#JvQRZ

Mój dziadek był w tym roku na spotkaniu ze swoimi kolegami i koleżankami z liceum z okazji 50-lecia matury. Poszli do szkoły, gdzie się uczyli. Usiedli w swojej starej klasie. Przy sprawdzaniu obecności zamiast "jestem" mówili "żyję"...
96
Brzuszek Odpowiedz

Ja mam 20 lat, juz pochowalem dwoch przyjaciol. I tak kazdy kiedys umrze, przykro ze tak wczesnie.

31
Bogini87 Odpowiedz

Niby brzmi zabawnie, ale tak właściwie to przykre😞
w takich sytuacjach trzeba zachować dużo dystansu...

26
Zobacz więcej komentarzy (3)

#JRvVR

Historia miała miejsce, gdy chodziłam do liceum. Od zawsze kochałam długo spać i głównym problemem w chodzeniu do szkoły nie było to, że trzeba się uczyć, tylko to, że trzeba wstawać o tej 7 rano. Żeby nieco oszukać mój móżdżek nastawiałam pierwszy budzik o 5 rano, żebym się obudziła i miała świadomość, że mam jeszcze 2 godziny snu. W weekendy natomiast również nastawiałam budzik, ale po to żeby oszukać się, że muszę wstawać do szkoły, a potem przypomnieć sobie że jest weekend i z błogością zrobić to, o czym marzyłam przez ostatnie 5 dni o tej porze - czyli pie*dolić wszystko i spać do 12. 

Pomysł dobry, tylko mój zmęczony mózg po pewnym czasie przestał ogarniać jak się budził jaki jest dzień, godzina, czy serio wstawać, czy jednak nie. I tak, w pewną sobotę, budzik zadzwonił o 5. Nie ogarniałam nic, przez ostatnie tygodnie ledwo co spałam bo maturalny rok, więc mimo zaspania od razu wstałam z łóżka. Poszłam do łazienki, nie otwierając oczu umyłam włosy, wciągnęłam na siebie cokolwiek i wyszłam z domu, nie myśląc że jestem niepomalowana, czy że nawet nie wzięłam żadnej torby. 

Była zima, więc w połowie drogi do szkoły zimno mnie na tyle oprzytomniło, że stanęłam nagle jak wryta i mój mózg zaczął powoli, powolutku dostrzegać pewne nieprawidłowości. Po pierwsze, było za ciemno jak na 8 rano, bo o tej godzinie chodziłam do szkoły. Do tego nie było żywego ducha, gdziekolwiek nie spojrzałam. Jednocześnie poczułam dziwną lekkość na ramieniu, gdzie zazwyczaj było 5kg książek. Co więcej, spojrzawszy w dół okazało się, że mam na sobie buty mojej mamy. 

Po paru chwilach naprawdę dużego skupienia przypomniałam sobie, że jest sobota, i pierwszy raz od dawna mogłam w końcu się wyspać. Wkurzona jak diabli wróciłam do domu, ale sen już nie chciał przyjść. Od tego czasu nastawiam budziki normalnie.
79
kolka001 Odpowiedz

To uczucie, kiedy w sobote zadzwoni budzik, a ty uswiadamiasz sobie, ze mozesz spac dalej ♥♥♥

15
Mack Odpowiedz

"tylko to, że trzeba wstawać o tej 7 rano" - to i tak dobrze, ja o siódmej rano to czasami już w połowie drogi jestem, a wstawać to o 6 najpóźniej.

6
Zobacz więcej komentarzy (5)

#TrjMl

Miałam akurat przerwę miedzy lekcjami i poszłam do toalety. Fakt, trochę się spieszyłam, więc za bardzo nie analizowałam tego, co robię. Weszłam do kabiny, zamykam za sobą drzwi, opuszczam spodnie i nagle słyszę głośne CHLUP.
Mój biedny, przerażony mózg szybko zorientował się o co chodzi. Cała spanikowana spojrzałam do wnętrza tronu i ujrzałam tam mój telefon, leżący spokojnie na samym dnie. Po prostu wypadł mi z tylnej kieszeni spodni.

