#g2qVz

Jestem facetem, który nie miał dobrych wzorców w dzieciństwie. Od zawsze w życiu miałem pod górkę, ale chciałem coś osiągnąć, więc się nie stoczyłem.
Trudno mi było bez ojca. I czasami nie wiem, jak powinien się zachować prawdziwy facet. Odpalam sobie wtedy YT i szukam filmików pewnego znanego amerykańskiego komika. W swoim programie opisuje problemy w relacjach nie tylko damsko-męskich, ale odnosi się do różnych życiowych zależności społecznych. Niejeden raz jego rady uratowały mnie przed zrobieniem głupoty.
Anonimowe jest to, że uchodzę wśród kumpli za tego, który potrafi wspomóc w każdej sytuacji dobrą radą. Nikt nie wie, że to mądrość życiowa mojego amerykańskiego mentora.

#Ui4po

Kiedyś pojechałam z moim mężem do miasta obok na jarmark bożonarodzeniowy. Jako że w tym mieście mieszka jego brat, to dość mocno się porobili procentami. Rano musieliśmy zwolnić apartament i udać się na dworzec. Mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc postanowiłam, że razem z córeczką coś zjemy. My jadłyśmy przy stoliku, a mój skacowany i wyglądający jak półtora nieszczęścia mąż stał nad nami z butelką wody. Nagle podeszła do nas pani z ochrony i spytała się, czy ten pan mi się narzuca i wskazała palcem na mojego męża. Ja zdołałam tylko wydusić, że to mój mąż, a ona dobiła go jeszcze bardziej, mówiąc, że tu dużo takich osób żebrzących, które zaczepiają ludzi, mówiąc, że na bilet nie mają. Ja spojrzałam na męża i starałam się nie wybuchnąć śmiechem, a pani ulotniła się tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy :D

#iymer

Piję od 10 lat. Straciłam przez to kilka razy pracę albo faceta. Dwa tygodnie temu mój chłopak się wyprowadził z domu, bo tak dałam „czadu”. Dał mi dużo szans, zmarnowałam to. Żałuję. Teraz mam dobrą pracę itd., ale o czym chcę napisać? Od 8 dni nie piję. Jestem po pierwszym spotkaniu AA. Musiałam stracić kogoś najważniejszego, żebym się przyznała przed samą sobą, że jestem alkoholiczką. Ale teraz muszę sobie pomóc i może się ułożyć z nim. Po zerwaniu wpadłam w szał pisania do niego SMS-ów, listów. Nawet pojechałam do niego do domu... Jest tylko gorzej. Oczywiście w amoku pisałam, że się zabiję itd. Moja rodzina wiedziała, że mam problem, on też. Próbowali pomóc, ale ja zawsze potrafiłam sobie wytłumaczyć, że mam depresję i alkohol mi pomaga. Nie pomagał... Ale co ważne, minął 8 dzień bez picia. Trzymajcie kciuki. Nigdy nie jest za późno, żeby się przyznać przed sobą. Może komuś to pomoże, zanim straci ukochaną osobę i zdrowie jak ja.

#hCLBL

Śniło mi się że sikam, czy jak mówią kobiety "pudruję nosek". Łatwo się domyślić jak wyglądało brutalne przebudzenie. Tak... budzę się zasikany, prześcieradło mokre, łóżko mokre. Obok śpi ukochana ta sama od wielu lat żona, ale taką akcję przerobi pierwszy raz, bo zdarza mi się coś takiego raz na kilkanaście lat. Co za siara.

Wkurzony, klnąc na czym świat stoi... budzę się. Suchy. W suchym łóżku. Obok ta sama żona. Kojarzycie film "Incepcja"? Więc miałem coś podobnego. Śniło mi się, że śniło mi się, że sikam. W takim przypadku przeniesienie tego sikania na jawę nie przechodzi. :)

#iESuz

Sytuacja działa się w pociągu Przewozów Regionalnych. Jak to zazwyczaj bywa większość miejsc była zajęta, akurat jedno na przeciwko mnie było wolne. Korzystam z iPhone'a, w którym dźwięk zrobionego screenshota jest identyczny jak dźwięk migawki aparatu. 

