#haXOg

Zerwałam ze swoim chłopakiem po dwóch latach przez jego narastające buractwo. Powiedziałam mu o tym na spacerze. Skomentował to tekstem, że mam mu oddać spódnicę, którą mi kupił na urodziny dwa miesiące wcześniej, bo była droga (po co mu ona?).
Akurat miałam ją na sobie...

Tak, oddałam ją.
Dobrze, że miałam kurtkę zakrywającą tyłek :)

#vf6mo

Będąc na mieście, lubię kupować kwiaty od starszych pań bądź panów stojących zazwyczaj w przejściach do metra. Nie dlatego, że szkoda mi tych ludzi, bo muszą stać na zimnie, by zarobić kilka złotych. Kupuję je, by stały w wazonie, wtedy wyobrażam sobie, że zostały mi dane przez kogoś, kto się we mnie podkochuje.

Jestem facetem.

#kcs90

Należę do tych starców, którzy musieli stawić się na obowiązkowej komisji wojskowej. I podobnie jak większość moich rówieśników kombinowałem jak tylko się dało, aby uniknąć służby wojskowej. Każdy wpadł na jakiś pomysł na wywinięcie się. Ja akurat miałem wadę wzroku. To był jakiś mały defekt, chyba coś koło pół dioptrii na minusie. Okularów nie nosiłem, bo po co? Kategorię D dostawali jednak ci, którzy mieli przynajmniej -6 na obu oczach. Mój kuzyn był okulistą, więc suszyłem mu głowę, aby mi pomógł. Skombinował skądś jakąś lewą pieczątkę i napisał mi zaświadczenie, że mam -7,5 dioptrii i bez grubych pingli ślepy jestem jak kret.
Na komisji lekarskiej stawiłem się z pożyczonymi od kumpla okularami o szkłach wielkości pancernego szkła. Prawdę mówiąc, w tych patrzałkach praktycznie nic nie widziałem. No, ale na szczęście badanie przeprowadza się na gołym oku. Wszedłem do sali, kazano mi zdjąć pingle. Wszystko poszło jak z płatka. Udawałem ślepego, wpadałem na krzesła, macałem meble i mrużyłem oczy. Raz, dwa, trzy i już wyszedłem z gabinetu (ceremonialnie wpadając twarzą na drzwi). Szczęśliwy jak dziecko wybiegłem z budynku, odpiąłem mój rower, założyłem słuchawki na uczy, zapaliłem papierosa zwycięstwa i już miałem jechać w siną dal, gdy ktoś mnie popukał po plecach. Okazało się, że to lekarz, który przed chwilą mnie badał. Zdjąłem słuchawki i spojrzałem na niego zdziwiony. Uśmiechnął się i rzekł: „Gratuluję...”. Co jest? – pomyślałem. Wtedy on wyjął z kieszeni moje okulary, które w euforii dobrze wykonanej misji musiałem zostawić na biurku w gabinecie. „... dostał pan kategorię A”.
Wręczył mi pingle, odwrócił się na pięcie i poszedł badać resztę chłopaków. A ja tak stałem z rozwartą gębą, nie wierząc we własna głupotę.

Jak dziś pomyślę, że chciałem się wtedy wywinąć od wojska, to zbiera mi się na śmiech. Ostatecznie zostałem zawodowym żołnierzem i z wyróżnieniem skończyłem Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych. Pozdrawiam tych, co w kamaszach...!

#4qVBM

Poszłam do sklepu po sól, bochenek chleba i bułki. Weszłam do sklepu, wzięłam co miałam wziąć i poszłam do kasy. Pani ekspedientka zeskanowała produkty i powiedziała, że należy się 14 zł 15 gr. Dałam jej 20 złotych, które miałam w kieszeni. Oddała mi więcej, niż jej dałam – dostałam około 30 złotych reszty, ale tego nie zauważyłam przy kasie, pakując rzeczy, ponieważ wrzuciłam pieniądze do siatki razem z zakupami.
W domu spojrzałam na paragon, potem przeliczyłam pieniądze i mi się coś nie zgadzało. Jako że staram się być uczciwym człowiekiem, poszłam do sklepu i zaczęłam mówić do sprzedawczyni, że pomyliła się przy wydawaniu reszty, ona jednak zapowietrzyła się, przerwała mi  i ze złością w głosie powiedziała: „Po odejściu od kasy reklamacji nie uznajemy”.
No trudno, jeśli nie chce, to nie będę namolna.