Zszokowana całą sytuacją, nie myśląc za wiele, poddałam się impulsowi, który nakazał mi natychmiast wsadzić rękę do kibla i wyjąć telefon. Najśmieszniejsze jest jednak to, że zaraz po tym wystrzeliłam z kabiny, doskoczyłam do umywalki i zaczęłam myć telefon pod bieżącą wodą! Higiena ponad wszystko, ale pacjent kuracji nie przeżył.
92
Stine Odpowiedz

a ja myślałam, że to jednak nie Twój telefon i wyłowisz czyjegoś klocka :D

47
qwerty91 Odpowiedz

Najlepiej do ryżu włożyć, bo ma właściwości higroskopijne;)

20
Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#2wY8h

Byłam mała i chodziłam do przedszkola niecały miesiąc. Za bardzo nie dogadywałam się tam z innymi gówniakami, więc mama i tak rozważała wypisanie mnie, ale zdarzyło się coś jeszcze. Nasz plac zabaw podzielony był na część dla młodszych i dla starszych. Na drugiej stronie były wyższe zjeżdżalnie i drabinki. Każdemu z mojej grupy marzyło się pójście tam, ale panie nikomu nie pozwalały nawet do nich podejść.

Kiedyś podczas codziennego wyjścia na plac zabaw postanowiłam z jakąś dziewczynką uciec na tę zakazaną część. Po prostu nie stawiłyśmy się zbiórkę i reszta dzieciaków z grupy wróciła na obiad, a my natomiast wreszcie mogłyśmy się wyszaleć na Świętym Graalu maluchów. Po jakiejś godzinie stwierdziłyśmy, że czas wracać, że opiekunki pewnie nas szukają. Wróciłyśmy do przedszkola jak gdyby nigdy nic. Nikt nie zauważył naszej nieobecności, nikt nie zdziwił się, że dwie 4-5 latki nagle dołączyły do zabawy.

Oczywiście po powrocie do domu pochwaliłam się mamie moją przygodą, opisałam ją ze szczegółami. Więcej do tego przedszkola mnie nie zawiozła.
108
iwanowa Odpowiedz

mission impossible - wersja przedszkolna

27
Monia Odpowiedz

'gówniakami' ;'p
Niby opiekuńcze a jednak ;)

16
Zobacz więcej komentarzy (3)

#WI6c1

Gdy byłam mała znalazłam w łazience maszynkę do golenia, która należała do mojej siostry. Zastanawiałam się do czego służy, bo przecież kobiety nie mają zarostu. Po długich rozmyślaniach stwierdziłam, że goli się nią brwi. Dumna z siebie postanowiłam pozbyć się mego "zarostu". Byłam bardzo zdziwiona, gdy wychodząc z łazienki zamiast okrzyków podziwu, usłyszałam przerażony okrzyk mojej mamy.
146
Renia97 Odpowiedz

Moja siostra też kiedyś tak zrobiła,ale jeszcze na ogolone brwi nałożyła trochę kremu XD Mojej mamy mina BEZCENNA xd

45
iwanowa Odpowiedz

Ja jak byłam mała w ten sposób zgoliłam sobie jedną brew, potem przez jakiś czas chodziłam tylko z lewą xd

30
Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#Xxf9g

Wynajmowałem małe mieszkanie. Gdy skończyłem studia dostałem ofertę pracy w innym mieście i znajomy pożyczył mi samochód abym mógł przewieźć sobie rzeczy. Mieszkanie po mnie miała wynająć koleżanka. Jak zniosłem do samochodu telewizor (taki stary, z kineskopem), to przypomniałem sobie że miałem go jej zostawić w mieszkaniu. Przeklinając w duchu swoją sklerozę ruszyłem w drogę powrotną po schodach. Po drodze spotkałem sąsiadkę, starszą panią, którą na mój widok podzieliła się taką złotą myślą “Cieszę się, że się pan wprowadza, przed panem mieszkał tu podejrzany element!”.

Co ciekawe jak mieszkałem tam dwa lata to moje kontakty z nią nigdy nie wyszły poza “dzień dobry”.
144
anonim77 Odpowiedz

Może po dwóch latach zmieniła okulary :D

45
hople Odpowiedz

A może wiedziała, że to Ty i chciała Ci dyskretnie dać do zrozumienia co o Tobie myśli :D

26
Zobacz więcej komentarzy (3)

#KBAQp

Było gorąco, więc jak wielu ludzi idę na lody. Kolejka jak w PRLu po srajtaśmę, ale czekam, w końcu stał przede mną tylko ojciec z małym dzieckiem. Pewnie spodziewacie się, że zacznie składać różne dziwne zamówienia, aczkolwiek aż tak źle nie było.

Dziecko zamawia loda, pani uprzejmie go podaje. Kiedy mają już odchodzić, dziecko mówi do ekspedientki (czy jak można nazwać osobę kręcącą lody z automatu): "Może pani zrobić loda mojemu tacie też, bo mówi, że mama nie umie tak, jak kiedyś". 

