#ZECoO

Miałem wtedy 8-9 lat. Wracaliśmy z rodzicami z wakacji nad morzem. Tata jechał trochę zbyt „sportowo” i zostaliśmy zatrzymani przez policję w nieoznakowanym samochodzie. Policjant mówi do taty coś w stylu „Przekroczył pan dozwoloną prędkość o 40 km/h, wyprzedzał pan na ciągłej i widzę, że nawet nie zapiął pan pasa”. A wtedy ja z tylnego siedzenia „Ale tata nigdy nie zapina pasa!”.
Do dzisiaj pamiętam, jaki opieprz dostałem na najbliższym postoju.

#k8pI0

Matka 3 dzieci. Siedzę cały czas sama w domu i zajmuje się domem. Nie ogarniam. Mam dosyć. Brak mi sił. Każdy dzień wygląda tak samo. Bałagan w domu niesamowity, którego nie potrafię się pozbyć... Roczny synek wisi cały czas przy piersi, nie idzie go odstawić. W nocy budzi się co 10 min. Od paru miesięcy śpi ze mną w łóżku, ponieważ nie mam sił i nie chce mi się do niego co chwilę wstawać żeby sobie pomemlal cyca.
Chodzę cały czas niewyspana. Seks? Już nie pamiętam. Nawet jak jest ochota to jak przyjdzie godz 21 to myślę tylko o spaniu. Partner - temat rzeka. Ucieka, byle nie w domu. Albo cały czas musi coś robić na dworze lub jakieś szkolenie na laptopie. A ja? Się nie liczę. Najlepiej robić swoje, a wieczorem jeszcze z ochotą się kochać. Dosłownie odkąd urodziłam syna nie mam, 5 min dla siebie. Wszystko na mojej głowie. On ma czas iść spać, to i swoje w spokoju, odpocznie wieczorem.

A ja? Ogarniam pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie z dziećmi uczepionymi nogi.
Kąpiel? 3 min mycia, bo syn się budzi. Książka? Zapomnij. TV to tylko jak prasuje. A jak dzieciaki pójdą spać to ogarnięcie Sajgonu żeby nóg nie połamać. Też tak macie? Mam dosyć.

#Np7wC

Pochodzę z biednej rodziny. Kiedyś na studiach koledzy spytali mnie, czy pójdę z nimi na piwo. Nie miałem ani grosza i spytałem mamę, czy da mi trochę pieniędzy na piwo. Ona na mnie tylko popatrzyła i od razu wiedziałem co to oznacza - że nie ma. Zirytowany nic nie mówiąc odwróciłem się na pięcie i poszedłem do kuchni, przeklinając w myślach biedę moich rodziców.

Po pięciu minutach przyszła do mnie z wielkim uśmiechem na twarzy i z banknotem w ręku. Zanim cokolwiek powiedziała wycedziłem "Już mi się odechciało!". Momentalnie tego pożałowałem. Na jej twarzy nie było już uśmiechu, tylko wielki smutek. Wiedziałem, że bardzo ją to zabolało. Przeprosiłem ją, ale i tak miałem wyrzuty sumienia. Później tłumaczyłem sobie, że na pewno o tym szybko zapomniała, a ja w przyszłości będę dużo zarabiał i już nie będzie nigdy smutna.

I faktycznie, minęło trochę lat i zarabiam teraz bardzo dobrze, ale mojej mamy już nie ma. Za każdym razem jak wspominam tamten dzień i smutek na twarzy mojej mamy, to aż mnie skręca w środku!

#jWrkN

Umówiłem się na randkę z Tindera. Dziewczyna naciskała na restauracje i czułem w kościach, że mam być jedynie sponsorem kolacji, ale jednak zdecydowałem się pójść. Dziewczyna w rzeczywistości nie była zbyt atrakcyjna, zdjęcia na Tinderze były mocno naciągane, co za tym idzie fundowanie kolacji nie wchodziło w grę.

Poszliśmy, ona zamówiła to co chciała, a kiedy kelner zapytał się mnie co sobie życzę, odparłem, że poproszę na osobny rachunek to i to. Ale się dziewczyna wtedy zapaliła. Po wymianie kilku niemiłych zdań ona do mnie żebym odwiózł ją do domu. Ja na to, że już zamówiłem i jak zjem to ją odwiozę. Wstała i wyszła. Trochę mnie zagotowała, ale przynajmniej smacznie zjadłem. Bałem się jedynie, że w przypływie złości porysuje mi auto na parkingu, ale nie porysowała. Słyszałem o dziewczynach, które naciągają chłopaków na jedzenie, ale nie myślałem, że mi się to kiedyś przytrafi.

