Z moją narzeczoną znamy się z forum dla osób autoagresywnych, więc możecie się domyślić, jaki mamy problem.
Pojutrze będziemy (najprawdopodobniej) obchodzić okrągłą „rocznicę” bez cięcia się. Ona 100 dni, ja 280.
Fajnie, co? Chyba kupimy jakieś ciasto. :)
Kiedy zrobię coś wstydliwego i jest mi potem głupio, wyobrażam sobie tę sytuację opisaną jako wyznanie tutaj. Jeżeli uznam, że takie wyznanie zostałoby skrytykowane, bo „nie jest tak źle”, nie przejmuję się już tak bardzo tą sytuacją, bo są bardziej żenujące.
Denerwuje mnie akcja "Daj Włos". Chcę wyrazić swoje zdanie chociaż tutaj. Zapewne miałam pecha spotkać nieodpowiednie osoby, ale mam wrażenie, że ludzie oddający włosy, zachowują się jakby byli w sekcie.
Na samym początku historię o dzieciach oddających włosy innym dzieciom robiły na mnie wrażenie. Jednocześnie wydało mi się to bez sensu. Dlaczego? Trochę znam się na perukach syntetycznych (mam 4, koleżanka ma 3). Te dobrej jakości wyglądem nie różnią się od tych z naturalnych włosów. Spokojnie można je czesać, myć, prostować itp., nie zmechacą się przez kilka miesięcy, a cena wynosi 100-300 zł. Gdyby fundacja sprzedała jedną ze swoich peruk, na jej miejsce mogła by zrobić 10-40 peruk syntetycznych. Takie jest moje zdanie, dlatego włosów nie oddam. Mam obsesję na ich punkcie i bardzo o nie dbam.
Dwie dziewczyny z mojej klasy ścięły włosy dla fundacji. Codziennie wrzucały na facebooka itp. zdjęcia swoich krótkich fryzur z podpisami typu: "Kochałam swoje włosy, ale uśmiech chorego dziecka jest ważniejszy" (Rak'n'Roll robi peruki dla kobiet, pomyliło im się z amerykańską fundacją). Potem próbowały namówić do tego całą szkołę, wk*rwiały tym niemal wszystkich, ale na mnie uwzięły się najbardziej, dlatego że moje włosy są bardzo długie, zadbane i niespotykanie miękkie (jednocześnie strasznie cienkie i rzadkie, nie starczyłoby nawet na 1/5 peruki). Od razu wyraziłam swoje zdanie syntetycznych włosach. Były tym oburzone. Na początku pytania typu: "A co ja niby robię dobrego, że śmiem je krytykować?" Robię sporo, więc podwójnie mnie takie gadanie wk*rwia. Potem wyzwiska: "Takiej grubej, brzydkiej krowie ładne włosy niepotrzebne" (doskonale wiem jak wyglądam, dlatego tym bardziej kocham moje włosy).
Później jedna z nich wysłała mi historię o dziewczynie, której z zemsty obcięli włosy. Podpisała to: "po co ci te włosy, skoro w każdej chwili ktoś może ci tak zrobić?" Zabrzmiało jak groźba.
Odkąd powstały niezweryfikowane, pojawiło się 7 wyznań o tym, że autorki są dumne z oddania włosów. Za każdym razem miałam wrażenie, że powinnam czuć się winna, bo ja nie oddałam. Gdy widzę kolejne historie o perukach dla dzieci, chce mi się rzygać. Gdy ktoś chwali się, że oddał włosy, czuję, że próbuje mnie indoktrynować.
Hasło Rak'n'Roll to "Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi". Chwała im za to, bo to naprawdę potrzebne. O ile "Daj włos" uważałam wcześniej za miły, ale nietrafiony pomysł, to teraz czuję się z każdej strony atakowana, bo śmiałam nie oddać swoich włosów.
Chcesz oddać włosy? Zrób to. Brawo za chęć niesienia pomocy. Ja nie chcę być do tego zmuszana. W internecie nie raz byłam przez to wyzywana, nawet zanim wyraziłam swoje zdanie. Skoro syntetyki dają niemal identyczny efekt, to nie chcę oddać włosów. Włosy to moje hobby, nie chcę go tracić. Dlaczego do tej pory nikt tego nie zrozumiał?