Usiadła naprzeciwko mnie kobieta w krótkiej spódniczce, a ja spokojnie przeglądałem sobie zdjęcia na SnapChat'cie. Kiedy jedno z nich okazało się być warte zapisania, zapominając o dźwiękach w telefonie zrobiłem screenshot. Telefon trzymałem między swoimi kolanami. Kobieta z naprzeciwka się zmieszała, ja zrobiłem się czerwony jak burak. 

Na najbliższej stacji kiedy miejsce po drugiej stronie korytarza się zwolniło pani prędko się przesiadła. Wtedy robiłem jak najwięcej screenshotów aby pokazać, że wcale nie zrobiłem jej zdjęcia pod spódniczką, ale chyba owa pani wiedziała lepiej. Cały czas patrzyła na mnie wkurzonym wzrokiem.

#nAn1D

Mam 30 lat, mieszkam od niedawna w dużym, 10 piętrowym bloku. Na każdym piętrze jest 6 mieszkań. Moich sąsiadów kojarzę póki co tylko z widzenia.

W ostatnie Walentynki wyszedłem rano z mieszkania i jak zwykle skierowałem się do windy. W jednym z mieszkań wiem, że mieszka matka z nastoletnią córką (może 14-15 lat). Przed drzwiami ich mieszkania zauważyłem, że ktoś zostawił bukiet kwiatów z karteczką. Urocze. Zaciekawiony kucnąłem, żeby przeczytać karteczkę. Było tam napisane tylko “Dla Weroniki <3 od wielbiciela”.

W tym momencie, akurat jak wstawałem, otworzyły się drzwi windy i wysiadła ta właśnie dziewczyna z matką. Było mi wstyd, że wyszedłem na wścibskiego sąsiada, który interesuje się nie swoimi sprawami. Nerwowo się uśmiechnąłem i powiedziałem “Wesołych walentynek Weroniko”. Żeby jakoś miło nawiązać do tych kwiatów. Jej matka momentalnie objęła córkę ramieniem i zmierzyła mnie zdegustowanym spojrzeniem. Szybkim krokiem bez słowa podeszły do swoich drzwi.

Wsiadłem do windy i poszedłem do sklepu. Gdy wróciłem, znalazłem te kwiaty na swojej wycieraczce. Pomyślałem, że tylko czekać, aż na moich drzwiach pojawi się napis “Uwaga pedofil”.

Całe szczęście, że prawdziwy wielbiciel ujawnił się później tego samego dnia. Matka wróciła po kwiaty, ja przeprosiłem za wścibianie nosa i oboje śmialiśmy się z sytuacji. Uff.

#FNMMh

Pewnego pięknego, letniego popołudnia, kilka lat temu, w wakacje wyszedłem sobie z bratem na balkon zapalić papieroska. Jako, że właśnie było lato, to wyszedłem jedynie w majtkach. Mój brat wypalił szybciej ode mnie i spiesząc się na randkę, zamknął mnie na balkonie. Niestety zorientowałem się dopiero jak go już nie było. Dodam jeszcze, że mieszkamy tylko we dwóch. 

Spanikowany, w samych gaciach i oczywiście bez telefonu przy sobie, zacząłem uderzać w drzwi, walić w nie. Całym ciałem próbowałem za wszelką cenę je wyważyć. Nie miałem pojęcia, o której brat ma wrócić i czy w ogóle. Po kilku nieudolnych próbach wtargnięcia z powrotem do mieszkania dałem sobie spokój. Stanąłem przy barierce i wyczekiwałem na przyjście jakiegoś sąsiada. W końcu zobaczyłem znajomą twarz i krzyczę do niego z 3 piętra, że jestem zamknięty na balkonie i nie mogę wyjść. 

