#9os3m
Ostatnio jechałem tramwajem z dziewczyną, która podoba mi się od dłuższego czasu, ale nie znam jej za dobrze, więc cieszyłem się, że będzie okazja porozmawiać, zrobić dobre wrażenie. W linii tramwajowej, którą jechaliśmy, jest taka zasada, że przed odczytaniem nazwy przystanku przez lektora słychać wcześniej z głośników kilka nut jednego ze znanych utworów muzyki poważnej. Akurat przejeżdżaliśmy przystanek, przed którym zawsze rozlegają się pierwsze akordy „Marszu żałobnego” Chopina. Zacząłem więc rozmowę na ten temat, zastanawiając się, czy to nie dziwne, że akurat przy tym przystanku „Marsz żałobny”, przecież tu nie ma w okolicy żadnego cmentarza, tylko jakieś galerie, he, he... Ona coś tam odpowiedziała, ale zaczęła dziwnie na mnie patrzeć. Stwierdziłem, że OK, dobra, może „Marsz żałobny” to nie jest najlepszy sposób na zrobienie dobrego wrażenia, zmieniłem temat. Uznałem, że zatrę złe wrażenie przy kolejnym przystanku, bo z tego, co pamiętałem, zawsze tam jest „Jezioro łabędzie” (więc niezłe pole do komplementów :D!). Niestety, obiekt moich uczuć wysiadł na tym przystanku i zdążyłem się tylko pożegnać...
Właśnie mój znajomy mnie uświadomił, że w absolutnie-do-cholery-ŻADNYM z poznańskich tramwajów nie puszczają muzyki poważnej przed przystankami. Shit.
#9umYQ
Puszczaliśmy bańki po całym mieście, a reakcje ludzi były nie do opisania! Uśmiechy, machanie. Radość rozniosła się wszędzie. A szczęście jakie wtedy czułam było nie do opisania.
Fajnie by było zobaczyć taką akcję na większą skalę :)
#4Krio
Jeden zakład, że pozmywa naczynia po imprezie. Dotrzymał słowa.
Tak mu się spodobało, że od tamtej pory ja robię nam jedzenie, a on zmywa :)
PS Zawsze byłam leniwa i marzyłam, żeby poznać miłość swojego życia bez wychodzenia z domu. Marzenia się spełniają!
#pTxL6
#VEvk3
Ja zmieniłam się na lepsze :)
Tak że chyba śmieci wyrzuciły się same :D
#7otos
Prawie połowa moich ciuchów pochodzi z lumpeksu. Wychodzę z założenia, że skoro tam mogę znaleźć równie dobre ciuchy jak w normalnych sklepach, to wolę nie przepłacać. Uwielbiam przeszukiwać stosy ubrań w poszukiwaniu ciekawych ciuszków, czasem niektóre ubrania dodatkowo przerabiam. Nie kryję się z moim zamiłowaniem do lumpeksów, czasem nawet chwalę się koleżankom, gdy trafi mi się naprawdę ciekawe znalezisko.
Chodzę do gimnazjum, prawie nikogo nie obchodzi to, gdzie się kto ubiera, a dwie koleżanki nawet raz przeszły się ze mną do lumpa z ciekawości. W klasie znalazły się jednak takie trzy primadonny, które z tego powodu mają mnie za ofiarę losu. To ten typ, dla których tapeta bogiem, a Facebook nałogiem, po prostu dziewczyny znane z memów "nie jestem taka jak inne - starter pack". Nie ma dnia, żeby nie rzuciły jakiegoś głupiego komentarza o moich ubraniach. W swoim gronie mówią o mnie Szmaciara (niby szeptem, ale tak, żebym słyszała). Tak ogólnie to mam na to wylane. Co mnie obchodzą trzy dziewczyny, skoro uczniów w klasie jest prawie trzydziestu? Przecież nie wszyscy muszą mnie lubić. Tyle tytułem wstępu.
Mieliśmy lekcję matematyki, dwie primadonny akurat siedziały przede mną. Nauczycielka zapomniała kartkówek z pokoju nauczycielskiego, więc zostawiła nas na chwilę samych. Primadonny zaczęły mnie obgadywać, oczywiście tak abym ja (oraz część klasy) to słyszała. Gdy padło moje przezwisko, stwierdziłam, że co za dużo, to niezdrowo. Postanowiłam się odezwać:
- Szmaciara? Fajnie brzmi, możecie wszyscy tak do mnie mówić.
Klasa przyjęła to ze śmiechem i entuzjazmem. Od tamtej pory wszyscy z ogromną dozą ciepła i przyjaźni nazywają mnie Szmaciarą. Czasem dla odmiany krzyknie ktoś Lumpeksiaro, Żuliano, a nawet Flanelciu (xD). Parę razy musiałam tłumaczyć nauczycielom, że to nie akt przemocy, a głupi żart, który sama zapoczątkowałam.
Ogólnie klasa jak miała wyrąbane na to kto gdzie się ubiera, tak dalej ma, a primadonny jak wkurzające były, tak są nadal, ale wyzywać mnie już nie mogą, bo co to za radość wyzywać kogoś, kto sam sobie to robi? Dodatkowo Gruby postanowił wziąć ze mnie przykład i zamiast się wściekać, oficjalnie postanowił zostać Grubym.
Jestem dumna ze swojej ksywki.
#bQjQM
Wszyscy oczywiście winą obarczają poszkodowanego. No bo jak to, proboszcz jest tutaj już trzydzieści lat, nigdy takiej sytuacji nie było! To z pewnością wikary sobie coś wymyślił! Pewnie sam się zgwałcił, ci młodzi to teraz wszystko potrafią zrobić!
A najgorsze jest to, że najprawdopodobniej nic się z tym nie zrobi, bo proboszcz ma „plecy”. A ludzie przejrzą na oczy pewnie dopiero wtedy, kiedy coś się stanie im samym...
#ocAHc
#QLUZx
Ja: ucząca się, pracująca, niezwracająca na siebie uwagi, rozmowna, w wolontariacie, wrażliwa, opiekująca zwierzętami w domu
Według rodziców jesteśmy takie same.
Nie mówię, że jestem idealna, bez winy, bez wad. Ale to jednak boli, gdy starasz się być jak najlepszą córką, pilnie uczysz, unikasz problemów, a rodzice ostatecznie mówią, że niczym nie różnisz się od siostry. Siostry, która ma wszystkich i wszystko w dupie. Ani razu nie podniosłam na nich głosu. Ona ich wyzywa, bije, rozwala rzeczy w domu. A oni po takich sytuacjach zaczynają wypominać mi to, że nie wzięłam awiza i nie odebrałam dzień wcześniej paczki z poczty. Faktycznie jesteśmy identyczne.