Wróciłem po 28 latach w RPA... I zanim zapytacie – nie, nie chodziło o taką czy inną sytuację w RPA, dzieci zaczęły studiować w EU i była ciekawa oferta pracy w Polsce.
Sam nie wiem, jak to jest z tym powrotem, bo wyjechałem na dwa lata, zostałem 28. Kto wie, może tam wrócę, zwłaszcza że RPA czasem jawi mi się jako raj utracony. Oczywiście to wszystko subiektywne sentymenty. Niemniej mogą wpłynąć na przyszłość.
Z ciekawostek na temat powracania: Okęcie, cargo (to z „Killera”). Przyleciało parę skrzyń dorobku życia, konkretnie 1530 kg. No i trzeba to odprawić, mienie powracających jest zwolnione od cła. Co na to pan celnik? „Proszę nam udowodnić, że pan w tym RPA mieszkał”. Cholera, paszportu RPA nie mam przy sobie... ale mam zaświadczenie z miejsca pracy! 28 lat zatrudnienia, w jednej firmie, może być? Co usłyszałem? „E… no ale pan mógł zdalnie”. Tak, praca zdalnie, od 1990... Po chwili słyszę „Chcemy rachunki za media”. Mam jeden, jest tam konkretny numer konta. Więc siadam do laptopa i wyciągam rejestr wpłat na to konto z iluś tam lat. Chyba już sami nie wiedzieli, czego się czepić, bo po chwili padło „No dobrze... Pytanie ostatnie... A skąd my wiemy, że pan tak naprawdę wraca?”.
Ano właśnie... i tu jest pies pogrzebany, bo czy ja tak do końca wiem? Zwłaszcza po takim przywitaniu :)
Mam prawie 17 lat i ostatnio z moim chłopakiem zaszliśmy dalej, niż powinniśmy, bardzo się stresuję rozmawiać o tym z kimkolwiek, więc może tu ktoś mi powie, czy jest szansa zajścia w ciążę. Zdajemy sobie sprawę z konsekwencji takiej głupoty, aczkolwiek mój chłopak w ciągu dnia sprawił sobie przyjemność, potem gdy przyszedł do mnie, weszłam na niego, po czym powiedział mi, że robił to w ciągu dnia i musimy skończyć. Minęło od tego zdarzenia około dwóch tygodni, dziś powinnam dostać miesiączkę, jeszcze nic nie ma. Nie sądzę, abym miała ją dostać w najbliższym czasie, bo skupiam się na tym, że mogę być w ciąży. Potrzebuję czyjegoś zdania na ten temat, nie czuję się z tym dobrze, pisząc o tym tutaj, ale nie mam zbytnio komu się wygadać oprócz jemu, jednakże on twierdzi, że nie zaszło do zapłodnienia. Ja bardzo się martwię, dodam, że miałam dni płodne tego dnia... Dziękuję za uwagę.
Jestem z moim partnerem już 2 lata i co ważne, jest ode mnie 22 lata starszy, a ja sama mam 23 lata. Ludzie często zakładają, że jestem z nim dla kasy (co oczywiście nie jest prawdą, oboje mamy podobny status materialny). Ogromną przykrość sprawiają mi pytania ludzi typu: „Co jest z tobą nie tak, masz jakieś zaburzenia?”, „Nie miałaś ojca?” albo wprost stwierdzają, jak moja była już przyjaciółka, że nie ma wytłumaczenia na taki „wynaturzony związek” innego niż kasa partnera. Zawsze staram się, żeby on nie słyszał takich przytyków (bardzo przeżywa różnicę wieku i nie do końca potrafi sobie to ułożyć, boi się o przyszłość).
Co w tym anonimowego? Pomimo wszystko nieprzyjemności zawsze się zdarzają i wykształciliśmy sobie taką niecodzienną „taktykę obronną”, a mianowicie jak ktoś tylko zapyta, dlaczego jesteśmy razem, to odpowiadamy: „Ja jestem z nim dla kasy, a on ze mną dla młodego ciała”. Wiem, strasznie to głupie, ale działa i mamy święty spokój, a pytający zazwyczaj pali buraka.
