#2F3og

Mój młodszy brat podczas kiedy tata się nim opiekował, chciał pobawić się resorakami w „tor przeszkód”. Małemu do głowy by nie wpadł tak durny pomysł, ale ojciec stwierdził, że urozmaici mu zabawę i pojechał z młodym do sklepu po 5 kg mąki, a potem rozsypał to na kafelkach w salonie – mąka służyła jako piasek z torów wyścigowych... Zbrodnia prawie doskonała, tylko w wielkim salonie rozsypywana mąka osiadła na parapetach, szafkach, w fugach od kafelek... i ojciec nie był sam w stanie tego posprzątać, więc ślady zbrodni zostały. Jednak nikt nie wiedział skąd to się tam wzięło, a młody milczał, bo to taki „męski sekret”.

Tata przyznał się dopiero kilku latach co się tak naprawdę stało, kiedy na wigilię oglądaliśmy jakieś rodzinne filmiki z kamery podłączonej do TV i jeden z nich przestawiał 5-letniego wówczas brata, całego białego, z autkami w mące :)

#Qu5vw

Historia wydarzyła się niedawno. Byłam z koleżankami na miejskim basenie. Nic niezwykłego, grałyśmy sobie w siatkówkę, wczesna godzina. W pewnym momencie rzuciłam się na piłkę i zanurkowałam z nią pod wodę. Prawdopodobnie ktoś kopnął mnie wtedy w brzuch, pewnie przypadek. Wtedy się zaczęło. Kiedy wypłynęłam dostałam okropnej czkawki, najgorszej w moim życiu. Nigdy nie miałam problemu z pozbywaniem się jej, wystarczało wstrzymać powietrze lub napić się łyka napoju. Jednak tym razem te sposoby nie działały i czkałam przez następne... kilkanaście godzin.

Na początku zbagatelizowałam temat, po prostu grałyśmy dalej. Ale kiedy mija godzina, a ciebie nadal męczy zaczynasz się denerwować.. Na domiar złego mieli dołączyć do nas kumple, w tym jeden, który mi się podobał, a wieczorem mieliśmy wspólnie poimprezować. Żaden sposób mi nie pomagał, ale najgorszy jest wzrok innych ludzi gapiących się na ciebie, kiedy ty nie możesz tego w żaden sposób ukryć, ciągle podskakujesz i wydajesz z siebie dźwięki. Wyobraźcie sobie jaką żenadę musiałam wtedy czuć. Po basenie przeszukałam cały internet w poszukiwaniu kolejnych sposobów i byłam już nawet gotowa iść do lekarza na następny dzień. W ogóle nie miałam głowy do imprezy i płakałam, ale przyjaciółka nakłoniła mnie żebym przyszła. Impreza trwała, alkohol się lał, kumpela widząc mnie załamaną postanowiła, że musi coś z tym zrobić. Stwierdziła, że musimy wyjść i zabrała mnie na pobliską plażę przy jeziorze (kumpel mieszkał kilkanaście kroków od tego miejsca). Tam zaproponowała pływanie nago. Należę do nieśmiałych osób, więc w życiu nie zgodziłabym się na to nawet w nocy, na pustej plaży. Jednak w końcu się przekonałam. Byłam tak zestresowana, że ktoś nas zobaczy, że... czkawka przeszła. Przyjaciółka uśmiechnęła się – taki (podobno) był plan. Chwilę później ogarnęłyśmy się i wróciłyśmy na imprezę.

Z perspektywy czasu jestem troszkę pewniejsza siebie, po takiej dawce wstydu jaką przyjęłam w tym dniu, oby nigdy więcej :D

#L07BG

Mieszkam w małej miejscowości, mam małą grupkę znajomych i wszyscy jesteśmy dość mocno rąbnięci.

