Pewnego dnia w biedronce stojąc w kolejce pewna pani weszła przede mnie i jednego Pana, po czym zwróciłam jej uwagę stojąc z małym dzieckiem, które już się bardzo niecierpliwiło (rozumiecie sytuację nie była tylko z pomidorami lecz kosz wypchany po brzegi). Widząc zdenerwowanie mojego dziecka postanowiłam upomnieć panią (najprawdopodobniej babcia z córką pampersy też w koszu), że ja stoję w tym i tym miejscu kulturalnie ze względu na przejcie mogła mnie nie zauważyć 😅.
I zaczęła się awantura na pół sklepu, ale po pierwszym zdaniu tej pani powiedziałam, że proszę, żeby stała tam sobie gdzie stoi nie ma problemu, a pani 😔 abym przeszła do następnej kasy, po czym odpowiedziałam po raz drugi, że wiem co mam robić, pani na to, że zaraz mi kopa w D.u.pe zaj... Naprawdę czasem lepiej się nie odzywać...
Gdy byłam mała, w jakimś filmie padło słowo na „k”. Zapytałam babci, co to znaczy. Odpowiedziała, że to brzydkie słowo, powinno się mówić „prostytutka”, i że jest to taka pani, która śpi z panami i dostaje za to pieniążki. Pokiwałam głową i wróciłam do zabawy. Mama, która przy tym była, uznała to za na tyle satysfakcjonujące wyjaśnienie, że nie widziała potrzeby, by się wtrącić.
Jakiś czas później, na kolędzie, ksiądz zapytał, kim chcę zostać, gdy dorosnę.
- Prostytutką! - odpowiedziałam rezolutnie.
Chyba dostrzegłam ogólną konsternację, bo dodałam jeszcze:
- Mnie tam bez różnicy, z kim ja śpię...
Mamie było wstyd tym bardziej, że był to raczej zaprzyjaźniony ksiądz. Po jego wyjściu bardzo dosadnie wyjaśniła mi „uroki” tej profesji.
Wyznanie o tym jak skutkuje nadopiekuńczość rodziców.
Jestem jedynaczką, córką bardzo nadopiekuńczej i przerważliwionej kobiety. Nie typowej madki, która wywyższa swoje dzieci, wręcz odwrotnie - takiej która zawsze ma z czymś problem. W dzieciństwie nic nie mogłam robić sama. Cokolwiek zrobiłam, zawsze było źle. Cały czas słyszałam słyszałam teksty typu: "dokładniej żuj jedzenie", "dokładniej myj ręce" i to nawet w wieku kilkunastu lat. Gdy coś zrobiłam niechcący, np zbiłam coś, darła się na mnie jakbym kogoś zabiła. Ale to nic - kontrolowała nawet moje zeszyty i nie raz kazała mi zmieniać cały zeszyt na nowy, bo okładka jej się nie podobała. Gdy ja lub koleżanka napisałyśmy mi coś niezwiązanego z tematem lekcji w moim zeszycie, potrafiła wyrwać mi kartkę. Ogólnie podstawówkę przesiedziałam zamknięta w pokoju, bo cały czas miałam szlaban. Za co? Nie pamiętam. Na pewno nic istotnego. Nie miałam wtedy żadnych przypałów z używkami czy policją, w szkole byłam spokojna.
Aktualnie jestem dorosła i nie znoszę towarzystwa innych kobiet. Mam kilka stałych koleżanek, ale do reszty niezbyt chce się zbliżać. Po prostu mam wrażenie, że baby ciągle mają jakieś durne problemy i pretensje! Nie wiem już czy naprawdę tak jest, czy jestem przewrażliwiona przez moją matkę...
Lubię biologię. Zamiast mówić, że facet jest pizdą, nazywam go prokariontem (bezjądrowcem).
Mój ludzki niewolnik zapaskudził mi odchodami kuwetę i zwalił winę na mnie. Jego rodzice wzięli mnie do weterynarza zbadać. Nie cierpię nosidełka brudne, naszczane i niewygodne. Przez niego straciłem pół dnia w kolejce. Głupia służba zdrowia.... Jakiegoś kundla przyjęli przede mną, powinny być osobne bezkolejkowe wejścia dla kotów.
Nie daruję, ja się jeszcze zemszczę na nim, na razie obsikałem mu buty, ale wymyślę coś lepszego, przyniosę mu jakąś mysz niech wie, że będzie następny.
Parę ładnych lat temu wraz z rodzicami wyprowadziłem się do Amsterdamu. Tu uczęszczałem do szkoły, a obecnie dorywczo pracuję, usiłując zebrać trochę pieniędzy na moje wymarzone (ale niestety prywatne) studia.
