#1bBzn

Sytuacja miała miejsce w wigilię kilka lat temu.

Odkąd moja mama zachorowała, ojcu zaczęło odwalać. Przejęłam wszystkie obowiązki domowe. Codziennie obrażał mnie i prowokował kłótnie. Mimo wszystko chciałam, aby wigilia się odbyła. Przygotowałam wszystko sama. Mama szczęśliwa, ojciec milczy. Było okej, póki nie spoliczkował mnie podczas składania życzeń. Wybiegłam z domu i krążyłam po mieście ze słuchawką w jednym uchu.
Chciałam po prostu odetchnąć i pomyśleć o tym, co zrobić dalej. Powoli wracałam do domu, gdy z rozmyślań wyrwało mnie silne szarpnięcie za ramię. Chwilę później centralnie przed moim nosem przejechał samochód. Zdezorientowana odwróciłam się i... no właśnie.

Problem w tym, że nikogo nie było. Ulica była dobrze oświetlona. Nie przypominam sobie, abym słyszała wcześniej kroki, ale to mogę wytłumaczyć muzyką i podłym nastrojem. Przerażona uciekłam do domu.

Wydaje mi się, że mógł to być jakiś dziwaczny odruch ręki, bo w zjawiska paranormalne nie wierzę. Chociaż minęło kilka lat, to nadal zastanawiam się, jak do tego doszło, że nie wpadłam wtedy pod samochód. To jest chyba jedyna dziwna sytuacja, której nie mogę logicznie wytłumaczyć.

Dokończę: Mama ma się dobrze, a ojciec trochę znormalniał. Nie mieszkam z nimi od dwóch lat.
majer Odpowiedz

To Bóg. Akurat nie patrzył na Afrykę, wcześniej między 1939 a 1945 miał drzemkę, ale własnie wtedy gdy się wałęsałaś to oglądał pasy na drodze w Pcimiu Dolnym. No i dostrzegł ciebie i cię przytrzymał. On tak ma.Niezbadane są jego wyroki.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#5HH9k

Od dłuższego czasu czaiłam się na czarne, wysokie kozaki, które tej zimy cieszą się niezwykłą popularnością. Wybrałam się do dużego obuwniczego, aby przymierzyć parę modeli, a nuż coś wpadnie w oko.
Po pewnym czasie wypatrzyłam idealną, zamszową parę. Miały tylko jeden mankament - wewnętrzna zakładka od zamka była przecięta na pół, mniej więcej na wysokości środka łydki. Myślę sobie, dobra przymierzę, co szkodzi, jakbym chciała je kupić, to tego i tak nie widać. Okazały się perfekcyjne. Plan był następujący - zdejmuję je, zakładam swoje buty i idę do kasy.

Do kasy jednak nie poszłam, bo zamek zaciął się dokładnie w tym miejscu, gdzie zaobserwowałam mankament. Na początku było spokojnie, z czasem, gdy sytuacja coraz bardziej wymykała mi się spod kontroli, zaczęłam wpadać w panikę. Nie szło nim poruszyć ni wte, ni we wte. Próbowałam wszystkiego: delikatnie szarpać, podważyć zakładkę, z czasem zaczęłam mocniej ciągnąć i próbować wyrwać tę cholerną zakładkę od zamka, która uwięziła moją stopę w bucie, niczym u grubej siostry Kopciuszka. Z wysiłku i stresu spociła mi się aż dupa, myślę sobie - jestem zgubiona.

Wtem pojawiła się pani ekspedientka i nieśmiało zagaiłam do niej: "Przepraszam panią, ciężka sprawa, chyba dane mi jest do końca życia chodzić w tym bucie". Wyjaśniłam pani wszystko po kolei, co mi dolega i jak to się stało. Pani próbowała jakoś zaradzić, ale wszystko na nic. Zawołała koleżanki.
Wszystkie panie z salonu nagle znalazły się przy mnie, każda, po kolei próbowała już dawno sprawdzonych przeze mnie działań - wszystko na nic. Nagle jedna z nich pobiegła na zaplecze i przyniosła skalpel. Po jakichś 10 minutach wycinania zakładki wreszcie udało im się wyswobodzić moją stopę z pułapki.

Serdecznie podziękowałam paniom za pomoc, zaproponowały mi, abym wybrała inną parę, bo w tej trzeba by wymienić zamek. Po upewnieniu się, czy nie będą miały z tą felerną parą żadnego problemu, wzięłam rozmiar mniejsze i pobiegłam do kasy. Po dokonaniu transakcji jeszcze raz podziękowałam i przeprosiłam za kłopot. Uprzejma pani powiedziała mi, że nie ma żadnego problemu, że luz - już wiele razy musiała rozrywać buty na klientkach, nic nowego.
CzarnaSowa Odpowiedz

Nurtuje mnie pytanie - czemu wzięłaś mniejsze?

