Anonimowe wyznanie o tym, jak z żoną okłamujemy znajomych.
W związku z ostatnimi wzrostami cen absolutnie wszystkiego trochę osób z otoczenia mojego i żony średnio sobie radzi. Wzrosty rat kredytów na nieruchomości i ogólne wydatki odczuła głównie para z dwójką dzieciaków i domem w kredycie oraz siostra żony, która po prostu niewiele zarabia, a stara się utrzymać sama w obcym mieście.
Często się z tymi ludźmi spotykamy przy piwku i przekąskach i wspólnie narzekamy, jak jest teraz ciężko i jak musimy odkładać różne plany i zakupy na później. Na przykład wspomniana wyżej para nie wie jak zapłaci za buty na zimę, albo że komuś zaczęły się zęby psuć, ale wizyta u dentysty to masywny koszt.
Prawda jest taka, że nasze wydatki nie zmieniły się jakoś znacznie, może z 20% wzrostu na niektórych grupach spożywczych. Kredyt na nasze 4-pokojowe mieszkanie mieliśmy maleńki, a do tego na stałym oprocentowaniu, a podwyżek czynszu na ten moment ani widu, ani słychu. Ja w międzyczasie dostałem jeszcze podwyżkę w pracy, do tego stopnia, że powodzi nam się lepiej niż przed pandemią, żona rozważa, czy nie zrezygnować z pracy, bo zwyczajnie pokrywam nasze potrzeby z nadwyżką, a tak mogłaby zająć się domem i dzieckiem – coś, co zawsze chciała zrobić, ale nigdy nie było nas stać.
Oczywiście o żadnej z tych rzeczy nie mówimy głośno, chyba z obawy przed tym, żeby znajomi się od nas nie odwrócili z zazdrości, sam nie wiem, po prostu jakoś tak wyszło, że raz powiedzieliśmy, że nam też te wszystkie koszty skoczyły i tak zostało, a teraz nie za bardzo wiemy jak z tego wyjść. Głupio tak wprost walnąć, że okłamujemy kupę ludzi od ponad pół roku.
Pointy nie ma, ot coś, czego nigdy nie powiemy nikomu głośno, więc jako anonimowe wyznanie się klasyfikuje.
Najszczęśliwszy dzień w moim życiu?
To dzisiaj, kiedy pies zabrany ze złych warunków, po 5 latach pracy, w końcu sam położył się obok mnie.
Moja dziewczyna: dlaczego nigdy nie mówisz o swoich uczuciach i tym co cię boli, tylko milczysz i jesteś nieobecny? To niezdrowe dla twojej psychiki. Wykończysz się.
Ja: Dlatego, że jak to robię, ty zamiast pomóc zaczynasz wbijać mi głębiej szpile, zmieniać do mnie nastawienie i mówić, że ty masz gorzej.
Moja dziewczyna: To nieprawda (FOCH), a tak w ogóle to ty jesteś taki i taki.
Od tej rozmowy minęły może z trzy miesiące. Problemy w pracy nakładają się z poważnymi problemami w rodzinie, problemami finansowymi i jeszcze zaraziłem się covidem, po którym mam problemy z sercem, co po zakończonym L4, na którym jestem, prawdopodobnie uniemożliwi mi wykonywanie zawodu, który wykonuję. Wychowałem się w rodzinie o konserwatywnym sposobie bycia, czyli chłop nie płacze. Chłop zaciska zęby i działa. Tym razem ten chłop nie wytrzymał i wyrzygał cały ból swojej drugiej połówce i nawet nie zauważył kiedy zaczęły lecieć mu łzy i rozryczał się jak dziecko.
Żałuję, że to zrobiłem, nie ma nic gorszego niż wyżalić się kobiecie, pokazać słabość i niemoc. Teraz nie dość, że życie mnie skopało, to kopie mnie własna kobieta. Mówi, że potrzebuje mężczyzny silnego, który będzie dla niej podporą, motywacją, a nie kogoś, kto nie radzi sobie sam ze sobą, bo nie zamierza żyć czyimiś problemami. Przypomniałem jej, co mówiła o okazywaniu słabości, ale odpowiedziała, że nie to miała na myśli.
Ogólnie jest źle, ale ma to i swoje plusy, bo otworzyło mocno oczy na wiele rzeczy. Czuję, że przez jej podejście staję się silniejszy. Trzy lata poszły w piach, trzeba jej teraz pokazać, że jednak jestem mężczyzną i kopnąć ją w cztery litery.
Byłam kiedyś na pogrzebie siostry mojej dobrej znajomej, pojechałam do totalnej afrykańskiej wioski i uczestniczyłam we wszystkich rytuałach pogrzebowych – w pożegnaniu zmarłej w domu, w procesji do kościoła, we mszy, w uroczystościach na cmentarzu (2 godziny przemówień w obcym mi, lokalnym języku na temat zmarłej) i w stypie w domu rodzinnym. Mojej znajomej zależało na tym, bym tam była, więc byłam.
Afrykański pogrzeb to wielka uroczystość, do domu zjechało prawie 500 osób, a byłam tam jedynym białasem.
Jak to w życiu bywa, człowiek co pewien czas musi skorzystać z toalety i mnie też to spotkało. Myślałam, że oddalę się dyskretnie, pójdę do „łazienki” (dziura w ziemi, otoczona z trzech stron żywopłotem) i nikt nie zauważy. Niestety, dzięki kolorowi skóry byłam zauważana przez wszystkich i gdy tylko ruszyłam w stronę toalety, pobiegło za mną 12 pań, które chcąc mi „pomóc” i zapewnić trochę dyskrecji otoczyło wychodek kołem, zasłaniając wszystko kolorowymi materiałami.
W Afryce (przynajmniej w tych krajach, które znam) jest taki zwyczaj, że jeśli są osoby jednej płci, to zupełnie się przed sobą nie wstydzą. Panie wiedziały, że u białych jest zupełnie inaczej, że nie wchodzimy sobie z koleżanką wzajemnie do łazienki, nie przebieramy się wspólnie i nie śpimy nago, tylko w piżamach. Panie rozumiejąc to, próbowały mnie zasłonić (podobno od rana ustalały, która i czym zrobi mi zasłonę), a przy tym zerkały na mnie znad swoich materiałów, by zobaczyć, czy biała sika tak samo.
Po wszystkim zaczęły mi bić brawo i podały kubek z wodą do umycia rąk. Chyba nigdy nie czułam się tak zażenowana i zawstydzona jak wtedy...
Chcesz zasiać ziarno niepewności w dziewczynach przekonanych o swojej wyjątkowej zajebistości? Znajdź zdjęcie, na którym są trzy koleżanki i skomentuj: „Wy dwie wyglądacie ślicznie”.
W liceum chodził ze mną do jednej klasy kolega, który miał strasznie nadopiekuńczą matkę. Jeszcze w pierwszej klasie, w co trudno być może uwierzyć, przyprowadzała i odprowadzała go ze szkoły.
Ów kolega w pewnym momencie został na drugi rok w tej samej klasie (chyba w drugiej jak pamiętam), więc nasze drogi poniekąd się rozeszły. Po kilku latach dowiedziałem się o jego dalszych losach. Nie wiem jak to możliwe, ale jego rodzice nic nie wiedzieli o tym, że jest „rok w plecy”. W momencie kiedy przyszła pora na zdawanie matury, codziennie rano wychodził z domu wystrojony na ten ważny egzamin, w drodze do szkoły, u kolegi, przebierał się w normalne ciuchy, a po szkole w drugą stronę... Skserował na kolorowo pierwszą stronę swojego świadectwa, a drugą kolegi – tak powstało to, które pokazał rodzicom. Wytłumaczył im przy tym, że to kopia, bo „oryginał poszedł do archiwum” – cokolwiek to znaczy. Uwierzyli...
Po maturze wyjechał na studia, a właściwie za pieniądze, które dostawał od rodziców, wynajął kawalerkę czy też nawet pojedynczy pokój w miejscowości, z której oryginalnie pochodził (małe miasteczko). Dalszych jego losów nie znam...
Był taki czas, gdy żyliśmy naprawdę bardzo biednie, pieniędzy ledwo starczało na podstawowe potrzeby. Syn chodził wtedy do gimnazjum, a wiadomo, że dzieciaki potrafią być okrutne, więc był wyśmiewany w szkole, bo nie nosił firmowych ciuchów i miał znoszone, zniszczone buty. Niejeden raz płakał z tego powodu, a mi pękało serce.
I właśnie wtedy ukradłam dla niego buty w sklepie. Nie złapali mnie, nigdy się nie wydało, a syn był przeszczęśliwy, bo dzieciaki w szkole dały mu spokój.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam i nie jestem z tego dumna, bardzo się tego wstydzę. Nikomu się do tego nie przyznam.
Moja historia miała miejsce kilka lat temu w gimnazjum. Szedłem po kredę do kantorka i po drodze, przechodząc obok łazienki męskiej usłyszałem jakby ktoś się z kimś szarpał i jakiegoś chłopaka, mówiącego do kogoś aby ten ktoś nawet nie próbował się odezwać. Byłem pewien że ktoś dręczy jakiegoś słabszego, wszedłem żeby jakoś zareagować, ale zobaczyłem coś zupełnie innego niż się spodziewałem.