Dziecko na pewno nie zdawało sobie sprawy z tego jak to zabrzmiało, a efekt był następujący - dziecko dostało loda, ojciec spiekł raka i przeprosił, a ludzie w kolejce mieli uciechę.
135
lajk Odpowiedz

Może nie zdawało sobie sprawy jak to zabrzmiało, jednak podejrzewam, że ojcu mogło chodzić dokładnie o to co powiedziało dziecko 😃

36
Fistaszka18 Odpowiedz

Szczere dziecko... ;D

32
Zobacz więcej komentarzy (4)

#wxGoO

Dwadzieścia lat temu gdy uczęszczałem do "zerówki" byłem chłopcem raczej nieśmiałym, nie wychodzącym przed szereg i odzywającym się tylko jeśli zajdzie taka potrzeba. Pewnego razu pani w szkole pytała dzieci "Co to za kolor?", "Jaki kolor ma ta okładka od książeczki?", itp. Nadeszła moja kolej. Jako że byłem wstydliwy i chciałem mieć to z głowy, to na pytanie pani nauczycielki odparłem tylko "Nie znam kolorów, bo mam w domu czarno-biały telewizor". Nie wiem skąd wytrzasnąłem ten tekst, ale gdy moja mama się o tym dowiedziała jej mina była bezcenna.
128
iwanowa Odpowiedz

Ciekawe co na to pani przedszkolanka :D

12
Zobacz więcej komentarzy (1)

#OxQ8K

Zdarzenie sprzed godzinki. Dopiero co wróciłam z Warszawy, byłam z mamą na zakupach i odwiedzić brata. Po powrocie do domu usiadłam na mojej sofie z tymi wszystkimi torbami i postanowiłam zadzwonić do brata i mu podziękować z to, że pożyczył biedniejszej siostrze na sukienkę. 

Wyjęłam swoją komórkę, rozmowa trwa i trwa, w tym czasie przypomniałam sobie, że muszę wysłać SMS do przyjaciółki, bo obiecałam że to zrobię jak wrócę. Nie przerywając rozmowy szukam mojej komórki. Grzebię we wszystkich torbach z zakupami, wyjęłam wszystkie ciuchy ze środka, a brat jak na złość - gada jak najęty i nie chce skończyć, co mnie zaczęło irytować bo miałam tylko jedną rękę wolną do szukania. 

Poszłam na korytarz, szukałam wszędzie na ziemi - nie ma. Przepadł. Myślę sobie, dobra, trudno, urodziłam się taka, taką mnie Pan Bóg stworzył, nie mam nic do gadania, telefon został w Warszawie. Powiem bratu żeby poszedł do galerii i popytał czy ktoś nie znalazł. 

Załamana, wzdycham i mówię do telefonu całą historie bratu, który właśnie skończył mi opowiadać o swoim nowym stażu. Nagle brat wybucha śmiechem i zadaje pytanie, które słyszałam już nie raz: "Kuźwa, czy ty kiedyś ogarniesz trochę ten swój łeb, ciołku?". Potem już uprzejmie zwrócił mi uwagę, że moja komórka znajduje się od pół godziny przy moim uchu :)
123
anonim77 Odpowiedz

Dobrze, że nie poszedł szukać :D

89
Zobacz więcej komentarzy (3)

#okBsG

Wydarzyło się to przed 96 rokiem, gdy byłem małym chłopcem. Mieszkam i wychowałem się na wsi. Pewnego dnia udałem się z mamą do mojego sąsiada. Mama była zajęta rozmową z nim, ja natomiast udałem się za budynek gospodarczy, gdzie zauważyłem parę małych kaczuszek chodzących po pełnym zbiorniku na gnojówkę.

Postanowiłem podejść do nich i złapać jedną z nich, ot tak, jak to małe dziecko. Niestety nie przewidziałem, że parolatek nie będzie chodzić po gnojówce tak swobodnie, jak te małe puchowe kuleczki. Po paru krokach zapadłem się prawie całkowicie. Ledwo udało mi się wyjść z powrotem. W zasadzie dobrze, że wtedy nie zginąłem. Nie wyobrażam sobie, co miałbym napisane na nagrobku. 

Cały brudny, śmierdzący i oklejony słomą, wróciłem do mojej rodzicielki. Mina jej i naszego sąsiada była bezcenna. Od tego czasu byłem nazywany pieszczotliwie "małym gnojkiem", a koledzy z podwórka śmiali się z następującego dowcipu "Po co Jarek wchodzi do gnoju? Po szyję.".
193
Cukierek Odpowiedz

"W zasadzie dobrze, że wtedy nie zginąłem" taki szczegół XD

42
Fistaszka18 Odpowiedz

Ostatnie zdanie najlepsze ^^

62
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie