Wakacje u bogatej rodziny cz. 1
Tata wychowywany był na człowieka, który ma pracować na gospodarce – utrzymać rodziców. Jego siostra miała się uczyć. Ciotka poszła na studia, wyszła za mąż za zamożnego człowieka. Nie da się zaprzeczyć, że zdobyła dobry zawód, ale charakter to już inna historia - nigdy nie miała przyjaciół, wielu rzeczy nie doświadczyła. Szkoła i nauka, potem dom i praca. Żadnych spotkań ze znajomymi, studniówki, nocowania u koleżanki. I zawiść! Bo chociaż pieniądze zdobyła, rodzinę i zawód to przeboleć nie mogła, że ktoś przyjaciół ma i dobrze się bawi z innymi.
Jako dziecko mieszkałam na wsi, było biednie, ale stabilnie. Człowiek jadł to co wyhodował, to co zawekował i co sam zrobił, czasem raz na jakiś miesiąc albo dwa mama kupiła jogurt i to była taka atrakcja, napój na święta za 2 zł to już dla nas nieopisana radość. Nie kupowało się słodyczy, chipsów itp. Książki zawsze mieliśmy, buty jedne, ale porządne też. Zawsze była nieustanna praca – nigdy nie byliśmy na wakacjach i wspólnej wycieczce, w kinie czy na pizzy, ale nie doświadczałam alkoholizmu, przemocy itp. Ot, życie na wsi.
Ponad 20 lat temu, mając jakieś 12 lat ciocia zaproponowała mi wakacje u nich, trochę się rozerwę, a i pomogę, bo ich dzieci wakacje mają (niespełna 3 lata i 6 lat) a ciocia musi się uczyć. Propozycja jak w jakimś filmie. Na miejscu okazało się, że owszem mam pomóc, ale pełnoetatowo. Śniadanie dzieciom zrobić, obiad dla wszystkich, kolacje, zapewnić dzieciom rozrywkę przez cały dzień, zabrać na spacer, pomóc w toalecie ful opcja. Wychowana zawsze byłam, że u kogoś trzeba być grzecznym, słuchać się i pomagać bo co inni powiedzą. Jak wujek w weekendy ogłaszał, że chodź dziecko posprzątamy dom to szłam, bo będzie wstyd przed rodzicami, że nie pomogłam – a wujek tylko polecenia wydawał, że tu masz odkurzacz odkurz, tu masz mopa umyj podłogi, tu masz ogarnij kurze, ale sam nic nie robił. A dom tak ogromny, że szok. Tu chodź dziecko ogród podlejmy i to samo tak się kręcą i ukręcą, a ja dziecko 10 litrowe wiadra nosiłam a ci stali i wydawali polecenia. Przykładów wiele, ale nie to było najgorsze.
Ciągle mi coś obiecywali, że zamówimy pizzę, że pójdziemy do cyrku, że pojedziemy na basen, że o kino zobaczysz pójdziemy na film. I tak obiecywali, ja z tej ekscytacji czułam się cały czas napompowana jak balonik i nawet jednej obietnicy nie spełnili. Nic. Ja jako dziecko, które w domu tego nie doświadczyło byłam strasznie zawiedziona, ale ciągle żyłam nadzieją, że coś zobaczę, gdzieś pójdę. No żeby chociaż tę pizzę jak na filmie zamówili, o której mówili 2 tygodnie bez przerwy, ale nie! To ci 20 kg ogórków kupili do przerobienia, to schody kamienne szorować, to w szafkach poukładać, to pranie poprasować. Ogólnie cale wakacje zasuwałam jako sprzątaczka i opiekunka do dzieci.
Uwielbiam żeglować, jest to moja pasja od dzieciństwa.
Czasem w wietrzny dzień zamykam oczy, chwytam jedną ręką za kurtkę jak za rumpel steru, drugą zaś jak za talię grota i się rozmarzam. Wtedy najczęściej wchodzę w słup lub latarnię.
Od kilku miesięcy nie potrafię wyjść do toalety/łazienki samemu. Zawsze biorę mojego kota, ponieważ cholernie boję się pająków, a mój kot je zawsze zabija.
Mam 23 lata.
W liceum poznałam Pawła. Od razu się zaprzyjaźniliśmy. Mieliśmy wspólną pasję. Mianowicie chcieliśmy być ratownikami. Udało nam się. Dostaliśmy nawet pracę w tej samej stacji. Po roku okazało się, że dziewczyna Pawła, Patrycja, jest w ciąży bliźniaczej. Jedna ona nie chciała mieć dzieci. Paweł liczył, że zmieni zdanie jak maluchy się urodzą, niestety tak się nie stało. Patrycja najpierw wyprowadziła się od niego i przyjeżdżała codziennie by odwiedzać córki, jednak z czasem wizyty stały się coraz rzadsze, aż w końcu po pół roku całkowicie zerwała kontakt z dziewczynkami. Paweł musiał z powrotem wprowadzić się do matki i siostry, gdyż sam nie dał rady pogodzić pracy, obowiązków domowych i wychowania bliźniaczek. Mimo że często wracał zmęczony do domu, zawsze miał czas dla dziewczynek. Gdy tylko miał wolną chwilę, grał z nimi w piłkę w ogrodzie, zabierał na plac zabaw, do zoo lub kina.
Niestety to wszystko postanowiła zniszczyć "matka", która po wprowadzeniu 500+ przypomniała sobie, że ma dzieci. Najpierw przyszła do Pawła i zasugerowała, że to są także jej dzieci i coś się jej należy (oczywiści chodziło TYLKO o pieniądze). Gdy on odmówił, zaczęła straszyć go opieką społeczną i sądem. Twierdziła, że ma utrudniony kontakt z dziewczynkami. Paweł stwierdził, że Patrycja może zobaczyć się z bliźniaczkami, ale tylko w obecności psychologa lub pracownika opieki społecznej. Gdy doszło do spotkania (bliźniaczki miały już 5 lat) pierwsze pytanie jakie zadała jedna z nich brzmiało: Kim jest ta pani?
I taki ktoś jak Patrycja ma czelność rościć sobie prawa do opieki nad córkami, które znają matkę jedynie ze zdjęcia?
Idę sobie do sklepu i już z daleka go widzę. Lekko wymięty, nieogolony jegomość w utytłanym płaszczu. Tak jak się spodziewałem - facet mnie dopadł i zaczął przemowę, której efektem ma być pisont groszy dorzucone do jabola.
Ciekawą metodę miał tenże pan żul. Zamiast po prostu wcisnąć mi łzawą historię o złych warunkach bytowych, menel powiedział, że chce się napić alpagi i bez ceregieli poprosił mnie o 5 zł.
- To trochę dużo - powiedziałem.
Wtedy pan kloszard odparł:
- Czekej, czekej. Prezesuńciu! Ja pomogę!
...i wyjął z kieszeni 2 zł. No, dobra. Wziąłem monetę i dałem mu całego piątaka.
Gdy wychodziłem ze sklepu dopadł mnie ten sam jegomość. Najprawdopodobniej olbrzymia ilość wypitych przez niego tanich win trwale uszkodziła mu ośrodek mózgu odpowiedzialny za pamięć krótkotrwałą, bo facet jak gdyby nigdy nic sprzedał mi dokładnie tę sama gadkę, co wcześniej i... poprosił o 10 zł.
- Nie, no gościu. Przeginasz! - rzekłem zirytowany.
- Czekej, czekej. Prezesuńciu! Ja pomogę! - odparł menel ukazując swe praktycznie bezzębne dziąsła i... usiłował wcisnąć mi moje 5 zł. Dokładnie tę samą monetę, która dałem mu 5 minut wcześniej.
- No... dobra - powiedziałem robiąc minę idioty i wziąłem piątaka. Następnie sięgnąłem głęboko do kieszeni i położyłem na wyciągniętą przez kloszarda dłoń 2 złote. Dokładnie to samo, które dał mi pięć minut wcześniej.
Straszliwie się zdenerwował i przez dobrych kilkadziesiąt metrów maszerował za mną wyzywając mnie od podłych złodziei. Cóż, to chyba nie był dla niego najlepszy dzień na robienie dochodowych biznesów...
Ostatnio w kawiarni podszedł do mnie bardzo wystylizowany chłopak i poprosił o numer. Zupełnie mi się nie podobał, więc odmówiłam. Wtedy on przestraszony powiedział „przepraszam, myślałem, że jesteś chłopakiem”.
Poszłam ostatnio na rajd po lumpeksach. Nawet nie patrzyłam już, gdzie wchodzę, bo na jednej ulicy jest lumpeks za lumpeksem. Weszłam do kolejnego, ubrania już przebrane, mało co na wieszakach. Kobitki wokół były poubierane w za duże ubrania, dosyć znoszone, więc pomyślałam, że musi tu być bardzo tanio. Rzuciłam kilka kiecek na ladę i dla pewności zapytałam, ile za kilogram, bo nigdzie nie widziałam karteczki. Sprzedawczyni wyjaśniła mi z pogardą, że to nie jest lumpeks, tylko sklep jakiegoś projektanta. Cena jednej bluzki przekraczała całą moją wypłatę.
Mój chłopak nie mógł zrozumieć, co tak niekomfortowego jest w głębokim gardle i dlaczego w ogóle nie mam ochoty tego robić. Żeby mi udowodnić, że to nic strasznego, wsadził sobie w gębę wielkiego dildosa aż po same kule. Więc wyobraźcie sobie kolesia z końcówką czarnego dildo wystającą z gęby i z tym wrednym wyrazem wyrzutu na twarzy, który mówi "glglgulggulgl", co prawdopodobnie ma znaczyć "Widzisz? To nic trudnego!" - od dziś oficjalnie się go boję.