#q5PW3

Gdy byłam dzieckiem, miałam sąsiadkę, z którą spędzałam mnóstwo czasu. Zawsze razem się bawiłyśmy, nocowałyśmy u siebie wzajemnie, byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Ja mogłam mieć 5-6 lat, ona była trochę starsza. To były czasy, gdy rodzice nie pilnowali tak dzieci i nawet takie maluchy jak my włóczyły się same po wsi, a do domu przychodziły tylko coś zjeść lub na dobranockę.
Mam mnóstwo pięknych wspomnień. Pamiętam, jak chodziłyśmy razem na pastwiska, gdzie uwielbiałyśmy się bawić, jeździłyśmy razem na rowerze. Ja nigdy nie miałam kasku, ona zawsze była w kasku i ochraniaczach na kolanach i łokciach. Nawet raz jej mama zrobiła nam takie zdjęcie, do dziś je pamiętam. Dwie dziewczynki na kolorowych rowerach, obie w sukienkach i sandałach. Ona w tym swoim żółtym kasku i pełnych ochraniaczach, ja zupełnie bez niczego. Trzymała to zdjęcie w albumie i często je razem oglądałyśmy.
Pamiętam też, jak stanęła w mojej obronie, gdy jakieś dzieciaki się ze mnie śmiały, że jestem mała i nie mam prawa wstępu na plac zabaw (byłam najmłodsza i najmniejsza na „osiedlu”).
Później chyba gdzieś wyjechała, nie jestem pewna. Ja poszłam do szkoły, poznałam nowe koleżanki i zapomniałam o niej. Ale wiem, że na pewno spędziłyśmy razem 2 lata, bo w pamięci mam 2 różne wakacje.

Niedawno rozmawiałam z rodzicami, wspominaliśmy stare czasy i przypomniałam sobie o tej dziewczynce. Nie pamiętałam jej imienia, więc zapytałam rodziców. Bardzo się zdziwili. Stwierdzili, że nie pamiętają nikogo takiego z mojego dzieciństwa. Podobno najczęściej bawiłam się z bratem lub sama. W moim najbliższym sąsiedztwie nigdy nie mieszkała dziewczynka w podobnym do mnie wieku, a już na pewno nie w tym domu, o którym mówiłam.

Jestem w szoku i nie wiem jak to wyjaśnić. Ja WIEM, że to się wydarzyło. Ja wciąż mam te wspomnienia. Pamiętam, jak wyglądała, jaki miała kolor włosów. Pamiętam jej pokój, żółty kask i kolor skóry. Pamiętam, jak porównywałyśmy ręce, która z nas jest bardziej opalona. To niemożliwe, żeby mój mózg sobie to wszystko wyobraził. Moje wspomnienia są na to zbyt rzeczywiste, zbyt realistyczne.
Od kilku dni chodzę jak w transie i nie mogę tego ogarnąć. Mam wrażenie, że rodzice robią sobie ze mnie jaja i tylko czekam, aż przyznają, że żartowali i że faktycznie ta dziewczynka istniała.
Inaczej chyba zwariuję.
Brata też się boję zapytać, czy ją pamięta, bo tylko ta jedna myśl, że rodzice sobie żartują, trzyma mnie jeszcze przy nadziei, że nie jestem szalona.

#hHU6A

¡Stop body shaming!

Często nam się wydaje, że tylko osoby otyłe, grubsze, nawet i z lekką nadwagą są krytykowane za swój wygląd.
Jestem osobą, która od dziecka codziennie słyszy, czy to od rodziny, czy od znajomych: „ale jesteś chuda”, „Boże, ale wystają ci kości”, „ty w ogóle cokolwiek jesz?”
(pomijam już wyzywanie od desek, patyków czy po prostu płaskich)…
Proszę, zastanówcie się, zanim otworzycie swoje idealne buźki. W twojej głowie to komplement, w mojej kolejna szpilka…
Tak, jem, tak, wiem, że jestem chuda i wystają mi kości, ale twój komentarz mi nie pomoże, wręcz przeciwnie. Wbrew pozorom, czuję się tak samo jak każda troszkę grubsza osoba, którą wyzywacie od grubasów, świń czy innych paskudztw.

Ludzie ogarnijcie się trochę i zastanówcie się co dzieje się w głowie drugiej osoby, gdy słyszy takie docinki. Nawet jak człowiek jest silny psychicznie, z czasem mimo wszystko wpędza to w kompleksy.

