#Zp40j

Mój ojciec kiedyś pływał z kumplem pontonem po jednej z rzek koło naszej wsi. Humory im dopisywały i robili sobie różne głupie żarty. Jak mój staruszek akurat sikał do wody, balansując na miękkiej podłodze pontonu, jego kolega bezczelnie wepchnął go do akwenu i odpłynął. Ojciec, dla hecy, chcąc się ukryć i go wystraszyć, dał nura prosto w gęste tataraki rosnące przy rzece.
Gdy się wynurzył, jego oczom ukazała się lufa strzelby myśliwego, który schował się tam, aby tropić kaczki. Tatko zatrwożony i blady jak ściana podniósł ręce do góry i jęknął:
- Nie strzelaj.
Na to myśliwy, nie spuszczając oka z muszki, szepnął teatralnie:
- To nie kwacz!
Ojciec bez bicia przyznaje, że automatycznie opróżnił pęcherz do końca.
Tymczasowo Odpowiedz

X lat temu babcia opowiadała jak mysliwy prawie by zabil czkowieka bo myslal ze to jeleń.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#GMKWW

Gdy byliśmy na działce, moja córka podbiegła do mnie z do połowy zjedzonym ogórkiem i wyciągając w moją stronę rączki pisnęła: - Mamo, zabiłam karaluchaaa...
Wzięłam ją do łazienki i dokładnie umyłam łapki pod kranem za pomocą mydła antybakteryjnego. Kiedy wróciliśmy na ganek, chwyciłam za porzuconego ogórka i wgryzłam się w niego jak królik. Chrupiąc rozkosznie zagaiłam do mojej pociechy:
- I jak zabiłaś tego karalucha?
Poczekała aż przełknę ostatni kęs i rzekła:
- Zgniotłam go ogórkiem...
Tymczasowo Odpowiedz

Mistrz

Andaki Odpowiedz

Dzieci.... Moja córcia robiąc dwójkę miała w ręku zabawkę z Kinder jajka. Po skończeniu tej czynności zabawka wpadła do kibelka, zanim zdążyłam zareagować ręka dziecka powędrowała w ślad za nią... Wody też nie zdążyłam spuścić ;(

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#9oSkt

Gdy zaczynałem moją przygodę z wojskiem, to miałem dowódcę o bardzo ekscentrycznym poczuciu humoru. Kiedyś, podczas treningu, zebrał wszystkich i zapytał, czy któryś z nas ma jakieś artystyczne umiejętności. Cóż, zanim zdecydowałem się na karierę wojskową, byłem kreślarzem projektów architektonicznych. Podniosłem więc rękę do góry, cicho licząc na jakąś małą, niemęczącą robótkę i możliwość wymigania się od treningu.
Dowódca powiedział, że na dziś koniec zajęć, zwolnił wszystkich, a mi... kazał wyhaftować imię każdego żołnierza z naszej drużyny na swoich wojskowych majtkach.
smutnomi Odpowiedz

"Wzywają ochotników, by dokonali czegoś „wielkiego i czystego”, po czym człowiek ma szorować jakiś ciężki zwodzony most. Pytają: „Ktoś lubi dobre jedzenie?”, a potem trzeba przez tydzień obierać ziemniaki. Nigdy nie wolno się zgłaszać na ochotnika. Nawet jeśli sierżant stanie przed oddziałem i powie: „Potrzebny nam ktoś do picia alkoholu, całych butelek, oraz kochania się namiętnie z kobietami do własnego użytku”. Zawsze jest w tym jakiś haczyk. Choćby chóry anielskie wzywały ochotników do raju, Nobby miał dość rozumu, żeby zrobić krok w tył."
- T. Pratchett, Na glinianych nogach ;)

Odpowiedzi (2)
Sylvie Odpowiedz

Chyba jednak lepiej sie nie wychylać mając jakieś "inne" umiejętności

Zobacz więcej komentarzy (4)

#6ecqz

Do naszej firmy przyszedł na rozmowę kwalifikacyjną koleś, który wyglądał na zawodnika, który spędził niejeden dzień w więzieniu. Pytam - skąd ten tatuaż łezki pod okiem, a on:
- To kropla potu symbolizująca moją ciężką pracę...
TyNieWiesz Odpowiedz

Głębokie

CharczacySlimak Odpowiedz

Pewnie się biedak napracował mordując jakiegos nieszczęśnika...

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#XqL01

Wczoraj zatrzymała mnie pewna kobieta i poprosiła o 5 zł, bo nie miała na chleb. Pomyślałam, że jej pomogę.
Mina moja była niezapomniana, jak tę samą osobę spotkałam dzisiaj w sklepie, stałam za nią w kolejce, ona mnie nie widziała, gdy wyciągnęła portfel, były tam same banknoty po 100z. Jak wyszłam, okazało się, że zaparkowała swoim nowiutkim autem obok mojego, zrobiło jej się naprawdę głupio, gdy mnie zauważyła...

Powiem Wam, że konkretnie dorobiła się na tym swoim żebraniu...
Minttu Odpowiedz

Mogłaś jej powiedzieć, że bardzo ładny chleb kupiła za te 5 złotych.

A tak na serio. Mogłaś podejść i powiedzieć, żeby oddała Ci tę kasę.

Odpowiedzi (3)
Martwy Odpowiedz

W Warszawie żebrak w dobrym miejscu potrafi w ciągu godziny między 8 a 9 rano wyciągnąć 1300 złotych. Serio serio.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#tZPLh

Mój ojciec jest lekarzem, mama biolożką. Oboje w tym samym wieku. Tak dla wstępu.
Kiedy chodziłem do gimbazy, postanowiłem zapytać mojego ojca, jak zapoznał się z moją mamą. I jak to w ogóle się stało, że został lekarzem.
Ojciec zadumał się na chwilę, i rzekł:
- Wiesz, ja wiele poświęciłem dla miłości. Jak byłem taki knyp jak ty, to miałem prawie najgorsze oceny w całej klasie. A potem zobaczyłem najpiękniejszą dziewczynę świata. Pech, że była też wielką prymuską, chciała pójść na studia medyczne, to wiedziałem, że jej nie zaimponuję tymi dwójami. Na początku zgłosiłem się do kółka chemicznego. O rany, jakież to było nudne, codziennie się męczyłem, żeby wstawać na siódmą. Ale moja piękność siedziała w tej samej klasie. Później zacząłem chodzić na dodatkową biologię i to mnie zaczęło interesować. Synu, w rok od najgorszego tłumoka zmieniłem się w prymusa. Pech, że bałem się do niej odezwać. Czasem pytała mnie o jakieś rzeczy, a ja jak zaklęty, ani me, ani be. I tak do końca liceum. Jak już matury były popisane, to kółko chemiczne, jako że takie zgrane, postanowiło urządzić małą imprezkę. Dzień przed ojciec ze mną rozmawiał, i rzekł mi to, co ja ci teraz powtórzę: zawsze trzeba być odważnym, bo lepiej raz żałować, że się poległo, niż tysiące, że się nie spróbowało. I w czasie tej imprezy zabrakło nam zapitki, to wyruszyliśmy do sklepu razem. Ale koledzy byli naprani, tylko ja z moją piękną się jakoś trzymaliśmy, to jako jedyni weszliśmy do środka. Jedyna okazja synu, jedyna! Mówię więc do niej: słuchaj, jesteś najpiękniejszą, najmądrzejszą dziewczyną jaką znam, czy nie chciałabyś wybrać się ze mną na kawę?
- I co, i co? - pytam podekscytowany.
- A nico, powiedziała mi "Oj, Franek, nie żartuj sobie, lepiej zapytaj Maćka, czy mu się podobam, a teraz kup jakąś oranżadę" i wyszła.
Trochę mi mina zrzedła i zapytałem:
- To mama ci dała kosza za pierwszym razem?
- Co? Niee... Mama dorabiała w tym sklepie, powiedziała, że wszystko słyszała i dała mi batona na pocieszenie, a miała jakieś niemieckie, od swoich dziadków... Jak mogłem jej nie pokochać?

I cały romantyzm szlag trafił.
kluska15 Odpowiedz

A ja myślałam że tak zakuwales (tata) że dostałeś się na medycynę a piękność nie

Hikikomori Odpowiedz

To dziwne, ale z jakiegoś powodu spodziewałam się mniej więcej takiego zakończenia.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#aDUTd

Ostatnio byłam w szkole w ubikacji. Z powodu dużej ilości zjedzonego przeze mnie jedzenia nie zwracałam uwagi na nic, tylko na wolną toaletę. Po zrobieniu dwójki zorientowałam się, że nie ma papieru. Gdybym nie miała chusteczek w plecaku, to bym kwiczała. A teraz do sedna.

Dzisiaj również mnie "pogoniło". Po skończeniu swojej rzeczy wytarłam się i skończyłam rolkę papieru. Wychodząc z kabiny wzięłam z parapetu z nowej paczki rolkę i dałam ją tam, gdzie skończyłam wcześniejszą. Kiedy wyszłam, zobaczyłam koleżankę z klasy, która zmarszczyła brwi i się mnie zapytała, co ja robię. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że skończyłam papier i daję nowy, żeby nikomu się nie zdarzyło, że nie ma się czym podetrzeć. I powiem Wam... nigdy w życiu nie słyszałam tak głośnego i pełnego krytyki śmiechu...
Ratatosk012 Odpowiedz

Poczekajmy, aż dla niej braknie papieru jak będzie srała. Ciekawe kto wtedy będzie psioczył na jego brak ;-)

Odpowiedzi (1)
wmw Odpowiedz

Kretynka z niej

Zobacz więcej komentarzy (12)

#7g7Yh

Mam problem. Nie umiem opanować śmiechu, co gorsza, gdy ja się śmieję, to wszyscy się śmieją. Na lekcji, w kościele...
Pomocy!
Dziewczyna o śmiechu wygłodniałej hieny cmentarnej.
bezdomnyzolw Odpowiedz

Patrz na to z innej strony, zawsze muszą być jakieś plus. Jeśli zaatakują Cię hieny, to zacznij się śmiać, może zostaniesz włączona do stada XD

Odpowiedzi (4)
Margaret Odpowiedz

Ja nie umiem się śmiać i nic mnie nie śmieszy... :(

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#FX6dW

Myślicie, że wasi sąsiedzi są dziwni?
Ja dzięki mojemu, bez wychodzenia z domu, mogę poczuć się jak w zoo.

Pozdrawiam wszystkich hodowców lam, strusi, łabędzi, danieli, a także od niedawna reniferów, łącznie z Panem Sąsiadem z naprzeciwka!
36873 Odpowiedz

Fajnego masz sąsiada, niektórzy bywają bardzo nieuprzejmi...

Np. we wtorek, nowi sąsiedzi zapukali do moich drzwi żeby się przedstawić, a ja kazałem im sp****alać.

bocadillo Odpowiedz

Pewnie będzie miał za renifery plusa u Świętego Mikołaja ^^

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#fxYST

Założyłam konto by opowiedzieć kilka ze swoich historii, a to miejsce wydaje się być idealne.
Pierwsza historia
Mieszkam w dużym mieście i do swej pracy dojeżdżam autobusem miejskim. Podchodzę na przystanek, na ławce siedzi dziewczynka ok. 8-9 lat, razem z babcią (tak podejrzewam). Idę obok nich, a ta dziewczynka wskazuje na mnie palcem i wypala "Cipa! Piz*a!" zaraz odwraca się na jakiegoś pana i "Kutas! Frajer!". Zdębiałam, ale nie skomentowałam, po prostu stanęłam obok ławeczki. I słucham jak wyszukane słownictwo ma ta urocza dziewczynka. Wierzcie mi, nawet Seba z osiedla nie zna takich tekstów. Trwało to już kilka minut, jej babcia zdenerwowana, cała czerwona i upomina jak może - widać, że się wstydzi. Ale mała małpa nieustępliwa - dalej wykrzykuje z uśmiechem. Ludzie patrzą na to wszystko i kręcą głowami, babcia już łzy w oczach. Nikt nic nie mówi, bo widać, że dziecko. Co ta babcia może, nawet jej w łeb nie trzaśnie, bo zaraz zza rogu wyskoczą obrońcy praw dziecka. Po piętnastu minutach zrobiło mi się żal tej kobiety i już serio nie mogłam słuchać tego małego bandyty.
Od razu zaznaczam - nienawidzę jak ktoś zwraca się w ten sposób do dziecka, sama nigdy tego nie zrobiłam i potępiam, ale...
Nie wytrzymałam.

Pochyliłam się nad nią i z poważną miną powiedziałam "Jeśli jeszcze raz tak powiesz, to przyjdę w nocy i wyrwę ci język" i się wyprostowałam. Dziewczynka zamarła, babcia w szoku - ale nic nie powiedziała. Spojrzała na mnie i mimo tego co powiedziałam widziałam jakby ulgę w oczach. Dziewczynka już się nie odezwała, po chwili przyjechał ich tramwaj. Wsiadłam do swojego busa i nienawidziłam samej siebie. Jak można coś takiego powiedzieć dziecku? Ale jeśli to jakoś zaradzi na jej język niewyparzony, to może i zrobiłam babci przysługę. Ulżyło mi.
Pewnie nigdy więcej tak nie postąpię i tak jak pisałam - nienawidzę, jak ktoś tak mówi do dziecka "bo przyjdzie pan i cię zabierze...".
Ale no, mały terrorysta pewnie zamilknie na wiele lat :D
Morgenrot Odpowiedz

I tak wykazałaś się cierpliwością.

randomek Odpowiedz

Dobrze zrobiłaś, serio. :D
Jak ja nienawidzę takich bachorów...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie