

Wigilia za kilka dni, ostatni dzień szkoły przed przerwą świąteczną. Ciemno, już po szesnastej. Mama zawsze odbierała mnie około właśnie tej godziny, jednak tego dnia musiała zostać trochę dłużej w pracy. Niestety nie wiedziała, że tego dnia świetlica pracowała krócej niż zwykle. Chyba do 15. Wszyscy już sobie poszli, o wcześniejszej godzinie zamknięcia dowiedziałam się, jak nauczycielka wychodziła. Popłakałam się. Myślałam, że mamusia o mnie zapomniała (byłam bardzo płaczliwym dzieckiem). Był straszny mróz, więc nikt mnie ze szkoły nie wygonił. Ale też nikt nie mógł zostać. Z wyjątkiem pewnego wspaniałego człowieka.

Mowa o dyrektorze naszej szkoły, panu Iksińskim.

To zdziwienie mojej mamy, gdy przychodzi do właściwie zamkniętej szkoły, wchodzi do świetlicy, a tu jej mała beksa ogląda bajki siedząc z kurduplem w garniaku (dyrektorem) :,)

Mały ciałem, wielki sercem!
Minęło od tego czasu jakieś 9 lat, a ja nadal jestem za to wdzięczna dyrkowi.
nieznajomanieznajoma Odpowiedz

Ale sympatyczne wyznanie! ;)

Venus16 Odpowiedz

"Kurduplem w garniaku" 😂😂😂

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#3JIBE

Jestem w 10 tygodniu ciąży i bardzo męczą mnie mdłości. Aktywatorem najczęściej jest zapach, nie musi być intensywny, wystarczy, że w jakiś sposób mnie drażni. Od 2 tygodni chodzę na fizjoterapię z powodu zapalenia ścięgna. W przychodni jest specyficzna szatnia - pomieszczenie ok. 5 m², wypełnione zamykanymi szafkami, w których trzeba zostawić buty i okrycie wierzchnie.

Ostatniego dnia zabiegów wchodzę do szatni, w której zdejmuje kurtkę bardzo otyły mężczyzna. Do mojego nosa dociera zapach jego potu... i musiałam rzucić się biegiem do sąsiadującej toalety, gdzie zwróciłam całą zawartość żołądka.

Ten pan to słyszał. I wziął to do siebie, bo słyszałam potem, jak mówi swojemu rehabilitantowi, że jak ma nie mieć depresji, skoro ludzie aż wymiotują na jego widok...
Cały czas mi głupio, że moje ciążowe mdłości sprawiły komuś aż taką przykrość.
margolin Odpowiedz

Mogłaś mu to po prostu wytłumaczyć? Jest możliwość że by nie uwierzył, ale miałabyś to z siebie. Są ludzie którzy rozumieją takie coś.

Odpowiedzi (3)
Fifacz Odpowiedz

Ten pan powinien przyjąć to jako motywację do schudnięcia.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#KBqe4

Opowieść, która powinna być przestrogą dla wszystkich facetów.

Mam 18 lat i od zawsze marzyłem o byciu żołnierzem, służeniu ojczyźnie, nie wyobrażałem sobie siebie w przyszłości inaczej niż w mundurze. Do wojska trzeba przejść serię testów. Więc w poniedziałek odbyły się testy psychologiczne, zaliczyłem, i następnego dnia o 7:30 miałem stawić się na rejonowej wojskowej komisji lekarskiej. Komisja ta wygląda mniej więcej tak, że na starcie w sekretariacie kliniki dostaje się obiegówkę, którą trzeba wypełnić. Od razu się za to zabrałem, poszedłem do laboratorium na badanie krwi i moczu, zaliczyłem wszystkich lekarzy po kolei i byłem szczęśliwy jak nigdy, kiedy zdałem sobie sprawę, że został tylko urolog, a przecież to tylko formalność, bo przecież co może być nie tak?

