#p8ocP

Od mojego lubego jestem młodsza o dwa lata z kawałkiem. Ma on 21 lat i nie skończył jeszcze szkoły. O wszystko obwinia nauczycieli, którzy „nie stali po jego stronie”, kiedy on kolejny raz nie zdawał. Udaje, że szuka pracy, ale wszystko jest „za daleko od domu”. We wszystkim pomagają mu rodzice. Sam nie gotuje, nie sprząta, nie uczy się. Życie spędza przed kompem. Jest naprawdę totalnym nieudacznikiem.
Ja jestem młodą, ambitną kobietą. Pracuję, kończę szkołę, chcę zacząć dobre studia i się usamodzielnić. Nie mam pojęcia, jak połączyć tak różne światy, a nie wyobrażam sobie życia bez niego...

#1Quwu

O osiedlowym patusiarstwie.

Przeprowadziłem się do większego miasta na studia już kilka lat temu, w tym czasie zdążyłem się w pewnym sensie zasymilować z osiedlową społecznością i przynajmniej częściowo poznać „rdzennych mieszkańców”. Niestety mieszkam na dość nieciekawym osiedlu, w mieście są dwa duże kluby rywalizujące ze sobą, a to osiedle to taka umowna granica. Nie jest więc szokujące, że często spotyka się tutaj „śmietanka” kibicowska. I jakiś czas temu zdarzyła się tragedia, dwójka chłopaków, niewiele starszych ode mnie, straciła życie w niejasnych okolicznościach. Z tego co wiem, nie zostało to powiązane z porachunkami kibicowskimi, mimo że sprawca został ujęty i był po tej „drugiej stronie barykady”. I tu zaczyna się anonimowa część.

Praktycznie każdy z osiedla opłakuje tych chłopaków, a mi najzwyczajniej w świecie kompletnie ich nie jest szkoda. Ludzie jakoś szybko zapomnieli, że niszczyli wszystko na tym osiedlu, począwszy od malowania bloków, przez deptanie i rwanie prania, przez niszczenie kamer z ekipą, po drobne kradzieże. Kiedy dopiero się tu wprowadzałem, poszarpali jakąś dziewczynę i pewnie skończyłaby dużo gorzej, gdyby nie zaczęła panicznie piszczeć i nie uciekła, kiedy zszokowani ją puścili. Sam starałem się ich unikać jak ognia, ale zdarzyło się, że uprawiałem przymusowy jogging, bo chłopaki chcieli sprawdzić zawartość portfeli przechodniów. Dla mnie byli to zwykli bandyci i od kiedy ich nie ma, osiedle jest trochę spokojniejsze, i szlag mnie trafia, jak słyszę sąsiadów, którzy jeszcze chwilę temu bali się wynieść śmieci po 18 mówiących, że to dobre chłopaki były i że to straszna tragedia.

#3Ig7d

Ponad dwanaście lat starałam się z mężem o dziecko. Każde zapłodnienie kończyło się poronieniem, lekarze byli bezradni. Dwa lata temu udało się, ciąża rozwijała się poprawnie aż do 5 miesiąca... W nocy dostałam krwotoku i nie udało się uratować mojego maleństwa. Dodatkowo doszło do przeróżnych komplikacji i moja macica została usunięta. Leczę się psychiatrycznie, nasze małżeństwo tego nie przetrwało. Został tylko beżowy pokoik, mnóstwo malutkich rzeczy i te łzy w oczach, gdy widzę szczęśliwe mamy na spacerach. Zerwałam wszystkie znajomości z koleżankami, które urodziły. Nie mogłam patrzeć na ich szczęście.
Z pewnością ktoś napisze o adopcji. Zgadza się, jest taka możliwość, ale nie dla każdego, ja nie byłabym w stanie pokochać obcego dziecka. Moim marzeniem było urodzić dziecko. Dziś nie mam męża, jestem bezpłodna. Całe moje życie legło w gruzach.