Sąsiad pomyślał, że to żart, albo jestem nienormalny i drę się do niego w środku dnia. W końcu po kolejnych wykrzyczanych, spanikowanych zdaniach zrozumiał powagę sytuacji. Zapytał co może zrobić, więc zacząłem mu z tego trzeciego piętra krzyczeć nr telefonu do mamy, bo to jedyny jaki pamiętam. W tym czasie zebrało się pod balkonem więcej osób i wszyscy przysłuchiwali się naszemu głośnemu dialogowi, oczywiście nie szczędząc przy tym chichotów. 

Sąsiad zadzwonił do mamy, a mama w śmiech - nie chciała uwierzyć. Dzwoni do brata, który jako jedyny ma klucze do mieszkania, ale on ma wyłączony telefon. "No to po mnie" - pomyślałem. Została mi już jedynie nadzieja, że brat zostawił otwarte mieszkanie i sąsiad może wejść do środka i mnie wypuścić. Krzyknąłem mu nr mieszkania, bo wprowadziliśmy się może z 2 tygodnie wcześniej. Na szczęście drzwi były otwarte, uprzejmy sąsiad mnie wypuścił i w taki oto sposób w samych majtkach poznałem sąsiada i całą okolicę...

#ObhQG

Mój ślub to była katastrofa. Wesele było na 40 osób. Ze względu na to, że obydwoje z mężem mieszkamy za granicą, organizacją zajęła się moja mama. Sama nalegała, powiedziała, że zna świetną restaurację i na pewno będziemy zadowoleni. To był błąd. Restauracja może i była dobra, ale na pewno nie na wesele. Sama ceremonia w USC była ok. Po ceremonii podeszła do mnie moja koleżanka i powiedziała, że jestem bardzo odważna. Na początku jej nie zrozumiałam. Dodała: "masz na sobie brzoskwiniową sukienkę, nie masz welonu. Ktoś z zewnątrz mógłby Cię pomylić z gościem. Nie wyglądasz jak panna młoda." Rzeczywiście, zdecydowałam się na sukienkę ze sklepu, żeby zaoszczędzić i nie wydawać majątku na taką z salonu. Wybrałam jasno-brzoskwiniową, ponieważ ten model mi się podobał, a nie było białej. Wtedy mi to nie przeszkadzało. Po tej uwadze nie mogę przestać myśleć, że nie wyglądałam jak panna młoda.

Dotarliśmy na miejsce. Wesele miało być przyjęciem z obiadem i muzyką. Jedzenie okazało się bardzo niedobre. Obsługa bardzo niegrzeczna. Specjalnie otwierali nowe butelki wódki, żeby naliczać opłatę korkową, mimo że na stole było pewno ledwo co zaczętych butelek. Na uwagę moją i mojej mamy odburknęli coś i nawet nie przeprosili. Kelnerzy zapytani o dania nie potrafili nawet powiedzieć, co to jest. Kolejną sprawą była muzyka. Właściciel powiedział mi, że puszczą jakąś spokojną włoską muzykę (to była knajpa włoska) miało nie być tańców, więc na to przystałam. Gdy weszliśmy na salę, okazało się, że ułożyli stoły tak, że było dosyć dużo miejsca na tańczenie. Goście po pewnym czasie zaczęli domagać się pierwszego tańca. My nic nie przygotowaliśmy, bo tańców miało nie być. Miał to być tylko obiad. Coś odtańczyliśmy, a raczej pokiwaliśmy się do muzyki, bo mój narzeczony nie umie i nie znosi tańczyć.