Czasem jest ciężko. Byłam z człowiekiem trzy lata, chorował na depresję, leczył się... Tak twierdził. W drugi dzień świąt rano normalnie ze mną rozmawiał przez telefon – wyjechał do pracy, często wyjeżdżał i nie spędzał ze mną tego czasu, zresztą nie obchodził ich, bo był niewierzący, nie zmuszałam go do ich obchodzenia, ale przykro mi było, jak siedział sam w tym czasie. Rano się odzywał, wieczorem zadzwonił i powiedział, że wraca do domu, gdzie wynajmował mieszkanko na czas wyjazdu, a na drugi dzień zaginął... Wyłączył telefon, zmienił numer i uciekł. Zwyczajnie jak szczur, bez wyjaśnienia. Zostawił mnie bez słowa z gromadką zwierząt w domu i radź sobie. Szukałam przez policję, czy nic mu się nie stało – znaleźli go, żyje zadowolony i świadomie zerwał kontakt. Okazał się oszustem, bo wszystko co mówił, było kłamstwem.
Jak teraz żyć? Były wcześniej sygnały jego dziwnego zachowania, ale chyba nie chciałam tego widzieć, bo bałam się samotności. Zabrał mi lata, zażartował z mojego życia i się nim bawił...
Ostrzegam, kochani, przed takimi ludźmi i zawsze obserwujcie uważnie zachowanie swoich wybranków.
Kiedy byłam mała, po mojej wiosce jeździł młody chłopak, który rozwoził kurze jaja. Zawsze jak widziałam, że ten chłopak podjeżdża na nasze podwórko, zaczynałam krzyczeć pewne zdanie, żeby dać każdemu domownikowi znać o tym, że sprzedawca jaj przyjechał.
Z racji tego, że byłam dzieckiem nieświadomym tego, że zdanie wypowiadane przeze mnie brzmi nie tak jak powinno albo nie tak, jak ja je rozumiem, darłam się: „Chłopak z jajami przyjechał!! Chłopak z jajami przyjechał!!”.
U mojej rodziny zawsze wywoływało to śmiech, a ja zdałam sobie sprawę ze znaczenia tych słów dopiero po parunastu latach ;D
Jakiś czas temu wraz z ziomeczkami braliśmy udział w przeglądzie kabaretowym na naszej uczelni. Każdy z nas się przygotował, a jednymi z atrybutów naszego kumpla była biała laska (taka jaką mają niewidomi) i przeciwsłoneczne okulary.
Trzeba też dodać, że jeden z naszej czteroosobowej ekipy jest czarny :)
Przegląd się skończył, miejsce może nie najwyższe, ale wynik zadowolił nas na tyle, że postanowiliśmy poświętować w pobliskim barze. Pech chciał, że akurat trwała jakaś retransmisja meczu, więc poziom Sebixów przewyższał tamtejsze standardy.
Usadowiliśmy się przy stoliku, gdzie ławki tworzą literę L, sączymy piwko, gadamy o przysłowiowej dupie Maryni, gdy do naszego czarnoskórego koleżki przyczepił się nieco nietrzeźwy przedstawiciel miłośników ortalionu. Co ważne, nie podszedł od razu, tylko swoje niezadowolenie wyrażał poprzez wyzwiska kierowane z drugiego końca sali.
Jako że głupio byłoby się ulotnić, wszak piwo niedopite, a opozycja okupowała wyjście z baru, kumpel wpadł na szatański plan.
Wyciągnął z plecaka okulary i laskę (siedział plecami do Sebków, więc nie widzieli co robi), po czym czekał na rozwój wydarzeń.
Jak można się domyślić, negrosceptyk wraz z kolegą ruszyli w naszą stronę rozjuszeni brakiem reakcji. Zanim jednak zdążyli cokolwiek zrobić, kumpel wstał i zaczął okładać laską (a raczej próbować bić po nogach, bo rolę niewidomego miał opanowaną do perfekcji) jednego z typów.
- Ku*wa, macie coś do mnie tylko dlatego, że jestem czarny? Jakbyśmy wam bawełny nie zbierali, to jestem ciekaw, co byś pod dresem nosił!
No cóż, widok ślepego białasa, myślącego, że jest czarny, wzbudził zainteresowanie na tyle, że nieco zmieszane sytuacją dresy ulotniły się w stronę swojego stolika, bucząc coś pod nosem "e chuj, głupio tak niewidomego klepać" :D
Po dopiciu trunków teatralnie wyprowadziliśmy kumpla i w akompaniamencie rasistowskich żartów udaliśmy się w stronę zachodzącego słońca, zadając sobie jedno pytanie: Skoro kumpel był "ślepy", to skąd wiedział, że typek ma dres? Najwidoczniej Sebki nie zadały sobie tego pytania, więc chcąc uniknąć wpie*dolu, profilaktycznie zmieniliśmy lokal :D
PS Nasz czarnuszek nie ma nam za złe żartów, sam zresztą nazywa nas swoimi nygasami - ot, chłopska relacja. :)
Mówiąc krótko. Moja rodzona matka po tym, jak obudziła mnie w nocy, bo zostawiłem słoik po przetworach na wierzchu, zrobiła mi karczemną awanturę o to, że go wyrzuciłem do śmietnika. Darła się po północy dobre pół godziny, że nie szanuję babci, która zbiera słoiki, a tym haniebnym czynem, jakim jest wyrzucić jeden, pokazałem, że jej nie kocham.
Po tym, jak od pół roku mi zrzędziła, że babcia już ich nie zbiera.
Efektem czego wywaliła mnie z domu. Przez głupi słoik w śmieciach.
A co tam u Was?
Dzisiaj na lekcji matematyki, siedząc w pierwszej ławce, walnęłam takiego cichacza, że musieliśmy wietrzyć całą klasę i reszta lekcji odbywała się na korytarzu.
Nikt nie wie, że to ja.
Krótka historia o tym, jak stałam się wywłoką, która zniszczyła rodzinę.
Niedawno skończyłam studia, przyszłościowe, z zawodem poszukiwanym na rynku pracy, to i długo po odebraniu dyplomu bezrobotna nie byłam. Z lekkim sercem wyprowadziłam się, ale nadal odwiedzałam rodziców i brata, który, w szkole jeszcze się ucząc, nadal z nimi mieszkał. Wszystko się układało, aż któregoś dnia świat mi dosłownie runął. Dowiedziałam się, że ojciec zdradza mamę. Cholera wie od kiedy. To był przypadek, a ja nie wiedziałam co z tą wiedzą zrobić. Biłam się z myślami, aż postanowiłam, że zbiorę jakieś dowody i powiem rodzicielce, jak się sprawy mają. Udało się. Aż mnie mdliło, ale zrobiłam zdjęcie ojcu i jego kochanki, jak się migdalą w parku, po czym uciekłam prosto do domu. Byłam przerażona, ale poprosiłam mamę o rozmowę. Pamiętam to jak przez mgłę... Pokazałam jej zdjęcie, najdelikatniej jak umiałam, wyłuszczyłam co wiem, gotowa wesprzeć ją psychicznie.
Minęło parę dni, właśnie wracałam wtedy z pracy. Patrzę – telefon mi dzwoni. To była siostra mamy. Ledwie jednak odebrałam, usłyszałam stek obelg w swoją stronę i wrzasków. Czy jestem z siebie dumna, czy wiem, co narobiłam, co ja sobie myślałam. Trwało to z minutę, może dwie, aż ciocia wywrzeszczała, że przeze mnie moi rodzice się rozwodzą. Że „po co się wpieprzałaś w ich życie, gówniaro jedna”. I się rozłączyła. Tego dnia odebrałam jeszcze kilka podobnych telefonów, od różnych cioć, wujków, kuzynek, dziadków. Na końcu zadzwoniła mama. „Nie masz po co wracać do domu” – tyle mi powiedziała.
No więc tak. Nie zawinił ojciec, nie zawiniła jego kochanka, tylko ja. Przynajmniej według rodziny. Tylko mój brat uznał, że ich pogięło i jeszcze ze mną rozmawia.
Mieszkam z narzeczonym i z córką w domu teściów. Na razie pracuje tylko narzeczony, ja chciałabym zacząć pracę jak tylko mała skończy rok i będzie nas stać na żłobek.
Chcemy kupić mieszkanie.
Teściową lubię, bardzo. Kobieta do rany przyłóż. Za to teść lustruje mnie wzrokiem, jakby chciał mnie przelecieć. Chodzę w szerokich dresach, nie maluję się, jak karmię piersią córkę, to muszę wychodzić, bo ten oblech non stop obserwuje moje ciało. Niedawno zginęły mi czerwone stringi. Ogórki zaczęłam myć gąbką po tym, jak skomentował moje ich dokładne mycie.
Nie daję rady, boję się wychodzić z pokoju.
Ceny mieszkań poszły tak w górę, że za wynajem płacilibyśmy pół wypłaty i nie starczyłoby nam na życie.
Boję się.
Dodaj anonimowe wyznanie