#bodypositive ❤️

#Jl67n

Parę lat temu w walentynki zabrałem moją dziewczynę na romantyczną randkę w fajnym lokalu. Wieczór był bardzo udany. Gdy wyszliśmy i zbliżaliśmy się do parkingu uznałem, że dla śmiechu ją złapię i zaniosę do samochodu. Lubię ją nosić, jest bardzo drobna, ma nieco ponad 150 cm i waży może 45 kg.

Ją natomiast nie zawsze bawi jak ją podnoszę, szczególnie że zwykle robię to bez pytania i przerzucam ją przez ramię. Tak więc gdy zbliżaliśmy się do parkingu niespodziewanie ją chwyciłem, podniosłem i biegiem ruszyłem do samochodu. Zaczęła piszczeć, bić mnie po plecach i domagać się abym ją postawił na ziemi. Nic z tego. Dobiegłem do samochodu, wrzuciłem ją na fotel pasażera i wsiadłem do samochodu. Chwilę się pośmialiśmy, nie gniewała się. Uruchomiłem silnik i pojechaliśmy.

Po paru minutach zobaczyłem za mną samochód policyjny, z włączonymi sygnałami świetlnymi. Zjechałem, żeby go przepuścić. Krótkim sygnałem dźwiękowym dali mi do zrozumienia, że chodzi o mnie, więc zdziwiony się zatrzymałem. Policjant kazał mi wysiąść z samochodu. Spytałem o co chodzi i okazało się, że dostali zgłoszenie PORWANIA. Podczas gdy jeden policjant mnie wypytywał drugi rozmawiał z moją dziewczyną i kilkukrotnie ją pytał, czy jedzie ze mną z własnej woli. Gdy nas puścili to resztę drogi wysłuchiwałem “A mówiłam…”

#UGKf8

Zwykły poranek w pracy. Siedziałam przy biurku starając się kawą wypędzić z siebie senność. Rano zaspałam i na śniadanie zjadłam tylko jogurt zagryzając migdałami i orzechami. Siedząc tak i delektując się kawowym aromatem poczułam małe trzęsienie ziemi w brzuchu. Postanowiłam je zignorować, ale wkrótce znowu się pojawiło. Zaczęłam się wiercić w krześle i po wymsknęło mi się małe, ledwo słyszalne pierdnięcie. Dźwięk skromny, ale smród upiorny. W biurze siedziały jeszcze dwie osoby, więc obawiałam się konsekwencji.

Po chwili kolega siedzący bliżej mnie zaczął węszyć. Aż zamarłam z zawstydzenia. Wtedy powiedział “Co to za zapach? Czy to ta kawa? Pięknie pachnie… czuję jakby świeże orzechy” i z widoczną przyjemnością wziął jeszcze kilka głębokich wdechów.

To było parę tygodni temu, a do dzisiaj jak go widzę to sobie o tym przypominam i chce mi się śmiać.

#MSEMp

Jestem 46-letnią kobietą i mam problem z alkoholem. Na początku okazyjnie wypijałam drinka czy lampkę wina, w tej chwili potrafię pić nawet w pracy, niwelując objawy kaca. Nie upijam się do upadłego, ale aby nie dopuścić do przykrych skutków odstawienia alkoholu. Mam dobrą pracę, dom, oczywiście nie zaniedbuję tego, ale bez flaszki wina czy piwa po pracy nie jestem w stanie funkcjonować, do tego dopadają mnie myśli samobójcze. Próby odstawienia kończą się fiaskiem, w tamtym tygodniu wylądowałam na SOR-ze, gdyż po odstawieniu alkoholu tak mi łomotało serce, że nie byłam w stanie funkcjonować. Powinnam zacząć leczenie, i to jak najszybciej, wiem o tym, ale moi bliscy o niczym nie wiedzą i wstyd mi się przyznać do tego.

#6raV5

Wiosenny dzień, idę sobie ulicą, nieco zirytowany. Na horyzoncie pojawiła się dorodna szyszka, więc pomyślałem że będzie to dobry obiekt do wyładowania mojej frustracji i kopnąłem ją z całej siły.

Nie przemyślałem jednego - jest kurde wiosna, a szyszki są raczej jesienią i nie na głównej ulicy większego miasta. Przez dwa dni but mi trochę śmierdział, ale psią kupę dałem radę usunąć.

Właściciele psów - zbierajcie swoje gówna!
Dodaj anonimowe wyznanie