No właśnie, po wejściu do gabinetu szybki wywiad i USG. Wszystko wskazywało na to, że drzwi do zawodowej służby wojskowej stoją przede mną otworem, aż do momentu, w którym lekarzowi zrzedła mina i pocmokał znacząco. Zapytałem, czy coś jest nie tak, a w odpowiedzi usłyszałem, że zauważył jakieś nieprawidłowości i całkiem prawdopodobne, że są to zmiany nowotworowe i zlecił dodatkowe badania. Dziś jest piątek, a ja mam raka jąder.

Panowie, badajcie swoje jajka tak często jak tylko możecie! Panie, badajcie jajka swoich Panów, bo może się okazać, że nic nie jest tak w porządku, jak mogłoby się wydawać.
poledancerka1 Odpowiedz

Złap raka za jaja!
Jest taka akcja. Poczytaj wyznania chłopaków, nie martw się. Na wczesnym etapie ten nowotwór jest w 100% uleczalny.

Odpowiedzi (13)
Antarees Odpowiedz

Będzie dobrze ziomek, trzymam kciuki za twoje zdrowie!
Jedyny apel, który faktycznie jest słuszny.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#8NVKc

Na anonimowych pojawiło się parę wyznań o anoreksji itp. Ja na żadną z tych okropnych chorób nie choruję, ale moja mama tak.

Od dziecka pamiętam, że moja rodzicielka jadła inne rzeczy niż ja i tata. Mama miała własną półkę w lodówce, która była nietykalna. Mama nigdy nie spróbowała tortu urodzinowego. Kiedy razem z tatą zamawialiśmy pizzę, ona uciekała do sypialni z jakimś owocem. Ćwiczyła 2, czasem 3 razy dziennie. Nie chodziła do pracy, a tata zarabiał całkiem dobre pieniądze, więc nie było problemu. W wieku 7-8 lat zauważyłam, że coś z moją rodzicielką jest nie tak. Inne mamy gotowały pierożki, piekły ciasteczka, a moja? Nawet podczas obiadu jadła inne rzeczy niż ja i tata. To na ojca spadły wszystkie obowiązki gotowania, przygotowywania drugiego śniadania do szkoły. W tym wieku zauważyłam również, że ona wcale nie jest szczupła, tylko po prostu chuda. Przeraźliwie chuda.

Niedługo potem po raz pierwszy trafiła do szpitala. Pamiętam, że odwiedziłam ją raz. Wokół oddziału chodziły dosłownie cienie ludzi. Jako mała dziewczynka nie rozumiałam na co oni chorują, a mama przekonywała mnie, że ci wszyscy ludzie mieli wycinane migdałki. I tak następne lata były w sumie bez zmian. Ja na śniadanie jadłam kanapkę z nutellą, a mama jakąś smętną owsiankę z jedną truskawką.
Gdy miałam 11 lat, sytuacja rodzicielki się pogorszyła. Od tamtego momentu zabroniła tacie kupować wszystkich niezdrowych produktów, włącznie z mięsem. Chipsy, parówki, szyneczka odeszły w zapomnienie. Nawet zdrowe ryby, jak łosoś, były zakazane.
Raz razem z moją starszą koleżanką upiekłyśmy ciasteczka. Ale byłam z nich wtedy dumna! Niestety mama nawet się nie poczęstowała, a efekt naszej trudnej pracy wylądował w koszu. W wieku 12-13 lat zaczęłam dojrzewać, co również wiązało się ze wzrostem wagi. Nie przejmowałam się tym, a raczej byłam dumna, że wyglądam dojrzalej niż moje koleżanki. Niestety mamie oczywiście mój wygląd nie pasował. Postanowiła mnie zmienić. I tak zaczęły się diety, a raczej głodówki. W wieku, gdzie dziecko potrzebuje najwięcej energii, jadłam poniżej 1000 kalorii. Parę miesięcy później moja rodzicielka mogła być dumna z efektów głodzenia mnie. Miałam sporą niedowagę, a w oczach mamy byłam idealna.

