#leYmw

Moja historia zaczęła się w dniu, w którym moja ciotka, siostra mojej mamy, wprowadziła się do nas razem z trójką swoich dzieci - dwiema starszymi ode mnie córkami i synem w moim wieku. Ja i mój kuzyn mieliśmy wtedy po 4 lata. Moja ciocia rozwiodła się ze swoim mężem, miała zostać u nas tylko na trochę, ale jakoś tak wyszło, że mieszkamy razem do dziś - dom duży, nikomu to w zasadzie nie przeszkadza.

Z moim kuzynem (nazwijmy go Tomek) szybko staliśmy się nierozłączni - jako, że mieszkamy poza miastem, w okolicy gdzie praktycznie nie było dzieci w naszym wieku, byliśmy dla siebie najlepszymi towarzyszami zabaw, spędzaliśmy razem całe dnie. Potem poszliśmy do tej samej klasy, mieliśmy te same zainteresowania, na studia dostaliśmy się na tę samą uczelnię w dość odległym mieście - przyjeżdżając tam nie znaliśmy nikogo, co jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło, aż wreszcie jakoś tak wyszło, że zakochaliśmy się w sobie. Trochę było obaw, bo w sumie jest między nami spore pokrewieństwo, ale jak to mówią 'co w rodzinie to nie zginie' - raz się żyje. Oświadczył mi się tydzień temu, dzisiaj przyjechaliśmy do domu żeby oznajmić rodzince że jesteśmy razem.

Wyobraźcie sobie tę scenę.
Siedzimy przy rodzinnej kolacji. Normalny wieczór, pytania jak tam na studiach, jakieś śmieszki, historyjki, opowiadanka.

Przy deserze postanawiamy zakomunikować dobrą nowinę.
Ojciec zrobił się biały jak Michael Jackson w końcowym okresie swojego życia, ciotka nie zdążyła zrobić się biała, bo po prostu zemdlała.
Tak, mój ojciec przespał się z moją ciotką. Tomek jest moim bratem.
A ja jestem w ciąży.
Chyba jesteśmy w czarnej dupie.

#53dfY

Przez długi czas podobała mi się pewna dziewczyna. Podczas wakacji, gdy ją odprowadziłem pod dom to pomyślałem "albo teraz albo już będę miał takiej okazji".

Po momencie namyśleń poprosiłem ją, żeby zamknęła oczy.. Zacząłem powoli się zbliżać swoje usta do jej ust... i wiecie co zrobiła?
Wystawiła język... :(
Nie jesteśmy jednak razem jakby ktoś pytał.

#hQ4xt

Mam 16 lat, właściwie od jutra 17, choć to nadal do mnie nie dotarło. Nie jest to jakaś wielka zmiana, nic więcej mi nie wolno, po prostu nie podoba mi się ta liczba, nie potrafię się z nią identyfikować. Czuję się, jakby to było za wiele.

Niemal trzy miesiące temu zerwałam z moim pierwszym i na razie jedynym chłopakiem. Parę tygodni temu zerwałam kontakt z przyjacielem. Poznałam go w internecie i na takim poziomie tą relacją trwała jakieś 10 miesięcy. Przyzwyczaiłam się do obu tych relacji i mimo, że chwila już minęła, czasami czuję się gorzej.

Nie jestem już w stanie płakać, nie mogę się do tego zmusić.

Nie potrafię ująć w słowa tych uczuć, nie potrafię z nikim porozmawiać... Po zerwaniu dwukrotnie byłam u psychologa i na krótką metę to naprawdę pomogło, ale... Co mi dadzą dwie wizyty?

To ja zerwałam obie relacje.

W związku ciągle mi czegoś brakowało. Jemu zależało bardziej niż mnie ale był taki... Nieśmiały, ugrzeczniony. Pół roku minęło zanim pierwszy raz mnie pocałował, robił to tylko na cześć i na pa, a ja potrzebowałam kontaktu fizycznego, flirtu, zabawy. To nie czas na poważne związki, uważam, że ten wiek to czas poznawania siebie, swoich możliwości, pragnień, ciągot.

W przyjaźni, z drugiej strony, po zerwaniu miałam ten flirt, odważny, bezwstydny, ale... On zniknął. Bo zaczęłam czuć do niego coś więcej, a on czuł do mnie coś więcej od początku. Zerwał ze swoją dziewczyną (w życiu jej nie widział, była Azjatką), i chciał zbudować związek ze mną.

Ale... Nasze potrzeby się mijały. 7 lat starszy, z problemami psychicznymi i materialnymi, choć mu ufałam gdzieś z tyłu głowy miałam taką myśl, że może mnie wykorzystać i zostawić. Choć brzmiał na naprawdę zakochanego, moje uczucia do niego ostygły. Myślę, że potrzebowałam uczucia po zerwaniu, nieświadomie.

Jedną relację straciłam przez uczucie, które z mojej strony znikło, co uświadomiło mi jak toksyczny był ten związek. Drugą, bo on chciał uczuć, związku, a ja raczej niezobowiązującego flirtu i przyjaciela.

Teraz po prostu czuję, że jak już byłam w związku i poczułam jak to jest, potrzebuję choćby namiastki tych uczuć. Ale nie mogę ich zdobyć, bo nie wiem jak, gdzie, nie potrafię i przeraża mnie to. I nie mogę spać, i przestają mnie obchodzić kolejne rzeczy, mój wygląd, nauka, która długo była dla mnie wszystkim...

