#TmHfI

Mam małą obsesję, którą jest... albinizm.

Nieważne, o czym jest książka. Jeżeli dowiem się, że jest w niej albinos, chociażby jako postać drugoplanowa, muszę tę książkę przeczytać.
Na telefonie i komputerze mam kilka tysięcy zdjęć z albinosami (ludźmi i zwierzętami).
Cała moja ściana jest obklejona zdjęciami albinosów.
Moja historia przeglądania to w 99% strony, blogi czy artykuły o albinizmie (pozostały 1% to anonimowe).
Odkąd ta obsesja trwa, jeden raz zobaczyłam albinosa na ulicy... Przechodząc obok niego popłakałam się i prawie zemdlałam (jeżeli to czytasz, to pozdrawiam i przepraszam!).
Mój okropnie nietolerancyjny ojczym obraził kiedyś przy mnie czarnoskórych. W dyskusji, która się potem nawiązała wypowiedział się w podobny sposób o albinosach. Skończyło się na tym, że przez dwa dni nocowałam u przyjaciółki, bo nie chciałam się z nim widzieć.
Będąc jeszcze w gimnazjum dostałam szóstkę z biologi, w czasie lekcji o mutacjach, bo przez ponad 30 minut rozwodziłam się nad tą jedną.

Może to dziwne, ale nie umiem przestać, więc tak sobie żyję z tym moim dziwactwem :)

#Y1lDP

Jakiś czas temu pracowałam w popularnej sieci fast food. Pracując tam, starałam się reprezentować firmę, o ile taki fast food można reprezentować ;) Byłam pracowita, miła, łagodziłam konflikty z klientami i generalnie spełniałam rolę. Jednak mam to do siebie, że czasem palnę coś i potem robi się dziwnie, a mi głupio.

Przyszedł czas, kiedy się zwalniałam i miałam trochę luźniejsze podejście do tego, co mówię. No i stoimy z kolegą przy ladzie wydawczej i czekamy, aż ktoś odbierze zamówienia. Ja miałam na wynos, ale tylko torebkę i napój, co wydajemy zwykle bez dodatkowej torby „z uszami”. Podchodzi dwóch panów, więc im to im podaję i już mam iść, a panowie pytają, czy mogę spakować. No mogę, ale kurczę, mówię z uśmiechem: „Mają panowie cztery ręce”. Pierwszy raz powiedziałam coś takiego. Problem polegał na tym, że jeden pan nie miał dłoni... Jak się zorientowałam, to zalała mnie fala gorąca. Kolega obok już prawie dusi się ze śmiechu i czeka na moją reakcję. A ja widząc wielkie oburzenie pana bez dłoni udałam, że kompletnie nie zauważyłam jej braku, spakowałam jedzenie i jak zwykle z uśmiechem powiedziałam „Smacznego”.

To była bardzo żenująca sytuacja, tak mi było głupio, ale też śmiać mi się chciało, bo przecież jak duże było prawdopodobieństwo, że gość nie będzie miał ręki?! Potem się bardzo pilnowałam, żeby nic podobnego nie palnąć :)

#nvI0x

Ponad rok temu poznałam na czacie chłopaka, rozmawiało się fajnie, więc szybko przenieśliśmy się na Skype i tam przez trzy miesiące rozmawialiśmy po kilka godzin dziennie, czasem i przez pół nocy. Po tym czasie postanowiliśmy się spotkać.

Umówiłam się z nim w dużym mieście oddalonym od mojego miejsca zamieszania o kilkadziesiąt kilometrów. Z racji tego, że on miał do przejechania kilkaset kilometrów, stwierdziliśmy, że spędzimy w tym mieście kilka dni razem i przenocujemy w hotelu. Nie wiem co ja wtedy miałam w głowie, ale zaryzykowałam i tym sposobem spakowałam torbę, a rodzicom powiedziałam, że jadę do koleżanki, więc nikt o niczym nie wiedział i pojechałam na spotkanie.