#6LMO7

Wracałem z Woodstocku. Zazwyczaj pociągi są zajebane na maksa ludźmi, tak było i w tym przypadku. Jak to bywa na festiwalach – dużo się pije. I ciągle.
W pociągu powrotnym razem ze znajomymi piliśmy piwko, na spokojnie. W pewnym momencie złoty trunek chciał się wydostać. Toaleta była niestety kilka wagonów dalej, a że ludzie siedzieli nawet na ziemi i w powietrzu na hamakach, to nie było możliwości tam dojść bez stratowania kogoś.
Doszedłem do przedziału, gdzie pewien chłopak mówił, że dalej nie dojdę, ale on zna dosyć fajny trick. Uchylił mi drzwi wagonu, a pomiędzy nie wsadził puszkę, by je zblokować. Było to dla mnie jak wybawienie. Wyciągnąłem co trzeba i zacząłem sikać strumieniem jak ten żółw w Pokemonach, a kolega siedział na ziemi koło drzwi.
Pech chciał, że pociąg jechał pod wiatr, a cały żółty deszczyk wwiało do środka...
Jak można się domyślić, kolega dostał wszystkim po twarzy. Rzucił do mnie tekstem „Stary, co ty odwalasz”, ale było już za późno.
Na odchodne rzuciłem jedynie „sorry” i uciekłem między ludzi do swojego miejsca. Chłop chyba też był zbyt mocno porobiony, żeby mnie gonić. Głupio mi na samo wspomnienie.

#IdJT4

Gdy miałam 19 lat to przez jakiś czas pracowałam jako kelnerka w pewnej knajpie w jednym z większych miast Polski. Było upalne lato i już miałam kończyć moją zmianę, gdy zadzwonił do mnie mój szef. Był bardzo przejęty. Powiedział mi, że właśnie wpadła nam rezerwacja dla 20 osób. I to nie byle jakich! Miał nas odwiedzić doborowy oddział najprawdziwszych komandosów! Mam cholerną słabość do mężczyzn w mundurach, więc już na samą myśl o obsługiwaniu takiej ekipy spaliłam buraka i poczułam wielką gulę w gardle... I faktycznie. 30 minut później do lokalu wkroczyło 20 postawnych, młodych mężczyzn. Wszyscy identycznie ostrzyżeni, takiego samego wzrostu i dałabym sobie rękę obciąć – każdy z nich bajecznie wręcz przystojny. Podczas gdy komandosi zatopili swe nosy w karcie dań, do baru podszedł dowódca (też ciacho!) i zamówił coś do picia. Każdy z panów chciał wypić Sprite'a. Wszystkie miały być w średniej szklance, oprócz jednego. Ktoś się wyłamał i poprosiło o dużą porcję napoju.
Parę chwil później już szłam niosąc tacę z zamówionymi trunkami. Postawiłam ją na stole i chciałam zacząć rozkładać je przed gośćmi. Najpierw jednak musiałam zlokalizować czarną owcę, która zamówiła dużego Sprite'a. Zapytałam więc: „Który z panów ma dużego?”. Zapadła cisza... I jakby na rozkaz, nagle wszyscy komandosi, z poważnymi minami, zerwali się na równe nogi. Stałam ze szklanką i dopiero po kilku sekundach dotarła do mnie dwuznaczność mojego pytania. Szybko odstawiłam naczynie i kłusem poleciałam na zaplecze, czerwona jak nigdy dotąd. Nawet tam, zamknięta w pokoiku socjalnym, słyszałam rubaszny rechot 20 mężczyzn.

Mimo próśb reszty pracowników, nie odważyłam się wyjść z mojej kryjówki. Pół godziny później usłyszałam jednak jakieś zamieszanie na zapleczu i wyraźny stukot ciężkich butów. Drzwi do mojej kanciapy otworzyły się energicznie, a do środka wtoczyli się wszyscy ci cholerni żołnierze. Zajęli każdy centymetr tego niewielkiego pomieszczenia. Każdy mnie mocno przytulił. Następnie dowódca ryknął: „Na móóóój znaaaaaak!” i machnął ręką, a wszyscy komandosi wrzasnęli: „PRZEEEE - PRRRAAAA - SZAAAA - MYYY!”.

Na koniec dowódca wręczył mi dwustuzłotowy banknot, mrugnął okiem i wraz z resztą towarzystwa opuścił pomieszczenie.
Nie wiem co o tym myśleć. Sytuacja była skrajnie wręcz absurdalna, ale jedno jest pewne – jeszcze nigdy nie dostałam tak sowitego napiwku!

#wy1lc

Niedawno czytałam wyznanie o osobach niepełnosprawnych, które wykorzystują swoją pozycję w społeczeństwie.

Od września tego roku szkolnego jestem w którejś klasie gimnazjum o profilu integracyjnym, co oznacza tylko tyle, że mam około 7 na 16 osób niepełnosprawnych w klasie. Jest wśród nich pan X cierpiący na tę jakże smutną przypadłość, czyli autyzm.

Uwierzcie mi lub nie. Może i jest chory, jednak większego ch**a nie widziałam. Autentycznie.

Jednak sytuacja, która autentycznie świadczy o poziomie jego IQ i prymitywnym zachowaniu, miała miejsce w tamtym tygodniu.

