#QdIBH

W grudniu tamtego roku wracaliśmy z kumplem z kina z miasta obok, jesteśmy już w pociągu i jedziemy dobre kilka minut. Po niedługiej chwili podchodzi do nas kanar i prosi o bilety, patrząc na nas dziwnym wzrokiem przez dłuższy czas, a chwilę później, mając wciąż nasze bilety w rękach, odzywa się do nas i mówi coś w stylu: „I co teraz?”. My z kumplem patrzymy zdziwieni na siebie, a po chwili kolega odpowiada: „Nie wiemy”. Na to kanar podnosząc głos mówi, że on nas zna, że kilka dni temu zrobiliśmy burdel w jednym z przedziałów i że uciekliśmy na jednej ze stacji xD. My z kolegą znowu patrzymy na siebie zszokowani, a ja tłumaczę szanownemu panu, że chyba nas z kimś pomylił, a konduktor się skrzywił i powiedział, żebyśmy z niego debila nie robili, a po chwili dodał, że jak jeszcze raz nas zobaczy, to nas wyrzuci z pociągu i dalej będziemy musieli z buta wracać do domów i odszedł. My wciąż w małym szoku, po krótkiej chwili mówię do kumpla: „Stary, ale ja dopiero pierwszy raz jechałem pociągiem...”. Mam 17 lat i może być to dla niektórych dziwne, że dopiero w tym wieku, ale nie było potrzeby, żebym wcześniej podróżował naszymi kolejami :)

#9os3m

Jestem studentem jednej z poznańskich uczelni. Od wielu lat cierpię na lekką odmianę schizofrenii, ale na co dzień w ogóle nie przeszkadza mi to w życiu przy zażywaniu odpowiednich leków.

Ostatnio jechałem tramwajem z dziewczyną, która podoba mi się od dłuższego czasu, ale nie znam jej za dobrze, więc cieszyłem się, że będzie okazja porozmawiać, zrobić dobre wrażenie. W linii tramwajowej, którą jechaliśmy, jest taka zasada, że przed odczytaniem nazwy przystanku przez lektora słychać wcześniej z głośników kilka nut jednego ze znanych utworów muzyki poważnej. Akurat przejeżdżaliśmy przystanek, przed którym zawsze rozlegają się pierwsze akordy „Marszu żałobnego” Chopina. Zacząłem więc rozmowę na ten temat, zastanawiając się, czy to nie dziwne, że akurat przy tym przystanku „Marsz żałobny”, przecież tu nie ma w okolicy żadnego cmentarza, tylko jakieś galerie, he, he... Ona coś tam odpowiedziała, ale zaczęła dziwnie na mnie patrzeć. Stwierdziłem, że OK, dobra, może „Marsz żałobny” to nie jest najlepszy sposób na zrobienie dobrego wrażenia, zmieniłem temat. Uznałem, że zatrę złe wrażenie przy kolejnym przystanku, bo z tego, co pamiętałem, zawsze tam jest „Jezioro łabędzie” (więc niezłe pole do komplementów :D!). Niestety, obiekt moich uczuć wysiadł na tym przystanku i zdążyłem się tylko pożegnać...

Właśnie mój znajomy mnie uświadomił, że w absolutnie-do-cholery-ŻADNYM z poznańskich tramwajów nie puszczają muzyki poważnej przed przystankami. Shit.

#9umYQ

Staram się być dobrą osobą i rozdawać uśmiech gdzie tylko to możliwe. Kilka dni temu wieczorem z chłopakiem mieliśmy wracać do domu, ale wpadliśmy na pewien pomysł. Oboje jesteśmy nieco zwariowani, a może dziecinni... W każdym razie kupiliśmy sobie bańki mydlane, wsiedliśmy w samochód, szyby w dół i muzyka na max.
Puszczaliśmy bańki po całym mieście, a reakcje ludzi były nie do opisania! Uśmiechy, machanie. Radość rozniosła się wszędzie. A szczęście jakie wtedy czułam było nie do opisania.
Fajnie by było zobaczyć taką akcję na większą skalę :)

#4Krio

Impreza u mnie w domu. Dosłownie kilka osób, w tym znajomy mojego dobrego kolegi. Nie znaliśmy się wcześniej.
Jeden zakład, że pozmywa naczynia po imprezie. Dotrzymał słowa.
Tak mu się spodobało, że od tamtej pory ja robię nam jedzenie, a on zmywa :)

PS Zawsze byłam leniwa i marzyłam, żeby poznać miłość swojego życia bez wychodzenia z domu. Marzenia się spełniają!