Wiem jak głupio zrobiłam, nie mówiąc nic nikomu, jadąc na spotkanie z gościem z internetu i godząc się zamknąć z nim w jednym pokoju, ale na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem, nie wyciął mi w nocy nerek ani nic z tych rzeczy. W ostatni dzień pobytu zgodził się pojechać do mnie do domu i poznać moich rodziców (pojechaliśmy osobno, więc rodzice myśleli, że on przyjechał z domu, a ja od koleżanki).  I tak od tamtej pory jesteśmy razem, więc warto było postawić wszystko na jedną kartę, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, jak mogło się to skończyć, więc rodzice do teraz o tym nie wiedzą.

#HcXFB

Parę ładnych lat temu, w szkole, nauczycielka musiała wyjść na chwilę z sali, żeby pożyczyć z innej coś do wycierania tablicy. Poszła. Gąbki akurat w tej sali nie mieli, zamiast tego był jakiś kawałek tkaniny. Pożyczyła go, a wychodząc stamtąd powiedziała słowa, które chwilę potem poznało pół szkoły. „Jak będziecie potrzebowali szmatę, to jestem w sali obok”.
Pozdrawiam jedną z moich ulubionych nauczycielek xD

#mflIq

Pochodzę ze wsi z rodziny z niższej półki. Był u nas zespół szkół, czyli podstawówka + gimbaza. Był też Maciek, kolega z klasy, prowodyr. Zaczęło się w podstawówce, odkąd pamiętam, nastawił wszystkich przeciwko mnie. Nikt ze mną się nie kolegował. Po prostu byłem nielubiany ot tak, zrobił mnie wyrzutkiem, miałem zaledwie dwie koleżanki. Byłem bity i poniżany. W szkole nic nie jadłem, dziś wiem w jakim stresie musiałem żyć, zwykle jak próbowałem coś zjeść, to moje śniadanie trafiało do kosza, a z toalety korzystałem tylko w trakcie lekcji, bo na przerwie bałem się stanąć oko w oko z nimi. W nocy się moczyłem, codziennie. Ze szkoły wracałem sam, kiedy oni w grupie szli za mną wyzywając i obrzucając śmieciami albo psim gównem. Praca w grupie, referat czy zajęcia na WF-ie – zawsze na siłę byłem im przydzielany przez nauczyciela, ja i moi oprawcy, zwykle dostawałem jedynki, bo nie współpracowałem z nimi. Codziennie w szkole obiecywałem sobie, że dziś wieczorem z tym skończę, z tym życiem. Podjąłem kilka prób, bo przecież nie prosiłem się na ten świat. Nauczyciele o wszystkim wiedzieli, mama nie reagowała.
Dzisiaj gdy ktoś wspomina bajeczne dzieciństwo, moja pamięć wraca do tragicznych wspomnień, nie pamiętam żebym w dzieciństwie kiedykolwiek się uśmiechnął.
Uwolniłem się, idąc do liceum, kiedy większość z nich poszła do zawodówki. Skończyłem studia, mam fajną pracę, miałem kilka partnerek, jedna z nich podniosła moją wartość i pozwoliła w siebie uwierzyć ;) Na wieś wracam rzadko, wiem, że Maćka mama wyrzuciła z domu jeszcze w zawodówce, ma dwójkę dzieci, które trafiły do pogotowia opiekuńczego, a on mieszka na przedmieściach w barakach i zarabia „pilnując” auta pod Biedronką. Wierzę w karmę.

#PNSZN

Jestem projektantem. Wiecie jak czasem powstają dziwne logo, takie kilka kresek tworzących jakiś układ/kształt? Otóż jak idę do kibla, a sedes mam typu z półeczką, to kupa czasem tworzy takie różne wzory. Szybko robię szkic i do bazy pomysłów.
Nieraz pokazywałem takie projekty zainteresowanym firmom i kilka to ich logo.
Pomysły biorę po prostu z dupy.

#rrdpV

Mój mózg jakoś tak ma, że większość traumatycznych sytuacji dosyć mocno zaciera i po pewnym czasie nawet wspomnienie o nich nie boli. Jednak jest pewne bardzo przykre wspomnienie z wczesnego dzieciństwa, które nie chce wyjść z pamięci pomimo tak wielu już lat. Trochę głupia, dziecinna sprawa, ale mnie boli do dziś, może wygadanie się z niej anonimowo pomoże (normalnie nie jestem w stanie tego nikomu powiedzieć, nie umiem rozmawiać na takie tematy).