Pewnego razu szkolna pielęgniarka zadzwoniła do taty z informacją, że moja waga jest zdecydowanie za mała, a sama przynoszę do szkoły bardzo małe posiłki. Podejrzewała mnie o anoreksję. Razem z ojcem i szkolnym pedagogiem długo o tym rozmawialiśmy. Ja przekonywałam ich, że jestem zdrowa (kryłam jednocześnie mamę). Ostatecznie pedagog zrobiła test. Dała mi batonika i kazała go zjeść. Powiem wam szczerze, że jeszcze nigdy zwykły "Grzesiek" mi tak nie smakował.
 Kończą się znaki, o tym, jak mama w końcu "wyzdrowiała" napiszę innym razem. Ja pomimo że nie mam tej choroby, nadal mam problemy z normalnym jedzeniem.
WhiteCanary Odpowiedz

Z wielkim trudem, ale jeszcze staram się zrozumieć brak odpowiedniej interwencji ojca, gdy matka robi krzywdę samej sobie (chociaż na pewno potrzebowała pomocy). Bo chociaż ma dla kogo żyć, niby jej ciało i zdrowie to jej sprawa. Ale nie jestem chyba w stanie pojąć rozumowania rodzica, który widzi krzywdę dziecka z rąk drugiego rodzica i nie robi nic.
Wyznanie bardzo ciekawe i życzę dużo siły autorko!

POWPOWPOW Odpowiedz

Bardzo ciekawe wyznania dzisiaj się tu pojawiły. Nie wiem czemu twój tata nie ingerował, podejrzewam że był zajęty pracą czy coś takiego. Po za tym napisz wyznanie jak się to dalej potoczyło, bardzo chętnie bym przeczytała coś takiego, no ale po za tym to powodzenia w dążeniu do normalności. :)

Zobacz więcej komentarzy (11)

#MTQmN

Mówi się, że młode pokolenie jest coraz bardziej oddalone od siebie, pochłonięte smartfonami. Że zanikają proste ludzkie gesty, że młodzi stają się coraz mniej empatyczni.

Tymczasem moja matka nie potrafi zrozumieć, dlaczego mój brat ogłasza na stronach z ofertami, że odda parę rzeczy za darmo, bo przecież łatwiej je wyrzucić.
Tulaa Odpowiedz

Niestety, starsze pokolenia bardzo często widzą tylko wady u młodych, chociaż robią dużo dobrego, ale u siebie błędów nie widzą😔

FuckYourself Odpowiedz

Moja matka się kiedyś śmiała bo w wieku nastoletnim (13 lat) dostałam jakiegoś napadu za to, ze zabrali mi laptopa. To był mój jedyny kontakt z ludźmi bo znajomych w tej wsi w ogóle nie miałam i nie mam. Przy każdym rodzinnym spotkaniu rodzice się ze mnie śmiali i mi to wypominali.

Teraz "mamusia" podczas zajęć domowych co chwile sprawdza facebooka a ostatnio nawet pies godzinę czekał zanim z nim wyszła. Już nie mówiąc o tym jak się denerwuje kiedy chociaż na chwileczkę zabraknie internetu. Przed spaniem też na nim siedzi, w trakcie oglądania filmu tak samo.
Stawiała wodę na gazie i szła do laptopa. Nie zakładała gwizdka, więc czasami nawet cała woda wyparowała z niego zanim sobie o tym przypomniała. Zanim coś zrobi to "musi dodać post na grupę na dzień dobry" lub "musi wszystkim odpowiedzieć 'miłego dnia' " a jak wróciliśmy późnym wieczorem od babci to pierwsze co zrobiła - poszła do laptopa bo "musi dodać posty na dobranoc".
Swoje zachowanie argumentuje tym, że "teraz przynajmniej ma kontakt ze światem i ludźmi".
-,-

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#d5sOm

Było o pijanych świnkach, będzie o pijanym kocie.