Odpowiedzi (7)
MagicUnicorn Odpowiedz

Uwięziona w bucie stópka
Mimo tego że malutka
Zamek zepsuł się bo tak
Ciągną ludzie w przód i wspak
W końcu jedna mądra wzięła
I sięgnęła do skalpela
Ciach ciach i już wolna jest
Noga zła na cały sklep
Całe szczęście nic jej nie jest
W sklepie ciągle się tak dzieje

#poezja

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#oXzom

Kiedyś chciałam spróbować jak to jest uprawiać seks po tabletkach wzmacniających doznania dla kobiet. Zakupiłam, trzymałam w torebce i życie toczyło się spokojnie, do czasu, kiedy wyniuchał je suczka mojej mamy.
Ponadgryzała całe opakowanie, w taki sposób, że wszystkie tabletki były rozgniecione.

W ten sam dzień też gwałciła mój osiemnastkowy prezent w postaci misia XXL.

Do dzisiaj nikt nie wie, dlaczego była taka napalona tego dnia.
jajajaaa Odpowiedz

Kolega pyta, co to za tabletki ;)

Odpowiedzi (9)
laurka Odpowiedz

Przynajmniej masz pewność, że będą skuteczne 😏

Zobacz więcej komentarzy (3)

#OT0wQ

Kilka lat temu próbowałam nauczyć się języka czeskiego. Zaczęłam od słówek, które mają wprowadzone nowe akcenty i powtarzałam je kilkanaście razy, aby zapamiętać, jak wymawiać poszczególne litery. Szczególnie uwzięłam się na słowo zszywacz.

Powtórzyłam je tyle razy, że później przez kolejny tydzień śniło mi się, że pracuję w czeskiej korporacji. Na moim biurku zawsze leżał zszywacz, a mój szef, który był Czechem, pytał mnie na wyrywki, jak nazwę owego przedmiotu wymówić po czesku.

Chyba zapamiętam to słówko do końca życia.
Moon3l60i0ght Odpowiedz

Dla ciekawych, zszywacz po czesku to sešívačka :D

Odpowiedzi (5)
CzarnaSowa Odpowiedz

W Czechasz i Słowacji byłam i gadałam z miejscowymi, ja po polsku, oni po swojemu, wystarczyło mowic powoli i uważnie słuchać a ogarnęłam wszystko. Aaa i zapisywać daty bo oni maja miesiące w innej kolejnosci😀

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#DOgvJ

Często gdy czytam wyznania zamieszczane na tej stronie, przypominają mi się najbardziej żenujące historie z mojego życia.

Ta również do takich należy. Byłam w ostatniej klasie podstawówki, może w pierwszej klasie gimnazjum. Bardzo interesowały mnie kwestie związane z seksem, lubiłam oglądać filmy dla dorosłych, zabawiać się ze sobą etc. Pewnego dnia zaczęłam rozmawiać na te tematy z moją przyszywaną kuzynką. I tak od słowa do słowa, postanowiłyśmy "przeszkolić" się nawzajem. Zaczęło się od pocałunków, ale cóż w tym wyjątkowego, skoro nie raz całowałam się z kolegami (w zasadzie z koleżankami też). Poszłyśmy więc o krok (albo nawet kilka kroków dalej). Nie będę wdawała się w szczegóły, ponieważ nie jest to portal z erotycznymi opowiadaniami.

Ta relacja trwała jakiś czas, nie pamiętam jak długo - może jakieś pół roku. Nie pamiętam również, dlaczego się zakończyła, ale po prostu przeszłyśmy nad tym do porządku dziennego. Do dziś, nikt - prócz nas - nie ma pojęcia o tym, że łączyła nas fizyczna relacja. Ja mam męża, ona również, przyjaźnimy się i nie wspominamy o przeszłości.
I do dziś, gdy o tym pomyślę, ogarnia mnie ogromne zażenowanie.
Kasiunka Odpowiedz

W tym wieku miałaś juz wiele pocałunków za sobą ? Nieźle 😂

Accio Odpowiedz

Prawdziwie anonimowe wyzwanie!

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#qf61B

Wyznanie o tym, jak to trzeba brać sprawy w swoje ręce już od najmłodszych lat.

Będąc bodajże w drugiej klasie podstawówki, zostałam złapana przez dwie szóstoklasistki - siłą przycisnęły mnie do ściany i domagały się pieniędzy. Po przeszukaniu mnie - nie miałam nic - stwierdziły, że jak im nie przyniosę na drugi raz pieniędzy, to dostanę łomot. Sprawę zignorowałam - wiedziałam, że zdarzają się takie przypadki. Jednakże zaczęłam się bardziej rozglądać na korytarzu.

Kilka dni później sytuacja zdarzyła się ponownie - tym razem była jedna i stwierdziła, że mam się więcej nie pokazywać w szkole, bo mnie zabije. Tutaj zapaliła mi się lampka, że robi się niebezpiecznie. Poszłam do swojej ówczesnej wychowawczyni i wyjaśniłam, jak sprawa wygląda. Przeszłyśmy po korytarzu, ja wskazałam osobę, która była za to odpowiedzialna. Rozmowa z wychowawczynią odbyła się bezpośrednio przy mnie (pedagogicznie, nie ma co - wszyscy na korytarzu mieli rozrywkę) i polegała jedynie na "masz się do niej nie zbliżać, bo obniżymy ci zachowanie" i takie tam groźby, które gówniara jej pokroju miała gdzieś. Sam opieprz nie trwał dłużej niż 30 sekund. Potem zostałam eskortowana pod klasę przez kolegów i tak spędziłam już resztę dnia.

