#DyK1Y

Rozbrajająca logika kobiet na przykładzie ich tekstów i zachowań. Nic dziwnego, że większość facetów nie ma z kim stworzyć normalnego związku.

1. Wcale nie lecę na wzrost, wygląd i kasę, ty mały, biedny, brzydki karakanie.
2. Nie patrzę na pieniądze. Chcę tylko, żeby facet był zaradny. Dlatego zamiast uczciwego faceta, który ma umiejętności i pracuje w samodzielnie zdobytej pracy, wybiorę synalka z kasą i furą od starego, który nic nie umie i nigdy sam do niczego nie doszedł. A robotę dostał po znajomości.
3. Wszyscy faceci myślą tylko o seksie i zaliczaniu. Dlatego spadaj ode mnie, prawiku, który szuka miłości i poważnego związku. Ja chcę faceta, który ma doświadczenie i już zaliczał. Mnie na pewno potraktuje inaczej.
4. Facet musi mieć minimum 185 cm. Inaczej to leń, darmozjad, maminsynek i nieudacznik.
5. Faceci nie potrafią być wierni. Chcę, by mój był. Dlatego w młodości latałam za wysokimi bad boyami poznanymi na imprezach i dawałam się zaliczać. Wszyscy faceci są tacy sami. Czyli świnie.
6. Chcę porządnego, spokojnego faceta, który będzie dobrym partnerem i stworzy dobry związek, który się nie popisuje, jest sobą, a nie jakimś płytkim imprezowiczem. Dlatego zawsze gadam tylko z drącymi mordę ekstrawertykami, którzy sami do mnie zagadali na ulicy albo na imprezie po alkoholu, a tych spokojnych, którzy siedzą na uboczu i nie cwaniakują, to nie widzę.
7. Mam kilka dodatkowych kilogramów i 150 wzrostu, ale przecież liczy się uczucie i wnętrze. Dlatego facet musi dbać o siebie, a nie tylko leżeć z piwem przed TV. Sport i siłownia to podstawa.
8. Zarabiam 2000 w odzieżówce. Facet musi zarabiać minimum 5000. Inaczej to nieudacznik i leń.
9. Mam twarz 4/10 na żywo i 9/10 na Instagramie. Zatem mam twarz 9/10 i koniec.
10. Facet bez własnego mieszkania mieszkający z rodzicami to nieudacznik. Adam ma już 3 mieszkania po rodzicach i babci, taki zaradny, a Karol ledwie kończy odkładać na pierwsze po 10 latach z własnej pensji. Co za leń i nierób!
11. Chcę być dobrze traktowana i bezpieczna. Dlatego wybiorę faceta wyglądającego jak recydywista, wytatuowanego i napakowanego, z kolczykami, po wyrokach, odsiadkach i sterydach. On jest dobry chłopak, tylko się pogubił.
12. Chcę być zawsze najważniejsza dla faceta i doceniana. Dlatego wybieram tego, który ma mnie gdzieś i szuka ciągle nowych bodźców, bo mi się nie znudzi.
13. Faceci to świnie, zdradzają i oszukują, nie zliczę, ile razy zostałam oszukana. Nie generalizuj na kobiety, nie wszystkie są takie same, ty sfrustrowany mizoginie i nieudaczniku.
14. Dlaczego muszę trafiać na chamów? Chcę normalnego związku, być kochana i doceniana, zauważana, dlatego wybieram faceta, który pije, znika z kumplami, lekkoducha, którego poznałam na imprezie i od razu zaiskrzyło.
15. Nie ma już prawdziwych, męskich facetów. Ja za to jestem taka kobieca... Drę mordę, jestem agresywna, wulgarna, niemiła, klnę, piję, palę, puszczam się, głupio rechoczę i nabijam się ze wszystkich, nawet jajecznicy nie umiem zrobić.

#In49m

Niedawno jedna czytelniczka napisała tutaj, że o mało nie zwymiotowała, czytając tutaj jeden komentarz o braku higieny.
Ja natomiast o mało się nie zakrztusiłem ze śmiechu, słysząc nazwę jednego programu telewizyjnego.
„Sylwester z dwójką”.
To znaczy co – poszedł na sylwestra i się zesrał?

#lYzYb

Denerwują mnie telefony, gdy obcy ludzie namawiają na kupno czegoś tam. Mam kiepski charakter, nie umiem odmawiać, czuję się z tym po prostu źle. Nie potrafię po prostu odłożyć słuchawki. Co więc robię? Mówię, że w domu nie ma nikogo dorosłego.
Tylko że to kłamstwo. Mam 36 lat, jestem panią domu i wykorzystuję fakt, że mam bardzo delikatny i młody głos.
Cel uświęca środki :D

#I9kEY

Gdy byłam mała (7-8 lat), rodzice schowali moją skarbonkę, chcąc nauczyć mnie „zarządzania” swoimi wydatkami. Myśleli bowiem, że podbieram pieniądze przeznaczone na jakąś wymarzoną zabawkę i wydaję je na słodycze.