W pewnym momencie muzyka się zacięła. Powiedziano mi, że odtwarzacz się zepsuł i nic nie da się zrobić. Mój kuzyn wymyślił, że podłączy swój telefon do sprzętu i z USB będzie puszczał piosenki. To było parę lat temu, więc leciała muzyka z YouTube. Najgorsze było to, że co chwilę włączały się reklamy i ktoś musiał przy tym stać i je przełączać. Impreza zaczęła się rozkręcać. Mój mąż zaczął być coraz bardziej pijany. Prosiłam go, żeby aż tyle nie pił, była godzina ok. 22, ale on ciągle ładował w siebie alkohol. Po jakimś czasie był tak pijany, że się zataczał. Zaczął na mnie krzyczeć przy wszystkich gościach i mnie wyzywać. Potem po prostu uciekł. Teściowa i ciotka go dogoniły i przyprowadziły go do mnie. Ja siedziałam przy stole i płakałam. Było chwilę przed północą. Na tym impreza się skończyła. Moja mama odwiozła mnie i mojego nieprzytomnego męża do domu. Nawet nie pożegnałam się z gośćmi, tak było mi wstyd. Minęło 5 lat, a ja nie potrafię powstrzymać łez, kiedy sobie to wszystko przypominam...

#WjwGF

Jestem od czterech lat z dziewczyną. Gdy się poznaliśmy, dość szybko zaczęliśmy być naprawdę blisko. Jakieś dwa tygodnie po rozpoczęciu znajomości poszliśmy razem do łóżka. Kilka miesięcy potem zamieszkaliśmy razem i zaczęliśmy planować przyszłość. Szybko minęły cztery lata i wiem, że teraz należałoby pójść krok dalej. Ale ja nie mogę się przemóc, żeby jej się oświadczyć. Czuję się w potrzasku. Niby wszystko jest OK i nic się nie wydarzyło, ale ja jej chyba po prostu nie kocham. Związałem się bardziej z jej fizycznym aspektem, a to, że zaczęliśmy prawie od razu od łóżka, nie pomogło. Mam wrażenie, że seks był tak fajny, że nie zastanowiłem się, czy ja ją w ogóle lubię... Jako osobę, a nie tylko kochankę.

Jakoś od roku niby nic się nie zmieniło, ale doszedłem do wniosku, że oprócz cielesności niewiele nas łączy. Rzadko gadamy tak szczerze i od serca, a gdy już się to zdarza, to mam wrażenie, że w ogóle nie znam osoby, z którą mieszkam od ponad trzech lat. A co gorsza, jak ją poznaję, to wcale nie za zaczynam lubić. Nie robi ani nie mówi nic złego. Zwyczajnie jej nie lubię. Nie mam ochoty spędzać z nią reszty życia.
 
Ktoś też tak ma lub miał? Czuję się, jakbym był małym chłopcem, który nie potrafi podjąć decyzji i po czterech latach ma ochotę uciec i się rozmyślić. To okropne i niepoważne, ale nie ma chyba sensu się oszukiwać.

#xwl6K

Mieszkam z moją dziewczyną. Ja zwykle chodzę spać wcześniej i kiedy ona idzie do łóżka, to już śpię. Czasami wtedy się przebudzę. Jestem wówczas zupełnie nieprzytomny, ale zdarza się, że coś gadam bez sensu. Ona wtedy próbuje podtrzymywać rozmowę i robi sobie ze mnie jaja. Następnego dnia mi opowiada co mówiłem i się ze mnie śmieje, a ja zupełnie nic nie pamiętam.

Wczoraj w środku nocy miała miejsce taka właśnie sytuacja. Tyle że tym razem dziewczyna spytała mnie, czy ją zdradziłem. Bardzo ją kocham i cenię nasz związek, nigdy jej nie zdradziłem, ale w moim półsennym otumanieniu, nie wiedzieć czemu, podobno odpowiedziałem „Tylko kilka razy”.

Dzisiejszy ranek miałem bardzo nieprzyjemny, wypełniony płaczem i wyrzutami.
Dodaj anonimowe wyznanie