Zbliżało się wesele w rodzinie jednej z moich przyjaciółek. Dziewczyna nie umiała tańczyć, a wielokrotnie opowiadała mi, że ma samych starszych kuzynów i chce się przed nimi dobrze zaprezentować. No to pewnego dnia ja, ona i jeszcze jedna dziewczyna pojechałyśmy na rowerach do lasu, bo tam nikt by nam nie przeszkadzał ani nie cisnął beki z tego co robimy. Zaciągnęłyśmy rowery na jakąś polankę ukrytą między drzewami, puściłyśmy disco polo i jedyne co mogło nas tam zatrzymać to mrówki.
Niestety z krzaków nagle wyskoczył jakiś starszy dziadek. Myślę, że w tamtym momencie pomyślałyśmy wszystkie, że to jakiś pedofil. Zaczęłyśmy uciekać z tymi rowerami i przedzierać się przez piaski i chaszcze. Kiedy byłyśmy już bezpieczne, dziewczyna, która była ze mną i moją uczennicą stwierdziła, że ten gościu był podobny do jej dziadka...

Zgadnijcie co usłyszała, kiedy wróciła do domu? „Kochanie, następnym razem jak będziesz chciała urządzić imprezę, to mogę ci pożyczyć stodołę”.

#zo4YA

Gdy moja rodzicielka otwierała swój mały biznes, to powiedziałam, że jak będzie chciała wolne, to pójdę do pracy za nią. Na początku stałam za nią w weekendy, czasami dała mi za to kasę, ale szczerze powiedziawszy, nie chciałam jej. Robiłam to, by chociaż w najmniejszym stopniu jej pomóc i ulżyć.
Gdy skończył się rok szkolny i zaczęły się wakacje, mama chciała wziąć urlop. Stwierdziłam – spoko, poradzę sobie.

Wakacje prawie minęły, a ja miałam wolne raptem przez kilka dni. Wiem, że ja miałam wakacje co roku i mogłam wypocząć, a mama rzadko kiedy, ale myślę, że mi też należą się wakacje. Nigdzie nie mogę wyjść, spotkać się czy iść na miasto z przyjaciółmi i chłopakiem, bo nie wiem kiedy zadzwoni z informacją (ona mnie informuje, nie prosi), bym znowu poszła za nią do pracy.

Czy tylko mi się wydaje, czy jestem wykorzystywana przez własną mamę?

#46nii

Parę lat temu wybraliśmy się do salonu Orange w jednym z większych miast – jeden z moich współlokatorów miał tam coś do załatwienia, a były to czasy, kiedy przez Internet można było najwyżej SMS wysłać, wszelkie ustawienia różnych usług wymagały telefonu/wizyty w salonie. Razem z nami był jeszcze jeden nasz współlokator – wszyscy studenci.
Niestety, lekko się nudziliśmy, ludzi dużo, czekamy na swoją kolej. W pewnym momencie zauważyliśmy taki mały stolik dla dzieci z przyborami do malowania. Jako że dzieci nie było żadnych, zaczęliśmy rysować. Żadne z nas nie ma talentu do rysunków, więc wyszło przekomicznie. Pośmialiśmy się, ludzie dziwnie na nas zerkali, ale to nic nowego. Wreszcie został wezwany numerek mojego współlokatora, więc udał się on do konsultanta, drugi kolega wyszedł zapalić, a ja sobie stoję i czekam, aż podchodzi do mnie pan ochroniarz...

...i daje mi zdjęcie, które nam zrobił, jak się wygłupialiśmy rysując :)

#FI5cE

Jestem złym człowiekiem. I wiem o tym. Ale część mojego życia jest silniejsza ode mnie...
Mianowicie uwielbiam korzystać z usług prostytutek, mimo że mam żonę i dzieci.
Robię to jednak tak, że prawdopodobieństwo „wykrycia” jest w zasadzie zerowe.
Po pierwsze nie robię tego w swoim mieście, tylko na wyjazdach, a te zdarzają się powiedzmy raz na kwartał.
Po drugie – nie kontaktuję się nigdy z własnego telefonu, zawsze jest to karta, o której żona nie ma pojęcia i jest ukryta tak, że nie do znalezienia.
Po trzecie – pełna dyskrecja. Nie parkuję pod domem divy, zabieram ze sobą tylko i wyłącznie pieniądze (dokumenty, telefon, klucz do mieszkania itd. zostaje w samochodzie).
Dlaczego to robię? Bo żona nie spełnia moich oczekiwań? Ależ nie... W łóżku spędzamy fantastyczne godziny naszego życia, nie ma tabu. Ja po prostu to lubię, dość długo i dokładnie wybieram panny i są to zawsze sprawdzone dziewczyny z dobrym „warsztatem”. Kilka dni temu byłem z kobietą, której figury i urody może zazdrościć 90% kobiecego rodu... W seksie prawdziwy wulkan, wiem, że ją odwiedzę jeszcze nie raz.

Możecie hejtować...

#lgQUP

Wpis o tym, że nieznajomość języków jest zła.

Kilka lat temu wybrałem się z dziewczyną na wycieczkę. Naszym celem był zamek w Trokach (Litwa). Przejechaliśmy przez granicę i w pewnym momencie zatrzymuje mnie policja. Znam angielski, więc byłem pewny, że nie będzie problemu z dogadaniem się. Myliłem się.
Siedzimy w samochodzie, dziewczyna postanowiła się napić. Podchodzi pan mundurowy i mówi „kur*a żłopie”. Przynajmniej mi się tak wydawało. Z głupim wyrazem twarzy patrzyłem na pana niebieskiego, a on znowu swoje. Stwierdziłem po tych słowach, że to Polak i odpowiedziałem mu bardzo dosadnie. Niestety musiał zrozumieć o co mi chodziło (coś tam umiał po polsku, ale ni w ząb po angielsku). Staram się z nim dogadać jakkolwiek – no nie idzie. Po jakimś czasie przyjechał drugi radiowóz. Ci panowie umieli już po polsku i wytłumaczyli mi, że w języku litewskim zwrot „dokąd jedziesz” dla Polaka brzmi tak jak napisałem wcześniej.

Kary nie dostałem. Okazało się, że dużo Polaków słyszy to co ja :D

#edc17

Po prostu nienawidzę palaczy. Ale nie bez powodu, moja nienawiść jest uzasadniona. Palacze w ogóle nie myślą o innych w otoczeniu, o tym, że smród z fajek może im przeszkadzać. O tym, że wyrzucając pety gdzie popadnie śmiecą, powodują zagrożenie dla zwierząt oraz mogą spowodować pożar oraz to, że mają totalnie gdzieś zwracanie uwagi i prośby.

Mieszkam akurat tak, że sąsiad w mieszkaniu nade mną pali – nałogowo. W mieszkaniu po lewej, dwójka emerytów – papieros co 15 minut. Sąsiad po prawej też pali, biedny, nie przelewa się, to najtańsze szlugi co walą okropnie.

Zimą pozaklejane w mieszkaniu zostały wszystkie kratki wentylacyjne, bo wchodząc rano do kuchni wszędzie było siwo od dymu. Gdy się zrobi cieplej i otwiera się okna oraz balkony do mieszkania co chwilę wpada dym papierosowy. Z balkonu codziennie sprzątam niedopałki. Nieważne czy pranie wisi czy nie, z czystych świeżo upranych koszulek potrafię strzepywać papierosy i popiół. Sąsiad jest na tyle bezczelny, że nie spojrzy nawet czy przypadkiem ktoś nie idzie lub nie stoi na balkonie i po prostu pety wyrzuca przez balustradę. Kilka razy zrzucił mi je na głowę. Każda prośba o palenie w taki sposób, aby do mnie do mieszkania nie wlatywały zarówno niedopałki jak i dym kończy się szybkim ewakuowaniem sąsiada do mieszkania bez żadnego przepraszam, a za 15 minut powtórka z rozrywki.

No i teraz co w tym anonimowego – zbieram dowody, nagrywam, który sąsiad pali, gdzie i jakie zniszczenia tym powoduje. Mam filmik, jak sąsiad z góry zrzuca mi papierosa na głowę, mam zdjęcia dziur w koszulkach, które wisiały na balkonie na suszarce (poniżej linii balustrady), mam nagrane prośby o zaprzestanie palenia na balkonie. Mam nadzieję, że sąsiedzi uwielbiają chodzić po sądach, bo aktualnie mam dużo wolnego czasu.
Pety również zbieram do słoika i robię specjalny kompocik, na pewno się kiedyś przyda :)
Dodaj anonimowe wyznanie