Mając 22 lata dowiedziałam się, że to babcia regularnie podbierała mi pieniądze ze skarbonki, nigdy ich nie oddając.

#FjOWv

Mam 23 lata i pracuję w zakładzie usług komunalnych. Ostatnio miałem za zadanie posprzątać parę placów i kilka ulic – nic w tym dziwnego, praca jak praca.
Na parkingu obok supermarketu w śmieciach leżała nowa kurtka, podniosłem ją, otrzepałem, zaniosłem ją do sklepu i poszedłem dalej robić to, co miałem do zrobienia.

Dwa dni temu otrzymałem wezwanie na komendę w charakterze podejrzanego w sprawie kradzieży tej kurtki, którą zaniosłem do sklepu.
Chciałem być uczciwy, a zrobili ze mnie złodzieja.

#ZCPCf

Mam tajemnicę związaną z infekcją intymną.

Miałam 16 lat. Na WF-ie mieliśmy basen (szkoła z basenem), i po kilku dniach jak siusiałam, to czułam, że mnie piecze, swędzi i dziwnie pachnie. Cóż, no to do lekarza. Majtki w dół i jest diagnoza – infekcja bakteryjna. Pewnie woda była brudnawa, bo moja szkoła zawsze na basenie oszczędzała.
W każdym razie lekarz przepisał mi pigułki. I problem, bo nie do łykania... OK, pomyślałam, dam radę. I znów problem – pigułka sporej wielkości, a trzeba ją włożyć głęboko. Teraz są do tego aplikatory, ale wtedy miałam do dyspozycji tylko palec...
Próbowałam i niestety, skurcz, nie dałam rady. Raz, drugi i dziesiąty i efekt ten sam, czyli zero efektu. No i co robić? Mama odpadała, bo pewnie by truła, że infekcja przez wszystko inne, a nie basen. Poszłam więc do brata... Dwa lata starszy ode mnie, ale kontakt mieliśmy dobry. Mówię mu, jaki mam problem, on lekki facepalm, ale OK. Ja  na plecy, a brat podszedł do sprawy profesjonalnie – kilka dotyków dla rozluźnienia i sru, pigułka włożona.
Tygodniowa terapia i po infekcji.

Z bratem mamy tajemnicę, ale przynajmniej wiem, że zawsze mogę na niego liczyć.

#Bul9k

Ludzie mówię, że dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi. Nie chciałem w to wierzyć i tak zrobiłem i to był błąd. Ale od początku.

Poznałem ją w szkole, mieliśmy po 16/17 lat. Na początku to ot, zwykła znajomość bez szans na nic większego, ale po czasie postanowiłem o nią zawalczyć. Jakoś po ok. 6 miesiącach udało się i zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byłem szczęśliwy, wszystko było dobrze, wspólny wypad na wakacjach, ale po ok. 6 miesiącach powiedziała mi, że to koniec i ona idzie do zakonu. Kilka dni załamania, ale pozbierałem się jakoś. Potem studia, nowi znajomi, wszystko powoli zaczęło się układać i tu nagle moja wtedy była odzywa się do mnie i prosi o spotkanie. Myślę – OK, można się spotkać. Tłumaczy mi wtedy powody rozstania i proponuje, żeby spróbować jeszcze raz. I tutaj popełniłem największy błąd... Zgodziłem się.