#pTxL6

Kiedy byłam dzieckiem, bardzo nie lubiłam myć włosów. Nie wiem czemu tak miałam, czy to przez sposób, w który robiła to mama, czy po po prostu była to zwyczajna dziecięca fanaberia, nie mam pojęcia. Ale za każdym razem, gdy przychodził ten tragiczny moment, darłam się, jakby mnie ktoś ze skóry obdzierał, wyrywałam się, a nieraz udawało mi się też uciekać. To trwało jakiś czas, dopóki nie zobaczyłam w telewizji jakiegoś programu, w którym ludzie musieli przełamać swoje lęki i np. włożyć rękę do pudełka z robakami etc. Wydawało mi się to wtedy takie super, aż stwierdziłam, że ja też chcę przełamać jakiś lęk! No ale niestety jedyny jaki miałam na tamten czas, to było mycie włosów. Niechętnie, ale zmotywowana bohaterskimi czynami ludzi z telewizora, podjęłam się tego wyzwania. Nie bardzo wiedziałam co i jak, no i najważniejsze nie wiedziałam, czym mam umyć te włosy. Szybko jednak moja bystra główka wpadła na genialny trop. Skoro mama zawsze powtarza, że muszę umyć włosy, bo są już tłuste, to trzeba je umyć czymś, co zwalcza tłuszcz. A co najlepiej zwalcza tłuszcz? Oczywiście, że płyn do mycia naczyń. Lekko przerażona, ale zarazem podbudowana swoim geniuszem, przystąpiłam do działania. Wylałam sobie z pół butelki płynu na łeb, sumiennie wcierałam wszystko w każdy jeden włosek. W końcu nadszedł czas na spłukanie... i tu pojawił się problem. Nie dość, że to wcale nie chciało się spłukać, to jeszcze zaczęło cholernie pienić. Walczyłam z tym długo, mimo ogromnych łez na policzkach. Tak bardzo chciałam przełamać lęk! Na szczęście mama zaniepokojona zbyt długą nieobecnością mojej genialnej osoby znalazła mnie w łazience i pomogła pozbyć się tej całej piany. Po wszystkim, mimo wszelkich niepowodzeń, byłam z siebie dumna jak nigdy. Bo w końcu udało mi się przełamać :)

#VEvk3

Zawsze byłam osobą, która 24/7 była dla ludzi. Słuchała ich problemów, doradzała itd. Nieraz się na tym przejechałam i postanowiłam, że zacznę zwracać uwagę na siebie, na swoją psychikę i samopoczucie. Gdy moja „przyjaciółka” zauważyła tę zmianę, zaczęły się awantury o to, że nie odpisuję, że nie jestem przy niej itp. Wreszcie przyszedł czas, kiedy powiedziała, że nie chce tego ciągnąć, bo się zmieniłam.
Ja zmieniłam się na lepsze :)
Tak że chyba śmieci wyrzuciły się same :D

#7otos

Historia o tym, jak zostałam Szmaciarą.

Prawie połowa moich ciuchów pochodzi z lumpeksu. Wychodzę z założenia, że skoro tam mogę znaleźć równie dobre ciuchy jak w normalnych sklepach, to wolę nie przepłacać. Uwielbiam przeszukiwać stosy ubrań w poszukiwaniu ciekawych ciuszków, czasem niektóre ubrania dodatkowo przerabiam. Nie kryję się z moim zamiłowaniem do lumpeksów, czasem nawet chwalę się koleżankom, gdy trafi mi się naprawdę ciekawe znalezisko.

Chodzę do gimnazjum, prawie nikogo nie obchodzi to, gdzie się kto ubiera, a dwie koleżanki nawet raz przeszły się ze mną do lumpa z ciekawości. W klasie znalazły się jednak takie trzy primadonny, które z tego powodu mają mnie za ofiarę losu. To ten typ, dla których tapeta bogiem, a Facebook nałogiem, po prostu dziewczyny znane z memów "nie jestem taka jak inne - starter pack". Nie ma dnia, żeby nie rzuciły jakiegoś głupiego komentarza o moich ubraniach. W swoim gronie mówią o mnie Szmaciara (niby szeptem, ale tak, żebym słyszała). Tak ogólnie to mam na to wylane. Co mnie obchodzą trzy dziewczyny, skoro uczniów w klasie jest prawie trzydziestu? Przecież nie wszyscy muszą mnie lubić. Tyle tytułem wstępu.