#GmAWi

Parę miesięcy temu wprowadziłem się z żoną i naszym pieskiem do nowego mieszkania. Nie minął tydzień, kiedy w drzwiach naszego mieszkania pojawił się listonosz z listem. Okazało się, że jeden z naszych sąsiadów wniósł do sądu sprawę o zakłócanie ciszy nocnej. Aż nie mogłem w to uwierzyć - pozew dotyczył psa. Małego, kulawego kundelka w zaawansowanym wieku, który przez 90% czasu śpi, a resztę życia spędza na jedzeniu i otrzymywaniu usługi czochrania za uchem. Sąsiad jednak zaklinał się, że psiak głośno szczeka w nocy, nie daje mu spać i stawia na nogi całe osiedle.
Rozprawa odbyła się w formie przyspieszonej... i równie szybko się skończyła. Okazało się, że pozwał nas 90-letni staruszek. Kiedy sędzia zadała mu pytanie, on nawet nie zareagował. Powtórzyła więc, a on dalej nic. Po dłuższej przerwie zirytowana, krzyknęła:

- Proszę pana, czy ma pan zamiar odpowiedzieć mi na pytanie?

Dziadunio zwrócił na nią uwagę chyba tylko dlatego, że sędzia wymownie machała rękoma. Spojrzał na nią nieco ożywionym wzrokiem, odchrząknął i rzekł:

- A to pani do mnie mówiła coś? Ja bardzo przepraszam, ale głuchy jestem jak pień...

Pozew został oddalony.

#rNuLh

Jedno z tych wspomnień, które pojawiają się późnym wieczorem i przez to nie mogę usnąć z zażenowania.

Tunezja, bliżej nieokreślony park wodny. Mała ja pluskałam się w basenie, wyobrażając sobie, że jestem syrenką czy innym pełnym gracji stworzeniem (biorąc pod uwagę moje ówczesne gabaryty, przypominałam raczej statek podwodny). Co jakiś czas łypałam niepewnie na zjeżdżalnie wodne. A co mi tam! Kiedyś trzeba się odważyć. Podreptałam wesoło do taty i poinformowałam go o swoich planach. Ten w przypływie ojcowskich uczuć zaoferował, że stanie na dole i będzie czekać, aż zjadę (dziś, po 10 latach wiem, że po prostu chciał robić za falochron). No to fajnie, ahoj przygodo!

Po mozolnym toczeniu się po schodach, w końcu stanęłam na koniuszku kolejki. Po chwili dołączyła do mnie grupka śniadych młodzieńców, na oko dwa czy trzy lata starszych ode mnie. Bulgotali coś po swojemu, co chwila wybuchali donośnym śmiechem. Jako dziewczynka pozbawiona poczucia własnej wartości od razu pomyślałam, że to ze mnie się śmieją (zanim ktoś napisze, że trzeba było nie być utytą, to popracowałam nad tym i dziś mam BMI w normie, ja was znam, wredoty internetowe). Do dzisiaj nie wiem, czy tak rzeczywiście było, ale to nie jest tu najważniejsze. Otóż kiedy kolejka ruszyła, jeden z chłopców stanął bardzo blisko mnie. Poczułam na pośladkach dziwną wypukłość. Zrobiłam mały kroczek, wypukłość powędrowała za mną. Sparaliżowana, zastanawiałam się, co to ma znaczyć. Po kilku dłuższych chwilach przemyśleń zorientowałam się, że owa tajemnicza wypukłość to pindolek. Co nieco już na ten temat wiedziałam, wiedziałam, że takie wypukłości robią dzieci, ale jako iż byłam przekonana, że mam tylko dwie dziurki, a dzieci wyskakują przez odbyt (Chryste, do dziś pamiętam, jak obraziłam koleżankę, że urodziła się brudna od kupy), to szybko wydedukowałam, że mogę spodziewać się potomstwa. Stwierdziłam, że takie dzieciątko jest ciekawsze od lalki, więc chcąc się upewnić, że wszystko pójdzie jak trzeba, docisnęłam pośladki do chłopca. Tego widocznie zaskoczyło przejęcie przeze mnie inicjatywy, bo uciekł, odprowadzany przez moje zawiedzione spojrzenie i wołanie zdziwionych kolegów. No nic, co sobie seks uprawiałam to moje, zjechałam, już nawet nie myśląc o tym, że tak się tego bałam i dumna powiedziałam tacie, że zostanę mamusią. Słusznie wziął to za mój kolejny wymysł i nie dopytywał, a ja szczęśliwa wróciłam do zabawy w syrenkę, tym razem ciężarną.