Na początku było świetnie, później wiadomo, jakieś sprzeczki małe czy większe, ale koniec końców oświadczyłem się i wzięliśmy ślub. Pierwszy tydzień piękny i później się zaczęło. Na początku nic wielkiego – ot, małe sprzeczki, normalne, jak się wcześniej razem nie mieszkało... Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej. Przez błahe powody przestawała się do mnie odzywać przez tydzień, dwa... Nieważne, z czyjej winy, i tak winny byłem ja. Bałem się cokolwiek sprzeciwiać, żeby znowu nie było kłótni. Wyzywała mnie od najgorszych, mimo że nic nie zrobiłem. Straciłem kontakt z moją rodziną, tak mnie zmanipulowała, że uważałem mojego tatę, macochę za najgorszych na świecie. Moi teściowie widzieli we mnie tylko robola, nic więcej... Tylko robić (teraz to mogę napisać) ich dom i do niczego nie mieć prawa głosu, nawet do takich rzeczy jak meble, sprzęt AGD czy armaturę, którą jako młodzi mieliśmy mieć dla siebie (drugie mieszkanie w domu). Kulminacyjny moment nastąpił, gdy moja żona zdradziła mnie – może pół roku, może 8 miesięcy po ślubie. Wytrzymałem tam jeszcze kilka miesięcy, bo chciałem to wszystko ratować, ale ona nic nie robiła, żeby było lepiej, ciągle się spotykała z tym gościem. Tak mnie okręciła wokół palca, że zgadzałem się na to, no jak to ja mogę jej czegokolwiek zabronić... W końcu odszedłem, bezgłośnie, bez żadnych zapowiedzi, po prostu wyszedłem do roboty i już nie wróciłem. Jedynie co się zainteresowała to raz zadzwoniła i tyle jej zależało. Teraz już wiem, że to była najlepsza decyzja z ostatnich lat – zostawić to wszystko i zacząć żyć. Złożyłem pozew rozwodowy i naprawdę się z tego cieszę.

Morał z tego wszystkiego dla mnie jest taki, że jak się raz już jakieś drzwi zamknęło, to nie otwiera się ich ponownie, bo to się źle kończy.
Moja historia może być przykładem na to, że przemoc jest nie tylko fizyczna, i że przemocowcem może być również kobieta.

#kYQtO

Kiedy w 2016 roku odbywały się w Polsce Światowe Dni Młodzieży, do mojej rodzinnej miejscowości miała przyjechać na kilka dni grupa osób z Malty. Miałam wtedy 17 lat i coraz częściej otwarcie sprzeciwiałam się temu, co w kościele i na lekcjach religii jest nauczane (no związku z wiarą to serio nie miało). Moja mama nie mogła przeboleć tego, że zamieszkał we mnie szatan (jest zwolenniczką totalnego posłuszeństwa) i postanowiła również naszą rodzinę zaangażować w to wydarzenie. Zgłosiła więc, że możemy przenocować u nas dwie osoby na czas pobytu w naszym mieście. Pomyślałam, że to świetna okazja, żeby pogadać z kimś po angielsku, więc nie oponowałam. Poznanie młodych ludzi z innego kraju brzmiało całkiem fajnie...
No właśnie, młodych ludzi. Ja wiem, że mówi się, że wiek to tylko liczba i młodym można czuć się w każdym wieku, ale ja się z tym do końca nie zgadzam. „Dostaliśmy” do zaopiekowania się dwóch chłopów po trzydziestce... No i mój plan pogadania spalił na panewce. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, było strasznie niezręcznie. Byli po trzydziestce, mieszkali z rodzicami i traktowali wyjazd jako wycieczkę. Ja w kontraście miałam lat 17, częściowo wyprowadziłam się już od rodziców (szkoła z internatem), latem chodziłam do pracy, twardo stąpałam po ziemi i potrafiłam sama zorganizować wyjazd na wakacje za granicą (bez biura podróży). Nie mogłam wręcz patrzeć na to, że dwóch dorosłych facetów (nie jest to dla mnie młodzież, no nie) za pieniądze ze swojej parafii jedzie sobie na kolonię grupową.
Poza tym sam fakt, że w domu jest dwóch obcych mężczyzn sprawiał, że czułam się bardzo źle, nie jest to według mnie towarzystwo dla nastolatki.

Całe szczęście dla mojej mamy również było to dziwne doświadczenie i na jakiś czas odpuściła sobie temat angażowania mnie w grupy kościelne. O ile sama wiara to kwestia, o której mogę sobie podyskutować, to grupy kościelne zawsze były dla mnie toksycznym towarzystwem.

Nigdy więcej nie przyjmę u siebie obcych, skutecznie się z takiego poznawania ludzi wyleczyłam...

#BWcy0

Moja nauczycielka w gimnazjum, widząc kogoś z puszką coli w ręce, mówiła, że to niezdrowe. Często też brała takiego delikwenta do tablicy i powtarzała „Było kupić sobie maślankę, lepiej by ci się myślało”. Doprowadziło to do sytuacji, że piliśmy napoje gazowane tylko na korytarzach, gdzie jej nie było.

Na zakończenie gimnazjum wszyscy w klasie, bez wyjątku, kupili jej po 2 litry maślanki (smakowej). Piękny był to widok, gdy ledwo trzymając się na nogach pakowała do siatek 56 litrów maślanki....
Zemsta jest słodka, bo inni nauczyciele dopytywali, dlaczego dostała tak niezwykłe prezenty :D
Dodaj anonimowe wyznanie