Kiedy chodziłam do gimnazjum, mieliśmy kotkę Figę. Pewnej słonecznej soboty grillowaliśmy sobie z rodzicami i bratem. W pewnej chwili wszyscy na chwilę odeszliśmy od stolika, nie pamiętam już po co. Kiedy wróciliśmy, puszka, w której było trochę piwa przewróciła się, ale nikt specjalnie się tym nie przejął.

Po chwili usłyszeliśmy ciche czknięcia dobiegające spod stolika. To była nasza Figa, która większość dnia spędziła wygrzewając się na drzewie. Siedziała kiwając się na boki i rozglądała niepewnie. Po chwili wstała i ledwo złapała pion. Biedna uderzyła łepetynką w krzesło. Brat wziął ją na ręce, a wtedy poczuliśmy co stało się z piwem.
Figa spała jak zabita aż do rana. Następnego dnia dopadł ją kac - cały dzień przeleżała plackiem na swoim legowisku w domu, nie jadła nic, tylko piła wodę.
Alkoholu już nie tknęła, chociaż brat kilka razy ją częstował.
CichaPanda Odpowiedz

,, Jak oduczyć kota zabierania jedzenia ze stołu " 👌

Odpowiedzi (1)
Morgenrot Odpowiedz

Mój kot Browar spija mi zawsze piankę z piwa...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#6rIvh

Kiedy internet był luksusem, a gazetki Bravo kupowało się z wypiekami na twarzy, głównym źródłem wiedzy o seksie byli młodociani znawcy tematów, czyli starsze koleżanki, które temat rozmnażania miały za sobą na przyrodzie.
Dzięki nim właśnie dowiedziałam się, że od pocałowania kolegi nie zajdę w ciążę (i że nie da się zajść w ciążę z ziemią, którą całowało się w ramach wyzwań), że nie wszystkie lody są na patyku lub w rożku czy kubeczku i oczywiście - do czego służą prezerwatywy.

Nie wiem jak dziewczęta doszły do takiego wniosku, ale przez długi czas myślałam, że prezerwatywy służą do szybszego zajścia w ciążę. Nakłada się je po to, żeby wycisnąć z penisa plemniki, a potem przetransportowuje się je za pomocą czegoś w stylu strzykawki do pochwy.

Najlepsze jest w tym wszystkim to, że lekcje na przyrodzie czy biologii jakoś specjalnie nie rozwiały moich wątpliwości w tym temacie. Było o tym, że plemnik do jajeczka musi trafić, żeby powstało dziecko, jak się rozwija ciąża, o tym, jak wyglądają narządy... ale jakoś nikt nigdy bezpośrednio nie powiedział, że penisa się wkłada pochwy.

Wiecie kiedy dowiedziałam się prawdy? Na wspólnych dla całej szkoły zajęciach o HIV w liceum, kiedy jak krowie na rowie tłumaczyli co z czym, jak, dlaczego, po co są zabezpieczenia, jak działają, o chorobach wenerycznych, jak się przed nimi chronić itd.
Wszyscy się cieszyli z tych zajęć, bo dzięki nim przez cały dzień nie było normalnych lekcji i śmiali się z tego, że tłumaczą takie oczywiste oczywistości.

W życiu się im nie przyznam, że byłam prawdopodobnie jedyną nieuświadomioną osobą, której te zajęcia się na coś przydały...
foreverradio Odpowiedz

Jednak takie lekcje są potrzebne, czego mamy tutaj przyklad. Swoją droga, to jednak dziwne, ze w liceum nie wiedzialas podstaw na temat rozmnazania...