Ujrzałem przyciśniętą przez jakiegoś chłopaka dziewczynę z całym biustem na wierzchu. Jego ręka była już w jej majtkach. Stałem jak słup soli i wtedy mimo mojej niemałej tuszy wystrzeliłem jak z procy, odrzuciłem chłopaka i dotkliwie go pobiłem w przypływie emocji. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, zlecieli się nauczyciele, potem wezwali karetkę i policję.
Dziewczyna nic nie chciała powiedzieć, a moim zeznaniom nie uwierzyli dlatego, że byłem cichy i niezbyt lubiany i nauczyciele powiedzieli, że miałem nierówno pod sufitem, i to ten chłopak mnie nakrył jak ja chciałem zgwałcił. Niestety stała się najgorsza rzecz.
Ta dziewczyna to podłapała i razem z tym chłopakiem zeznali to samo. Dlaczego ona? Ponieważ tak się bała, że ten niedoszły gwałciciel na niej się zemści, jeśli się wygada, że wolała mi zrujnować życie. Za to co mu zrobiłem groził mi poprawczak. Nawet rodzice mi nie chcieli uwierzyć.
Chciałem popełnić samobójstwo i pewnie bym to zrobił, gdyby nie przyjaciółka tej dziewczyny, która dowiedziała się prawdy i powiedziała o tym nauczycielom, a potem to poszło dalej. Od tego czasu boję się pomagać i reagować. Niektórzy mówią, że nie mam w sobie ani grama empatii, ale to nieprawda. O ironio, rodzice teraz opowiadają tą historię jako bohaterski czyn i chwalą się wszystkim jakiego to mają syna. Kiedyś wybuchłem i przy gościach dopowiedziałem resztę prawdy i ich postawę. Nie zrozumieli tego co mi zrobili, zostawiając mnie samego pośród tych oskarżeń.
Ps: Dziewczyna, którą uratowałem, nawet mnie nie przeprosiła. Zastanówmy się ilu ludzi zostało skrzywdzonych w ten sposób...
Nie potrafię wybaczać. Każdą krzywdę, którą ktoś mi zrobił, zapamiętuję na bardzo, bardzo długo. Nie chodzi tu nawet o wielkie krzywdy, często wystarczy głupi komentarz, aby zrobić sobie ze mnie wroga. Nawet jak ktoś mnie przeprosi, to i tak nie mu nie wybaczam, po prostu staram się nie poruszać tego tematu, ale niechęć rośnie. Nie jestem mściwa, nie planuję potem zemsty, po moim zachowaniu nie da się rozpoznać, że kogoś nie lubię czy pamiętam, jak dwa lata temu się z nim pokłóciłam. Mimo wszystko, myślę wtedy bardzo źle o tej osobie, w głowie szydzę i nabijam się z niej.
Jedynym wyjątkiem jest tylko mąż i dzieci. Pamiętam każdą kłótnię z mężem i przykre słowa, które padły z jego ust, ale nie nienawidzę go jak reszty, która mi coś zrobiła.
Nikt o tym nie wie. Staram się nad tym pracować bo strasznie mnie to męczy, ta nienawiść niemal do wszystkich, ale nie jest to takie łatwe. Sama do końca nie wiem jak się tego pozbyć.
Babcie już tak mają, że lubią straszyć swoje wnuki. Ta nie była inna.
Leżałam w szpitalu po wycięciu wyrostka. Wyglądałam naprawdę mizernie, cała blada, kroplówka i często wymiotowałam (taka moja reakcja na narkozę).
Wraz ze mną na sali była dziewczynka, tak na oko 4-6 lat, wraz z babcią. Z tego co słyszałam, była zatrzymana na obserwacji tak na wszelki wypadek. Mała miała zwyczaj obgryzania paznokci, który babci ewidentnie nie odpowiadał. Cały czas tam leciały kazania, jak to źle i nieładnie. W końcu zaczęła straszyć małą, że jak dalej będzie obgryzać pazury, to skończy jak ja. Rozetną jej brzuch i będą musieli to wszystko z niej wyciągać. Mała patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach.
Wtedy też do sali przyszła pielęgniarka z nowym lekiem dla mnie. Podłączyła mnie do kroplówki i jakieś 10 sekund później miałam reakcję alergiczną godną odcinka Dr. House'a. Musiało to wyglądać naprawdę nieźle, bo babcia się tylko nakręciła i krzyczała: Widzisz?! Widzisz?!
Na dziewczynkę ta lekcja chyba mocno wpłynęła, bo wieczorem próbowała wyciąć sobie paznokcie z brzucha... W szpitalu towarzyszyła mi do końca mojego pobytu. Nawet sobie porównywałyśmy blizny. Złapałam z nią fajną więź i ostatecznie jej rodzice zatrudnili mnie na opiekunkę.
Stąd też wiem, że babcia została wykluczona z rodziny, a mała panicznie się jej boi.
Brawo, pani babciu.
Dodaj anonimowe wyznanie