I przez bardzo długi czas sprawdzałam, czy w moim kale nie kwili jakieś małe bobo.

#PEHQD

Wracając z pracy, wstąpiłam do sklepu kupić wodę. Tylko jedną butelkę wody. Niestety, jak można się domyślić, kolejki były ogromne! Ale co zrobić. Staję więc w kilometrowej kolejce i liczę czas do odjazdu autobusu (nie miałam go dużo).

Przede mną stoi tata z małą córeczką, około 6 lat. Wykładają z koszyka zakupy, które wystarczyłyby na rok albo dłużej! No nic, czekam. Dziewczynka uśmiecha się do mnie słodko, po czym mówi do taty:
- Może przepuścimy tę panią? Ma tylko wodę, spójrz.

Aż mi się ciepło na sercu zrobiło. No po prostu aniołek.

Ale tak pięknie być nie mogło. Dziewczynka uśmiecha się szerzej i krzyczy:
- Prima aprilis!!!

No tak, był 1 kwietnia. A już myślałam, że zdążę na autobus :')

#IPfXV

Po przeczytaniu wyznania: #tONYh przypomniała mi się historia, którą opowiadała sąsiadka mojej babci.

Chyba każdy wie o tej metodzie "na wnuczka", rozmowa między kimś kto dzwonił a panią X wyglądała mniej więcej tak:
- Cześć, babciu, miałem wypadek i potrzebuję szybko pieniędzy.
- To ty, Tomeczku?
- Tak, to ja.
- Daj mi spokój, ty złodzieju i oszuście!
Po czym pani babcia się rozłączyła.

#WUxw9

Z moim byłym już chłopakiem byłam ponad cztery lata. W ostatnich miesiącach naszego związku bardzo często dochodziło między nami do kłótni. A to o to, że nie napisałam mu, że go kocham, albo że nie wysłałam mu głupiego buziaczka na dobranoc, albo o to, że nie odpisałam przez pół godz. na SMS-a (zaznaczam, że oboje mamy po 25 lat). Jednak z każdym dniem kłótnie stawały się coraz poważniejsze.
Zaczęłam podejrzewać, że on mnie zdradza. Często gdzieś jeździł, nie chciał dawać mi swojego telefonu do ręki, chamsko się do mnie odzywał, często wydzierał się na mnie, aż w końcu zaczął mnie poniżać. Oddalaliśmy się od siebie z dnia na dzień coraz bardziej. Pewnego dnia siedzieliśmy oboje obok siebie, nie odzywając się ani słowem. Wtedy właśnie wybuchłam i kazałam mu albo zostać i naprawić nasz związek, albo zabierać swoje rzeczy i wyjść. Spakował się w pół godziny. Wtedy też powiedział mi, że poznał kogoś, zakochał się, a nasz związek go po prostu nudził.
Najlepsze jest to, że związał się z dziewczyną, która zdradziła swojego poprzedniego faceta. On sam był zdradzony przez swoją byłą i twierdził, że ma uraz i nigdy nie zaufa nikomu. Jak widać, facet zmiennym jest.

Wiecie czego mu życzyłam, wykrzykując, jak wystawiał swoje rzeczy do zabrania?
Wykrzyczałam mu, że życzę mu, żeby każda dziewczyna, z którą się zwiąże w życiu go zdradzała, żeby mógł czuć to samo, co ja teraz.
I wiecie co? w ciągu roku był z dwiema dziewczynami. Jedna przespała się na imprezie z jakimś kolesiem, a druga zdradziła go z jego kolegą z pracy.

Karma wraca. Szczęścia w znalezieniu wiernej kobiety, gnoju.
Dodaj anonimowe wyznanie