Miałam może ze 4 czy 5 lat i posiadałam wśród zabawek dwa tamburyny. Przed świętami Bożego Narodzenia wymyśliłam sobie prawdopodobnie, że ułożę jakiś układ taneczny wykorzystując je i przedstawię rodzinie z zaskoczenia na spotkaniu świątecznym, jak ktoś przyjedzie. Już nie pamiętam dokładnie, ale trochę ćwiczyłam i byłam podekscytowana zbliżającym się występem-niespodzianką. Nadeszła Wigilia, dzień po niej pierwsze święto i przyjechali goście. Wraz z gośćmi kuzynka w moim wieku. W którymś momencie stwierdziłam, że nadeszła ta wielka chwila i przyniosłam tamburyny do salonu. Momentalnie kuzynka podbiegła do mnie i jeden mi zabrała i zaczęła się nim bawić. Próbowałam ją przekonać, żeby mi oddała, ale nic to nie dało. Później wyszarpnęłam jej go siłą z rąk, ona próbowała mi go też odebrać, aż w końcu zaczęła płakać i się drzeć, że nie chcę się podzielić zabawką, a mam dwie. Następnie moja mama się wkurzyła i dała mi ostre lanie, a za karę dodatkowo obydwa tamburyny oddała kuzynce...

Jak się domyślacie, moje przedstawienie z tamburynami, na które długo czekałam, nigdy nie doszło do skutku...

#VG45c

Jak miałam 13 lat, pojechaliśmy na wycieczkę szkolną do cyrku. Czekając na rozpoczęcie spektaklu zauważyłam typka, który chodził i sprzedawał jakieś gadżety. Zaciekawiona poszłam zobaczyć, co mi oferuje. Moim oczom ukazały się chińskie miecze świetlne, jakieś pierdółki oraz tajemnicze, kręcące i świecące się coś. Było mało czasu, bo dosłownie za 5 minut zaczynał się spektakl, więc kupiłam byle coś na szybko, padło na miecz. Byłam trochę zdruzgotana tą sprawą, więc w trakcie trwania przedstawienia poszłam go wymienić na to kręcące się coś. Musiałam dopłacić 10 zł, ale jak to mówią, raz się żyje. Po zakończeniu występów udaliśmy do domu. Była już noc, ja byłam trochę śpiąca, ale nie aż tak, żeby iść do łóżka. Zaczęłam się bawić tym czymś. Okrągła kula, w której kręci się jakiś okrąg, a na okręgu diody. Wyglądało to bosko, ale także bosko wibrowało...
Jako głupia nastolatka zaczęłam się tym bawić jak zabawką erotyczną. Przez następne tygodnie to coś stało się moim ulubionym przedmiotem, z wiadomych powodów. Później przyjechały do mnie 4-letnie kuzynki, które pod moją nieobecność weszły do pokoju i wyciągnęły schowaną zabawkę zza łóżka. Najgorsze było to, że ja tej zabawki w ogóle nie myłam, więc była cała śmierdząca i brudna. One zaczęły to brać do rąk i lizać (jak to małe dzieci, zawsze wszytko biorą do buzi), bawić się (normalnie) itp. Gdy wróciłam do domu i zastałam ten widok, po prostu mnie zamurowało... Natychmiast odebrałam im moją zabawkę, a następnie wyrzuciłam do kosza. Już nigdy podobnej rzeczy nie posiadałam, ale mam z nią niesamowite wspomnienia.

#r2RTd

Mając jakieś 9 lat, bardzo lubiłam bawić się w dom. Ubierałam lalki w ubrania i woziłam je w wózkach.
Pewnego dnia, kiedy nikt nie patrzył, postanowiłam powozić w wózku moją 2-letnią siostrę. Chodziłam z nią po promenadzie i udając zmęczoną tymi matczynymi obowiązkami, oparłam się o ramę wózka. Niestety nie przewidziałam, że moja siostra wystrzeli w powietrze... Chcecie wiedzieć, czy żyje? Cudem żyje, jakiś facet wtedy przechodził obok nas i złapał małą, zanim wpadła do wody.
Na szczęście wiem o tym tylko ja, ten facet i teraz wy.
Dodaj anonimowe wyznanie