Mieliśmy lekcję matematyki, dwie primadonny akurat siedziały przede mną. Nauczycielka zapomniała kartkówek z pokoju nauczycielskiego, więc zostawiła nas na chwilę samych. Primadonny zaczęły mnie obgadywać, oczywiście tak abym ja (oraz część klasy) to słyszała. Gdy padło moje przezwisko, stwierdziłam, że co za dużo, to niezdrowo. Postanowiłam się odezwać:
- Szmaciara? Fajnie brzmi, możecie wszyscy tak do mnie mówić.
Klasa przyjęła to ze śmiechem i entuzjazmem. Od tamtej pory wszyscy z ogromną dozą ciepła i przyjaźni nazywają mnie Szmaciarą. Czasem dla odmiany krzyknie ktoś Lumpeksiaro, Żuliano, a nawet Flanelciu (xD). Parę razy musiałam tłumaczyć nauczycielom, że to nie akt przemocy, a głupi żart, który sama zapoczątkowałam.

Ogólnie klasa jak miała wyrąbane na to kto gdzie się ubiera, tak dalej ma, a primadonny jak wkurzające były, tak są nadal, ale wyzywać mnie już nie mogą, bo co to za radość wyzywać kogoś, kto sam sobie to robi? Dodatkowo Gruby postanowił wziąć ze mnie przykład i zamiast się wściekać, oficjalnie postanowił zostać Grubym.
Jestem dumna ze swojej ksywki.

#bQjQM

Mieszkam na wsi. Ostatnio w sąsiedniej parafii zdarzyła się tragedia – proboszcz zgwałcił wikarego. I to do tego stopnia, że chłopak wylądował w szpitalu z rozerwanym jelitem. Oczywiście wszystko rozeszło się niezwykle szybko, cała okolica huczy. Mi szkoda chłopaka, bo młody, ponoć miły i ot, ksiądz z powołania – ale zgroza pojawia się dopiero w reakcjach mieszkańców tamtejszej parafii na wieść o tej sytuacji.
Wszyscy oczywiście winą obarczają poszkodowanego. No bo jak to, proboszcz jest tutaj już trzydzieści lat, nigdy takiej sytuacji nie było! To z pewnością wikary sobie coś wymyślił! Pewnie sam się zgwałcił, ci młodzi to teraz wszystko potrafią zrobić!

A najgorsze jest to, że najprawdopodobniej nic się z tym nie zrobi, bo proboszcz ma „plecy”. A ludzie przejrzą na oczy pewnie dopiero wtedy, kiedy coś się stanie im samym...

#ocAHc

Kiedyś założyłem podkoszulkę bokserkę pierwszy raz od nie pamiętam kiedy i wystraszyłem się pająka, którego zobaczyłem na ramieniu, więc go trzasnąłem, krzyknąłem, odskoczyłem, a dopiero po chwili zorientowałem się, że to przecież mój tatuaż i że wszyscy w autobusie patrzą na mnie jak na debila.

#QLUZx

Ona: wagarująca, ledwo zdająca klasę, ubierająca się wyzywająco, kradnąca, wrzeszcząca, szantażująca, rozwalająca wszystko, przeklinająca, bez szacunku do nikogo i niczego, agresywna, wredna, poniżająca ludzi
Ja: ucząca się, pracująca, niezwracająca na siebie uwagi, rozmowna, w wolontariacie, wrażliwa, opiekująca zwierzętami w domu
Według rodziców jesteśmy takie same.

Nie mówię, że jestem idealna, bez winy, bez wad. Ale to jednak boli, gdy starasz się być jak najlepszą córką, pilnie uczysz, unikasz problemów, a rodzice ostatecznie mówią, że niczym nie różnisz się od siostry. Siostry, która ma wszystkich i wszystko w dupie. Ani razu nie podniosłam na nich głosu. Ona ich wyzywa, bije, rozwala rzeczy w domu. A oni po takich sytuacjach zaczynają wypominać mi to, że nie wzięłam awiza i nie odebrałam dzień wcześniej paczki z poczty. Faktycznie jesteśmy identyczne.
Dodaj anonimowe wyznanie