Odpowiedzi (12)
Syfer Odpowiedz

Obawiam się, że dopóki nie powstanie dobry, zgodny z rzeczywistością program Edukacji Seksualnej osób takich jak autorka będzie zdecydowanie zbyt wiele

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#5iZIS

Ach, Warszawa. Mieszkam tu od siedmiu lat. I jako że jestem ''słoikiem'', to i w niejednym mieszkaniu się bywało. Jedne przyjemniejsze, inne gorsze. To akurat było, z braku lepszego słowa, ciekawe.

Mieszkałem wtedy od kilku miesięcy w niedużym mieszkaniu z właścicielką, lat ~50. Typowa pani domu z kotem, syn wyjechał za granicę. Spokojna pani w średnim wieku, wracając z pracy ogląda tylko TV lub przegląda fejsbuki.
Pewnego dnia, gdy wracam z zajęć do domu, z radością mi oznajmia, że jej flaga w końcu przyszła pocztą i czy pomogę jej nabytek zawiesić na ścianie. W porządku, oczywiście, nie ma problemu. Dostaję młotek, kubeczek małych gwoździ oraz flagę.

Neonazistowską. Z celtyckim krzyżem na białym polu, na czerwonym tle.

Po zawieszeniu owej ozdoby w pokoju właścicielki zamknąłem się w swoich czterech ścianach i musiałem mocno przemyśleć życie.
Synapse Odpowiedz

Może zamawiala z aliexpress i się jebli z wysyłką

Odpowiedzi (1)
RuchamPsaJakSra Odpowiedz

Słoiki! Potrzebują stolicy! Słoiki!

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#Ow71d

Przyszedłem dzisiaj po mojego młodszego brata do przedszkola. Niby wszystko normalnie, ale kiedy wracaliśmy, usłyszałem chyba piątkę dzieciaków, którzy się spierali o wielkość penisów ich ojców.
To nie koniec.
Mój brat krzyknął: "A Szymon (ja^^) ma większego od waszych tatusiów!".
Żadna z opiekunek na szczęście nic nie usłyszała.
I usprawiedliwię się, że mój brat nigdy nie widział mojego Big Bena :D Chyba że o czymś nie wiem :D

Maciuś, pozdrawiam Cię :) Za kilka lat pokażę Ci to wyznanie ;)
HedaLexa Odpowiedz

Big Bena... Zaszalałeś z porównaniem ;)

Odpowiedzi (3)
sygnia Odpowiedz

Musisz być dumny

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#7FHSQ

Przeraża mnie polska policja.

Dziś w nocy moim sąsiadom ukradziono samochód. Sprawa oczywiście zgłoszona na policję. Prostszej sprawy nie mogli dostać, bo auto miało nadajnik GPS i wiadomo było gdzie się znajduje. Wystarczyło tylko pojechać i je odzyskać. Ewentualnie złapać złodziei. Ale nasza kochana policja, która zapewnia nam bezpieczeństwo, nie miała kogo wysłać.
Na szczęście samochód został odzyskany, bo sąsiad wziął kumpli i postanowił tam pojechać na własną rękę, ale kurna, policja woli łapać poważnych gangsterów przechodzących na czerwonym przez ulicę niż złodziei. Łatwiejsza kasa z mandatu...
Tronix2000 Odpowiedz

Wkurza mnie, że jak jakaś jednostka policji zrobi błąd albo najzwyczajniej w świecie zawiedzie poszkodowanego zaraz jest wsadzany do wora "NASZA POLSKA POLICJA ". Ludzie oni naprawdę dużo robią nawet nie wiecie ile dyskretnych akcji zakończyło się u nich sukcesem. Policja naprawdę działa, a takie wyjątki jak te opisane w wyznaniu znajdą się w każdym innym zawodzie. Nie wrzucajmy ich do jednego worka bo jest naprawdę wiele policjantów z powołania i takich, którzy się sprawdzają w tym co robią.

Odpowiedzi (7)
Wszystkofajnie Odpowiedz

Pie*dolenie, skreśl cala policję przez jeden incydent, a jak przyjdzie co do czego, to bedziesz ich błagać o pomoc

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie