#Aczpi

Jak byłem mały (czyli jakieś 6-7 lat), gdy szedłem gdzieś z mamą, zawsze patrzyłem się na dziewczyny, które po drodze mi się spodobały (zawsze były to licealistki). Wpatrywałem się w nie i myślałem, że jak któraś popatrzy się na mnie, to mamy jakieś połączenie myślowe i jesteśmy dla siebie stworzeni .

W ten sposób znajdywałem "tę jedyną" jakieś 5 razy dziennie mając 6 lat :)
Risa Odpowiedz

Też tak robiłam xd ale w kościele z ministrantami :)

Odpowiedzi (2)
SMpatina Odpowiedz

Połączenie myślami istnieje więc nie głupie

Zobacz więcej komentarzy (1)

#TDEYK

Kilka lat temu, jak każdy chłopiec wykraczający w dorosłe życie, dostałem wezwanie na komisję wojskową.
W końcu nadszedł ten dzień i dumnie udałem się do ośrodka. Stoję sobie w poczekalni czekając aż wyczytają moje nazwisko, gdy dostrzegłem kolegę z gimnazjum. "Podejdę, przywitam się" myślę. Tak zrobiłem. Kolega ten miał urodę raczej dziewczęcą. Do tego wątła budowa ciała i długie włosy. Rozmawiamy sobie na luzie, gdy wtem zatrzymał się koło nas przechodzący pan z komisji, grubo po 60. Ze skupieniem spojrzał na kolegę i zapytał:
- Pani też na komisję?
Starałem się, ale nie mogłem powstrzymać śmiechu. Kolega na szczęście przyjął to na klatę.

PS Tak, wiem, że kobiety też mogą dostać wezwanie :)
bubblegumbeach Odpowiedz

Też mam takiego kolegę. Kiedyś na zajęciach, gdy jeszcze ludzie raczej się nie kojarzyli, wykładowca brał nas do tablicy i powiedział do niego "no to może teraz pani" i żeby nie było mu głupio to wstałam ja i podeszłam. Myślałam, że wykładowca może coś zauważy, że to jednak nie jest kobieta, ale niestety znowu go zawołał i powiedział do niego "Pani". No i wtedy kolega go w końcu poprawił i zapadła niezręczna cisza. xd

Odpowiedzi (4)
MatFizZyciem Odpowiedz

Szkoda, że u mnie na komisji się nic ciekawego nie działo. Szczególnie, że musiałem czekać cholerne cztery godziny 😒

Zobacz więcej komentarzy (3)

#ed9bo

Chyba będę mieć traumę.

Kocham zwierzęta, od małego zawsze coś biegało po podwórku lub w domu. Ostatnio jednak nie mam zbyt wielkiego szczęścia. Moja suczka zachorowała na raka plus mnóstwo innych dolegliwości, co uniemożliwia operację. Jestem przygnębiona tym faktem, bo wiadomo, że wszyscy się do niej przywiązaliśmy i boimy się o jej życie. Oczywiście dostaje odpowiednie leki, ale nie o tym dziś historia.

We wtorek przygarnęłam półroczną kotkę, mieszankę Maine Coona z dachowcem - matka się "puszcza" i co chwilę ma młode. Okey, znajoma znajomej miała jedno kocię do oddania, więc czemu nie.

Przy odbiorze kotka pani od razu nam powiedziała, że ze stresu od wczoraj nie była w kuwecie i temu ma nadęty brzuszek. Po konsultacji telefonicznej z weterynarzem stwierdził, że na pewno jest zarobaczona i stąd te objawy. Ciążę wykluczył od razu, bo młoda i praktycznie niemożliwe. No właśnie, praktycznie...

Kupiłyśmy z mamą u niego leki na odrobaczenie, podałyśmy kotce i było w porządku. Jednak dziś rano... Po obudzeniu szukam kotka, jak się spodziewałam - była pod łóżkiem. Jednak obok niej zauważyłam kawałek mięsa, pomyślałam, że to mama dała jej kawałek surowej piersi z kurczaka, więc podniosłam w celu wyrzucenia. Jak bardzo się myliłam... Nie było to mięso, tylko martwy, nie do końca jeszcze rozwinięty kociak. W życiu tak bardzo nie płakałam. Zawinęłam go w papier i odłożyłam, aby przytulić jego niedoszłą mamę, wyjęłam ją spod łóżka, a tam kolejny płód. Rozkleiłam się całkowicie. Z nim zrobiłam to samo, kotkę wzięłam do wanny, aby ją obmyć z krwi. Po jakimś czasie usiadłam na podłodze i zobaczyłam, jak moja kotka zjada swoje łożysko (podobno koty tak robią po porodzie), a przy nim było trzecie kocię.

I tu pytanie. Czy właścicielka okłamała nas co do wieku kota, a może pozbywała się jej, bo była w ciąży? Nie mam pojęcia. Może poroniła, bo czuła, że jest za młoda na macierzyństwo, a może to przez leki na odrobaczenie. Jestem roztrzęsiona, jutro zabieram ją do weterynarza aby sprawdził, czy "urodziła" już wszystkie kotki. Teraz, mimo tego, że mam ją zaledwie kilka dni, widzę, że potrzebuje czułości i ciepła, które staram się jej dawać w każdy możliwy sposób.
Niektórym ludziom nie warto ufać.
Szafran Odpowiedz

Ja bym zgłosiła babsko do jakiejś organizacji zajmującej się dobrem zwierząt...

Odpowiedzi (1)
rokiowca Odpowiedz

Ale mnie denerwują ludzie, którzy nie sterylizuja zwierząt i później co chwilę rodzą się młode i je topia lub myślą jak się pozbyć. Wolę już wydać te 200zł i mieć spokój na dodatek zwierzę też jest spokojniejsze.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#kHSzk

Dzisiaj spotkałam się ze szczytem absurdu. Około godziny 19 (tzw. szarówka) wracałam do domu i przechodziłam przez moje osiedle. Kiedy spotkałam sąsiadkę (przedstawicielka bab z rodziny moherowatych), uśmiechnęłam się i powiedziałam "dzień dobry". Co usłyszałam? Że jaka to ta młodzież jest niewychowana, a komputery i te smartfony tak nam uprały mózg, że nawet dnia z wieczorem nie potrafimy odróżnić.
 
Nie wytrzymałam. Wybuchłam śmiechem XD
Gevherhan Odpowiedz

Babuszka widać cały dzień na nikogo nie psioczyła, a jak ty się jej nawinęłaś, to sobie ulżyła :D

karolyfel Odpowiedz

Zdążyłaś w ostatniej chwili. Gdyby stara nie mogła wyrzygać skumulowanego jadu na ciebie, to za moment by ją ciśnienie od środka rozpieprzyło. Uratowałaś jej życie.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#12Ly1

Raz goliłam sobie nogi. Parzę, jakiś paproch nad moją kostką - nie przejęłam się, tylko przejechałam po nim golarką. Z ciekawości zajrzałam na ostrze, żeby sprawdzić co to było...
To był mały odwłok z jeszcze ruszającymi się w agonii nóżkami. Właśnie zgilotynowałam kleszcza.
Mamduzeusta Odpowiedz

Koniecznie wyjmij resztę!!!

Odpowiedzi (5)
Furiatka Odpowiedz

Już się bałam, że zgoliłaś pieprzyka :)

Zobacz więcej komentarzy (8)

#4wdis

Jestem w trzeciej klasie gimnazjum. Jak wiadomo, w tym wieku hormony buzują, jednak jestem zdania, że niektórym te hormony już się na mózg rzuciły.

Panna X jest otyłą dziewczyną z mojej klasy. Są dni, kiedy najpierw czuć jej oddech, a dopiero potem ją widać, pikanterii temu wszystkiemu dodaje to, że dała rozdziewiczyć się w wieku 15 lat chłopakowi, którego znała 2 miesiące. To wszystko w niej sprawia, że mnie ona brzydzi. Po prostu kiedy ją widzę mam ochotę zwymiotować. Problem jest ten, że ona ciągle mnie dotyka. Nie, nie prowokuję jej w żaden sposób. X potrafi usiąść obok mnie i dotykać mnie po udzie albo klepnąć w dupę, kiedy stoję niedaleko. Stanowcze "nie dotykaj mnie" nie działa. Jak grochem o ścianę. Ostatnio calutki dzień te swoje małe tłuste rączki kładła na mnie.
DROGI GIMNAZJALISTO: jeśli nie czujesz się zaspokojony seksualnie, zacznij się onanizować przed pójściem do miejsc takich jak szkoła, bo to już molestowanie i za to się siedzi.
BonoSmierdzi Odpowiedz

Miałam taką koleżanke... Ciągle podchodziła, łapała mnie za ramiona, łokcie, nogi, albo szturchała i pukała w ramię. I nie tylko mi tak robiła. A jak mówiłam, że ma mnie nie dotykać, bo to denerwuje i jest niekomfortowe, to rzucała się i krzyczała "Bo co?! Co mi zrobisz?!"

Odpowiedzi (2)
DziewczynaZKebabem Odpowiedz

Mam taką dziewczynę w klasie - nie raz jej pulchne paluszki lądowały na moim tyłku albo piersiach. W moim wypadku pierwszym odruchem było zamaszysty liść w twarz, ale niestety nigdy to nie działało. Czasami reaguje tylko nazywając mnie nienormalną :D

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#4HJ8m

Moja szwagierka zapytana, czy kuzynka przyjedzie na spotkanie rodzinne, zaczęła krzyczeć.

Przecież to oczywiste, że nie przyjdzie, bo ona jakiś miesiąc temu urodziła dziecko, a dziecka nieochrzczonego nie wolno zabierać w gości, bo to wróży nieszczęście, a poza tym to nie wiadomo jak takie dziecko wołać, bo ono przecież nie ma imienia. A jak ja sugeruję, że mogłaby przyjść, to znaczy, że życzę temu dziecku jak najgorzej i jak ja tak śmiem.

Chyba kiedyś jej powiem o mojej apostazji... Ciekawe, czy mam jej zdaniem imię.
jakisLogin0001 Odpowiedz

Wierzy w takie durne zabonony a dziecko chce chrzcić? Albo wiara w Boga albo w gusła. Poza tym dziecko dostaje oficjalne imię przy zapisie w urzędzie a nie przy chrzcie.

Odpowiedzi (5)
Weimiraa Odpowiedz

Nie wymyślili dziecku imienia? W urzędzie napisali "no name"? xD

Dziewczynka nie ma imienia ;p

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#1Lvm7

Nie należę do osób asertywnych. Nie potrafię również zachować się niekulturalnie w stosunku do obcych mi osób. Co gorsza, z jakiegoś powodu widać to na pierwszy rzut oka, więc każdy kto chce uzbierać na piwo pod sklepem czy choćby pogadać w autobusie o swojej niekompetentnej synowej - zawsze w pierwszej kolejności zaczepi mnie.

W podobny sposób poznałam pana Henia. To ten typ faceta, który żłopie tanie wino pod supermarketem, zagaduje o 2 zł i gwiżdże na młode, speszone dziewczyny. Zaproponował mi kiedyś, że pomoże mi przenieść zakupy do domu, licząc zapewne na jakieś drobne w ramach podziękowania. Standardowo: uśmiechnęłam się, podziękowałam, grzecznie odmówiłam i uciekłam szybkim krokiem, życząc mu miłego dnia.
Widać w jakiś sposób przyciągnęłam jego uwagę, bo następnym razem mi się przedstawił i od tego czasu codziennie mi się kłaniał i życzył miłego dnia, czasem zagadał i skomplementował.

A teraz historia właściwa - jakiś rok temu wracałam sama z imprezy w środku nocy. Pokłóciłam się wtedy z ówczesnym chłopakiem o jakąś pierdołę, więc nie miał najmniejszego zamiaru mnie odprowadzać do domu. Traf chciał, że akurat wtedy kilkaset metrów od domu zostałam zaczepiona przez nieanonimowego Sebka. Nie wiem co by się ze mną stało, gdyby nie (jak już się wszyscy domyślają) pan Henio i jego znajomi, którzy przyrżnęli Sebkowi swoim tanim winem w łeb i powołali się na jakiegoś pana, którego nazwisko do teraz nic mi nie mówi (choć może to i dobrze). Odprowadzili mnie pod dom, a ja następnego dnia zrewanżowałam się im ich ulubionym napojem i na tym mogłaby się zakończyć ta opowieść, ale...
No cóż, jednym z powodów rozstania z moim byłym już chłopakiem było między innymi to, że oberwał on sierpowym od pana Henia za to, że (jak on to ujął) nie zapewnił mi należytego bezpieczeństwa. Chłopak uznał, że zmyśliłam historię o Sebku i nasłałam na niego meneli, żeby go pobili.

Nie wyszłam za pana Henia i nie mam z nim trójki dzieci, ale jestem za to szczęśliwą singielką, której w ramach przeprosin za "pomoc w zakończeniu związku" grupka spod marketu ufundowała bukiet kwiatów i tanie wino na osuszenie łez.
MysteriousBanana Odpowiedz

chyba tworzy się nowa grupa: anonimowe żule :)

Odpowiedzi (3)
JoffreyKingforever Odpowiedz

Uwielbiam to wyznanie☺

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#lJ2Mo

Na początku chciałabym powiedzieć, że ze względu na dość niecodzienny początek tego wyznania, prawdopodobnie większość osób uzna je za fake. Ja jednak szczerze, z ręką na sercu, mówię wam, że jest ono w 100% prawdziwe.

A otóż niedawno dowiedziałam się od babci, że jestem daleką krewną znanego youtubera, który jest Polakiem, ale gdy był dzieckiem wyjechał z rodziną za granicę i teraz tam mieszka. Jak się dowiedziałam? Jakaś tam ciotka babci kiedyś tam wyjechała i się tam osiedlili. Nazwisko się zgadza i w ogóle babcia poznała matkę tego youtubera. Po takim oto wstępie przejdźmy do historii.

Na ogół nie lubię się chwalić (moim zdaniem w tym przypadku nawet nie ma czym się chwalić. Co z tego, że jakiś tam daleki krewny, skoro nie utrzymuję z nim żadnego kontaktu?). Dlatego też wolałam, żeby nikt o tym nie wiedział. Kiedyś jednak pod presją powiedziałam to w tajemnicy przyjaciółce. Przez pierwsze kilka dni była wręcz zachwycona. Mówiła, że "Dalecy krewni to też krewni. Krewni to rodzina. Daleka rodzina to też rodzina. Jesteście rodziną". Przez resztę tygodnia zaczęła zachowywać się już trochę dziwnie. Tak jakby była zazdrosna, ale tłumiła to w sobie. W następnym tygodniu już prawie całe liceum wiedziało, jaką jestem chwalipiętą, kłamczuchą i ogólnie jakie niestworzone rzeczy wymyślam.
Chciałabym pozdrowić "przyjaciółkę". Wiem, że to czytasz.
lysyzgeografii Odpowiedz

W pierszym momencie pomyślałam o Jet Crew 😂

Odpowiedzi (11)
Tyreese Odpowiedz

Stuu lub Craze zapewne, huh?

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (21)
Dodaj anonimowe wyznanie