Praca w drogerii... Mogłabym napisać książkę o komicznych sytuacjach, ale też i o cebulactwie kobiet, które czasami wyglądają jak milion dolarów. Kilka razy zdarzyło mi się złapać taką na kradzieży testerów – serio, nie połasiła się na nowe, tylko na tester... Szminki odgryzają i wynoszą w ustach. Cienie do powiek wyciągają palcem i wkładają w kawałek kartki, podkłady przelewają do swoich pojemniczków... Trochę nas śmieszy, jak to oglądamy na kamerach, nie wiemy, czy dzwonić na policję, czy podejść i zapytać, co ona tak właściwie robi.
Babeczki przychodzą się malować do drogerii. Różne. Od kloszardowych, którym nie możemy odmówić przetestowania podkładów/szminek, po takie z torebką od Channel. Ludzie nie wiedzą, jaką od tego można np. opryszczkę złapać. Albo zapalenia spojówek od użycia kredki czy eyelinera, który testowało z 50 osób. Nie zdają sobie sprawy, że wszystko oprócz cienia i podkładu służy do sprawdzenia koloru na RĘCE.
PROMOCJE... bitwa pod Grunwaldem czasami. Co bezczelniejsze grzebią w dolnych szufladach... Jedna przyszła z pretensją, że szafka jest zamknięta na klucz i ona nie może sprawdzić, czy czasem tam czegoś nie schowałam dla koleżanki (aż chciałoby się powiedzieć: kochana, dla koleżanki to ja chowam dzień przed promocją na zapleczu).
Zdarzało się, że dama kupowała szampon, połowę przelewała w domu, dolewała wody i leciała oddać zakup. Dlatego też jest już zakaz zwracania produktów, które nie są zafoliowane.
Zdarzają się klientki GWIAZDY – fakt, zostawiają i po 600 zł w drogerii, ale też robią z konsultantki służącą, która wszędzie z nią musi łazić. O ile nie mam nic przeciwko, o tyle jak już uwiesi na mnie swoją torebkę czy wykorzystuje moją rękę do wąchania perfum, to średnio mi się to podoba.
Miałam taką jedną, co wchodząc do drogerii, podrzuciła nam dziecko w foteliku pod kasę – „Ja tylko po szampon” – i 20 min jej nie było. Gdyby to nie była stała klientka, to pewnie byłaby afera.
Najgorsze są afery o próbki... „A bo moja koleżanka dostała trzy próbki tutaj i ja też chcę”. Tylko że koleżanka zrobiła zakupy za 400 zł, a pani za 20, i czego oczekuje? Worka z darmowymi kosmetykami? Prezenty mamy dla osób, które albo są stałymi klientami, albo zrobią zakupy za większą sumę – takie jest odgórnie polecenie i nie mamy zamiaru tłumaczyć się później u kierownika...
Kończąc wyznanie jedna uwaga – WIĘCEJ KULTURY :)
Odkryłem ostatnio, że mój skurczysyńsko niebezpieczny, morderczy, przestraszny, 50-kilowy rottweiler panicznie boi się skórek od pomarańczy. Efekt uboczny mojego jedzenia zamienił tę masę mięśni i zębów w kałużę roztrzęsionych siuśków.
Komornik zajął mi konto, ściągnął 2000 zł i zablokował resztę. Nie miałem pojęcia, o co chodzi! Kiedy się wreszcie do niego dodzwoniłem, okazało się, że miałem do zapłacenia karę za wszystkie mandaty za autobusy i pociągi, jeszcze z czasów szkolnych.
Wszyscy mówili, że takie mandaty się przedawniają, ale okazuje się, że nawet po latach można dostać takiego „bonusa” od życia. Nikomu o tym nie powiedziałem, żeby nikt nie śmiał się z mojej głupoty.
Wśród rodziny mam ksywę „Tatar”. Bo uwielbiam sos tatarski. Nie wiem, jak to się zaczęło, ale sos tatarski jest dobry do prawie każdego jedzenia. Kanapki? Po co masło, jak jest tatarek. Zamiast ketchupu czy majonezu, do sałatek, ziemniaków, ryżu, makaronu, mięs. W lodówce przynajmniej cztery słoiki, bo przezorny zawsze ubezpieczony. Nie daję go tylko do słodyczy i owoców, których i tak prawie nie jem (bo bez sosu).
Przez ostatni rok z chudzielca zrobiłem się „pączuszek”. Prawie 22 kilo przytyłem.
No, to tyle.
Gdy ktoś wyśle mi wiadomość, zawsze odczytuję ją w powiadomieniu, żeby dobrze przemyśleć co odpisać i żeby nadawca nie widział, że wiadomość już odczytałem, ale nic nie odpisuję.
Ludzie mają różne dziwne fobie. Ja też mam jedną, o której nikomu jeszcze nie mówiłam. Nie jest to coś, przy czym panikuję i mam problemy z regularnym oddechem, ale jednak w dalszym ciągu ogarnia mnie drobny niepokój. Otóż boję się tykania zegara.
Zaczęło się to, gdy jako dziecko dość często miewałam jeden i ten sam koszmar. Czasem zmieniało się miejsce - najczęściej był to szkolny korytarz, albo dość długi salon w moim poprzednim domu. Na końcu pomieszczenia, które w śnie wydawało się jeszcze dłuższe, było dziwne coś, co się do mnie uśmiechało z jego końca i powoli się zbliżało. I kiedy to stawiało kroki, robiło to dokładnie w rytmie tykania zegara. Z jego odgłosami. Czasem czas płynął nawet o wiele wolniej niż zegarowe sekundy, więc postać szła naprawdę bardzo powoli, ale ciągle w moim kierunku i z tą samą twarzą, która była jak namalowana, nie zmieniała się ani trochę. Nie miałam wtedy gdzie uciec i obserwowałam go, gdy dalej szedł w tym samym tempie.
Jeden, jedyny raz w trakcie jego zbliżania się i tykania tego nieszczęsnego zegara przebiegłam parę kroków i schowałam się w toalecie, która była jedynym pomieszczeniem na korytarzu. Wtedy po czasie pojawił się w drzwiach łazienki, stojąc do mnie bokiem, dokładnie w tym samym kierunku, w którym szedł wcześniej, ale nie zrobił ani kroku dalej. Jakby czekał.
Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek skończył swoją powolną wędrówkę i do mnie podszedł, zawsze sen kończył się albo budziłam się, zanim był jakkolwiek blisko. Nie miałam tego snu od naprawdę wielu lat, ale pojawiał się on przynajmniej kilka, może kilkanaście razy, nawet kiedy byłam naprawdę małym dzieckiem - jednym z miejsc była sala przedszkolna.
Mimo że już dawno nie jestem dzieckiem, to dalej odczuwam niepokój, słysząc tykanie zegara - czuję wtedy, jakby coś się powoli zbliżało i nie mogę zapomnieć o tym śnie, nawet jeśli minęło tyle czasu.
Kolega miał bardzo zazdrosną żonę, czasem niektóre sytuacje wyglądały jak z anegdot i kawałów. Kiedyś, jak staliśmy w sklepie i rozmawialiśmy, podeszła do nas koleżanka, z którą znamy się jeszcze od czasów szkolnych, a kolegi żona dosłownie się przed nami zmaterializowała. Zaczęła się interesować, skąd on zna tę kobietę, pytać, czy coś ich łączyło i tym podobne. Trochę to było żenujące, więc razem z koleżanką poszliśmy dalej, a ona po chwili stwierdziła, że szkoda chłopa, bo to taki fajny gość, a ma tak pieprzniętą żonę. Najlepsze, że po jakimś czasie okazało się, że żona kolegi praktycznie cały czas go zdradzała... Oświeciła go sąsiadka, której było po prostu żal tego mojego kolegi.
Kolega już jest po rozwodzie, teraz ma bardzo fajną dziewczynę, też rozwódkę, z którą widać, że tworzą świetną parę.
Wniosek? Jeśli ktoś jest aż za bardzo zazdrosny, to chyba czasem warto się zainteresować, czy taka osoba nie ma czegoś na sumieniu.
Dodaj anonimowe wyznanie