Nie radzę sobie i choć wiem co robić, nie mam na to odwagi. Nie mam odwagi przyznać, że potrzebuję pomocy.

Musiałam się wygadać, wysłać myśl do wszechświata...

#rGPpu

Mój brat chodzi do Zespołu Szkół Sportowych. Bałam się o jego morale i opinię, bo szkoła uchodzi za mocno patologiczną.

Wczoraj Młody pobił się z chłopakiem dwa razy większym od niego, bo ten chamsko wyzywał dwóch Ukraińców na korytarzu.
Jestem pod wrażeniem, zwłaszcza że Skubany miał przewagę do przyjścia trenera ;)

PS. Dostał oklaski jak wrócił do klasy od psychologa. Nie takie to gimnazjum znieczulone jak mówią.

#kv8ec

Pracuję w knajpie, na co dzień mam styczność z klientami posiadającymi różne nietolerancje czy upodobania (laktoza, gluten, weganizm, wegetarianizm). Mamy dla nich bogatą ofertę dań w takich samych cenach jak inne, nie zmienia to jednak faktu, że lokal chwali się głównie grillowanym mięsem (steki, szaszłyki, burgery).

W zeszłą sobotę przyszła do pracy nowa dziewczyna. Specyfika tej pracy jest taka, że wszyscy robią wszystko, za wyjątkiem kucharzy, którzy tylko gotują (zmywak, obierak, wydawka, bar, kelnerka - oczywiście w rotacji takiej, że wiemy kiedy będziemy mieli styczność z klientem, a kiedy tylko na kuchni). Nowa przyszła na kuchnię, pominę makijaż, który spłynął po 5 min w gorącu i kilometrowe paznokcie (były niepomalowane, więc normy sanepidu spełnione), trafił jej się zmywak. Ona nie będzie myła naczyń po mięsie i serach, bo jest weganką. Zonk. Szef się zlitował, kazał umyć podłogę i blaty. Pech chciał, że na blacie leżała skorupka od jajka, kolejna odmowa pracy. Szef w międzyczasie spojrzał na jej CV, rzekomo 3 lata za barem w znanym pubie, dał rzeczy kelnerskie (koszule mamy ujednolicone), kazał się ogarnąć i postawił dziewczynę za barem. Po 5 minutach wparowała na kuchnię z awanturą, że nikt jej nie powiedział, że będzie musiała mieć do czynienia z cierpieniem niewinnych zwierząt. My w szoku: o co chodzi? Klient poprosił o kawę z mlekiem. Tu historia się kończy, szef podziękował za współpracę.

A ja się zastanawiam co tacy ludzie mają w głowie startując do pracy, która jest niezgodna z ich sumieniem, a później wymagając zmian w zasadach. Dodam tylko, że pojawiali się u nas weganie i wegetarianie w pracy, ale zdawali sobie sprawę z charakterystyki tej pracy i wykonywali sumiennie swoje obowiązki, a kucharze mając na względzie ich sposób życia nigdy nie kierowali ich do oprawiania mięsa.

#cKr5e

Emetofobia to strach przed wymiotowaniem i wszystkim związanym ze zwracaniem. Cierpię na to chyba od zawsze. Brzmi śmiesznie? Kiedy zdarzyło się, że ktoś w mojej obecności zwymiotował, to spieprzałam jak najdalej, było mi słabo, duszno no i oczywiście niedobrze. Nie było opcji, żebym posprzątała np. po chorym bracie czy facecie. Do tego dochodzi strach przed tym, że to JA zwymiotuję w miejscu publicznym i skompromituję się tym, mimo że nigdy nic takiego się nie zdarzyło. Jednak przez ten strach mam często opory, żeby gdzieś wyjść ze znajomymi, bo gdzieś z tyłu głowy mam, że mogę się nagle rozchorować i narobić sobie obciachu. W czasach szkolnych potrafiłam zwalniać się z lekcji, bo wydawało mi się, że będę wymiotować, a bałam się, że ludzie z klasy się o tym dowiedzą.
Nie mogę oglądać wymiocin (jak widzę na filmie, to robi mi się słabo), bo jestem na skraju wytrzymałości. Kiedy jestem świadkiem czyjegoś wymiotowania, to niestety mocno mi się to koduje w głowie i mam z tym problem. Możecie się więc domyślić, że nie byłabym w stanie tego posprzątać. Kiedy mój facet zwracał (był chory, a nie pijany), nie byłam nawet w stanie podejść, żeby opróżnić wiaderko i dać mu jakąś wodę do picia. Wiem, że to okropne, ale ja po prostu nie jestem w stanie.

I właśnie przez to nie będę miała dzieci. Wiecie, jak jest z dziećmi. Takie małe to zwracają dalej niż widzą, nawet nie do wiadra, tylko gdzie popadnie. A ja jak sobie pomyślę, że miałabym na to patrzeć i to SPRZĄTAĆ, to już mam mdłości.

To jest anonimowe, bo nikomu o tym nie mówiłam.
Pracuję nad tym, bo naprawdę utrudnia mi to życie. Nawet napisanie tego wyznania było dla trudne, ale jest to dla mnie pewien rodzaj terapii.
Dodaj anonimowe wyznanie