Jako że stolica Holandii jest miejscem turystycznej rozpusty, sporo ofert dotyczy branży erotycznej. I w takiej właśnie się zatrudniłem. Znam obsługę kilku programów graficznych, więc przyjąłem robotę projektowania folderów reklamowych i ulotek dla pewnej znanej sieci sklepów z zabawkami dla dorosłych.
Parę dni temu mój szef poprosił mnie, żebym za (naprawdę dobry) dodatkowy hajs rozdawał zrobione przeze mnie ulotki na jednym z najbardziej ruchliwych spacerniaków w mieście. Dopiero później okazało się, że mam to robić w stroju wielkiego, pluszowego członka.
Wiecie co? W czasie trzech godzin pracy podeszło do mnie więcej dziewczyn niż w ciągu całego mojego życia! Bardzo poważnie rozważam udanie się w tym przebraniu do jednego z nocnych klubów. Kto wie? Może wreszcie przestanę być prawiczkiem…
Kilka tygodni temu, po ciężkim dniu, wychodząc z pracy pożegnałam swojego szefa słowami "na zdrowie". Oczywiście w planach miałam zwykłe "cześć", ale mój przeciążony umysł był już najwyraźniej w domu.
Następnego dnia szef przywitał mnie słowami "A psik". :D
Z całego serca chciałabym podziękować autorowi historii o ślizganiu się w wannie z namydlonym tyłkiem. Na początku trochę nie wierzyłam, że to wypali, ale zabawa była przednia. Dziękuję, to była jedna z najlepszych rzeczy, które zrobiłam w życiu :D
Jak podłe potrafią być małe dzieci?
Odpowiedź brzmi: bardzo.
Miałam jakieś 8 lat, kiedy uratowałam rudego dachowca z rąk moich braci ciotecznych.
To był najmniejszy kociak z miotu, niedorajda-kocurek, najwolniejszy i najmniej zgrabny ze wszystkich okolicznych kociąt we wsi. Traf chciał, że jego mama upodobała sobie podwórko mojego wujaszka, a na podwórku mojego wujaszka jego uroczy synowie podtapiali regularnie tę biedę w wannie z deszczówką.
Któregoś pięknego dnia schowałam kota za pazuchą, informując wszem i wobec, że Maciek jedzie ze mną.
I tak Maciek wylądował u mnie. Niezwykle wdzięczne zwierzę, przytulas i mruczek jakich mało. Odwdzięczył mi się wspaniałą przyjaźnią najlepiej jak potrafił.
Sielanka trwała w najlepsze, do czasu.
Warto wspomnieć, że mój młodszy brat to urodzony sadysta. Wszystko co dostało się w jego ręce i po pięciu minutach miało jeszcze wszystkie nogi, uciekało byle dalej od tego gnojka.
W ciągu kilku miesięcy przypalił kotu wąsy, targał go za ogon, ciągnął za uszy, szczypał. Oczywiście jeżeli udało mu się dorwać kota, który, dopóki byłam w domu, nie odstępował mnie na krok. Spał ze mną, jadł ze mną, przynosił mi rzeczy, wysiadywał przed wanną, kiedy ja siedziałam w wannie, odprowadzał mnie do drzwi i witał u progu. Sytuacja była w miarę stabilna, bo większość czasu brat nie miał jak się do zwierzaka dobrać.
Przyszły trzecie kocie święta w naszym mieszkaniu, żywa choinka w doniczce po raz trzeci. I tu pojawia się problem. Mamy drugi dzień świąt, a z choinki śmierdzi moczem. Nie. Nie kocim moczem, bo ten po trzech latach zakocenia byłam w stanie rozpoznać bezbłędnie.
Poranek dnia następnego i do kompletu zasikane dwa łóżka. Smród okropny w całym mieszkaniu. Choinka na śmietnik, łóżka do porządnego prania.
Czyja wina? Wina kota, oczywiście.
Mój ulubieniec wylądował u cioci na działce, pomimo moich logicznych tłumaczeń, gdzie żyje mu się całkiem dobrze. Na noc wraca do domu, a w dzień buszuje po okolicy. Odwiedzam go regularnie. Ten kot jest jak pies - wyczuwa mnie nawet jeżeli jest kilka podwórek dalej i przychodzi się przywitać i poprzytulać.
W czym rzecz?
Dwa lata po całym zdarzeniu braciszek przyznał się do nasikania w choinkę i na łóżka.
Wszystko przez to, że kot go nie znosił.
Dzieci są naprawdę podłe.
Naprawdę bardzo uwielbiam się przytulać i jedyne o czym teraz myślę, to jak bardzo chcę mieć kogoś, kto po prostu będzie cały czas bez pytania mnie przytulał albo obejmował. Nie potrafię nikogo poprosić o przytulenie mnie, nie potrafię też tak o się do kogoś przytulić, bo myślę, że ta osoba tego nie chce albo będzie to niekomfortowe.
Dodaj anonimowe wyznanie