Wakacje u bogatej rodziny cz. 2.
Wakacje u cioci to był ogromny wysiłek fizyczny. Ciotka całymi dniami się uczyła, przerwy robiła jedynie na przyjmowanie pacjentów w gabinecie prywatnym. Zawsze po tych wizytach ciotka przynosiła bardzo duże zwitki pieniędzy, które chowała do specjalnej półki.
Ja natomiast zajmowałam się dziećmi, gotowałam i sprzątałam. Miałam sporo obowiązków, lekko nie było. Wakacje żadne, chociaż przebywanie w takim dużym, eleganckim domu było przyjemne mimo to. Powstała również u mnie nadzieja, że mój wysiłek będzie wynagrodzony, ponieważ ciocia ciągle mi mówiła, że koniecznie musimy poszukać takiej a takiej torebeczki bo jest szalenie modna u młodych dziewczyn, takiej i takiej bluzki, która gdzieś tam widziała i jest najpiękniejsza na świecie, a mi się należy za pomoc. Chociaż ja tych rzeczy nie widziałam i wcześniej o tym nie marzyłam, jak moja ciocia rozbudzała we mnie te wizje to wprost doczekać się nie mogłam spełnienia obietnic! Albo kiedy pójdziemy na te obiecane atrakcje – jak kino, pizza itp.
Ciocia z wujkiem nie liczyli się z pieniędzmi, wydawali ogromne kwoty, kupowali dzieciom każdą głupotę, nawet za duże pieniądze, ale jakoś mi nic nie kupowali. A bo to ma nie taki kolor, a to za brzydkie, a to nie takie idealne, chociaż coś było piękne i mi się podobało. Ale niegodne było wszystko zakupu. Wakacje się kończyły, a ja jak nic nie dostałam, tak nie dostałam, jak nigdzie nie byłam, tak nie byłam. Ale ciotka wiedziała, że babcia ma ją za ósmy cud świata, nieopisaną dobroć i miłość i z pustymi rękami wrócić nie mogę. Zabrała mnie do takiego namiotu z ciuchami (takie namioty czasem stoją w jakiś miejscowościach turystycznych np. nad morzem) i wybrała mi bluzkę na ramiączkach za 5 zł i jakąś 100% poliestrową spódnicę za 8 zł. Zauważyłam, że ciocia po prostu nie chce żebym miała coś fajnego, albo nie daj boże droższego.
Mimo to wspomniałam cioci, że na spacerach z dziećmi widziałam w księgarni 2 książki, o których tak bardzo marzyłam i ciocia owszem zabrała mnie do tej księgarni, ale przy mnie kupiła swojemu dziecku stos książeczek, a mi tych książek już nie chociaż pokazałam je cioci (książki po 20 zł). I wiecie co? Ukradłam z tej szuflady z pieniędzmi 50 zł i kupiłam te 2 książki, a za resztę ciasteczka, które kiedyś spróbowałam i które były pyszne, a które wujek sam zawsze zjadał. Wróciłam do domu z 2 książkami, na które ukradłam pieniądze, bluzką i spódnica za 13 zł. To były najdziwniejsze wakacje mojego życia. A do kradzieży nigdy nikomu się nie przyznałam. Jako dziecko czasami nie mogłam zasnąć bo bałam się, że pójdę do piekła. Bardzo przeżywałam, że zrobiłam coś bardzo złego.
P.S. Książki po 20 latach nadal stoją u mnie na półce, są częścią większej serii.
W latach 90 byłam wraz z moją najlepszą przyjaciółką dość frywolną nastolatką.
Mają odpowiednio 17 i 18 lat poszłyśmy na pielgrzymkę do Częstochowy z Helu, to było trochę ponad 600km około 20-23 dni w drodze.
Naszym celem nie do końca była Częstochowa a raczej sama droga. Wcześniej dużo słyszałam że podczas pielgrzymki w ciągu dnia śpiewa i modli się by Bóg wybaczył to co dzieje się w nocy na owej pielgrzymce.
Podczas pielgrzymki przespałam się z 7 chłopcami i raz z dziewczyną... Okazało się że te wszystkie plotki to sama prawda i wystarczyło się codziennie ustawić do marszu z innym mężczyzną który akurat się podobał i prawdopodobne że przy najbliższej okazji będzie się parzyć jak króliki było ogromne.
Teraz mam ponad 40 lat i czasem z przyjaciółką wspominamy najbardziej szalony pomysł z młodości. Mąż nie wie, nikt nie wie a ja nie żałuję niczego - może poza tym że nie byłam już na kolejnej pielgrzymce.
Dodaj anonimowe wyznanie