Ja, spokojnie stojąca pod klasą, próbująca zapamiętać cokolwiek przed kartkówką z chemii, na której naprawdę mi zależało, bo w końcu to mój ulubiony przedmiot. Nagle podchodzi X z jednym z naszych kolegów z klasy i wywiązuje się dosyć ciekawa konwersacja.

Ja: Chcesz coś konkretnego, bo chcę się pouczyć?
X: Ej! Bo ty lesba jesteś, o ile dobrze pamiętam.
Ja: Nie. Nie jestem żadną lesbijką.
X: Pierdolisz. Ani cycków, ani dupy nie masz, to musisz być lesbą, w końcu jakoś trzeba nadrobić braki.

Tutaj następuje moment, w którym moje zirytowanie osiąga apogeum i autentycznie chce mi się płakać. Pomijając, że na początku roku X zlecił jednemu z naszych kolegów "obmacanie mnie" ponieważ:
"No wiadomo, że cycków nie ma, ale jak nie ma dupy, to jest już słaba jak nikt".

Właściwie doznaję upokorzenia na każdym kroku z jego strony. Co chwila docinki, że jestem deską, że nie dziwią się, że nie mam chłopaka.
Potem zaglądanie mi przez ramię i czytanie o czym ciekawym piszę z moją przyjaciółką.

Anonimowo musiałam to napisać, bo chyba dłużej z tym debilem nie wytrzymam. I niech mi nikt nie mówi, że to przez jego chorobę, bo ma ona związek z całkowicie inną sferą życia społecznego, a to jest po prostu chamstwo.

Co najlepsze. Nic nie mogę z tym zrobić, bo biedny X ma autyzm i to u niego normalne.

Więc podsumowując:
X. Ty gnomie. Żeby cię żadna laska nigdy nie chciała, za to jak mnie upokarzasz przy wszystkich!

#U3SqW

Wieczór. Idę sobie do toalety, po załatwieniu sięgam po papier toaletowy. Czuję coś mokrego na palcu, białawe, gęste. Wącham i aż zbiera mi się na wymioty, to była sperma. Przede mną w toalecie bym mój ojciec...

Najbardziej obrzydliwa sytuacja w moim życiu. Nigdy nikomu o tym nie powiem.

#7cXih

Mam 27 lat, 8 lat młodszą siostrę i 10 lat młodszego brata. Siostra, Jolka, to typ totalnie niereformowalnego człowieka. Problemy zaczęła stwarzać już jak poszła do technikum. Teraz jest na etapie buntu totalnego. Nie słucha nikogo, nie robi nic w domu. Non stop gdzieś się szlaja ze swoim towarzystwem, chleje na umór, puszcza się na prawo i lewo. I mówię to z pełną świadomością. Miesiąc temu przyszła do domu i oznajmiła, że jest w ciąży. Dorzuciła jeszcze, że w tej sytuacji rodzina musi ją wspierać i pomagać, w tym finansowo. W tamtym momencie ciąża przelała czarę goryczy. Do tej pory rodzice i ja, na ile mogłem, staraliśmy się ją jakoś naprostować. Mama nie wytrzymała. Pierwszy raz w życiu poprosiła mnie o pożyczkę. Nie pytałem na co. Mówiłem jej tylko, żeby schowała gdzieś te pieniądze, bo Jolka je jeszcze podpierdoli.
Tydzień temu zrozumiałem, na co jej ta kasa była potrzebna. Na notariusza. Razem z ojcem wydziedziczyli Jolkę. Mam znajomego, który robi aplikację radcy prawnego i wyjaśnił mi, że mieli ku temu pełne prawo. Nie powiem, byłem i dalej jestem w szoku. Bo bądź co bądź, wydziedziczyli własną córkę i przyszłego wnuka. Mama powiedziała mi wtedy, że zrobiła to ze względu na Bartka, mojego brata. Dodała też, że skoro Jolka sama nie chce się zmienić, to nikt ani nic siłą na niej tej zmiany nie wymusi. Wsparcie rodziny ma sens, gdy sam zainteresowany chce się odbić od dna. A Jolka? Jolka robi wszystko, by nas od siebie odepchnąć. I poniekąd cel osiągnęła.

#ccBzR

Kąpię się/biorę prysznic co 2-3 dni (tylko wtedy, gdy muszę umyć głowę), podczas gdy dla innych jest to nie do pomyślenia... Ja czuję się z tym dobrze, tak zostałam wychowana i nie czuję potrzeby myć się częściej, ale np. gdy jestem u kogoś na noc, to zawsze mówię, że np. myłam się rano, żeby ten ktoś nie pomyślał o mnie jak o brudasie.
Nigdy nikt nie powiedział mi, że śmierdzę czy cokolwiek w tym stylu, więc tym bardziej nie czuję potrzeby myć się częściej. Nie mam też z tego powodu problemu z żadnymi infekcjami ani nic. Jednak trzymam to w tajemnicy, bo ludzie by tego nie zaakceptowali.
Dodaj anonimowe wyznanie