Bardzo krótko, bo dzień później, wchodząc do łazienki zostałam przepchnięta niemal z drzwiami do środka. Całość zdarzenia była obserwowana przez kilka dziewczyn też z szóstych klas. I tutaj już przedstawię relację osoby, którą spotkałam po latach i która była tego świadkiem.
"Wpadłyście z hukiem takim, że myślałam, że będzie jakiś przypał. Ty metr dwadzieścia wzrostu i ta dziewczyna pewnie ponad metr sześćdziesiąt. Myślałam, że zatłucze cię pod tym oknem po tym, jak wydarła się "i co teraz zrobisz bez swojej facetki?". W życiu nie spodziewałabym się, że weźmiesz głęboki wdech i wykrzyczysz - cytując dosłownie - WYPIE*DALAJ, BO JAK SIĘ ZA CIEBIE WEZMĘ, TO CIĘ RODZONA MATKA NIE POZNA!".

Dlatego od tamtej pory uczę wszystkie dzieci w swojej rodzinie, że jeśli nie można liczyć na nauczyciela, to trzeba wszystko załatwić na własną rękę.
Dariusz Odpowiedz

Tak działają nauczyciele -_- powiedzą że nie wolno i myślą że koniec sprawy a tu jednak nie. Sam kiedyś musiałem wymierzyć samosąd bo facetka nic nie robiła.

Odpowiedzi (3)
LadyAnnoG Odpowiedz

Taka prawda. Brawo za reakcję Autorko! :)

Zobacz więcej komentarzy (15)

#WOM9Y

Poznałam chłopaka na imprezie, po 30 minutach naszej znajomości zwymiotowałam na niego.
Numer i tak wziął... Ciekawe, czy się odezwie :D
Kuudere Odpowiedz

Wystarczyło ci 30 minut na wylewne uzewnętrznienia - to musi być prawdziwa miłość.

Odpowiedzi (3)
sebekanonim Odpowiedz

Pewnie czuła motylki w brzuchu ale za późno zorientowala się, że to jednak nie o to chodzi. 😂

Zobacz więcej komentarzy (12)

#mRQ1b

Jadę sobie autobusem. Wchodzi typowy moher i sapie nad jakąś kobietą. Ta ustępuje miejsca. Rzecz dzieje się w tzw. "czwórce", gdzie dwie pary siedzeń stoją naprzeciwko siebie.
Naprzeciw mohera (który już wyciągnął różaniec) siedzi dwóch młodych mężczyzn. Jeden kładzie głowę na ramieniu drugiego, a on oplata go ramieniem. Moher wyciąga parasolkę i z okrzykiem "niech wam Bóg przebaczy" uderza parasolem między nich. Oni w szoku, co się dzieje, lokalizują źródło rażenia i z tekstem "spoko, zluzuj majty" wychodzą z autobusu.

Polska...
Etanolansodu Odpowiedz

Ktoś ich atakuje parasolką, a ci tylko „Spoko zluzuj majty” XD

Odpowiedzi (3)
PanZielony Odpowiedz

Pingwin, jeden z najgorszych wrogów Batmana i młodych ludzi.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#QIuzT

Mieszkam w spokojnej dzielnicy jednego z mniejszych miast, gdzie każdy każdego zna oraz odnosi się z szacunkiem.
Pewnego dnia moja córka, gdy wróciła z placu zabaw, na którym strasznie lubiła spędzać każdą chwilę, podczas rozmowy zaczęła używać wulgaryzmów. Na pewno nie wiedziała co one znaczą, więc wplątywała każdy nowy wyraz po każdym słowie.

Nigdy z mężem przy naszym dziecku się nie kłóciliśmy, a tym bardziej nie używalismy takich słów!

Gdzie się tego nauczyła? No cóż, dowiedzieliśmy się z mężem już następnego dnia.
Na placu zabaw, gdzie robotnicy rozbudowywali teren o nowe zabawki ;)
BatoregoChuj Odpowiedz

Kiedyś pani w 2 klasie podstawówki kazała naszej klasie napisać najczęściej używane słowo w domu. Jeden kumpel napisał "kurwa" xD
Jakby co był z porządnej rodziny i uczył się dobrze.

Odpowiedzi (1)
OPeruit Odpowiedz

Tak jak w tym kawale: dzieci z przedszkola idą z przedszkolanką na wycieczkę, przechodzą koło budowy. Nagle nad nimi słychać: "Stasiek! Podaj mi k*rwa cegłę!" Na to oburzona wychowanka: "Jak pan śnie! Tu na dole są małe dzieci, trochę kultury! Z góry słychać ciche pomrukiwania i przytakiwanie. Po chwili ten sam robotnik woła: "Stasiek! Podaj mi k*rwa tą cegiełkę!"

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie